Dodaj do ulubionych

Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna

14.06.06, 10:13
Niedawno zmarł kuzyn mojego męża. Bardzo fajny człowiek, z ogromnym poczuciem
humoru i tym bardziej go wszystkim szkoda, że dopiero co skończył studia.
Niestety chorował przewlekle i przyszedł na niego koniec :-( Ale nie o tym
chciałam pisać. Otóż jego śmierć była pierwszym szokiem dla jego rodziny z
całej serii. Okazało się bowiem, że Paweł zostawił po sobie testament, a już
wprost totalnym zaskoczeniem dla wszystkich były jego zapisy. Wynika z nich
bowiem, że większość swego mająteczku przekazał dziewczynie, którą kochał
wprost do szaleństwa, ale która nigdy jego uczuć nie była w stanie
odwzajemnić (sama ma już narzeczonego i ustaloną datę ślubu). Taki stan
rzeczy utrzymywał się od dobrych kilku lat, ale rodzice kuzyna dopiero z
testamentu dowiedzieli się, że ich syn darzył tę dziewkę miłością. Wcześniej
byli przekonani, że to tylko przyjaźń.
Ów majątek zaś to przede wszystkim pieniądze, jakie swego czasu rodzice
kuzyna przekazali mu na konto, gdy ten skończył 18 lat, aby mógł bez
przeszkód wkroczyć w dorosłe życie. Od tego czasu rósł procent, do tego
dochodziły drobne kwoty zarobione przez kuzyna np. ze stypendiów, ale nadal
olbrzymia większość owej sumy pochodziła od rodziców. Nie będę ukrywała:
rodzice zaczynają kombinować jak by tu nie dopuścić do przejęcia zapisanego
spadku przez miłość ich syna. Zaczyna się szukanie możliwości podważenia
testamentu czy nawet sugerowanie głównej spadkobierczyni, aby lepiej odmówiła
przyjęcia swojej części. Z tym będzie problem, bo kuzyn napisał do niej tuż
przed śmiercią list, w którym poprosił ją by zastosowała się do zapisów
testamentowych.
Moje pytanie jest takie: czy rodzice kuzyna mojego męża mają moralne prawo do
tego by dążyć do przejęcia całej masy spadkowej po ich synu?
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 10:39
      Mają prawo do zachowku z całą pewnością, nawet jeżeli nic im nie zapisał.
      Rodzeństwo ewentualne też. Ale dziewczyna powinna dostać pozostałą część - w
      końcu to wola zmarłego. Nieważne , skąd te pieniądze pochodzą - nawet, jeżeli
      całość dostałby od rodziców, cóż z tego? Dostał na własność i rozdysponował
      jak uważał.
    • Gość: Lena Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: 80.48.96.* 14.06.06, 11:02
      Oczywiście, nie mają moralnego prawa. Nie musieli dawać mu pieniędzy, mogli
      udostępniać mu z własnego konta ale jeśli dali to on sam mógł i jak widać
      rozporządził własnym majątkiem. Dla jego rodziców on był ich dzieckiem i pewnie
      do głowy im nie przyszło,ze on ma "dorosłe" uczucia skutkujące decyzjami
      niekonsulotowanymi z mamusią i tatusiem. Jeszcze do tego gdy w grę wchodzą
      pieniądze zachowania ludzi są nieprzewidywalne. Obawaim się,że gdyby nawet to
      była dziewczyna twojego kuzyna to i tak jego rodzice uważaliby jego pieniądze
      za własne, nawet gdyby pracował, zarabiał ale mieszkał z nimi to pewnie byłoby
      tak samo. Tak jak dzieci uważają,że im się po rodzicach "należy" tak jest i w
      drugą stronę.
      Może być i taka sytuacja,że oni mając niewiele dawali synowi pieniądze po to by
      tworzyć mu poczucie bezpieczeństwa i dawać nadzieję w jego chorobie i teraz
      czują sę okradzeni. Jednak mimo tego, moim zdaniem, nie mają prawa poważać
      decyzji syna. Przypuszczam jednak,ze ich sytuacja materialna nie jest taka zła
      bo sam twój kuzyn by tego tak nie zrobił.

      • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 11:29
        Myślę, że dzieciom po rodzicach się "należy" - w końcu decydując się na dziecko
        bierzemy także ekonomiczną odpowiedzialność za jego życie. Nawet jeśli już
        dorosłe dziecko świetnie sobie radzi i sporo zarabia - może mu się pogorszyć
        (wypadek, kalectwo). Ja w każdym razie zapisałam wszystko dziecku i parę
        pierdół mojej siostrze. Namawiam mojego chłopca by zrobiła tak samo (oczywiście
        pomijając moją ukochaną siostrzyczkę bo to przesada).
        • Gość: Lena Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: 80.48.96.* 14.06.06, 11:55
          I tu się mylisz, po rodzicach dziecku się "z góry należy" jeśli nie ma
          testamentu lub jeśli zapisali to w testamencie. Jeśli zapisze komuś innemu
          to "się nie należy". Nawet moralnie.
          Jesli rodzic owdowiały czy rozwiedziony będzie zakochany w kimkoleiek innym i
          zapisze temu komuś to nic ci się nie nalezy. Nawet gdyby ci się pogorszyło.

          • hybrydowy Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 12:01
            znowu kupa wypowiedzi nie znających prawa spadkowego.
            a moralnie tej lasce sie nic nie należy bo jest obca , z drugiej strony wola
            zakochanego slepo chłopaka.Ale to rodzice dali mu te pieniadze nie po to aby
            ona je zagarneła tylko na jego wykształcenie.
            • Gość: Lena Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: 80.48.96.* 14.06.06, 12:16
              Piszesz bzdury. Obawiam się,że to ty nie znasz prawa spadkowego. Według prawa
              najważniejszą sprawą jest testament. Prawo nie zajmuje się moralnością
              przynajmniej w przypadku spraw spadkowych - gdybyś nie wiedział.
              Przypuszczam,ze nie ma jakiegokolwiek dokumentu na to,że "rodzice dali
              pieniądze na wyształcenie" a to co zostało miał im oddać. To co jeden człowiek
              daje drugiemu (bez względu na koligacje) jest własnością tego pierwszego.
              Pomijam tu podatki od darowizn bo na prewno takich nie było. Moje pieniądze na
              moim koncie (choćbym je dostała od rodziców) są moje (tak jak mojego rodzica są
              jego choćbym ja mu wpłacała te pienądze) i mogę na okoliczność śmierci spisać
              taki testament jaki mi się podoba.
              • Gość: Lena PS IP: 80.48.96.* 14.06.06, 12:18
                To co jeden człowiek
                > daje drugiemu (bez względu na koligacje) jest własnością tego pierwszego.

                Oczywiście, miało być "tego drugiego".
              • hybrydowy Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 12:20
                ty jesteś tępa czy co? napisałem :

                ze nieznacie prawa spadkowego ..... a moralnie sie jej nie nalezy wg mnie !

                Prawo spadkowe studiowałem jak miałaś 15 lat.
                a swoje pieniądze możesz nawet lepperowi oddac bo mnie to wali
                • Gość: Lena Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: 80.48.96.* 14.06.06, 12:24
                  To chyba słabo studiowałeś (może jesteś tępy???) albo nie na tej uczelni na
                  której trzeba (ta moralność).
                  • hybrydowy Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 12:38
                    jezeli wydział Prawa na UŚ w katowich jest dla Ciebie kiepski to chyle czoła
                    słomie z twych butów.

                    o morlaności jako moich odczuciach pisałem osobno ale widocznie nie potrafisz
                    tego pojąć swoja małą nierozwinięta głową
                    • Gość: Lena Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: 80.48.96.* 14.06.06, 14:08
                      Przypuszczam,że nie ukończyłeś na Uśl ani prawa ani jakiegokolwiek innego
                      kierunku. Moze i coś zacząłeś albo zamierzałeś (tak jak Lepper - ukończyłeś
                      uniewrsytet życia). Nie chodzi nawet o brak kultury który bije z twojej
                      pisaniny ale prawnik nigdy by nie napisał
                      znowu kupa wypowiedzi nie znających prawa spadkowego.
                      a moralnie tej lasce sie nic nie należy bo jest obca ,

                      To właśnie świadczy o twiom "wykształceniu prawniczym".
            • Gość: qq Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.06, 10:41
              hybrydowy napisał: znowu kupa wypowiedzi nie znających prawa spadkowego.
              > a moralnie tej lasce sie nic nie należy bo jest obca , z drugiej strony wola
              > zakochanego slepo chłopaka
              klasyczny przypadek zaślepienia milością prawie jak choroba psychiczna jak
              testament wbył sporządzany przez osobę upośledzoną bez świadków to łatwo go
              unieważnić
          • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 12:51
            No cóż, masz chyba jakiś problem z tym tematem. Ja pisałam o tym, co JA dam
            SWOJEMU DZIECKU a nie o tym, co niby mam zamiar dostać. Widzę, że wiele osób
            nie rozumie tego co dla mnie jest oczywiste - jeżeli decydujemy się na
            dziecku , musimy pogodzić się z tym, że już ZAWSZE będzie najważniejszą osobą w
            naszym życiu i że mamy psi obowiązek dbać o nie jak najlepiej. Jeżeli nie
            dotarło napiszę jeszcze raz: zapisałam dziecku wszystko: na razie jest to
            mieszkanie , kilka niezłych antyków ale pewnie będzie więcej (jestem młodą mamą
            na dorobku). Mojemu ukochanemu (i ojcu dziecka) nie zapisałam nic. Zakochać
            się, ożenić, rozwieść można pewnie i 10 razy. Dzieci to miłość na wieki.
            • roman_wawa Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 12:57
              ciekawe co zrobisz jak to twoje ukochane dziecko rozda twoje mieszkanie ,
              zabytki itp.

              I watpie że to bys zostawiła w spokoju jako wole ukochanego dziecka
              • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:09
                Ja już nie będę żyć, człowieku. To nie darowizna tylko testament. Chodzi mi
                jedynie o to, że rodzice są od dawania nie od brania.
                • hybrydowy Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:13
                  od dawania dzieciom ale było napisane że ten chłopak umarł i jakas laska obca
                  zaręczona z kims innym ma dostać w spadku kase , np w twoim przypadku gdybys
                  zyła twoja kase dla twojego dziecka jakas inna obca osoba np mieszkanie na
                  które tak ciezko pracowałas !!!!!!!!!
                  • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:21
                    Chłopak nie zapisał tej dziewuszce ani mieszkania ani innych zabytków i zbytków
                    tylko pieniądze, które otrzymał w PREZENCIE od rodziców, odłożył na konto
                    oszczędnościowe i z nich nie zdążył skorzystać. To, że dziewczyna zaręczona
                    jest z kimś innym nie ma nic do rzeczy chyba? Przecież miłość nie musi być
                    odwzajemniona, żeby chcieć coś komuś podarować. Rodzice dali mu pieniążki i
                    muszą pogodzić się z tym iż był dorosłą osobą i rozdysponował kaską jak chciał.
                    Wiesz, kto daje i odbiera...
                  • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:23
                    Jeśli dziecko umarłoby za mojego życia, kwestia kto dostanie po nim pieniądze a
                    kto walkmana nie wydawałaby mi się istotna.
                    • tuner4 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:26
                      mnie by szlak trafił, gdyby jakas zołza ze wsi miała dostać cos co miało
                      poprawić byt mojego syna.!
                      • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:33
                        I bardziej by cię to obeszło niż inne aspekty jego śmierci? Fajnie.

