Dodaj do ulubionych

Olbrzymi ropień na karku psa

08.05.08, 21:51
Witam serdecznie wszystkich Forumowiczów.
Mój póltoraroczny biszkopt ma na imię Frodo. Cztery dni temu
zauważyłam na jego karku duże opuchnięcie, wyraźnie sprawiało mu
ból.
Weterynarz kazał dać mu Zyrtec, myśląc , że jest to reakcja
uczuleniowa na ugryzienie jakiegoś owada. Ponieważ opuchlizna na
drugi dzień się powiększyła, dostał do smarowania maść
przeciwzapalną. Kolejny dzień- mimo smarowania maścią guz ten urósł
do gigantycznych rozmiarów, wybitnie utrudniając psu poruszanie się
i sprawiając ogromny ból. Skorzystaliśmy z rady innego weterynarza-
kazał smarować guza maścią ichtiolową. Kolejny dzień, czyli dzisiaj-
pies nawet nie chciał wyjść na poranny spacer, leżał cały czas. Po
zaleconych przez weta cieplych okladach z rumianku , ropień trochę
zmiękl i gdy pies się poruszał, słychać było wyraźne chlupotanie.
Weterynarz zapowiedzial na jutro zabieg przecinania ropnia.Na
szczeście po kolejnej serii ciepłych okładów, kiedy zaczął się
drapać , ropień pękł i jego treść zaczęła wydostawać się na zewnątrz
( w ogromnych zresztą ilościach). W dalszym ciągu stosuję cieple
okłady- pomaga to w usuwaniu wydzieliny. Pies ( na codzień
niszczycielski wulkan energii i nieokiełznany amator spacerów) jest
nadal slaby i wystraszony- mam nadzieję, że teraz juz będzie tylko
lepiej.
Czy ktoś miał podobne doświadczenia i móglby mi o nich
opowiedzieć? Będę bardzo wdzięczna za wszelkie rady, jak dalej
postępować i jak uniknąć w przyszłości podobnej "przygody".
Dodam ,że ropień powstał kilka dni po tym, jak Frodo otrzymal serię
zastrzyków w kark przy zatruciu pokarmowym. Utworzyl się dokładnie w
tym miejscu, w które otrzymywał zastrzyki.
Oto link do fotki zrobiona przed pęknięciem ropnia- był naprawde
ogromny.
www.fotosik.pl/pok...4ba4667e81.html




Obserwuj wątek
    • paenka Re: Olbrzymi ropień na karku psa 08.05.08, 22:36
      Nie mialam na szczescie takiego przypadku z psem ale ja mialam
      ogromnego rowniez bolacego czyraka na wlasnym posladku. Rowniez
      stosowalam masc ichtiolowa i dostaliscie ja po to aby ropien zebral
      sie w jednym miejscu (ziarninowal) i w efekcie pękł. Bardzo dobrze,
      ze pękł bo sprawiło psu ogromną ulgę jednak to nie koniec zabawy uncertain
      na wszelki wypadek idźcie do weterynarza na oczyszczenie rany aby
      nic z rdzenia nie zostało w ciele bo będą przerzuty. Ja miałam
      przerzuty w trzech miejscach. Zaczelo sie od dloni, potem na
      posladku a na koncu na plecach. Dostalam oczywiscie antybiotyk bo
      bez niego ani rusz i to pomoglo. Dodam, ze w tym samym okresie u
      mnie w rodzinie moj brat zlapal to swinstwo oraz moja mama takze
      zachowujcie higiene szczegolnie w przypadku psa. Smycz i obroza psa
      napewno jest skazona, ja wlasnie poprzez otarcie dloni smycza
      zlapalam to swinstwo (akurat uczesczalismy na treningi psa do szkoly
      dla psow i stamtad to sie zaczelo). Najmniejsze skaleczenia
      bezwglednie przemywajcie woda utleniona. Gdy swedzi was skora w
      jakims miejscu i jest lekko czerwona to juz znak ze tam sie cos
      tworzy...mialam tego tyle razy ze juz pamietam objawy najmniejsze wink


