haen1950
18.06.07, 08:22
Tak w Rzepie pisze o Tusku"
"Liczy się tylko cel: prezydentura
Ci, którzy dobrze go znają, twierdzą, że Tusk po podwójnej porażce z jesieni
2005 roku bardzo się zmienił. Gdy się otrząsnął po przegranej, co zajęło mu
zresztą kilka ładnych miesięcy, stał się twardy, wręcz bezwzględny. - On
wszystko podporządkował jednemu celowi, zwycięstwu w wyborach prezydenckich
2010 roku. Jest gotów sięgnąć po każdy środek, który go do tego celu
przybliża, przyjaźnie i sentymenty w ogóle się dla niego nie liczą - twierdzi
bliski współpracownik Tuska. - Donald zapatrzył się na sposób, w jaki kieruje
partią Jarosław Kaczyński, na to jak trzyma wszystko żelazną ręką".
Gdyby trochę rodzaj męski znała, to by takich bzdur nie wypisywała. Tusk nie
podporzadkował swojej działalności zdobyciu prezydentury, tylko wykończeniu
Kaczorów - facetów, którzy go wykantowali jak dzieciaka. Uwierzył namowom
Rokity, zaufał tym zawodowym łgarzom i poniósł tego fatalne konsekwencje.
Stąd również niechęć do Rokity, mędrka i centusia krakowskiego bez jaj.
A że Kaszubi zazwyczaj stawiają na swoim, to na imperium Kaczyńskich nie
postawiłbym ani złotówki.