Gość: m
IP: *.astercity.net
10.12.02, 16:01
Sto lat temu turyści górscy zapoczątkowali zwyczaj mówienia "cześć" każdemu
napotkanemu piechurowi. Szansa spotkania innego człowieka w górach była tak
niewielka, że już kiedy jakiś został przez oko maniaka górskiego wychwycony,
to powodowało to zwężenie źrenic, błysk w oczach obu napotkanych włóczęgów i
entuzjastyczne powitanie. Pozostałością po tym jest owo "cześć". Ale po co
pisać o górskich zwyczajach piechurów w gazecie dla cyklistów nizinnych?
Chciałbym wprowadzić podobny obyczaj wśród mazowieckich rowerzystów. Do
mówienia "cześć" dodałbym, w miejscach gdzie się da, przyjazne machnięcie
ręką i w nastrojach, w których ma się siłę, radosny uśmiech. Jest ku temu
parę powodów.
Pierwszy powód to poprawa nastroju. Jako student psychologii społecznej wiem,
że takie zachowania zmniejszają niezwykle uciążliwe w wielkich miastach
poczucie obcości między ludźmi. Zgodnie z regułą zaraźliwości emocjonalnej
nastrajają radośnie i poprawiają humor.
Po drugie, byłaby to alternatywa dla zachowań kierowców samochodów, którzy
zamknięci w swoich kabinach mogą na siebie co najwyżej potrąbić.
Po trzecie, przyciągałoby to ludzi do jeżdżenia rowerami, bo jak wiadomo
człowiek lgnie tam gdzie unosi się wiele pozytywnych wibracji. Uśmiechy i
radosne pozdrowienia działają na innych jak magnes - między innymi dlatego
wędrówki po górach mają dla nas taki urok.
Apeluję zatem do wszystkich fanów dwóch kółek o radosne pozdrawianie innych
rowerzystów na każdym metrze ścieżki rowerowej, na każdej ulicy i na każdych
światłach. Niech każdy nie produkujący spalin będzie dla nas jak brat lub
siostra!
Maciej Roszkowski