      Mozliwe ze was psiak zlapal to bo np w miejscu naklucia zalapala sie
      jakas bakteria bo byla to mala ranka otwarta a pies np wytarzal sie
      gdzies w trawie gdzie wczesniej jakis inny zakazony zwierzak oddal
      mocz, bawil sie etc. MOgło to byc rowniez spowodowane przytarciem
      skory przez obroze (tutaj nie ma reguly jesli chodzi o material z
      ktorego zostala wykonana, moja smycz od ktorej zlapalam byla
      parciana). Dlatego najlepiej zmien na nowa smycz i obroze a jesli
      nie da rady to porzadnie zdezynfekuj. No i pamietaj zeby sie uprzec
      na ten antybiotyk.
      --
      PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
      • lamia1981 Re: Olbrzymi ropień na karku psa 09.05.08, 08:11
        Wielkie dzięki za rady, paenko. Przekopałam w ostatnich dniach
        internet i nie moglam za bardzo znaleźć konkretnych informacji na
        temat ropniaka u psa. Miał bardzo niespokojną noc, bo jest
        przestraszony tym, że caly czas coś się z niego wylewa, ciągle to
        zlizuje. Na razie zaobserwowałam, że wydziela się rzadka mieszanina
        krwi i ropy, a rdzenia póki co nie widzę.
        Dziś okolo poludnia przyjedzie obejrzeć go weterynarz, mam nadzieję,
        że przepisze mu antybiotyk. Nie chciałabym, żeby to sie powtórzyło.
        Trochę mnie przeraziło to, co powiedzialaś o możliwości zakażenia
        się od psiula tymi bakteriami, zwlaszcza, że mam dwoje malych dzieci
        oraz półroczną kotkę. Mam nadzieję, że nad tym zapanuję.
        • ddb2 Re: Olbrzymi ropień na karku psa 09.05.08, 13:31
          No pisz, co sie dzieje!
          Przypadki takie, jak u twojego psa, wcale nie sa takie rzadkie.
          Dlatego na przyszlosc proponuje, po kazdej iniekcji, rozmasowac
          dokladnie to miejsce, bo czasem plyn sie kiepsko wchlania i dolacza
          do niego zakazenie.
          • lamia1981 Re: Olbrzymi ropień na karku psa 09.05.08, 17:19
            Już piszę. Wet byl, obejrzal, pochwalił postepy w kuracji i zalecił
            wlewanie rivanolu do wnętrza ropienia przez pęknięcie. Po ogromnej
            guli zostalo tylko niewielkie wzniesienie, od wczoraj pies pozbył
            się większości wydzieliny. Acha, Paenko: po poludniu rzadka ciecz
            zamienila się w niemile, ciągnące się gluty o brzydkim zapachu- czy
            to ten rdzeń, o którym pisałaś?
            Najwięcej tych "śliczności" wypływa, kiedy pies jest w ruchu- a od
            chwili pęknięcia czuje sie coraz lepiej, dziś nawet biegał trochę na
            spacerach. Wet ma nas nawiedzić ponownie w poniedzialek, sprawdzić
            postępy w leczeniu.
            • paenka Re: Olbrzymi ropień na karku psa 09.05.08, 17:38
              dokładnie taki dobrze skupiony glut z tego sie robi i sie choelrstwo
              dobrze trzyma zdrowej tkanki wiec ja np wydlubywalam sobie na sile
              pensetą uncertain rivanol rowniez bardzo dobra sprawa bo nie piecze...aha
              ichtiolowa teraz jesli macie smarowac to tylko dookola rany nie
              najezdzajcie czasem na otwarta ranę

              rzeczywiscie ogromne to jest, ja nie mialam az tak wielkiego ropnia,
              moj byl wielkosci hmmm bardzo duzego wloskiego orzecha z twardym
              obrzekiem dookola

              dostaliscie jakis antybiotyk?
              --
              PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
              • lamia1981 Re: Olbrzymi ropień na karku psa 11.05.08, 10:25
                Mam jeszcze pytanie do paenki: Jak długo może trwać oczyszczanie się
                tego ropnia? Dzisiaj już czwarty dzień od pęknięcia, już niewiele
                się z niego wydobywa, ale jednak. Acha, i ten otwór, który sie
                zrobił jest dosyć duży- taka dziura, że można by palec wsadzić.
                Kiedy ona się zagoi? A może powinnam, wychodząc z psem na spacery ,
                zakryć mu tą rane jakimś opatrunkiem? Żeby go nie narażać na kolejne
                infekcje?
                • paenka Re: Olbrzymi ropień na karku psa 11.05.08, 14:33
                  No jasne ze dziura jak po erupcji wulkanu była mogłabym tam
                  spokojnie wsadzić palucha i zamieszaćbig_grin
                  ja miałam opatrunek z gazy i dookoła plastrem zeby to moglo oddychac
                  ale sie nie przemieszczało.
                  Oczywiscie ze idz z psem na spacer ale moze w jakies miejsce, gdzie
                  jest mniej psow np lepiej laka niz park miejski

                  Z gojeniem się to troche czasu jednak trwało. Przy tym największym
                  od momentu wyklucia to ok 2 tygodni tak zeby się to zasklepiło
                  całkowicie. Przemywaj czest otym rivanolem
                  (tak ze 2-3 razy dziennie, szczegolnie po spacerze) i bedzie oksmile
                  --
                  PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                  • krechu Re: Olbrzymi ropień na karku psa 13.05.08, 10:38
                    Witam
                    Jedną z przyczyn powstania takiego ropnia może być ukąszenie tzw
                    meszki; sporo zwierząt na to reaguje (i ludzi - m.in. ja). Ważne
                    jest dokłądne oczyszczenie rany ale czyszczenie należy bezwzględnie
                    przeprowadzać przegotowanym sprzętem. Jeżeli to jest ropień
                    wynikający z zakażenia to przede wszystkim maksymalna higiena +
                    rivanol (raczej okłady niż przemywanie). Piesek do najszczuplejszych
                    nie należy więc przy ruchu z raną ma kontakt duży fragment skóry ( i
                    sierści). W większości przypadków w leczeniu tego typu zakażenia
                    wystarcza zwykła penicylina - ale to już decyzja veta. Przynajmniej
                    przegotujcie mu posłanie i niestety narzuty na kanapie na której
                    leżał itp.
                    Po prawidłowym przeczyszczeniu rana powinna po 2-3 dniach zaschnąć
                    chyba, że nadal jest obecny czynnik, który powoduje tworzenie ropnia.

                    Pozdrawiam i sukcesów życzę
                      • krechu Re: Olbrzymi ropień na karku psa 19.05.08, 10:42
                        Dzięki. Nie nie jestem lekarzem ale jestem staroświecki z rodzaju
                        ludzi, którzy do szkół chodzili żeby się czegoś nauczyć a nie
                        doczekać dzwonka + dość dobra zdolność obserwacji + doświadczenia na
                        stanowisku asystenta weterynarza na wsi (tam to się dopiero dzieje)
                        + liczne kontuzje odniesione na własnym ciele w wyniku burzliwej
                        młodości + tzw "lekkie pióro"

                        Pozdrawiam
                        Krechu
                    • lamia1981 Re: Olbrzymi ropień na karku psa 14.05.08, 20:11
                      Witam. krechu- dziekuję za fachowe porady.Niestety, nasza historia z
                      tym zakażeniem miala dalszy, dość dramatyczny przebieg. Kiedy ropień
                      pękł i zaczął się opróżniać, pies poczuł ulgę, a my również
                      odetchnęliśmy, gdyż, wedle slów weta , teraz już miało być z górki:
                      przemywanie rivanolem i tyle. Jednak kilka dni po pęknięciu,
                      konkretnie w ostatnią niedzielę, pies poczuł sie znacznie gorzej.
                      Dziura powiększyla sie do ogromnych rozmiarów, ok 4 cm długości,
                      widać było przez nią to, co pod skórą. Dodatkowo opuchła psu skóra
                      pod szyją, w okolicach gardła. Była bardzo czerwona , zaczęła
                      ropieć. Pies zachowywał sie bardzo dziwnie, był niespokojny, zrywał
                      się nagle i biegł, obijał się o ściany i meble, chował sie w
                      ciasnych zakamarkach. Weterynarz, który ostatnio sie nim opiekował
                      byl nieuchwytny. Polecono nam kolejnego- powiedział, żeby przyjechać
                      nazajutrz. Pojechaliśmy- okazało się, że zrobiła sie olbrzymia
                      przetoka, i zakażenie przeszło niżej, na skórę w okolicy gardła,
                      gdzie poczyniło olbrzymie spustoszenia. Pies natychmiast dostał
                      narkozę, zajęło nim się dwóch weterynarzy.Dopiero po ogoleniu
                      sierści okazalo się, jak poważna jest sytuacja. Oczyscili ranę,
                      zdezynfekowali, zapuścili do niej mnóstwo środka odkażającego,
                      potraktowali skórę silnym antybiotykiem.Na olbrzymią dziurę założyli
                      szew, został założony sączek. Pies dostał również antybiotyk w
                      tabletkach, oraz silną maść z antybiotykiem do stosowania na skórę.
                      W tej chwili, 2 dni po zabiegu rana goi się bardzo ładnie( byliśmy
                      dziś na wizycie kontrolnej), skóra wygląda juz znacznie lepiej, a
                      pies odzyskał psia radość życia.
                      I tu nasuwa się pytanie: na ile możemy zaufać swojemu weterynarzowi?
                      My zasięgaliśmy porady u dwóch, zanim trafiliśmy na mądrego i
                      doświadczonego doktora, który wreszcie pomógł naszemu psu.
                      • tenshii Re: Olbrzymi ropień na karku psa 14.05.08, 23:57
                        Trzymam kciuki za wyzdrowienie psa.

                        Z tymi weterynarzami to nie jest tak fajnie.

                        Moja Daisy od małęgo chodziła do jednego pana i było super. DO czasu.
                        Gdy zapytałam o sterylizację powiedział, że może lepiej jakby miała raz szczeniaki (olaboga!!), a jak usłyszał, że nie chcę szczeniaków zaproponował zastrzyki hormonalne !!
                        Podziękowałam
                        Poszliśmy do drugiego, wielce polecanego przez znajomych weta. I co?
                        I było pięknie. Do czasu.
                        Gdy Daisy przytyła zaproponował, żeby podawać jej karme Royal Canin Obesity bo po tym ślicznie schudnie, poza tym to dobra karma itd.
                        Kupiliśmy karmę (od niego), ale po tygodniu okazało się, że kazał jej dawać zbyt mała dawkę dziennie (110 gram zamiast 215 gram dziennie!!). Dowiedziałam się również, że karmy obesity absolutnie nie wolno podawać młodym rozwijającym się jeszcze psom.
                        Po raz kolejny podziękowałam.

                        Przedwczoraj udaliśmy się do jednego z najlepszych, najbardziej obleganych i najdroższych weterynarzy w naszym mieście. No ale trudno - jak się ma psa to się na nim nie oszczędza, przynajmniej nie powinno. Poza tym myślę, że jak lekarz jest dość drogi a pomimo tego codziennie siedzą u niego dziesiątki pacjentów to cos w tym być musi.
                        I się nie myliłam. Badał psa 45 minut. Zajrzał jej wszędzie.
                        Okazało się, że Daisy ma alergię, a poprzedni weterynarz:
                        1) strupki na brzuchu zganiał na zadrapania krzakami po których biega
                        2) czerwony odbyt na dokuczające zatykające się gruczoły.

                        Daisy dostała dietę eliminacyjną. Porządny opis choroby. Wypis z wizyty.

                        Jestem bardzo zadowolona. I mam nadzieję, że już tak pozostanie
                        --
                        Galeria Mojej Księżniczki

                        Przeważnie jest tak, ze gdy nie potrafi atakować się myśli, atakuje się jej autora.
                        • paenka Re: Olbrzymi ropień na karku psa 15.05.08, 07:18
                          tutaj chba racje musze przyznać, jak są kolejki pomimo cen to chyba
                          jednak o czymś to musi świadczyć. Jednak nie zapominaj nigdy, że
                          pomimo tego iz nei masz wykształcenia medycznego to jeśli coś ci nie
                          gra to przecież masz prawo zapytać, zmienić lekarza itp.

                          Nie chciałam ciągle o tym pisać ale jednak dziwiłam się, że nie
                          dostaliście antybiotyku od razu.
                          --
                          PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                          • lamia1981 Re: Olbrzymi ropień na karku psa 15.05.08, 11:21
                            paenko, ja poszłam za Twoją radą i zapytałam go ( wet nr 2) o
                            antybiotyk, to powiedział, że przecież ropień się zredukował, ładnie
                            schodzi, i nie ma co go faszerować antybiotykami, tylko wystarczy
                            ten rivanol. No i nie wystarczył... A jego wizyta polegała na tym,
                            że wpadł do nas na chwilę , ubrany w garnitur, wracając z jakiejś
                            uroczystości, i nie chcial psa zobaczyć z bliska. Domyślilam się, iż
                            bał się pobrudzić garniturek. Opierał się tylko na mojej słownej
                            relacji. Dziwne to, bo kiedy jako dziecko mialam kundelka, on sie
                            nim zajmował bardzo dobrze i nieraz wyprowadził go z poważnej
                            choroby, dlatego miałam zaufanie do niego. Nasz obecny pan doktor
                            przyjmuje 50 km od naszego domu, tani również nie jest, ale jest
                            solidny i zna się na rzeczy, nie zbywa pacjentów byle czym, i
                            pozwala dzwonić do siebie o każdej porze dnia i nocy, a nawet w
                            razie potrzeby, przyjmuje pacjentów u siebie w domu. Już na pewno
                            przy nim zostaniemy.
                            • janulodz Przetoka u Felki 17.05.08, 09:37
                              Moja sunia rok temu miała operację usunięcia wrodzonej wady stawu biodrowego.
                              Operacja się udała, po okresie rekonwalescencji szczęśliwy pies mógł hasać do
                              woli bez odczuwania bólu i przewracania się w ruchu, jak to miało miejsce przed
                              zabiegiem
                              niestety po ok. dwóch miesiącach w miejscu blizny pooperacyjnej powstał
                              pęcherz, a następnie zaczął się z niego sączyć biały, prawie przezroczysty płyn.
                              Zastosowano antybiotyk, płukania rany, maść Szostakowskiego, w znieczuleniu
                              miejscowym usunieto jej resztki nici z wewnętrznych szwów. Sytuacja na jakiś
                              czas była opanowana. Po kilku tygodniach zaczeło się od nowa. Znów antybiotyk,
                              płukanie, smarowanie.
                              Trzy miesiące temu kolejna operacja. Usunięcie zwyrodniałych tkanek z powstałej
                              przetoki. Sięgała od pachwiny po gruczoł mlekowy.
                              Po zagojeniu rany sytuacja się powtórzyła. Pęcherz, wysięk i znów antybiotyk. W
                              środę kolejna operacja. Pies nie ma jeszcze dwóch lat. Nie wiem co będzie dalej.
                              Pies mieszaniec podobny do rotwailera, dość duży ok 30 kg. Pochodzenie nieznane.
                              Wzięty ze schroniska w wieku ok 7 m-cy. W stanie zadbanym, po szczepieniach i
                              zaczipowany. Wada stawu ujawniła się dopiero jak zaczęła biegać w otwartym terenie.
                              • paenka Re: Przetoka u Felki 17.05.08, 13:26
                                Widzę, że jestes z Łodzi...sugerując się nickiemsmile U kogo bedzie
                                operacja? Słyszałam, ze dr Jachman do bardzo dobry lekarz i nie
                                jednemu pieskowi pomógł.
                                --
                                PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                                • janulodz Re: Przetoka u Felki 17.05.08, 14:28
                                  Witam Cię Łodzianko
                                  U Jachmana była druga operacja. Trzecia będzie u weta, który ją postawił na nogi
                                  (czyt. łapy), ale nie przewidział, że to pies jak go sam określił
                                  "niechirurgiczny". Superfachman z Łasku. Po prostu siedzimy teraz na działce i
                                  do Łasku mamy bliżej, żeby jeździć na zabiegi. Poza tym mamy na sąsiedniej
                                  działce wiejski ośrodek weterynaryjny i zaprzyjaźnionego sąsiada lekarza
                                  weterynarii, to z zastrzyki i kroplówkami będziemy mieli w domu.
                                  Organizm psa odrzuca wszystkie obce ciała. Nawet nie możemy jej wysterylizować,
                                  bo jest obawa, ze może się nie zrosnąć.
                                  zna ktoś taki przypadek?
                                  • paenka Re: Przetoka u Felki 17.05.08, 18:30
                                    smile Nie obraziłam się wink Choć wolę się jednak z Sieradzem utożsamiać.
                                    Z tego co opisujesz nie jest ciekawie. A czy psina po tych zabiegach
                                    przechodzi jakiś okres rekonwalescencji, że np ma ograniczone
                                    wychodzenie i szalenie na dworze? A możę to paskudztwo powodujące te
                                    nawroty siedzi w jej kojcu? Może trzeba wysterylizować albo coś?
                                    --
                                    PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                                      • paenka Re: Przetoka u Felki 17.05.08, 22:43
                                        A byliście z wymazem z rany w laboratorium? Może tak byłoby łatwiej
                                        ocenić co to za g*** się przypałętało?

