Gość: kasiula. IP: *.infonet.gze.pl 08.05.04, 20:30 Czy Bóg rzeczywiście słucha naszych próśb? Czy warto wierzyć w wiarę? Chcialabym przeczytac autentyczne historie zwiazane z wysluchaniem prosb wlasnie. Moze warto sie nawrócić? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Doki Re: Bóg. IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 08.05.04, 20:56 Tak jak ja pojmuje wiare i Boga, to nawracac sie dlatego, ze byc moze Bog wysluchuje prosb, nie warto. Bog nie jest do kupienia ani do przekupienia. Ale moge sie mylic. Wydaje tez mi sie czasem, ze sytuacje, gdy wydaje sie nam, ze Bog nas wysluchal zwykle odnosza sie do przypadkowego zbiegu okolicznosci, a czasami do sytuacji, gdzie zrozumielismy, ze nasza prosba byla bez sensu, wiec zmienilismy ja na cos realniejszego i ziscilo sie. Odpowiedz Link Zgłoś
misiuupysiu Re: Bóg. 09.05.04, 02:42 To nie fakt że Bog słucha naszych próśb czy nie ma znaczenie, wiara daje siłe do realizacji czegos co zdaje się byc niemożliwe, wytwarza też pozytywną energię która wpływa na nasze otoczenie. A tak poza tym to w wiare się nie wierzy tylko się ją ma. Odpowiedz Link Zgłoś
zijden_sjaal Re: Bóg. 09.05.04, 08:13 Witam, myśle, że Bóg wysluchuje każdego, kto w Niego wierzy. "Proście, a bedzie wam dane". Zapewniam Cie,że Bóg wysłuchuje nas i że ktoś poza nami jeszcze istnieje. Nie będe przytaczać teraz szczegółów, bo pewne rzeczy nie są na forum, ale zapewniam Cię, że się nie myle. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jan Osik Re: Bóg. IP: *.elblag.dialog.net.pl 09.05.04, 18:19 Przypominam tym którzy nigdy nie patrzyli w przeszłość: Boga nie ma Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alerinne Re: Bóg. IP: *.mlyniec.gda.pl 09.05.04, 18:22 a co jeżeli sie ją straci? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Bilala Re: Bóg. IP: *.uz.zgora.pl 11.05.04, 12:13 Gdyby Bóg wysłuchiwał modlitw, to zapewne prawie nikt nie ginąłby na wojnie (ileż osób modli się w intencji żołnierzy!), nieuleczalnie chore dzieci zawsze odzyskiwałyby zdrowie (czyż matki nie modlą się za nie gorąco?), a świat byłby piękkny i sprawiedliwy. W czasach, gdy jako dziecko chodziłam na religię, ksiądz mówił, że sens mają jedynie modlitwy chwalące Boga, gdyż prośby jednych ludzi mogą być sprzeczne z prośbami innych (zwykle rolnik modli się o deszcz, a letnik o pogodę...). A modlitwy za zmarłych? Czy Pan Bóg zmieni swe wyroki co do grzesznika - dlatego, że ktoś się za niego modli lub nawet zapłaci za mszę? Odpowiedz Link Zgłoś
nancyboy Re: Bóg. 11.05.04, 12:20 Pojdzmy dalej tym tropem... Ktory Bog wysluchuje najczesciej? Ile wynosi procent wysluchanych prosb w stosunku do ilosci modlitw dla Jahwe, Allaha, Sziwy, Swiatowida? Ile wynosza srednie czasy oczekiwan? Sa gdzies gotowe oferty albo reklamy w telewizji? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Bóg. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 14:18 W wierze katolickiej jest tak, że modlisz się za kogoś, ale tak naprawdę nie wiesz jaki są Boże plany co do tej osoby. Czasem jest tak, że to co na początku wydaje się tragedią, karą Bożą czy czymkolwiek innym z czasem z perspektywy lat okazuje się, że było dobre dla człowieka. My nie znamy naszych losów, tego co bedzie w przyszłości, nie możemy więc decydować o tym co będzie dla nas dobre, a co złe. Ponadto chciałabym tylko jeszcze przypomnieć, że Pan Bóg razem z armią Świętych nie jest koncertem życzeń ani książką próśb i zażaleń ;) Wierzysz nie dlatego, że w ten sposób masz szansę załatwić z Bogiem łatwiejsze życie. Wierzysz po to aby mieć nadzieję, że życie nie kończy się wraz ze śmiercią, że potem jeszcze coś jest :) Odpowiedz Link Zgłoś