                        Swoją drogą w czym problem? Kochał ją, zapisał jej pieniążki - będzie go długie
                        lata wspominała. Może to niezła inwestycja? I nie wiadomo czy to zołza.

                        • tuner4 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:35
                          Dobra cieżko sie z tobą pisze. czesc
                          • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 13:45
                            A to już twój problem, żegnam.
                            • Gość: omni Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.06, 14:14
                              Nie wypada o zmarłych źle mówić, ale ten kuzyn wyciął rodzicom paskudny numer i
                              tej dziewczynie (jeśli ma ona choć trochę przyzwoitości) również. Postawił ich
                              wszystkich w arcytrudnej i nieprzyjemnej sytuacji. Ale może taki właśnie miał plan?
                              • zona_85 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 15:20
                                Hmm... A dlaczego tak sądzisz? Z tego co wiem to kuzyn mógł za swego życia
                                wydać te pieniądze na dziwki, kasyna etc. innymi słowy na przeróżne zbyteczne
                                rzeczy, nie bacząc na to, że wtedy nie skorzysta z forsy ani ta dziewczyna, ani
                                jego familia. Jak znam to forum, to pewnie zyskałby wtedy całkiem duże poparcie
                                na zasadzie: wiedział, że i tak niedługo umrze i chciał życia zasmakować, to
                                przecież nic złego. Ale on niczego takiego nie zrobił. Jakim zatem numerem jest
                                rozdysponowanie swym majątkiem tak, jak mu to mówiło sumienie?
            • Gość: Lena Do sir.vimes IP: 80.48.96.* 14.06.06, 14:19
              Dlaczego miałabym mieć problem z jakimkolwiek tematem? Bo ty masz (może) na
              razie inne zdanie na ten temat? Bo wydaje ci się to co wydaje? Bo nie masz
              wybraźni? Dlaczego niby ktoś musi rozumieć że masz ograniczenia w rozumienu
              innych?
              Dla ciebie dziecko może być superważne i ważniejsze od partnera (a nawet
              męża).Tak wynika z tego co piszesz. Dożyjesz czasu gdy okaże się,że dla twojego
              dziecka pratner/ka lub żona/mmąż będzie ważniejsza od ciebie i twoje zdanie w
              ogóle się nie będzie liczyło. Twój pratner też będzie cię miał gdzieś (z takim
              stosunkiem do niego nie dziwię się)a ty uczepisz się gardła własnego dzicka jak
              bulterier. Jesteś typem właśnie takiej mamuśki. I krew cię zaleje,że twoje
              dziecko coś zapisze własnej dziewczynie a nie tobie, że np. jego żona będzie
              mieć coś twojego i ... Bóg raczy wiedzieć czy nie zmienisz zapisu. To mam u
              ciebie rozumieć?????? Rozumiem ale nie podzielam.
              • sir.vimes Re: Do sir.vimes 14.06.06, 14:46
                Napisałam, że masz problem ponieważ imputowałaś mi, że to ja chcę coś dostać i
                paranoicznie bronisz prawa rodziców do zapisywania czego się chce komukolwiek.
                Ja nie wnikam w kwestie prawne, chociaż podkreślam , że dobrze iż jest
                zachowek, to ogranicza możliwości nieodpowiedzialnych egoistów. A wyobrażni to
                ty nie masz , jeżeli nie potrafisz pojąć tego co piszę.

                Nie oczekuję od dziecka wzajemności - wręcz przeciwnie, oczekuję, iż w jego
                życiu znajdą się osoby ważniejsze ode mnie.

                A przy tym moje dziecko pewnie nic nie zapisze żonie, ponieważ jest
                dziewczynką.
                • Gość: Lena Re: Do sir.vimes IP: 80.48.96.* 14.06.06, 15:28
                  Nie bronię niczego panicznie. Prawo jest takie,że każdy może zapisywać co chce
                  i komu chce a nawet wydziedziczać najblizszych. Nie dziwię się rodzicowi który
                  dziecku narkomanowi lub alkoholikowi niczego nie zapisze bo wie,że to dla niego
                  śmierć, nie dziwię się rodzicowi który zapisze obcemu na którego pomoc mogło
                  liczyć jesli dziecko nie poczuwa się do jakichkolwiek obowiązków. ychowując
                  dziecko któremu się a priori "należy" można się tego spodziewać. Tobie
                  wyobraźni nie starcza?
                  Nie próbuj mnie obrażać bo zapytam czy tylko jestś młoda głupia czy już tylko
                  głupia.
              • drogiedrinki Re: Do sir.vimes 14.06.06, 14:58
                myślę, że kobitka ma trochę racji. dzieci nie robi się po to by miał kto
                szklankie wody podać. Rodzice mają obowiązki a dzieci prawa.
                • Gość: Lena Re: Do sir.vimes IP: 80.48.96.* 14.06.06, 15:20
                  Myśle,że prawa i obowiązki mają obie strony. W pewnych okresach życia jednego
                  jest więcej a drugiego mniej a w innych odwrotnie.
                  Jak czytam,że kobitka uważa,że wszystko należy się dziecku i nawet partnera
                  próbuje zmusić by zapisał wszsytko ich dziecku to niestety (chyba zbyt długo
                  żyję) wiem,że facet nie zapisze.On wcześniej czy później znajdzie sobie inną
                  matkę nastepnego dziecka która z nim razem będzie dorabiała się ich własnych
                  rzeczy i raczej o niego w razie śmierci się zatroszczy a dzieci wychowają tak
                  by nie tylko same sobie dały radę ale by i oni na nie mogli liczyć.
            • kaczm77 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 14:26
              Nie musisz mu nic zapisywac, i tak Kodeks Cywilny przydzieli mu jego część z
              waszego wspolnego dorobku. Chyba ze macie rozdzielność majątkową, albo nie
              jestescie małżeńśtwem w swietle prawa. To inna sprawa.

              w przeciwnym wypadku....
              testament upowaznia cie tylko do dysponowania swoją częscią majątku (50%).

              pozdr.
              Irek
              • sir.vimes Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 14:48
                Wiem, że małżeństwa bez rozdzielności mają wspólny majątek. Każdy to wie.
    • zona_85 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 14:10
      Takie 2 uwagi:
      Po pierwsze na pewno nie można tej dziewczynie zarzucić, że jest zołzą.
      Przeciwnie, to osoba wykształcona, bardzo religijna i poważana w swoim
      otoczeniu.
      Po drugie słówko do hybrydowego: jak znałam tego kuzyna, to wiem, że wszystko
      co robił w swym krótkim życiu, opierał na uprzednich głębokich przemyśleniach.
      Jestem pewna, że uznał, iż największe dobro z tych kilkunastu tysięcy złotych
      powstanie, gdy trafią one do jego miłości i to jest według mnie bardzo moralne.
      • jednapani Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 14.06.06, 14:54
        A moze ktos KONKRETNIE napisze co przewiduje w tym wypadku PRAWO?

        Jaka czesc pieniedzy (procentowo) dostanie dziewczyna, a ile rodzice?
        Bo tylko oni maja prawo dziedziczyc po synu.
        • Gość: Lena Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: 80.48.96.* 14.06.06, 15:35
          pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_spadkowe
    • Gość: Matylda Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.tronic.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.06.06, 01:03
      To, że obowiązkiem rodziców jest uszanować wolę zmarłego syna to w/g mnie nie
      podlega dyskusji. Zastanawia mnie coś innego. Jeśli dziewczyna przyjmie te
      pieniądze to jak na to zareaguje jej narzeczony, czy nie będzie miał
      wątpliwości że ten dar był bezinteresowny?
    • Gość: harpia I to powinno być nauczką dla rodziców IP: *.chello.pl 15.06.06, 07:13
      Niby znają swoje dziecko i wiedzą, czego można się po nim spodziewać, a tu
      nagle taki numer.. Uważam, że sytuacja, w jakiej zmarły postawił rodziców i
      dziewczynę, jest co najmniej niezręczna dla obu stron, a rodzice mają prawo
      czuć się pokrzywdzeni. Co oczywiście nie oznacza, że uda im się podważyć
      testament, prawo nie przyzna im racji posiadania z powrotem tych pieniędzy. Dla
      mnie to wskazówka - nie robić takich głupich zapisów, nie spieszyć się z
      darowiznami.
    • b_cynamonka Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 15.06.06, 11:11
      Nie przyjęłabym pieniędzy na miejscu tej dziewczyny. Nie móc wcześniej pokochać
      ale skorzystać teraz z pieniędzy? Nie, nie bardzo...
    • Gość: wibo Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.06.06, 13:57
      Rozumiem rozgoryczenie rodziców. Ciułali pieniądze dla syna, a teraz dostanie
      je ktoś zupełnie obcy. Jeśli nie mogą pogodzić się z takim obrotem sprawy,
      powinni próbować podważyć testament. Dziwi mnie kaprys (chyba tak to można
      nazwać) kuzyna. Jeśli chciał zostawić tej kobiecie pieniądze, powinien je
      najpierw samodzielnie zarobić.
    • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 15.06.06, 20:20
      Nasuwają mi się po lekturze wszystkich postów następujące refleksje:

