Gość: Leszek S
IP: *.mtgmry1.md.home.com
15.01.02, 04:47
Nowy zastępca redaktora naczelnego "Trybuny", Marek Baranski, dla widzów
telewizyjnego "Dziennika" z lat 80. to symbol ówczesnej propagandy. W III RP
został dziennikarzem "Nie". Tam ostatnio bronił prokuratora Andrzeja Kaucza.
Barbara Labuda powiedziała, że Kaucz ją oskarżał w latach 80. i zachowywał
się "wyjątkowo podle". "Kaucz musi wrócić, Labuda musi odejść" - to konkluzja
Barańskiego. Kim jest Barański? Co i jak robił w PRL? O tym pisze Ewa Milewicz
w artykule "Baranski w sluzbie partii" w dziale Opinie.
Zasadnicza, dominujaca impresja po przeczytaniu tego tekstu to wizerunek
czlowieka dla ktorego prawda sama w sobie, po prostu, jest czyms obcym.
Niezrozumialym albo niewaznym. Liczy sie interes partyjny, lojalnosc
wobec "szefow". Nie liczy sie Prawda, liczy sie Propaganda. Potrzeby, nawet
dorazne, partyjnej propagandy nie tylko usprawiedliwiaja ale nawet uzasadniaja
klamstwo, przeinaczenie prawdy. Ta ostatnia zostaje wiec zredukowana do roli
instrumentu.
Czy jest to wizerunek prawdziwy, albo chocby prawdopodobny, czy tez jest to
"kolejne klamstwo 'Wybiorczej'", uzywajac terminologii niektorych
nieprzejednanych "zwolennikow" GW?
Z moich lat w Polsce pamietam, ze za czasow PRL tego rodzaju relatywizm prawdy
byl oficjalna, choc milczaca, wykladnia tegoz slowa. Istnialo cos takiego
jak "marksistowsko-leninowska koncepcja prawdy klasowej". Prawda, a zatem i
prawdomownosc byly podporzadkowane interesom klasowym. Jesli w interesie tzw.
klasy przodujacej lezalo klamstwo to klamstwo nabieralo waloru prawdy.
Naturalnie prawo (wylaczne) interpretacji tego co lezalo w interesie klasy
przodujacej nalezalo do jej tzw. "politycznych reprezentantow", czyli PZPR.
Poniewaz zas polityczni reprezentanci klasy przodujacej byli wylaniani w
sposob, ktory nalezy okreslic mianem "jedynie slusznej demokracji partyjnej",
bez skreslen, "na zalecenie", "zgodnie z wytycznymi" - najwyzszym sedzia
decydujacym o tym co mialo byc prawda a co nie stawala sie partia, a w ramach
partii - Biuro Polityczne. Przy czym bardzo szybko interes klasy przodujacej
zostal utozsamiony a potem wrecz podporzadkowany interesom tzw. "nomenklatury",
elity partyjnej.
PZPR nie istnieje od 1990 roku. Zaczynam jednak odnosic wrazenie, ze to co sie
dzieje obecnie w Polsce w duzej mierze nosi znamiona nie tyle renesansu Lewicy
i Socjalizmu (tego zreszta nalezalo sie spodziewac i z tym mozna debatowac),
ile recydywy niektorych, jak najgorszych, przejawow mentalnosci komunistycznej -
relatywizmu w sferze ideologicznej. W tym konkretnym przypadku chodzi o
relatywizm prawdy wobec absolutu propagandy.
Leszek S, Waszyngton.