nancyboy Re: Bóg. 11.05.04, 14:25 > to co na początku > wydaje się tragedią, karą Bożą czy czymkolwiek innym z czasem z perspektywy lat > okazuje się, że było dobre dla człowieka Na przyklad dziecko chore na zanik miesni powoli zmienia sie z zywiolowego dziecka w inwalide, ktory porozumiewa sie ze swiatem tylko ruchem galek ocznych. Na poczatku jego matce wydawalo sie to tragedia, ale z perspektywy lat okazuje sie... okazuje sie... hmmm... Kasiu pomoz, bo jakos nie potrafie dokonczyc tej historii. > Wierzysz po to aby mieć nadzieję, że życie nie kończy się wraz ze > śmiercią, że potem jeszcze coś jest :) Czyli wierzysz aby zapewnic sobie lepszy byt po smierci. Jak wypelnisz zadania, to szef Cie nagrodzi premia w postaci nieskonczonych rozkoszy. Czyli cala ta "milosc blizniego" jest tylko po to, aby "zarobic" sobie na wygodna chmurke w niebie. Mam nadzieje, ze czegos tu nie rozumiem, bo strasznie plytko to brzmi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Bóg. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 15:10 Przecież znanych jest wiele osób, które po stracie dziecka zakładają różne fundacje, które pomagają chorym. To im pomaga, a przy okazji ile dobra dzięki takim ludziom się dzieje. Patrz nie tylko przez pryzmat tej jednej osoby, ale większej grupy. Natomiast wiara to według mnie, tak bardzo płytko i łopatologicznie, zespół zasad, których przestrzeganie, na dłuższą metę, ułatwia życie. Odpowiedz Link Zgłoś
nancyboy Re: Bóg. 11.05.04, 15:20 No i swietnie, ze czynia dobro. Szkoda tylko, ze Bog w tym swoim planie poswieca jedno dziecko aby pomagac innym. Niezbyt to sprawiedliwe, ale napewno mi odpowiesz, ze nasz ludzki rozum nie potrafi zrozumiec sprawiedliwosci BOSKIEJ... > Natomiast wiara to według mnie, tak bardzo płytko i łopatologicznie, zespół > zasad, których przestrzeganie, na dłuższą metę, ułatwia życie. Ulatwia zycie, tylko komu? Pozwolisz, ze splodze kolejny przyklad? Kobieta maltretowana przez meza pijaka. Chcialaby sie od niego uwolnic. Ale nie - swietego wezla malzenskiego nie mozna przeciac. W to wierzy. I brnie przez ta swoja droge krzyzowa az do smierci. Ale czy to przez to jej zycie jest latwiejsze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Bóg. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 15:29 Akurat taka sytuacja nadaje się do unieważnienia przysięgi małżeńskiej, więc to raczej zły przykład :)) Natomiast myślę tu np. o podyktowanej wiarą życzliwości wobec drugiego człowieka. Oczywiście nie twqierdzę tu, że ateiści są nieżyczliwi. Chodzi o to, że wiara katolicka nakazuje być życzliwym dla drugiego człowieka, pomóc mu kiedy jest w potrzebie, a to powoduje, że my tak czyniąc stajemy się lepsi. Oczywiście nie brakuje "gorliwych katolików", którzy z jednej strony się modlą, a po chwili obgadują sąsiadkę, krzywdzą męża lub żonę itp. Cóż świat nie jest idealny i z Bogiem lub bez Niego będzie on pełen okrucieństwa. Różnica między wierzącymi i ateistami jest taka, że ci pierwsi nie mają nadziei na lepsze życie po śmierci, a ci drudzy ją mają. Odpowiedz Link Zgłoś
nancyboy Re: Bóg. 11.05.04, 15:36 > Cóż świat nie jest idealny i z Bogiem lub bez Niego będzie on pełen > okrucieństwa. Z uwagi na konflikty o charakterze religijnym, powiedzialbym, ze bez niego byloby nawet mniej okrutnie. > Różnica między wierzącymi i ateistami jest taka, że ci pierwsi > nie mają nadziei na lepsze życie po śmierci, a ci drudzy ją mają. Wlasnie. Ci pierwsi wiedza, ze po smierci nie ma nic, wiec kazda chwile zycia trzeba wykorzystac madrze. Nie na kolanach w kosciele tylko w taki sposob, aby byc szczesliwym i aby nie przeszkadzac, a w najlepszym wypadku pomagac innym. I nie robic tego dla nagrody od szefa, tylko z wlasnej potrzeby serca. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kasia Re: Bóg. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.05.04, 15:10 Jeśli chodzi o konflikty o charakterze religijnym. Człowiek jest na tyle istotą egoistyczną i zaborczą, że będzie walczył zawsze, czy w coś wierzy czy nie. Jeśli zaś chodzi o spędzanie czasu bezproduktywnie w kościele. Czasem ten właśnie czas pozwala na dojście do ładu z samym sobą, na oderwanie się od gwaru i pędu ulicy, na spokojne zastanowienie się na d samym sobą, otaczającym światem i wagą problemów z którymi walczymy na co dzień. Przecież modlitwa dojrzałego katolika to nie jest odklepanie formułki, to spokojna rozmowa z Bogiem. Ty to możesz nazwać zastanowieniem się nad swoim życiem. Nieistotne. Każdy z nas potzrzebuje chwili kiedy może w ciszy i spokoju pomyśleć o swoim życiu, co z nim i w nim zrobić aby było możliwie najlepsze. Odpowiedz Link Zgłoś
speedymika Re: Bóg. 11.05.04, 17:58 nie wydaje mi sie zeby nawrocenie spowodowane checia uzyskania konkretnych korzysci (z wysluchania prosb) mialo sens - to nie koncert zyczen. moge Ci za to powiedziec ze warto... musi to jednak byc szczera chec a nie przemyslana i skalkulowana decyzja. pozdrawiam byla ateistka Odpowiedz Link Zgłoś
misiuupysiu Re: Bóg. 13.05.04, 01:29 speedymika napisała: > nie wydaje mi sie zeby nawrocenie spowodowane checia uzyskania konkretnych > korzysci (z wysluchania prosb) mialo sens - to nie koncert zyczen. > > moge Ci za to powiedziec ze warto... musi to jednak byc szczera chec a nie > przemyslana i skalkulowana decyzja. > > pozdrawiam > > byla ateistka No jeżeli to jest kalkulacja (korzyści, czy lęk przed piekłem na przykład) to nie jest to żadne nawrócenie, bo ono jak napisałaś musi być szczere i wynikać z wewnętrznej potrzeby inaczej to tylko zwykła ściema i oszustwo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: incognito Re: Bóg - nowe odsłony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.05.04, 21:13 Ani stworzenie ex nihilo, ani ewolucja gatunków, tylko wieczna sztuka rozgrywająca się na ziemi – oto pierwsze słowa nauki dostępnej na www.rajayoga.org.pl . Wedlug tej nauki Bóg to nieskończenie mały punkt duchowej energii. Inkarnuje pod koniec każdego cyklui poprzez ludzkie ciało daje ludziom wiedzę oraz przywraca dusze i materię do stanu najwyższej czystości. Dusze, Najwyższa Dusza i materia są wieczne. Wszechświat to wiecznie powtarzająca się sztuka, której istotą jest wzajemne oddziaływanie energii duchowej i materii. Sztuka trwa 5 000 lat, ma jeden scenariusz i nieskończoną liczbę powtórzeń. Może tam znajdziesz odpowiedzi ... Odpowiedz Link Zgłoś
aphoper1 Re: Bóg. 11.05.04, 21:35 Takie historie sa na pewno dobre i piekne, ale... Wydaje mi sie, ze nie da sie nawrocic na podstawie czegos, czego sami nie doswiadzylismy. Cudze swiadectwo dotyka czsem czegos, co juz w nas jest, ale na sucho sie nie da nawrocic chyba:) Zawsze mozna cos "inbaczej zinterpretowac". Mnie w zyciu przydarzylo sie pare rzeczy, ktore uznalam za 'znaki", ale nie uzalezniam mojej wiary od nich. Ona jakos obok wyrosla... Jakbys chciala pogadac, zapraszam na priv. Pomodle sie za Ciebie:))))) Aga Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Maxia Re: Bóg. IP: *.rasserver.net 14.05.04, 04:35 Chcesz autentyczną historię? Proszę bardzo, z czasopisma "Miłujcie się": pt.Nawrócenie córki oficera SB Urodziłam się w 1955 r. w rodzinie komunistycznej. W środowisku, w którym żyłam, nikt nigdy nie mówił o Bogu, nie było modlitwy. W niedzielę tata zabierał mnie do kina na poranek filmowy dla dzieci. Kiedy miałam pięć lat urodził się mój brat i pamiętam, że bardzo chciałam wyrzucić go przez okno. Wychowałam się kolejno: w żłobku, przedszkolu, na podwórku. Mama pracowała w domu, miała pracę chałupniczą i moja obecność zawsze jej przeszkadzała. Jak było Boże Narodzenie ubieraliśmy choinkę, i tata robił prezenty dla wszystkich, i było dużo radości. Tata był człowiekiem bardzo milczącym, nigdy nie było rozmów, tylko uwagi np. - „jak pies je, to nie szczeka”. Nie było przytulania, serdeczności, ale kiedyś usłyszałam, że miłości nie wyraża się w słowach tylko w czynach. Tata był dla mnie bardzo ważny. Czułam, że chociaż nie okazuje serdeczności, jest zamknięty, to jednak mogę na nim polegać. Kiedy nie potrafiłam odrobić matematyki, odkładał gazetę i cierpliwie rozwiązywał ze mną zadania, i taki był zawsze. Jeśli poprosiłam, sensownie mi pomagał. W szkole w rubryce: zawód ojca, zawsze miałam wpisane - tajemnica państwowa. Nurtowało mnie, że nie wiem, kim jest mój ojciec. Był pracownikiem MSW, ale co dalej - nie wiedziałam. Jako osoba już dorosła dotarłam do informacji, że mój tata jest oficerem śledczym służby bezpieczeństwa. Bałam się wprost pytać, ponieważ mając szacunek, odczuwałam wobec taty lęk spowodowany chyba brakiem bliskości. W szkole podstawowej i liceum prowadziłam samorząd szkolny, a także organizację ZMS co cieszyło tatę - mówił, że jestem „jego krew”. On także był aktywnym członkiem partii i działał w egzekutywie, ale w domu nigdy nie mówił o tym, co robił poza domem - niczym się nie dzielił. W domu były różne teksty klasyków komunizmu: Marksa, Engelsa i Lenina, które z pewnym podziwem czytałam nie będąc do tego przez nikogo zachęcana. Pojęcie wolności jako uświadomionej konieczności zostało w mojej świadomości do dziś. Słowa te w Bożym wymiarze odsłaniają głęboką mądrość. W tym co robiłam, czym żyłam było mi dobrze, ale narastało we mnie coś, co przeżywałam jako głębszą samotność, tęsknotę, której nie zagłuszałam, ale i niczym nie potrafiłam wypełnić - to często narastało we mnie jako ból, którym nie potrafiłam z nikim się podzielić. Czasem wychodziłam z najlepszej prywatki - ta radość pogłębiała jeszcze uczucie pustki. Dramat życia rozpoczął się wtedy, gdy pewnego dnia moja mama wyznała mi, że kiedy byłam małą dziewczynką ochrzciła mnie w tajemnicy przed ojcem. Przeżyłam głęboki szok, poczułam się oszukana. Odrzuciłam rodziców, zaczęłam żyć na własną rękę. Szukałam siebie, miłości, bliskości - znikałam na długie tygodnie w górach, gdzie szukałam samotności. Bliskość przeżywanych przyjaźni znajdowała dopełnienie w bliskości fizycznej. Zaszłam w ciążę. Nie wiedziałam co robić. Powiedziałam mamie. Usłyszałam - ”musisz to usunąć, gdyż ojciec cię z domu wyrzuci”. Nie miałam żadnych uczuć macierzyńskich, ani odrobiny dojrzałości do przeżywania tego, co się we mnie zaczęło dokonywać. Mama poszła ze mną do lekarza i pamiętam, jak lekarz w białym fartuchu z pełną powagą oświadczył mi, że konstytucja PRL pozwala na usunięcie ciąży. Lekarz to wielki autorytet jeśli się nie ma największego autorytetu Boga w sercu. Oczywiście poczułam się zaraz jak chora, której medycyna i konstytucja spieszą na ratunek i zostałam poddana tzw. zabiegowi. Rok później przeżywałam tragedię śmierci kogoś, kto był dla mnie bardzo ważny. W załamaniu, kiedy żyje się bez Jezusa, szuka się miłości, serdeczności w bliskości seksualnej. Drugi raz zaszłam w ciążę. Chciałam mieć to dziecko, chciałam je urodzić, pragnęłam je mieć. Mama twardo powiedziała, że w domu w takim stanie nie będę mogła być. Chodziłam po znajomych, pukałam do różnych drzwi prosząc o pomoc, żeby ktoś mi użyczył kąta, żebym mogła donosić. Nie znalazłam nikogo, kto by mi zechciał pomóc. Zostałam zmuszona do poddania się zabiegowi co przeżyłam psychicznie jako straszny gwałt. Mama z lekarzem stwierdzili, że to ostatni dzwonek. Po tym, co się dokonało, byłam już inną osobą. Straciłam radość, przeżywałam stany depresyjne, rozpacz, samotność, bezsens. Pojawiły się silne zahamowania w kontakcie z ludźmi, poczucie utraty własnej wartości i godności, brak szacunku dla siebie. Z całą pewnością, gdyby ktoś wtedy podał mi narkotyki - wzięłabym. Nie widziałam sensu życia. Będąc na samym dnie doświadczyłam Miłosierdzia Bożego. Tego dotknięcia, które jest podaniem dłoni i poprowadzeniem ku prawdziwemu życiu, które jest światłem pośród ciemności. Uczepiłam się tej odrobiny życia jak chora kobieta szat Chrystusa. Podążając za Nim bardzo, bardzo powoli odzyskiwałam godność dziecka Bożego. Nie oglądam się do tyłu, trzymam rękę na pługu i podążam naprzód. W końcu zostałam założycielką i koordynatorką jednego z ruchów modlitewnych w Polsce. Katechetką, żoną i matką czwórki dzieci. Może te słowa, które napisałam, będą dla kogoś zasiewem. Odpowiedz Link Zgłoś
vecka To co Maxia opisujesz przeżywa tysiące kobiet... 16.05.04, 13:56 Witaj Maxia, Twoja historia ani wzrusza, ani bawi....Jest nie na temat... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: XX Re: Bóg. IP: *.mni.pl 16.05.04, 13:12 Bóg spełnia prosby ale poniewaz wie wszystko wybiera tylko te które naprawde nas uszczęsliwia.Człowiek nie wie tak naprawde co jest dla niego najlepsze.Spełnia nawet najmniejsze prosby bo nas kocha.A jezeli chodzi o osoby chore i umierajace.Pewna kobieta miała umierajacego syna i zarliwie modliła sie o to zeby wyzdrowiał.w modlitwie błagała o jego zycie jednoczesnie grożac ze jezeli nie zostanie uratowany to Ona nie zajzy nigdy do koscioła.Bóg ocalił tego kolesia wyzdrowiał naprawde cudem.Teraz po 7 latach od tego zdarzenia trafił do więzienia-zabił człowieka.Jego matka jest załamana.To juz nie jest ten człowiek co kiedys, bardzo sie zmienił.Bog wysłuchał prosby ale czy niebyłoby lepiej gdyby ten koles umarł wtedy na ta ciezka chorobe.Bog chyba wtedy chciał Go ocalic.Ale te zarliwe prosby matki...BÓG WIE CO JEST DLA NAS NAJLEPSZE.Wysłuchuje tych prosb które dadza nam szczescie. Ja tez czasami modle sie o egzaminy,pieniadze... i naprawde czasami takie pierdoły.Zawsze jestem wysłuchiwana.Nie znajduje oczywiscie kasy nastepnego dnia ale dostałam prace. Nie dostałam sie za to do dobrego liceum chociaz sie modliłam ,poszłam do innego i własnie tam poznałam najwieksza miłosc mojego zycia bo Bog wiedział co jest dla mnie najlepsze Odpowiedz Link Zgłoś
vecka XX, całkowicie się zgadzam.... 16.05.04, 13:57 Z tym liceum to przezylam dokladnie to co TY...:)Bóg wiedzial co bedzie dla mnie najlepsze... Odpowiedz Link Zgłoś