                                        --
                                        PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                                        • ddb2 Re: Przetoka u Felki 18.05.08, 20:23
                                          W takim wypadku u ludzi zostawia sie rane nie zamknieta, metoda tzw.
                                          na otwarto. Zaklada sie saczki, aby rana sie nie zasklepila. Rana
                                          wtedy wypelnia sie ziarnina od dna do gory (do skory). Blizna po
                                          takim zabiegu jest wieksza i brzydsza, ale jest to lepsze, niz
                                          ciagle cierpienia zwiazane z przetoka. Wygojenie jest pewne.
                                          Porozmawiaj z wetem o tym.
                                          Te madrosci przekazuje od mojego meza chirurga.
                                          • inessta Re: Przetoka u Felki 18.05.08, 21:05
                                            Żeby dużej blizny nie było to medycyna ludowa podaje, żeby ranę wrzodu okładać
                                            cebulą. Trzeba ją na suchej patelni trochę podgrzać żeby zmiękła i robić okłady
                                            na ranę. Najlepiej na noc i obłożyć bandażem. Sprawdzona sprawa, chociaż nie
                                            każdy zastosuje. Jako służba medyczna potwierdzam, że chirurdzy wolą zostawiać
                                            ranę otwartą z sączkami i czekają aż się zziarninuje. Ale wtedy zostaje twardawy
                                            guz.
                                            • paenka Re: Przetoka u Felki 19.05.08, 00:03
                                              :d no patrzcie czyli dobrze ze mialam dziure pod tylkiem przez jakis
                                              czas big_grin hrhrhr fakt blizna paskudna pozostala az na plazy wstydze
                                              sie...niestety taka blizna jest zbyt duza by zniknela od cebuli
                                              (probowalam) albo specjalnych mazidel np contratubex (probowalam).
                                              Troszke blednie ale jednak zostaje uncertain
                                              --
                                              PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                                              • inessta Re: Przetoka u Felki 20.05.08, 21:27
                                                Cebulę to trzeba stosować na wrzód a nie na bliznę po nim. A contratubex to mam
                                                wrażenie że jest lekko przereklamowany. smile)Nie martw się blizną na tyłku. Ja mam
                                                ślad po wrzodzie między piersiami.
                                                • janulodz Re: Przetoka u Felki 23.05.08, 09:03
                                                  Felka jest już po operacji. Trwała trzy i pół godziny. Przedtem był wstrzykiwany
                                                  kontrast i robione zdjęcie . Przetoka swoimi rozgałęzieniami obejmowała znaczy
                                                  obszar, aż po staw biodrowy. W celu zmniejszenia ilości szwów stosowano
                                                  podwiązki i koagulację naczyń (nie znam sie na tym, tyle zapamiętałem z relacji
                                                  lekarza). Pozostawiono dwa sączki. Z narkozy pies wychodził ok pięciu godzin,
                                                  po obudzeniu był bardzo pobudzony, szukał jedzenia, sąsiad weterynarz dał mu
                                                  zastrzyk z pyralginu i środka uspokajającego. Następna wizyta po 24 godzinach,
                                                  rana wygląda dobrze, nie ma rozstępów, sączki są drożne, nie śpimy już drugą
                                                  noc, nie pozwalamy suni się lizać. Dzisiaj zdjęcie sączków. W nocy na moment od
                                                  niej odeszliśmy i sciągnęła sobie weflon. Na szczęście nic się nie stało.
                                                  Jesteśmy dobrej myslidobrej myśli.
                                                  Dziękuję za porady. Myślę, że to jest bardzo poważne. Wet powiedział, że w jego
                                                  karierze miał trzy takie przypadki, kiedy organizm psa odrzucał wszystkie
                                                  • paenka Re: Przetoka u Felki 23.05.08, 10:21
                                                    to bardzo dobrzesmile a czy moze probowaliscie z tym eee...taki
                                                    kołnierz plastikowy... big_grin to jest bardzo dobre rozwiazanie jesli
