Dodaj do ulubionych

Festyn rowerowy - żałosne!

29.08.03, 08:51
Czy ktos z Was mógłby mi wyjaśnić, jaki jest sens jeżdżenia po Warszawie
rowerem górskim przeznaczonym do zjazdow, albo bicyklem na takiż rower
pozowanym (jak najniżej założone siodełko). Przecież w Warszawie poza skarpą
wiślaną i jakimiś mikroskopijnymi górkami (kopa Cwila) nie ma żadnych
wzniesień! To tak jakby niektorzy cool-piesi zaczęli chodzić w rakach i ze
sprzętem do wspinaczki. W dodatku ci śmieszni kolesie wydają się w ogóle nie
zauważać gdzie mieszkają. Tak ordynarnego szpanu już dawno nie widzialem.
Jeżeli się mylę - odpowiedzcie!
Obserwuj wątek
    • Gość: Krzysztof Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.acn.pl 29.08.03, 09:16
      Bawię się w XC i taki też mam sprzęt. Jeżdżę najczęściej po Kampinosie, ale
      również po Bieszczadach, Beskidach, G. Świetokrzyskich itd.Jeśli mam czasami
      ochotę na przejażdżkę na Stare Miasto lub do Wilanowa to jadę na tym co mam, bo
      nie stać mnie na drugi sprzęt, bardziej pasujący do jazdy miejskiej. I zupełnie
      się nie przejmuję, że ktoś pomyśli o lekkiej przesadzie widząc tarczówki.Może
      podobnie jest z gośćmi, którzy Cię zirytowali.
    • Gość: KA Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: 217.153.16.* 29.08.03, 11:45
      Rower górski jest obecnie bodaj najtrwalszą konstrukcja rowerową bardzo
      przydatna nie tylko do jazdy bo terenie górskim i bezdrożach ale również
      pozwalającym jeżdzić po wertepach zwanych ulicami bez co trzydniowego
      odwiedzania serwisu w celu centrowania kół jak i wymiany innych podatnych na
      uszkodzenia części
      KA
                • Gość: Robert Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.astercity.net 29.08.03, 15:58
                  wszechwarszawiak napisał:
                  > Warszawa to mazowsze. Mi chodzi o kolesi jeżdżących po Warszawie w tym
                  > osprzęcie.
                  >
                  > Chyba, że rzeczywiście nie mają innego, ale to raczej rzadki przypadek.

                  Kolego,
                  Moze tak troche tolerancji. Kazdy jezdzi na tym co ma i ciuch rowniez zaklada
                  takie jakie ma lub takie w jakich sie odbrze czuje. Czy naprawde wszyscy musimy
                  chodzic w rozowych koszulkach i zielonych spodniach? Ja tak chodze ubrany wiec
                  uwazam iz taki powinien bys standard
                    • Gość: Robert Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.astercity.net 29.08.03, 16:50
                      wszechwarszawiak napisał:

                      > pieszy chodzący w sprzęcie do
                      > wspinaczki wysokogorskiej. Co ty na to?

                      Tak, zeczywiscie. Zawsze mnie dziwil widok czlowieka z wielkim plecakiem lub
                      innymi bajerami. Ale tylko do czasu bo w koncu ten gosc moze jest wlasnie w
                      drodze na pociag zmierzajacy w Tatry?

                      Rowniez widok czlowieka w uprzezy alpinistycznej nie jest dla mnie dziwnym
                      zjawiskiem. Sam jestem alpinista a szelki zakladam zawsze gdy mam robote na
                      dachu czy na scianie.

                        • robertrobert1 Re: Festyn rowerowy - żałosne! 01.09.03, 12:23
                          wszechwarszawiak napisał:

                          > Szelki to nie jest sprzęt specjalistyczny.

                          Szelki, zwlaszcza szelki asekuracyjne przeznaczone do pracy na wysokosci, sa
                          wybitnie sprzetem specjalistycznym. Jesli o tym nie widziales : oto link

                          www.assecuro.com.pl

                          www.assecuro.com.pl/index.php?action=katalog&str=3

                          > Kolesie na rowerach zjazdowych z pewnością nie jadą w góry. Co najwyżej w
                          > kiernku Noewgo Zjazdu.

                          W Warszawie jest Smieciara, czyli gorka przy Bartyckiej, na ktorej bardzo
                          czesto sa rozgrywana zawody w zjezdzie i rowniz na niej mozna spotkac
                          trenujacych zjazdowcow zatem jesli widziales jakiegos goscia na Fullu i w
                          zbroji to byc moze wlasnie udawal sie na Smieciare.
                          • roweroraffi Re: Festyn rowerowy - żałosne! 29.08.04, 17:27
                            robertrobert1 napisał:

                            > wszechwarszawiak napisał:
                            >
                            > > Szelki to nie jest sprzęt specjalistyczny.
                            >
                            > Szelki, zwlaszcza szelki asekuracyjne przeznaczone do pracy na wysokosci, sa
                            > wybitnie sprzetem specjalistycznym. Jesli o tym nie widziales : oto link
                            >
                            > www.assecuro.com.pl
                            >
                            > www.assecuro.com.pl/index.php?action=katalog&str=3
                            >
                            > > Kolesie na rowerach zjazdowych z pewnością nie jadą w góry. Co najwyżej w
                            > > kiernku Noewgo Zjazdu.
                            >
                            > W Warszawie jest Smieciara, czyli gorka przy Bartyckiej, na ktorej bardzo
                            > czesto sa rozgrywana zawody w zjezdzie i rowniz na niej mozna spotkac
                            > trenujacych zjazdowcow zatem jesli widziales jakiegos goscia na Fullu i w
                            > zbroji to byc moze wlasnie udawal sie na Smieciare.

                            Są też górki w Kampinosie, skocznie 'na wannie' w Powsinie, na Bródnie, gdzie
                            niedawno były zawody, jest Kopa Cwila, gdzie też można poszaleć, jest cały
                            zespół ramp, dropów i skoczni w Mazowieckim Parku Krajobrazowym, jest cosik na
                            Tarchominie, jest Agrykola... myślę, że mają gdzie jeździć jak chcą i nie muszą
                            od razu jechać w Bieszczady. To, że Wawa jest równiną nie przeszkadza jak się
                            chce i lubi...tylko wymaga właśnie przejechania kilku kilometrów w
                            takim 'dziwnym' ubranku i na rowerze bujającym się we wszystkie strony na
                            amorkach budząc zdziwienie, niechąć lub zazdrość w ludziach takich jak Ty...
                            mnie tam wcale nie przeszkadza jak swoim rowerkiem wyprzedzam kogoś w zbroi na
                            fullu... nawet jak to szpaner to niech sobie jedzie. Tak samo jakby ktoś
                            chodził w sprzęcie górskim i rakach po ulicach to miałbym to w głębii... to On
                            się męczy a nie ja i jeżeli ma na to ochotę, to ja Mu zabraniał nie będę - mamy
                            w końcu wolny kraj ;-)
                • Gość: KA Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: 217.153.16.* 01.09.03, 11:35
                  wszechwarszawiak napisał:

                  > A ty masz problemy z geografią. :)
                  >
                  > Warszawa to mazowsze. Mi chodzi o kolesi jeżdżących po Warszawie w tym
                  > osprzęcie.
                  >
                  > Chyba, że rzeczywiście nie mają innego, ale to raczej rzadki przypadek.

                  Rusz w końcu tym, co masz pod szypułką górną, to, że geograficznie coś jest
                  równiną to nie znaczy, że nie znajdą się tam górki i dołki wystarczające do
                  skoków i zjazdów to raz, dwa to nie rzadkie a częste jest w naszych warunkach
                  posiadanie jednego roweru (tego typu rowery muszą być bardzo wytrzymałe i
                  lekkie o niezawodnym osprzęcie a to kosztuje kilka a nawet kilkanaście tys.
                  zł, a i w naszych domach nie ma zawiele miejca na trzymanie rowerów)a po
                  trzecie w Warszawie jest jak już ci pisałem wiele miejsc do takiej jazdy i
                  napewno ludzie których widziałeś nie wywali kasy na ten sprzęt po to by
                  jeżdzić nim do pracy czy szkoły a to że ich widujesz w mieście to tylko znaczy
                  tyle że jadą lub wracają z miejsc w których jazda takim rowerem ma sens, ew.
                  kożystaja z niego z braku innego do dojazdów do szkoły itp.
                  KA
        • Gość: Roberto A co z samochodami? IP: *.visp.energis.pl 25.08.04, 06:46
          A widziales w Warszawie kierowcow, ktorzy jezdza samochodami na ktorych to jest
          mnostwo spojlerow? Zapewne tak a przeciez samochody ze spojlerami spotyka sie
          glownie na zamknietych torach samochodowych a w obrebie Warszawy nie ma takiego
          toru. Czym zatem mozna taki fakt wytlumaczyc?
            • roweroraffi Re: A co z samochodami? 29.08.04, 17:29
              j_karolak napisał:

              > Fak, że istnieją szpanerzy w samochodach, nie tłumaczy szpanerow na rowerach.

              Spoiler w aucie działa sprawnie już od prędkości dochodzących do 120km/h a te w
              Warszawie są normalne... tak samo jak dziury i krawężniki na ścieżkach z
              którymi fulle radzą sobie o wiele lepiej niż np kolarki ;-)
        • Gość: Feckalick Re: Buraczku żałosny... IP: 212.160.138.* 27.08.04, 10:07
          wszechwarszawiak napisał:

          > Nie pisze o rowerach górskich, tylko zjazdowych. Takich, w których klient ma
          > kolana pod brodą.

          Mylisz zjazdówki z rowerami do Dirtu. A jak wyglada dirt to własnie jak ci
          radził KA obejrzysz sobie na Extreme TV. Dirt uprawia sie także w mieście a
          służa do tego schody, podesty i cokolwiek innego na co można wskoczyc i zeskoczyć.
        • Gość: Feckalick Re: I jeszcze... IP: 212.160.138.* 27.08.04, 10:11
          Są jescze takie style jazdy jak street i dual...i do nich też wykorzystuje sie
          takie rowery gdzie kolana ma się pod brodą. Czemu? Bo w wiekszości jeździ sie
          nimi na stojąco. A mniejsza rama i opuszczone w dół siodelko to ułatwienie w
          skokach i akrobacjach. Skocz sobie na duxej ramie i z normalnym położeniem
          siodełka a wtedy nic tylko współczuć trzeba będzie twojemu przyrodzeniu.
          • j_karolak Re: I jeszcze... 27.08.04, 12:28
            Dziwnym trafem tych kolesi najczęściej widać jak się Lansują na Nowym MIeście -
            w czyściutkim, upranym przez mamusie ubranku i super-pro ochraniaczach, które
            nie dotknęły nigdy niczego poza szmatką do polerowania.
    • chaladia Takie rowery, jakie drogi... 29.08.03, 19:12
      W Nadrenii-Westfalii jeździłem trekkowym KTMem na cienkich szosowych opnach bez
      jakiegokolwiek resorowania i nie miałem poczucia dyskomfortu nawet po 120 km
      jazdy.
      W Warszawie i okolicy MUSZĘ jeździć rowerem górskim double suspension na
      maksymalnie grubych i wzmocnionych oponach, gdyż krawężniki i inne wyboje do
      tego zmuszają. Inaczej wizytowałbym warsztaty średnio co dwa dni celem
      centrowania obręczy i wymiany dętek... po co mi taka przyjemność?
      • chaladia Post Scriptum... 29.08.03, 19:17
        Dziś się śmiejemy ze snobów, którzy po mieście jeżdżą terenowymi Land Roverami
        czy podobnymi wehikułami bardziej pasującymi na ugandyjską sawannę niż na
        dojazdy do pracy w stolicy dużego państwa aspirującego do UE, ale kto wie -
        jeśli stan warszawskich dróg będzie się pogarszał w takim samym tempie, jak
        obecnie, to za parę lat UAZ może być jedynym pojazdem zdolnym do sforsowania
        wielu warszawskich ulic...
        • michaues Re: Post Scriptum... 01.09.03, 12:10
          chaladia napisał:

          > W Warszawie i okolicy MUSZĘ jeździć rowerem górskim double suspension na
          > maksymalnie grubych i wzmocnionych oponach, gdyż krawężniki i inne wyboje do
          > tego zmuszają. Inaczej wizytowałbym warsztaty średnio co dwa dni celem
          > centrowania obręczy i wymiany dętek... po co mi taka przyjemność?

          Od dawna jeżdżę po Warszawie miejskim holendrem i jak dotąd nie miałem potrzeby
          odwiedzać ponadprogramowo warszatatu. Chyba zależy jak się jeździ.


          > Dziś się śmiejemy ze snobów, którzy po mieście jeżdżą terenowymi Land
          Roverami
          > czy podobnymi wehikułami bardziej pasującymi na ugandyjską sawannę niż na
          > dojazdy do pracy w stolicy dużego państwa aspirującego do UE

          W krajach już będących w UE do pracy często dojeżdża się rowerem. Ale to może
          inna UE...

          , ale kto wie -
          > jeśli stan warszawskich dróg będzie się pogarszał w takim samym tempie, jak
          > obecnie, to za parę lat UAZ może być jedynym pojazdem zdolnym do sforsowania
          > wielu warszawskich ulic...

          Dlatego bzdurą i marnotrawieniem publicznych pieniędzy jest zaspakajanie
          potrzeb jednej tylko (i to najmniej licznej) grupy użytkowników dróg.
          • robertrobert1 Re: Post Scriptum... 01.09.03, 12:26
            michaues napisał:
            > Od dawna jeżdżę po Warszawie miejskim holendrem i jak dotąd nie miałem
            potrzeby odwiedzać ponadprogramowo warszatatu. Chyba zależy jak się jeździ.

            Alez oczywiscie, ze tak. Mozna albo jezdzic prostu (na fullu) albo slalomem (na
            holendrze).

            > Dlatego bzdurą i marnotrawieniem publicznych pieniędzy jest zaspakajanie
            > potrzeb jednej tylko (i to najmniej licznej) grupy użytkowników dróg.

            A kogo masz na mysli?
            • michaues Re: Post Scriptum... 01.09.03, 12:30
              robertrobert1 napisał:

              > > Dlatego bzdurą i marnotrawieniem publicznych pieniędzy jest zaspakajanie
              > > potrzeb jednej tylko (i to najmniej licznej) grupy użytkowników dróg.
              >
              > A kogo masz na mysli?

              Kierowców samochodów.
          • Gość: KA Re: Post Scriptum... IP: 217.153.16.* 01.09.03, 15:42
            michaues napisał:

            > chaladia napisał:
            >
            > > W Warszawie i okolicy MUSZĘ jeździć rowerem górskim double suspension na
            > > maksymalnie grubych i wzmocnionych oponach, gdyż krawężniki i inne wyboje
            > do
            > > tego zmuszają. Inaczej wizytowałbym warsztaty średnio co dwa dni celem
            > > centrowania obręczy i wymiany dętek... po co mi taka przyjemność?
            >
            > Od dawna jeżdżę po Warszawie miejskim holendrem i jak dotąd nie miałem
            potrzeby
            >
            > odwiedzać ponadprogramowo warszatatu. Chyba zależy jak się jeździ.
            >
            >
            > > Dziś się śmiejemy ze snobów, którzy po mieście jeżdżą terenowymi Land
            > Roverami
            > > czy podobnymi wehikułami bardziej pasującymi na ugandyjską sawannę niż na
            > > dojazdy do pracy w stolicy dużego państwa aspirującego do UE
            >
            > W krajach już będących w UE do pracy często dojeżdża się rowerem. Ale to
            może
            > inna UE...
            >
            > , ale kto wie -
            > > jeśli stan warszawskich dróg będzie się pogarszał w takim samym tempie, ja
            > k
            > > obecnie, to za parę lat UAZ może być jedynym pojazdem zdolnym do sforsowan
            > ia
            > > wielu warszawskich ulic...
            >
            > Dlatego bzdurą i marnotrawieniem publicznych pieniędzy jest zaspakajanie
            > potrzeb jednej tylko (i to najmniej licznej) grupy użytkowników dróg.

            Tak myśląc można by wiele inwestycji nazwać bzdurnymi a nawet po co komu było
            koło?? Gratuluje perspektywy widzenia jest szeroka jak majtki w kroku.
            KA
      • j_karolak Re: Takie rowery, jakie drogi... 27.08.04, 12:30
        chaladia napisał:

        > W Nadrenii-Westfalii jeździłem trekkowym KTMem na cienkich szosowych opnach
        bez
        >
        > jakiegokolwiek resorowania i nie miałem poczucia dyskomfortu nawet po 120 km
        > jazdy.
        > W Warszawie i okolicy MUSZĘ jeździć rowerem górskim double suspension na
        > maksymalnie grubych i wzmocnionych oponach, gdyż krawężniki i inne wyboje do
        > tego zmuszają. Inaczej wizytowałbym warsztaty średnio co dwa dni celem
        > centrowania obręczy i wymiany dętek... po co mi taka przyjemność?
        >


        Dziwne, że tysiące rowerzystów jeździ normalnymi rowerami i jakoś nie musi
        chodzić co dwa dni do warsztatu. Każdy szpan tłumaczony jest dbałością o
        komfort i jakość.
    • yuurei Re: Festyn rowerowy - żałosne! 24.08.04, 19:49
      A ja się po trochu zgadzam z wszechwarszawiakiem. Zawsze śmiać mi się chciało z
      kolesi, którzy wytachali swoje 20kg sprzęty za chore pieniądze i przyjechali
      nimi pod rurę na piwo. I na pewno nie wracali z jakiś hopek czy śmieciary...
      chyba, że lubię jazdę bez kasku/zbroi/ochraniaczy - pełna ekstrema.
      Tak samo sporo takiego pozerstwa zbiera się w Kabatach/Powsinie. Rowery za
      niezły pieniądz, ciuchy też pierwszy rowerowy sort i kolesie rozwaleni siedzą
      piwo piją. A potem 13 km prędkość bo wiatr wieje i zadyszka łapie :-)
        • Gość: Slawek.K Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.08.04, 19:39
          A pewnie. Śmieszne to, a może nawet żałosne.
          Tylko co z tego? Nie moja pasieka, nie moje pszczoły, nie mój ul. Jeśli tatusia
          i mamusię stać na robienie dzieciom przydrogich i szpanerskich prezentów - na
          zdrowie. Co mnie do tego? Niech się chłopcy lansują: w ochraniaczach, żółwiach,
          kaskach integralnych, na profi sprzęcie za który można kupić samochód.
          Jeśli nie stwarają zagrożenia - wisimitocałkiem, wymiam, uśmiecham się lekko w
          duchu i pedałuję dalej.

          • madrider1 Re: Festyn rowerowy - żałosne! 29.08.04, 23:59
            Każdy jeździ na czym mu się podoba (tzw. wolny wybór). Ja preferuję XC, ale tak się składa, że nie stać mnie na sprzęcik miejski toteż używam swojej krosówki do jazdy także w Wawie.Nie używam także zwykłej szosówki ponieważ czasem mnie napada dzika ochota przeskoczenia nad jakimś krawężnikiem lub wpadam w "malutki" krater zwany nawierzchnią ścieralną przez naszych drogowców.Lubię jeździć szybko, a do tego trzeba sprzętu żeby przyjemność sprawiało.Nie wstydzę się swojego roweru i inwestuję w niego.Bez tego nie zrobiłbym w te wakacje 2000km po mazurach, kampinosie i okolicach.Spróbujcie tego na Wigry heheh.W końcu wszyscy może się przesiądźmy do maluchów i jeździjmy na Wigry3, bo wszystko co od tego lepsze to tylko szpan.
            • Gość: Slawek.K Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 00:25
              Po co ten radykalizm? "Wigier" ani "malucha" już dawno nie używam. Mało kto
              używa z resztą. I nie o to chodzi.

              Lubisz, OK. Jeździsz, jeszcze lepiej.
              Czy jednak ZAWSZE występujesz w pełnej "zbroi"? Pytam z czystej ciekawości.
              I przy okazji, jak mając tak nieergonomiczną pozyzcję na siodle, można jeździć
              szybko, oczywiście pytam o dojazdy, bo rampy, zjazdy czy skoki, to już osobna
              sprawa.

              • madrider1 Re: Festyn rowerowy - żałosne! 30.08.04, 02:25
                Do XC nie używam zbroi ;-) Chyba nie jestem w tym jedyny...Ale zazwyczaj wsiadając na rower zakładam koszulkę rowerową (kieszenie z tyłu,odpowoedni materiał więc mi przewiewniej) i spodenki (wkładka pod 4 litery sprawia że jedzie się wygodniej - nie nie robi mi dobrze;-). A od tego tygodnia także buty (bo zakładam pedały SPD i bez specjalnych butów bym się chyba zabił na nich). Chyba, że wsiadam tylko na chwilę. A tak w ogóle nie widzę nic złego w podjechaniu pod rurę na browarek, bo to nie jest lansowanie (kto mnie tam zobaczy,to przecież koniec świata?;-) tylko zazwyczaj po jakimś wypadzie mam prawo chyba do relaksu i nie zawsze muszę skoczyć do domu żeby się przebrać, bo jeszcze ktoś pomyśli, że to tylko szpan.
                • Gość: Slawek.K Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 15:20
                  Powiem szczerze, że lekko się już pogubiłem w tych XC, DH, i pozostałych
                  enigmatycznych dwuliterówkach. ;)
                  Wracając do ciuchów - to o czym piszesz, to akurat norma i dla mnie. Dobre
                  spodenki na szelkach z "pampersem" + odpowiednia koszulka. Taki ciuch to nie
                  tylko komfort ale i bezpieczęństwo, bo "daje po oczach". Pedały SPD to wygoda w
                  terenie, bałem się jak cholera, gdy zapiąłem się w nich pierwszy raz, strach
                  szybko przeszedł i zamienił się w zachwyt. To zupełnie inny "standard" jazdy.
                  Zwłaszcza gdy muszę podjechać pod strome wzniesienie.

                  Nie pijam piwka gdy jeżdzę, więc "Pod Rurę" nie zaglądam zbyt często, mieszkam
                  natomiast dość blisko Pl. Bankowego i często widzę młodych "bikerów" w
                  ochraniaczach pedałujących po chodnikach centrum, nie spotykam ich natomiast
                  przy stacji "Wilanowska", czy w "Jutrzenca" na Rozbrat.
                  O ile więc "strój rowerowy", nazwijmy go "klasycznym", jest dla mnie normą i
                  tylko laik może uważać za formę "lansowania" używanie go do jazdy na rowerze,
                  to te wszystkie zbroje zakładane do przejażdzek po chodnikach.... no świeszne
                  są po prostu.
                • yuurei Re: Festyn rowerowy - żałosne! 30.08.04, 17:25
                  madrider1 napisał:

                  > A tak w ogóle nie widzę nic złego w podjechaniu pod rurę n
                  > a browarek, bo to nie jest lansowanie (kto mnie tam zobaczy,to przecież koniec
                  > świata?;-)

                  Ja Cię mogę tak zobaczyć bo sam często wpadam na piwko albo pogadać z zastępem
                  znajomych :> Jak byś zobaczył gościa na srebrnym GT to wal śmiało. To pewnie ja :-)
                  Ale wracając do tematu. Tutaj nie chodzi o ludzi, którzy mają rower żeby na nim
                  jeździć. Chodzi o ludzi, którzy wydali grube pieniądze w zasadzie tylko po to by
                  sobie pojechać po bułki albo usiąść przed blokiem i mieć radość z tego jak dużo
                  ludzi podziwia ich sprzęt :-)
                  • madrider1 Re: Festyn rowerowy - żałosne! 31.08.04, 00:10
                    OK pewnie się zobaczymy :-)
                    No dobra takich też widać co mają ramkę karbonową, obwieszony XTR'ami w poprzek, a rower najtrudniejsze miejsce jakie zaliczył to zakurzony chodnik ;-D A na mój sprzęt mało kto spojrzy nawet heheh. I może dlatego go mam nadal mimo, że złomem raczej nie jest.
                    • Gość: am Re: Festyn rowerowy - żałosne! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 07:33
                      W Warszawie to jest nic. W któryś majowy weekend zachaczyłem o Kazimierz Dln.
                      Deptakiem po wale jeżdżą takie sprzęty, że hej.A jakie czyściutkie. Ja byłem
                      parę dni w trasie z sakwami więc lekutko neświeży. Strasznie mnie wszyscy
                      obcinali ale przynajmniej miałem trochę wolnego miejsca.
                      Pomyślcie co bybyło gdyby ci wszyscy ludzie pojechali do Kampinosu.
                      PS.
                      Proszę o niepodnoszenie tematu bezprawności jeżdżenia po wale.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka