wskiw
07.10.03, 13:20
Motywy decyzji pana Ignatiewa są dla mnie przekonujące. Mamy
ciągle taką sytuację, że publiczne podejmowanie problemu
stosunków polsko-żydowskich, choćby tylko w ujęciu historycznym -
wymaga dobrego zdrowia i odporności psychicznej. Przekonałem
się o tym osobiście.W trakcie publicznego wystąpienia na
aktualny, ale mający swe źródło w niedawnej przeszłości temat
społeczny, zaproponowałem aby poruszanym w dyskusji problemem
zainteresować IPN. W odpowiedzi usłyszałem, że jest to
instytucja do rozwiązywania polskich problemów nie przydatna,
albowiem zajmuje się niemal wyłącznie przypadkami prześladowania
Żydów, podczas gdy w nazwie ma przypiotnik - narodowy..
Ale nie to mnie zbulwersowało najbardziej, lecz fakt iż
moje twierdzenie, że w tym przypadku pojmowanie
określenia "narodowy" nie ma charakteru etnicznego lecz raczej
państwowy - Żydzi z Jadwabnego i innych miejsowości gdzie miały
miejsce podobne przypadki byli obywatelami polskimi - i to daje
pełny tytuł IPN-owi tytuł do zajęcia się sprawą, a skala
zjawiska wymusiła priorytet - spotkało się z niemal jednoznaczną
wrogością sali. Zrozumiałem wtedy, że ja też nie mam zdrowia do
prowadzenia tego rodzaju dyskusji. W każdym razie nie teraz...