deltalima
31.05.05, 11:39
poniżej wklejam fragment wywiadu ('duży format') z dość ekscentrycznym
naukowcem lubującym się w jedzeniu owadów i... nie tylko. co sądzicie o
poniższym? jestem dość tolerancyjny i otwarty ale to jużchyba lekka przesada?
(...) Anglii modne jest teraz - głównie w kręgach hipisowskich - jedzenie
łożyska po narodzinach dziecka. Moja żona, Sarah, oglądała, jak je smażono w
angielskiej telewizji. Kiedy urodziła się moja córka, w szpitalu zapytano
mnie: "Zapakować czy wyrzucić?".
Było tego 80 deko. Zrobiłem z niego kilka potraw, którymi żywiłem się przez
trzy dni po porodzie córki. Smakuje jak najlepszej jakości polędwica wołowa.
Pierwszego dnia zjadłem je na surowo, drugiego zrobiłem tatara i zaniosłem
żonie do szpitala, ale nie dała się przekonać. Trzeciego dnia zrobiłem curry.
Pępowinę zakopaliśmy pod drzewem w lesie. To stary zwyczaj, który występuje w
wielu kulturach.
Moim znajomym antropologom oczywiście nie uwierzyłem. Byłem przekonany, że
jedzenie łożyska to jak najbardziej naturalne zachowanie. Zacząłem szukać
informacji na ten temat.
To prawda, że łożysko na ogół wyrzucano lub zakopywano, ale to marnotrawstwo,
bo to tak, jakby wyrzucić dobre mięso. Przypadkiem wpadła mi w rękę książka o
obyczajach ludowych w Polsce, w której wyczytałem, że łożysko zjadano w
Galicji! Prawdopodobnie jeszcze w XIX wieku matka po urodzeniu dziecka dawała
łożysko starszemu rodzeństwu, co miało sprawić, że nie będą zazdrosne o
noworodka.