                                                    chodzi o ograniczenie wylizywania sie psa, my to zastosowalismy u
                                                    Kiasera i mimo, że śmiesznie to wyglada to naprawde daje
                                                    ulge...szczegolnie wlascicielowi, ktory nie musi ciagle psa
                                                    pilnowacsmile
                                                    --
                                                    PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
                                                  • hashq Re: Przetoka u Felki 04.06.08, 15:27
                                                    W moim przypadku, po pęknięciu guzu, wyleciała ropa. guz na
                                                    szczęście nie okazał się nowotworem, i weterynarz swtierdził że
                                                    operacja ni8e jest konieczna. Przez miesiąc nasza Idzia nosiła
                                                    koszulkę po 10letnim chłopcu, bo miała sklonnośc do gryzienia i
                                                    lizania tego. Po jakiś 3 miesiącach od pojawienia się guza, rana
                                                    całkowicie zanikła. A dodam, że jak guz pękł można było włożyć tam
                                                    część kciuka- taka głęboka była rana.
                                                    Nawet włosy odrosły smile
                                                  • hashq Re: Przetoka u Felki 04.06.08, 15:32
                                                    Ważne jest żeby nie pozwolić pieskowi zlizywać tej ranki, w naszym
                                                    przypakdu koszulka dziecięca pasowała jak ulał. i nie musiała nosic
                                                    tego klosza na głowiesmile
    • lamia1981 Od autorki tematu 05.07.08, 23:08
      Witam ponownie po dłuższej przerwie. Spieszę donieść, że pies jest
      jak nowy, juz nie straszy wieeelka dziurą w karku , ogolona sierść
      pięknie odrosla ( w pięknym blond kolorze) , powrócil ogromny apetyt
      i nieposkromiona chęć do wszelkiego rodzaju wariactw.
      Niemniej jednak "rehabilitacja" trwala dlugo, opatrywanie rany
      wymagalo wiele czasu i cierpliwości ( mojej i psa). Biedny, po
      operacji wyciągnął pazurami sączek, w związku z czym musieliśmy
      mu "ręcznie" przetykać dolne nacięcie kilka razy dziennie, aby się
      nie zasklepiło zbyt szybko i cała ropa zeszła. Następnie była cała
      seria przemywań wnętrza rany nadmanganianem, potem zapuszczanie tam
      lekarstwa z antybiotykiem, smarowanie stanu zapalnego maścia
      panolog, kolejne wizyty kontrolne.... Niedawnio zakończyliśmy7
      leczenie, jedytnym sladem po chorobie jest niewielkie zgrubienie w
      miejscu , gdzie kiedyś była rana wielkości krateru. Jesteśmy
      niesamowicie wdzieczni weterynarzowi, który fachowo i sprawnie zajal
      się naszym psiulem, nie lekceważąc problemu , oraz pozwolil
      niepokoić sie telefonami o każdej porze. Każdemu z Waszych piesków
      życzę tak świetnej opieki- choć jednocześnie mam nadzieję, iz
      poważniejsze interwencje nie będą potrzebne.Pozdrawiam serdecznie
      forumowiczow i ich kochane psiaki.
      • paenka Re: Od autorki tematu 06.07.08, 00:29
        świetnie smile rzeczywiście z tego co opisujesz to musiała być katorga
        ta rehabilitacja... podziwiam wytrwałość
        a ten lekarz to dobrze pamietam z Łasku? jeśli tak to moge na
        wszelki wypadek prosić o namiary?
        --
        PISZESZ SZYBKO? www.SzybkiTomek.pl/?ref=Paenka
    • labrador.fuks Re: Olbrzymi ropień na karku psa 01.08.13, 00:40
      Właśnie mamy ten sam problem z naszym labradorem (4,5 roku). Wielki ropień na środku głowy, zdeformowany pyszczek, zapuchnięte oczko i zero chęci na szaleństwa, zabawy a nawet jedzenie... Ropień 'urósł' dwa dni temu, wezwaliśmy weta na wizytę domową, stwierdził, że to pewnie reakcja alergiczna na użądlenie jakiegoś owada. Podał zastrzyk odczulający. Następnego dnia było trochę lepiej. Pies otworzył oko, zjadł trochę karmy.
      Dzisiaj rano obudziliśmy się i doznaliśmy szoku. Głowa psa jest kwadratowa, opuchnięta, pies bez życia... Zapakowaliśmy pupila do samochodu i pojechaliśmy do innego weta. Diagnoza: ropień. Psiaczek dostał 4 zastrzyki: przeciwgorączkowy (40 stopni), przeciwzapalny, steryd i jakiś jeszcze... Wieczorem ropień znalazł ujście i pękł. Wycieka z niego ropa z krwią. Jutro kolejne zastrzyki.
      Niestety, nasz ropień nie nadaje się do czyszczenia z powodu na lokalizację - pani wet obawia się o nerwy, by ich nie uszkodzić, ropień musi być zwalczany antybiotykami.
      Trzymajcie kciuki za szybki powrót Fuksa do zdrowia!
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka