facet123
29.06.05, 09:45
W całej tej histerii związanej z procesem beatyfikacyjnym Jana Pawła 2
najbardziej zadziwia mnie fakt, że nawet w dzisiejszych czasach poważna
instytucja jaką jest kościół ciągle stosuje rytułały powstałe w średniowieczu
i odwołujące się do pojmowania religii jaką miał średniowieczny chłop.
Chodzi mi konkretnie to "cuda" które nastąpiły po smierci papieża. Do
przewidzenia było, że teraz setki ludzi stwierdzi, że bardziej lub mniej
prawdopodobne zbiegi okoliczności są bosko-papieską interwencją. Są to typowe
ludowe zabobony tak samo jak wiara w ufo, czy różnego rodzaju spiskowe teorie
dziejów - niektórzy ludzie, dla których rzeczywistość jest nie dość
interesująca, muszą ją ubarwiać.
Nie rozumiem jednak, dlaczego kościół podporządkowuje się temu zabobonnemu
myśleniu i organizuje duże i długotrwałe przedsięwzięcia jak proces
beatyfikacyjny w którym poważni ludzie, zdaje się nawet świeccy lekarze, będą
zeznawać, że "to i to wydarzenie nie daje się wytłumaczyć za pomocą nauki i
tym samym stanowi nadprzyrodzoną interwencję".
Przecież w biblii nie ma nic o tego typu rytułałach. Nie wystarczyłoby
powiedzieć, że JP2 "był dobrym człowiekiem, który całe swoje życie poświęcił
bliźnim" itd. itd....? Czy trzeba wiernym wciskać ciemnotę, że nasz zmarły
papież może teraz, po smierci, ingerować w nasz świat?