Ostatnio poznalem pewnego chlopaka. Mimo mlodego wieku (22 lata) wyglada na
duzo starszego. Przyznal mi sie, ze lubi i pali "trawke". Po kilku dniach
znajomosci powiedzial mi wiecej detali na swoj temat. Z jego relacji wynika,
ze chyba nie ma w obiegu narkotyku, ktorego by nie probowal. Gdy byl
nastolatkiem (uczniem szkoly sredniej) zajmowal sie rozprowadzaniem
narkotykow. Mowil, ze wiecej przepuszczal pieniedzy w Polsce, niz tutaj moze
zarobic. Do szkoly dojezdzal sobie wypozyczanymi niemieckimi furkami. Ponoc
od 2 lat zaprzestal handlu i przyjechal do USA. Spytalem go, czy nie ma
wyrzutow sumienia i co czuje, slyszac o ludziach, ktorzy przedawkowali ?
Odpowiedzial mi tak: "Ja nie zajmowalem sie handlem malymi dawki, lecz
posredniczylem w wiekszych transakcjach, dlatego nie mam zadnych wyrzutow."
Ja odparlem mu na to: "Stary, ale ty handlowales "biala smiercia" ! A on mi
odparl: "Nikogo nie zmuszalem do kupowania towaru, sami przychodzili."
Nie wiem jak Wy, ale ja wole trzymac sie z daleka od narkotykow i od ludzi,
ktorzy maja z nimi do czynienia.
Pozdrawiam