      1. Jest rzeczą dla mnie wprost przerażającą, że tak masowo Forumowicze mają za
      nic istotę testamentu. Otóż jest to ostatnia wola osoby zmarłej - wola
      pośmiertna. Spisana jednak zostaje ona jeszcze przed śmiercią, tak więc
      przynajmniej teoretycznie ma się czas na to by dokonać w tymże dokumencie
      zmian. To moja odpowiedź dla pani, która nazwała te zapisy kaprysem.
      2. Testament to dokument nakazujący konkretnie zajęcie się mieniem TESTATORA!
      Innymi słowy kuzyn nie dokonał tam zapisów do niczego, co by do niego nie
      należało. Stosując zatem święte prawo własności nie ma się prawa do negowania
      poprawności formalnej testamentu.
      3. Należy przyjąć, że kuzyn pisał ten testament będąc w pełni władz umysłowych.
      Jak sama zona napisała - na pewno wszystko wcześniej dokładnie rozważył.
      4. Dziewczyna ma pełne nie tylko formalne, ale i moralne prawo do przyjęcia
      testamentu. Wynika to bezpośrednio z pkt 2 mego wywodu.
      5. Fakt, że kuzyn nie zarobił wszystkich tych pieniędzy nie ma tu nic do
      rzeczy. Powiedzcie: gdybyście dali swemu dziecku w prezencie np. auto, to czy
      domagalibyście się po jego śmierci zwrotu prezentu? Dla mnie jest rzeczą
      oczywistą, że darowizna wiąże się z wieczystym przekazaniem własności osobie
      obdarowanej.
      6. Kuzyn postąpił, według mnie, bardzo mądrze. Jak wcześniej ktoś napisał: mógł
      te pieniądze wydać na kobiety, hazard, podróże w nieodwiedzone miejsca etc. ale
      tego nie zrobił. A zatem na pewno nie można zarzucić mu egoizmu.
      7. Nie jest ważne czy dziewczyna kochała kuzyna, czy nie. Ważna jest wyłącznie
      wola testatora.
      8. Na koniec taka uwaga: czy nie uważacie, że prawo do zachowku jest czymś
      złodziejskim? Przecież to głównie przez nie rodziny całe lata procesują się o
      to ile kto ma dostać. Jeżeli uważamy testatora za osobę rozumną, to należy
      wykonać testament wedle tego co w nim pisze i kropka. Dla mnie sprawa jest
      prosta: jeśli testamentu nie ma, to należy zachować dziedziczenie ustawowe, a
      jeśli jest, to albo się do niego stosujemy w pełnym tego słowa znaczeniu, albo
      podważamy ważność dokumentu jako takiego i wtedy o żadnych zachowkach nie ma
      mowy.
      • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 15.06.06, 20:23
        A jeśliby narzeczony źle się z tym czuł, to już jest jego problem. Kuzyn nie
        żyje, a do jego związku miał tak, jak przysłowiowa ciocia z Ameryki, a od niej
        chybaby spadek wziął w wymiarze możliwie największym :)
        • to-wlasnie-ja Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 15.06.06, 21:33
          A mnie zadziwia latwosc z jaka niektorzy forumowicze na oczy nie widzac tej dziewczyny juz zdolali ja ocenic jako "zolze i laske zagarniajaca kaske ".
          Autorka watku zadala jedno , proste pytanie o MORALNE prawo rodzicow zmarlego do podwazania testamentu a wy tu sobie niemal do gardel skaczecie , o wzajemnym wyzywaniu sie niektorych piszacych nie wspominajac:(((
      • Gość: wibo Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 15.06.06, 23:40
        robertmar1 napisał:

        > Nasuwają mi się po lekturze wszystkich postów następujące refleksje:
        >
        > 1. Jest rzeczą dla mnie wprost przerażającą, że tak masowo Forumowicze mają
        za
        > nic istotę testamentu. Otóż jest to ostatnia wola osoby zmarłej - wola
        > pośmiertna. Spisana jednak zostaje ona jeszcze przed śmiercią, tak więc
        > przynajmniej teoretycznie ma się czas na to by dokonać w tymże dokumencie
        > zmian. To moja odpowiedź dla pani, która nazwała te zapisy kaprysem.
        > 2. Testament to dokument nakazujący konkretnie zajęcie się mieniem TESTATORA!
        > Innymi słowy kuzyn nie dokonał tam zapisów do niczego, co by do niego nie
        > należało. Stosując zatem święte prawo własności nie ma się prawa do negowania
        > poprawności formalnej testamentu.

        Jest też święty obowiązek wdzięczności. Nigdy nie ośmieliłabym się zapisać w
        testamencie obcej osobie pieniędzy otrzymanych od moich rodziców. Mam na myśli
        osobę obcą dla moich rodziców. Przez szacunek dla wyrzeczeń, które musieli
        czynić, by dać mi te pieniądze. Z pieniędzmi, które się samemu zarobi, można
        robić, co się żywnie spodoba. Pieniądze z daru to nie to samo. To zobowiązuje.
        Przyzwoity człowiek korzystający z czyjejś pomocy powinien się starać, by
        darczyńca nie musiał żałować swojego gestu.

        Co zaś do prawa własności, nie jest ono takie święte. Nasze prawo przewiduje
        zarówno możliwość podważenia testamentu jak i np. cofnięcia darowizny. Nie jest
        to prawo, które wzięło się z niczego, tylko ze społecznego zapotrzebowania. Z
        potrzeby dochodzenia sprawiedliwości, gdy ktoś poczuje się umyślnie czy
        bezmyślnie pokrzywdzony. Nie znamy wszystkich okoliczności tej sprawy, ale
        każdy może tu zaprezentować swój punkt widzenia czy nam się to podoba, czy nie.
        Nie popadajmy więc w egzaltację i nie nadużywajmy określeń "rzecz przerażająca"
        w odniesieniu do poglądów innych niż nasze.

        • Gość: omni Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.06, 08:12
          Vibo masz rację w 100 procentach.
        • squirrel9 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 09:04
          Gość portalu: wibo napisał(a):

          >> Jest też święty obowiązek wdzięczności. Nigdy nie ośmieliłabym się zapisać w
          > testamencie obcej osobie pieniędzy otrzymanych od moich rodziców. Mam na
          myśli
          > osobę obcą dla moich rodziców. Przez szacunek dla wyrzeczeń, które musieli
          > czynić, by dać mi te pieniądze. Z pieniędzmi, które się samemu zarobi, można
          > robić, co się żywnie spodoba. Pieniądze z daru to nie to samo. To
          zobowiązuje.
          > Przyzwoity człowiek korzystający z czyjejś pomocy powinien się starać, by
          > darczyńca nie musiał żałować swojego gestu.
          >
          > Co zaś do prawa własności, nie jest ono takie święte. Nasze prawo przewiduje
          > zarówno możliwość podważenia testamentu jak i np. cofnięcia darowizny. Nie
          jest
          >
          > to prawo, które wzięło się z niczego, tylko ze społecznego zapotrzebowania. Z
          > potrzeby dochodzenia sprawiedliwości, gdy ktoś poczuje się umyślnie czy
          > bezmyślnie pokrzywdzony. Nie znamy wszystkich okoliczności tej sprawy, ale
          > każdy może tu zaprezentować swój punkt widzenia czy nam się to podoba, czy
          nie.
          >
          > Nie popadajmy więc w egzaltację i nie nadużywajmy określeń "rzecz
          przerażająca"
          >
          > w odniesieniu do poglądów innych niż nasze.

          Moim zdaniem nie masz racji. Obowiązkowa "wdzięczność" z której nalezy sie
          ustawowo wywiązać to coś zupełnie innego niz stosunki dziecko-rodzic. To zwykle
          tak,że ktos daje komuś coś i w zamian za to oczekuje okrelonych korzyści (np.
          opieki) i jeśli ich nie dostaje może mówic o niewdzięczności. Obie strony na to
          przystały a ktoś sie niewywiązuje - to jest niewdzięczność. To odbranie
          darowizny też jest obwarowane prawem. Podważanie testamentu też często nie
          wychodzi choc adwokaci świetnie umieją na tym zarabiać. Niekoniecznie napedzane
          jest to "społecznym zapotrzebowaniem".
          Nie mamy obowiązku takiej "wdzięczności" dla rodziców byśmy musieli oddawać im
          wszystko co oni nam dali. Wdzięczność do rodziców nie na tym polega. Rodzic
          może niakceptować naszego partnera czy nawet męża (żony) co nie oznacza,że
          jesli rodzic nam cos da to my w testamencie musimy im to zwrócić bo oni by
          sobie pewnie tak życzyli. A oni przecież tak sobie to moga wybrażać. Tylko czy
          mają prawo?
          • Gość: wibo Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.06.06, 10:39
            squirrel9 napisała:

            > Moim zdaniem nie masz racji. Obowiązkowa "wdzięczność" z której nalezy sie
            > ustawowo wywiązać to coś zupełnie innego niz stosunki dziecko-rodzic.

            Ja nie piszę o żadnej "ustawowej wdzięczności". Piszę o zwykłej wdzięczności,
            która powinna towarzyszyć nam w stosunkach międzyludzkich zawsze, bez względu
            na stopień pokrewieństwa. Nie znamy wszystkich okoliczności przekazania
            pieniędzy synowi. Z doświadczenia wiem, że większość darowizn jest celowa.
            Dorosłe dzieci dostają zwykle takie większe pieniądze na mieszkanie, urządzenie
            mieszkania, atrakcyjną wycieczkę czy choćby dołożenie do cienkiej pensji itp.
            Tych celów może być całe mnóstwo, ale na ogół jakoś się je określa. Zakładam
            też, że stało się to, gdy kuzyn był już dorosły, i gdy rodzice nie mieli już
            obowiązku utrzymywania go. Jestem też pewna, że gdyby w momencie przyjmowania
            tej darowizny od razu zadeklarował, że przekaże ją pani X, rodzice
            sprzeciwiliby się, i wcale by mnie to nie zdziwiło. Myślę, że gdyby wręczyli mu
            kopertę z uśmiechem na ustach i tekstem: - masz synu, wydaj to, na co ci się
            żywnie podoba, łącznie ze sponsoringiem króla Ububu w Afryce środkowej -, to
            nie zastanawialiby się teraz nad podważeniem testamentu. Przeznaczenie
            przeniędzy otrzymanych na wskazany cel na coś zupełnie innego uważam za
            nieprzyzwoite. Nic na to nie poradzę. Nie jest mi przyjemnie, gdy ktoś na ulicy
            prosi mnie o datek, bo od wczoraj nic nie jadł, po czym z wyłudzonymi ode mnie
            pieniędzmi pędzi do monopolowego po flaszkę.
            Wracając do tej konretnej sprawy, nadal uważam, że kuzyn postąpił nie fair
            wobec swoich rodziców. Nie zamierzam jednak nikogo przekonywać do swoich
            racji. Przedstawiam tylko swój punkt widzenia, w którym, jak widać, nie jestem
            odosobniona.

            • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 10:50
              A czy Ty nadal nie widzisz, że kuzyn nie przehulał tych pieniędzy, tylko
              zdecydował o ich przeznaczeniu po jego śmierci? Prawda jest bowiem taka, że
              rodzicom powinno być już wszystko jedno co się z tą kasą stanie, bo kuzyn nawet
              jeśli rodzice dali mu pieniądze w nadziei, że będzie się dzięki nimi rozwijał,
              to powinni uwzględnić to, że ich syn nie wykorzystał funduszy tylko dlatego, że
              nie miał na to czasu. Gdy się umiera, to przyzwoitość nakazuje niekierowanie
              się koligacjami rodzinnymi, ale rozważanie wielkości dobra, które może powstać
              z przekazania pieniędzy poszczególnym podmiotom.
              Zastanów się bowiem nad taką rzeczą: gdyby kuzyn zapisał pieniądze nie swojej
              dziewczynie, a np. Polskiej Akcji Humanitarnej, to zmieniłoby to jakoś postać
              rzeczy? Założę się, że odpowiedzi krytykujących kuzyna byłoby znacznie mniej.
              • Gość: wibo Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.06.06, 11:08
                Wszystko widzę, a przede wszystkim to, że rodzice nie godzą się z testamentem,
                z czego wnioskuję, że cel, na który syn przeznaczył pieniądze, godzi w ich
                poczucie sprawiedliwości i wszystko wskazuje na to, że jest niezgodny z
                ustaleniami. I daj mi już spokój. Nie zamierzam udowadniać, że nie masz racji i
                Ty nie rób już tego w stosunku do mnie. Każdy ma prawo do własnego zdania.
                • squirrel9 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 11:10
                  Obawiam się,że nie było jakichkolwiek ustaleń bo gdyby były pewnien wcześniej
                  wiedzieliby o zamierzeniach syna.
                • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 11:19
                  > Wszystko widzę, a przede wszystkim to, że rodzice nie godzą się z
                  testamentem,
                  > z czego wnioskuję, że cel, na który syn przeznaczył pieniądze, godzi w ich
                  > poczucie sprawiedliwości i wszystko wskazuje na to, że jest niezgodny z
                  > ustaleniami.

                  Niekoniecznie. Ich poczucie sprawiedliwości najprawdopodobniej opiera się na
                  tym, że według nich wszystko winno pozostawać w rodzinie. Natomiast co do
                  słów "wszystko wskazuje na to, że jest niezgodny z ustaleniami" - sądzę, że
                  żadnych ustaleń odnośnie spraw pośmiertnych nie było. Mogły być co do
                  przeznaczenia pieniędzy przez kuzyna za jego życia, ale chyba rodzice zgodzą
                  się z tym, iż syn na to po prostu nie miał szans. I w ten sposób kółko się
                  zamyka - ergo kuzyn miał pełne moralne prawo dysponować swym majątkiem w sposób
                  dowolny.
            • squirrel9 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 11:09
              Gość portalu: wibo napisał(a):

              >> Ja nie piszę o żadnej "ustawowej wdzięczności". Piszę o zwykłej
              wdzięczności,
              > która powinna towarzyszyć nam w stosunkach międzyludzkich zawsze, bez względu
              > na stopień pokrewieństwa. Nie znamy wszystkich okoliczności przekazania
              > pieniędzy synowi. Z doświadczenia wiem, że większość darowizn jest celowa.
              > Dorosłe dzieci dostają zwykle takie większe pieniądze na mieszkanie,
              urządzenie

              > mieszkania, atrakcyjną wycieczkę czy choćby dołożenie do cienkiej pensji itp.
              > Tych celów może być całe mnóstwo, ale na ogół jakoś się je określa. Zakładam
              > też, że stało się to, gdy kuzyn był już dorosły, i gdy rodzice nie mieli już
              > obowiązku utrzymywania go. Jestem też pewna, że gdyby w momencie przyjmowania
              > tej darowizny od razu zadeklarował, że przekaże ją pani X, rodzice
              > sprzeciwiliby się, i wcale by mnie to nie zdziwiło. Myślę, że gdyby wręczyli
              mu
              >
              > kopertę z uśmiechem na ustach i tekstem: - masz synu, wydaj to, na co ci się
              > żywnie podoba, łącznie ze sponsoringiem króla Ububu w Afryce środkowej -, to
              > nie zastanawialiby się teraz nad podważeniem testamentu. Przeznaczenie
              > przeniędzy otrzymanych na wskazany cel na coś zupełnie innego uważam za
              > nieprzyzwoite. Nic na to nie poradzę. Nie jest mi przyjemnie, gdy ktoś na
              ulicy
              >
              > prosi mnie o datek, bo od wczoraj nic nie jadł, po czym z wyłudzonymi ode
              mnie
              > pieniędzmi pędzi do monopolowego po flaszkę.
              > Wracając do tej konretnej sprawy, nadal uważam, że kuzyn postąpił nie fair
              > wobec swoich rodziców. Nie zamierzam jednak nikogo przekonywać do swoich
              > racji. Przedstawiam tylko swój punkt widzenia, w którym, jak widać, nie
              jestem
              > odosobniona.


              Właśnie napisałaś "święty obowiązek wdzięczności".
              A ja się nie zgadzam z tak pojętą formą wdzięczności,że jak rodzic mi coś daje
              to ja powinnam postepować tak jak on chce bo w przeciwnym razie
              będę "niewdzęczna". Może to dotyczyć właściwie wszystkiego w życiu jak i
              jeszcze i po śmierci. Rodzic nie musi dawać dziecku niczego "na start" ale
              jesli daje nie powinien oczekiwać,że dziecko na pewno tak samo rozumie
              słowo "strat" jak oni. Dziecko rozda biednym, wpłaci na Caritas i zajmie się
              np. wolontariatem w Afryce - czy rodzice mają prawo odbierac mu to co dali?
              Jeśli rodzice zbierali mi pieniadze na książeczce mieszakniowej a ja to
              wypłacam i kupuję sobie samochód to mam prawo (morlane!!!!!) czy nie?Może im
              się to nie podobać ale moje prawo uznac muszą. temu synowi po śmierci moga
              podważać jego prawo.
              Mam taką sytuację - w ciagu ostatnich kilku lat kupiłam mojej mamie lodówke,
              telewizor, pralkę, mikorfalówkę. Małe mieszkanko mojej mamy zapisała ona
              swojemu wnukowi a mojemu bratankowi. Czy po jej ewentualnej smierci mam prawo
              zabrac to co jej podarowałam czy należy to do jej mieszkania? Czy mama ma prawo
              podarować swoją (kupioną przeze mnie pralkę) swojej przyjacółce bo kupuje sobie
              mniejszą czy tez powinna zapytać mnie o zgodę?
              • Gość: wibo Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna IP: *.aster.pl / *.aster.pl 16.06.06, 12:14
                squirrel9 napisała:


                > A ja się nie zgadzam z tak pojętą formą wdzięczności,że jak rodzic mi coś
                > daje
                > to ja powinnam postepować tak jak on chce bo w przeciwnym razie
                > będę "niewdzęczna".
                A któż Ci każe się zgadzać? Układy z Twoimi rodzicami to Twoja sprawa.

                > Jeśli rodzice zbierali mi pieniadze na książeczce mieszakniowej a ja to
                > wypłacam i kupuję sobie samochód to mam prawo (morlane!!!!!) czy nie?

                Moim zdaniem, nie. Ja z pewnością zapytałabym rodziców, czy mają coś przeciwko
                przeznaczeniu podarowanych mi pieniędzy na zupełnie inny cel. Gdyby się
                sprzeciwili, na pewno bym to uszanowała. Moja przyjaciółka jakiś czas temu
                wpadła w tarapaty finansowe i nie miała z czego spłacać kredytu. Z bólem serca
                postanowiła sprzedać dość cenny przedmiot, który kiedyś dostała od swoich
                rodziców, w tym nieżyjącego już ojca. Mimo to uważała za stosowne zapytać
                matkę, czy może to zrobić. Widocznie tak nas wychowano. Nigdy nie uważałyśmy
                rodziców za dojne krowy, od których można ciągnąć, ile wlezie, bo nam się
                należy, a oni nie mieliby nawet prawa zainteresować się, na co ciężko
                zapracowane przez nich pieniądze idą.
                • squirrel9 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 12:20
                  Parafrazując twoje słowa - układy twoich koleżanek ze swoimi rodzicami to ich
                  sprawa, twoich z tobą (lub odwrotnie) takoż. Któż co sie każe zgadzać?

                • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 15:27
                  Nigdy nie uważałyśmy
                  > rodziców za dojne krowy, od których można ciągnąć, ile wlezie, bo nam się
                  > należy, a oni nie mieliby nawet prawa zainteresować się, na co ciężko
                  > zapracowane przez nich pieniądze idą.

                  To by miało ręce i nogi, gdyby te ciężko zapracowane pieniądze rodziców były
                  stałym wsparciem, mającym miejsce sukcesywnie. Tymczasem mamy tu jednorazową
                  wpłatę na zasadzie "masz i rób". To i kuzyn miał, no i zrobił.
        • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 09:24
          > Jest też święty obowiązek wdzięczności. Nigdy nie ośmieliłabym się zapisać w
          > testamencie obcej osobie pieniędzy otrzymanych od moich rodziców. Mam na
          myśli
          > osobę obcą dla moich rodziców. Przez szacunek dla wyrzeczeń, które musieli
          > czynić, by dać mi te pieniądze. Z pieniędzmi, które się samemu zarobi, można
          > robić, co się żywnie spodoba. Pieniądze z daru to nie to samo. To
          zobowiązuje.
          > Przyzwoity człowiek korzystający z czyjejś pomocy powinien się starać, by
          > darczyńca nie musiał żałować swojego gestu.

          Takie 2 szczegóły:
          1. Z tego co pisze zona wynika wyraźnie, że na koncie były NIE TYLKO pieniądze
          podarowane mu przez rodziców. Owszem - większość, ale nie jest też tak, że
          niczego w swym życiu nie zarobił.
          2. Kuzyn o rodzinie też pomyślał - zapisał jej ok. 30% całej masy spadkowej.
          Można się wykłócać o wysokość, ale nie można zarzucać kuzynowi niewdzięczności.

          > Co zaś do prawa własności, nie jest ono takie święte. Nasze prawo przewiduje
          > zarówno możliwość podważenia testamentu jak i np. cofnięcia darowizny. Nie
          jest
          >
          > to prawo, które wzięło się z niczego, tylko ze społecznego zapotrzebowania. Z
          > potrzeby dochodzenia sprawiedliwości, gdy ktoś poczuje się umyślnie czy
          > bezmyślnie pokrzywdzony.

          Ja bym to "społeczne zapotrzebowanie" nazwał raczej złodziejstwem, tzn. pisałem
          wcześniej: albo podważamy cały dany testament, albo nic i w tej sytuacji te
          wszystkie zachowki nie mają żadnego logicznego uzasadnienia.
          Jeśli zakładamy, że osoba spisująca testament wiedziała co robi, to nie mamy
          prawa podważać testamentowych zapisów.
    • mandaryna65 odwołanie darowizny? 16.06.06, 10:49
      na pewno w niektórych przypadkach można odwołać darowiznę, jesli obdarowany
      dopuścił się rażącej niewdzięczności wobec darczyńcy. NIech znajdą prawnika
      który podciągnie tę sytuację pod przepis o odwołaniu darowizny
      • robertmar1 Re: odwołanie darowizny? 16.06.06, 10:53
        Nie uda im się to. Musieliby wykazać, że kuzyn był nienormalny i nie wiedział
        co robi. Każdy sąd bowiem, po wyłapaniu, że testator wiedział o braku uczuć
        najwyższego rzędu dziewczyny do niego, pozew oddali.
      • squirrel9 Re: odwołanie darowizny? 16.06.06, 11:27
        www.sciaga.pl/tekst/33727-34-odwolanie_darowizny
        Trudno raczej odebrać darowiznę której nie dało się oficjalnie (czyli prawnie)
        a zupełnie niemożliwym jest odebranie od zmarłej osoby.
    • b-beagle Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 11:30
      Prawo a moralnośc to nie to samo. Według prawa pieniądze nalężą się dziwczynie.
      Ja na jej miejscu nie przyjęłabym ich bo uważam ,że to nie jest w porządku tym
      bardziej ,że go nie kochała.
      • robertmar1 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 11:35
        Nawet jeśli kuzynowi na tym wyraźnie zależało? Wszak chyba zakładamy, że
        wiedział co pisze.
      • squirrel9 Re: Rodzice, a miłość - sprawa pośmiertna 16.06.06, 11:35
        Trochę to zabawne:) gdyby go kochała a jego rodzice też by sie nie zgadzali to
        powinna wziąć? Wtedy by jej się należały?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka