Wczoraj bylam na przefajnym koncercie, niby instrumentalnym, ale jakze
dance'owym. Najpierw zaczelo grac cos , co nazywalo sie VHS or Beta. Gosciu
skosnooki na wokalu, z glosem przypominajacym Roberta Smith'a. Bylo przy czym
poplasac

))
Po nich gwiazda, Electric Six. I baaaaaaaaaardzo ciekawy wokalista,
przypominal mi Pawla Wawrzeckiego ze starej polskiej komedii ( teraz wstyd,
bo nie pamietam, z ktorej 'mis" , "poszukiwana poszukiwany"), gdzie spiewal
jakies pseudoproagandowe piosenki i pytal sie, czy ladnie wyszlo...Dick
Valentine ubrany w marynare, fryzurka z odrosnietymi lokami i grzyweczka na
bok, do tego miktofon z dlugim kabelem, i te gesty. Fajosko!
Przekroj wiekowy od 18 do 40, i te tlumy facetow podrygujace do rytmow gitaro-
discko i spiewajace wszystkie teksty. rewelacja!
A na koniec "wisienka" dla mnie, "High voltage" , i zeczywiscie bylo ,
AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Szkoda ,ze nie zostalismy na bisach, ale nic to , jeszcze pewnie przyjada,
wszak z Detroit nie jest daleko.
Pa!
mro