maaax
23.05.03, 12:22
Zakładam bowiem, że oprócz tych wymachujących dzwoneczkami, balonikami,
flagami UE, powtarzającymi jak mantra "szansa, szansa"- są też jacyś myslący:
im dedykuje obszerne fragmenty artykułu , który ukazał sie w ostatnim n-
rze "Najwyższego Czasu" (autor:K. Mazur)www.nczas.com.
Autor najpierw analizuje aktualną sytuację gospodarczą Polski, potem pisze:
" I jak w tej sytuacji być optymistą, skoro już za niespełna trzy tygodnie
Polacy będą musieli odpowiedzieć, czy są za postępem, likwidacją bezrobocia,
autostradami i stolicą w Brukseli, czy za obskuranctwem, zacofaniem,
bezrobociem i stolicą w Toruniu, jeśli nie w Mińsku?
A tymczasem coraz to nowe branże informują o kosztach ewentualnej akcesji:
Ministerstwo Finansów chce wprowadzenia kaucji gwarancyjnej z tytułu
rozliczeń VAT-owskich (niedługo każą osobom fizycznym płacić z góry kaucję na
poczet przyszłych przekrętów), ubezpieczeniowcy wspominają o
kilkusetmilionowych kosztach tworzenia różnych centralnych ewidencji i
sprawozdawczości, minister infrastruktury ma kolejny akcyzowy pomysł na
wybudowanie autostrad, które wybuduje oczywiście Unia, setkom ubojni i
mleczarni grozi zamknięcie itp.
A liderzy największych sejmowych partii opozycyjnych, czyli Kaczyński i Tusk,
twierdzą, że najlepiej byłoby, aby Polacy poszli do urn wyborczych i
zagłosowali za przystąpieniem do Unii, gdyż z kolei niedobrze według nich
byłoby, aby wyjątkowo źle postrzegany parlament podjął taką decyzję. Czyli
możemy sobie kupić forda w dowolnym kolorze pod warunkiem, że będzie czarny.
Według liderów opozycji parlament, w którym sami zasiadają i jak dotąd nie
zgłaszają inicjatywy jego rozwiązania, ma złą recepcję w społeczeństwie. Ale
zarówno wspomniana opozycja, jak i koalicja rządowa mają przecież identyczny
stosunek do jednej z fundamentalnych decyzji dla polskiej racji stanu, jaką
jest przystąpienie do europejskiego superpaństwa. Co więcej - zdecydowana
większość źle postrzeganego parlamentu popiera akcesję, którą popiera również
prezydent mający złe notowania u opozycji, jak i niezbyt lubiący się z
premierem. Z tego wniosek, że większość nielubianych przez posłów PIS-u i PO
elit rządzących, w tym wielu agentów, agituje społeczeństwo za dokonaniem
wyboru, który popiera jakoby nielubiany przez społeczeństwo parlament. Z tego
wniosek, że w sytuacji, gdy referendum będzie ważne i większość poprze
akcesję, wybór społeczeństwa będzie się pokrywał z linią nielubianego przez
społeczeństwa rządu, w przeciwnym wypadku nielubiany przez społeczeństwo rząd
wbrew opinii ludu wyrażonej w referendum i tak przegłosuje wejście Polski do
UE. Więc po co to referendum i jaki interes w tym ma opozycja, skoro nie
zamierza tego faktu wykorzystać przeciwko rządzącym?
A tymczasem średni wzrost gospodarczy w Niemczech w ostatnich dziesięciu
latach wyniósł 1 proc. rocznie, a obroty z Niemcami stanowią dla Polski jedną
trzecią całkowitej wymiany zagranicznej. Według danych Eurostatu, w I
kwartale gospodarka Unii nie wzrosła nawet o jedno euro, w Niemczech nastąpił
spadek PKB o 0,2 proc, podczas gdy w przeżywających recesję Stanach
Zjednoczonych wzrost wyniósł 1,6 proc.
Mimo to media nadal w najlepsze straszą domniemanymi kosztami odmowy,
wymieniając kwotę 1 mld euro rocznie, która do dzisiaj i tak w większości
była pożytkowana - jeśli o pożytkach z tego tytułu można mówić - na
dostosowanie się naszego kraju do tzw. standardów unijnych, tzn. m.in. na
tworzenie skomplikowanego prawa i kolczykowanie krów. A warto się zapytać,
jakie to koszty odmowy mogą wystąpić w przypadku, gdy zrezygnujemy z
uczestnictwa w snobistycznym klubie coraz bardziej podupadających gospodarek?
Zresztą, mimo że jeszcze ludziska nie opowiedzieli się za dobrobytem, a już
niektórzy nadgorliwcy piszą, że z tym dolce vita może być różnie. Oto "Puls
biznesu" (tytuł coraz mniej adekwatny, bo i puls coraz słabiej wyczuwalny)
nieśmiało nadmienia, że przez pierwsze lata członkostwa Polski w UE rozwój
gospodarczy będzie słabszy, aniżeli w wariancie "bez Unii" (wytłuszczenie
moje), a pozytywne efekty akcesji pojawią się dopiero w 2007 r.
A w 2007 r. przewodnia partia zapewni naród, że wprawdzie przejściowe
trudności trwające od kilkunastu lat nieco się wydłużą, ale już widać na
horyzoncie oznaki ożywienia. No proszę, a część społeczeństwa już zawierzyła
głosowi gwiazdy ekranu zapewniającej w reklamie... tzn. informacji o UE, że
wreszcie nie robimy czegoś dla wnuków, tylko dla siebie.
W całej tej przedreferendalnej gorączce wyraźnie widać, że polskie elity
zrobią wszystko, by doszło do akcesji i żadne racjonalne argumenty nie są
przeszkodą dla entuzjastów akcesji do wypowiadania bałwochwalczych opinii na
temat naszej wspaniałej przyszłości w Unii. I paradoksalnie nie koszty
unijnej składki i dywagacje, czy będziemy płatnikami netto, czy brutto -
odsłaniają prawdziwe intencje naszych unionistów, ale kłamstwa i zmyślenia,
które są gotowi powtarzać dla osiągnięcia wyznaczonego celu. Jeśli ktoś
potrafi kłamać w żywe oczy, nie dopuszczając innych argumentów do
świadomości, to czy będzie w stanie to uczynić, jeśli przyjdzie po 1 maja
2004 r. zmierzyć się z problemami bezrobocia, deficytu, podatków, prawa
pracy, moralności etc. Oczywiście będą czarować nadal, a kiedy wyczerpią już
cały arsenał łgarstw - wtedy wyciągną z kieszeni drugi paszport, jak to
ostatnio jest coraz częściej w modzie.