Dodaj do ulubionych

Wiara staruszki... :)

06.07.07, 19:56
...więcej warta niż uczone wywody lewackich wykształciuchów:

www.youtube.com/watch?v=SFeCn4fP7pI
Niestety jest to typowy (a wcale nie - jak nas przekonują - marginalny)
produkt Prawdy Jedynej.
Obserwuj wątek
    • nick3 Prawdziwa ta moja Prowokacja. Oj, prawdziwa:) 06.07.07, 20:18
      • nick3 Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moher! 06.07.07, 21:16
        Trzeba móc otwarcie dyskutować odpowiedzialność religii za postawy, które stoją
        za dojściem do władzy obecnej formacji.

        Nie łudźcie się, że jak będzie PO będzie lepiej!!!:)))

        Wspomnicie moje słowa.

        Dopóki religia jest w mediach świętością - dopóty polityka odwołująca się do
        bigoterii rulez.
        • jdbad Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh 06.07.07, 21:17
          Ależ ja się z Tobą zgadzam.
          nick3 napisał: Dopóki religia jest w mediach świętością - dopóty polityka
          odwołująca się do
          > bigoterii rulez.
        • kamyk448 Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh 06.07.07, 21:23
          nick3 napisał:

          > Trzeba móc otwarcie dyskutować odpowiedzialność religii za postawy, które stoją
          >
          > za dojściem do władzy obecnej formacji.
          >
          > Nie łudźcie się, że jak będzie PO będzie lepiej!!!:)))
          >
          > Wspomnicie moje słowa.
          >
          > Dopóki religia jest w mediach świętością - dopóty polityka odwołująca się do
          > bigoterii rulez.

          Nie jest problemem religia jako świętość czy temat szacowny w mediach ale jest problemem wykorzystywanie religii przez polityków manipultorów do celów partykularnych.
          Wykorzystują bo naród ciemny!!!
          • nick3 JPII = IVRP 06.07.07, 21:45
            To jest dokładnie ten pogląd, który chciałem zakwestionować.

            Chcę zapytać o odpowiedzialność "religii jako świętości".

            Analogicznie sądzą 'normalni ludzie' w Iranie, że za reżim ajatollachów nie
            odpowiada religia, tylko "politycy-manipulatorzy".

            Czy w to też uwierzymy?:) Czy raczej jest to brak odwagi poczciwego 'normalnego
            człowieka' do zajęcia postawy "ekstremistycznej", krytycznej wobec islamu,
            określanej przez tradycję jako 'szatańska'.

            Może i ajatollachowie manipulują islamem.

            Ale rzetelnemu obserwatorowi nie daje to prawa do konformizmu wobec tradycji
            religijnej.

            Islam jako taki odpowiada za tę (lub podobną) formę rządów!
            • nick3 Tak niestety jest, choć wydaje się, że nie;) 06.07.07, 22:40
              IVRP wzięła się (m. in.) stąd, że naród poruszony śmiercią JPI postanowił
              potraktować jego nauki serio i wcielic je w życie także w polityce.

              "JP2" ma dwa aspekty: "Toruń" i "Łagiewniki".

              W swojej powierzchowności papież był prawie w całości "łagiewnicki". Ale w
              treści swojego przesłania - "toruński".

              W homiliach papieża oba te aspekty wydawały się godzić bez trudu.

              To było źródło jego ogromnego sukcesu. "Nic nie zmienił w wierze ludu."
              ("Toruń") a potrafił mówić 'światłym' językiem konserwatywnej inteligencji z
              Krakowa

              Ale co daje się łatwo pogodzić w słowach, niekoniecznie daje się pogodzić w
              praktyce.

              Aby w dzisiejszym europejskim społeczeństwie serio realizować
              absolutystyczną "wolność w blasku Prawdy" trzeba po prostu twardego kursu
              autorytarnego (do odrzucenia liberalnej demokracji włącznie).

              Tego nie da się zrobić w liberalnej masce "Łagiewnik" (PO). Byłoby to tylko
              gadanie. Słuchacze JPII dobrze to wyczuli. A że czuli się zobowiązani
              zrealizować testament Autorytetu serio - zagłosowali na PiS.

              Liczyli, że PO dostarczy nowoczesnej "łagiewnickiej" fasady (koalicja PO-PiS
              była ideałem "pokolenia jp2").

              Ale brudnej roboty, jaką miał zrobić PiS pod patronatem "Torunia", nie dało się
              nijak zamaskować "Łagiewnikami".

              O tym z kolei wiedziało PO.

              Niemożliwość PO-PiS to niemożliwość katolickiej demokracji.
              • kamyk448 [...] 06.07.07, 22:50
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • nick3 Re: Tak niestety jest, choć wydaje się, że nie;) 06.07.07, 23:00
                  Zaraz "pieprzysz". (Tak działa sacrum w społecznej praktyce:)

                  Napisałem na tyle jasno, że nic komentować nie muszę.

                  Dodam, że wszędzie, gdzie religia (katolicka) była mocna naturalną fromą rządu
                  (po upadku monarchii) były dyktatury.

                  (Włochy, Hiszpania, Portugalia, wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej).

                  Demokracja pojawiła się w nich, gdy zaczęło słabnąć poczucie sacrum w
                  społeczeństwie (w tej kolejności).

                  Prosto i "między oczy".

                  Czy można to powiedzieć jaśniej?:) (bez "obrazy uczuć":)
                  • nick3 No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 06.07.07, 23:20
                    Czy Przemilczamy?:)
                    • kamyk448 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 06.07.07, 23:50
                      nick3 napisał:

                      > Czy Przemilczamy?:)

                      Nic nie przemilczamy.
                      Nie jest możliwie oczywiście zaakceptowanie demokracji przez społeczeństwa fundamentalistyczne religijne.
                      Oczywiście system kraju jest następstwem jego historii i tradycji i kraj fundamentalizmu religijnego chętniej przyjmie dyktaturę niż demokrację ale co z tego wynika dla nas Polaków?
                      Co my mamy wspólnego z fundamentalizmem?


                      Jakie masz wnioski dla nas Polaków z tej reguły?
                      • nick3 Walczmy o prawo do Herezji! 07.07.07, 00:03
                        > Co my mamy wspólnego z fundamentalizmem?

                        ;)

                        Na takie pytania odpowiada się powoli:) (Można zacząć od przewertowania
                        hasła 'fundamentalizm' w encyklopediach.)

                        > Jakie masz wnioski dla nas Polaków z tej reguły?

                        Walczmy o obecność Herezji w sferze publicznej.
                    • maureen2 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 06.07.07, 23:53
                      wiara bez rozumu jest ślepa,pisałem już to kiedyś.
                      Kiedy rozum śpi,budzą się demony.

                      • kamyk448 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 07.07.07, 00:13
                        maureen2 napisała:

                        > wiara bez rozumu jest ślepa,pisałem już to kiedyś.
                        > Kiedy rozum śpi,budzą się demony.
                        >
                        >
                        To są slogany.
                        Można również powiedzieć kiedy wiara śpi budzą się demony.
                        Ale jest faktem że zło (demony) rodzi się na pewno z totalitaryzmów, fanatyzmów, dogmatyzmów,autorytatyzmu , fundamentalizmu a nie z demokracji, wiary i religii.
                        • nick3 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 07.07.07, 00:18
                          Ale jest faktem że zło (demony) rodzi się na pewno z totalitaryzmów,
                          fanatyzmów, dogmatyzmów,autorytatyzmu , fundamentalizmu a nie
                          z demokracji, wiary i religii.


                          Naprawdę nie śpieszyłbym się tak bardzo z tak błyskawicznym odsuwaniem
                          wszelkich podejrzeń od 'wiary'! (Fakt, że większość społeczeństwa nie uważa w
                          ogóle za stosowne nawet serio rozważać takiego podejrzenia jest...
                          podejrzany:)))

                          Także rozróżnienie "wiary" i"fundamentalizmu" (choć być może zasadne - nie
                          śpieszyłbym się - ale może zasadne) jest być może w dużym stopniu też - jak
                          mówisz - 'sloganem'.

                          Warto rozmawiać!!!:)))
                          • kamyk448 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 07.07.07, 00:29
                            nick3 napisał:

                            > Ale jest faktem że zło (demony) rodzi się na pewno z totalitaryzmów,
                            > fanatyzmów, dogmatyzmów,autorytatyzmu , fundamentalizmu a nie
                            > z demokracji, wiary i religii.
                            >
                            >
                            > Naprawdę nie śpieszyłbym się tak bardzo z tak błyskawicznym odsuwaniem
                            > wszelkich podejrzeń od 'wiary'! (Fakt, że większość społeczeństwa nie uważa w
                            > ogóle za stosowne nawet serio rozważać takiego podejrzenia jest...
                            > podejrzany:)))
                            >
                            > Także rozróżnienie "wiary" i"fundamentalizmu" (choć być może zasadne - nie
                            > śpieszyłbym się - ale może zasadne) jest być może w dużym stopniu też - jak
                            > mówisz - 'sloganem'.
                            >
                            > Warto rozmawiać!!!:)))

                            Nie jest sloganem, bo wiara to stan ducha a fundamentalizm to światopogląd.

                            • nick3 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 07.07.07, 00:41
                              kamyk448 napisał:
                              > Nie jest sloganem, bo wiara to stan ducha a fundamentalizm to światopogląd.
                              >


                              Jeśli to stwierdzenie miałoby być w społeczeństwie objęte niepisanym zakazem
                              kwestionowania - byłoby to właśnie społeczeństwo fundamentalistyczne:)

                              A to miałoby (i ma:) konsekwencje polityczne. Bo 'wiara' nie jest pozbawiona
                              konsekwencji politycznych.

                              Mentalny zakaz dostrzegania w niej "fundamentalizmu" wyjmuje ją spoza
                              społecznie dozwolonej krytyki publicznej.

                              Wszędzie, gdzie jakaś siła polityczna (a wiara jest siłą polityczną! - choć byc
                              może "nie tylko") jest wyjęta spoza dozwolonej krytyki - jest autorytaryzm.

                              Partie prawicowe (PiS, PO, LPR) są tylko jego 'materializacjami'.

                              PS. Nie zgadzam się z twoją tezą. Fundamentalizm też jest stanem ducha (chyba
                              że chodzi o Ducha - ale istnienie takowego przyjmują za niekwestionowalnie
                              narzucone dyskutantom tylko fundamentaliści:))

                              Wiara z kolei (ortodoksyjna) bez światopoglądu się nie obywa.

                              Więc rozróżnienie naprawdę nie jest tak oczywiste!

                              A jeśli na dodatek nie byłoby prawdziwe...

                              ...wówczas wiesz, co łączy Polskę z fundamentalizmem:)
                              • nick3 Każdy fundamentalizm wierzy, że jest Wiarą... 07.07.07, 01:02
                                ... nadprzyrodzoną, a nie tam żadnym - wymyślonym przez bezbożnych -
                                "fundamentalizmem"!

                                "Fundamentalizm" (jeśli już istnieje:) - to ci inni (ta religia nieprawdziwa,
                                ta zza rzeki:)
                      • justyna41 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 07.07.07, 10:29
                        Masz rację. Tylko tę mądrośc może miec ta przysłowiowa staruszka, Bóg może ją
                        jej dac, Bóg w sposób naturalny (poprzez czytanie Biblii i modlitwę) daje nam
                        tę mądrośc i również w sposób ponadnaturalny (kontemplacja) oświeca dusze.
                        • nick3 Re: No i co kamyk, odpowiesz 'wrogiemu Wrogowi'? 07.07.07, 16:18
                          "Bo ja tylko to wiem, co mnie ksiądz dobrodziej powie.":)

                          (Mikołaj Rej: 'Rozprawa między panem wójtem a plebanem')
                        • nick3 Pani z filmu jest w górnym przedziale kontemplacji 08.07.07, 03:50
                          ...mierzonej ilością pobożnie zmawianych różańców na głowę mieszkańca.

                          Jestem tego prawie pewien. A jeśli nie ona - to wiele kobiet podobnie do niej
                          się zachowujących.

                          Nie działa?

                          A może właśnie TAK działa (nietamowana kulturą wiara w Prawdę Jedyną)?
              • xtrin Re: Tak niestety jest, choć wydaje się, że nie;) 07.07.07, 13:52
                Ogromna nadinterpretacja. Do tego pomijająca szereg innych czynników, które
                miały wielki wpływ na to, co się stało.
                • nick3 Re: Tak niestety jest, choć wydaje się, że nie;) 07.07.07, 16:30
                  Może tak, a może nie:)

                  Dopóki nie powiesz, dlaczego tak uważasz - mam postawy sądzić, że nie wysiliłaś
                  się z odpowiedzią:)
            • nick3 Re: JPII = IVRP 06.07.07, 23:32
              Naturalnym ustrojem społeczeństwa chcącego mieć jeden Autorytet - jest
              autorytaryzm.

              Proste - jak to mówią - jak budowa cepa:)

              Demokracja jest dla społeczeństw pluralistycznych.
            • donq Re: JPII = IVRP 07.07.07, 14:29
              > Chcę zapytać o odpowiedzialność "religii jako świętości".

              Ja zas chcialbym spytac o odpowiedzialnosc "quasi-religijnej ideologii
              emancypacyjnej".

              Nie tylko "normalni ludzie", ale i yntelektualysci mysleli i mysla, ze rozne
              eksperymenty "wyzwolicielskie" byly/sa wytworem manipulatorow, ktorzy wypaczyli
              "piekna i szlachetna idee".

              Moze tam i jaki "ideowiec" nieco inaczej sobie wyobrazal implementacje.

              Ale czy mozemy uwierzyc, ze lewacka ideologia "emancypacyjna" jest czysta? Czy
              rzetelny obserwator moze zignorowac zwiazki ideowe nicka3 z wszystkim, co
              przynioslo nam tyle nieszczesc? To nie takie proste!

              Lewe ideologie "wyzwolenia" jako takie (nie ich "bledy i wypaczenia")
              odpowiadaja za eskcesy i zbrodnie komunizmu, anarchizmu, trockizmu itp.

              DonQ

              P.S. O "rzetelnosci" nicka3 mozna sie przekonac oceniajac latwosc z jaka
              utozsamia "ajatollachow" z chrzescijanami (choc to calkiem inna kultura i
              calkiem inna religia) na podstawie tylko jednego faktu - ze jedni i drudzy
              wierza w osobowego Boga.
              A jego uczciwosc mozna ocenic zdajac sobie sprawe, ze w rozmowie z wami uzywa
              pojec, ktore dla niego sa puste lub wrecz nienawistne. Jednym z nich jest
              "odpowiedzialnosc". Nick3 nie uznaje winy, wiec nie uznaje rowniez
              "odpowiedzialnosci". O czym zatem mowi?
              O niczym. Lewak mowi o niczym i jest z tego dumny uwazajac to za objaw
              "wyzwolenia sie od prawdy jedynej". Lewak nie moze mowic o czyms, bo dla lewaka
              nic obiektywnie nie istnieje. Lewak mowiac o niczym ma jedynie na wzgledzie to,
              jak jego mowienie o niczym bedzie sluzyc jego wlasnym celom
              propagandowo-politycznym. Nie ludzcie sie, ze te cele to wasze "wyzwolenie".

              • nick3 Re: JPII = IVRP 07.07.07, 16:28
                O, messerschmitta mamy na ogonie!:)

                "Jedyne Prawdy Zbawcze Objawione" były prawdopodobnie bardziej ludobójcze od
                ideologii XX-wiecznych. Tylko dysponowały zupełnie chałupniczymi technikami
                likwidacji w porównaniu z XX wiekiem. I ludności było znacznie mniej.

                Co do mojego "nieuczciwego" używania słów. Mylisz się, donq. Po prostu zupełnie
                inaczej rozumiesz te słowa ode mnie. Twoje ich rozumienie nie jest jedyne.
                Ani - w dzisiejszych czasach - nie jest już nawet dominujące.

                Postaraj się wczuć (wiem, że potrafisz!:)

                Po prostu np. słowo "odpowiedzialność" znaczy u mnie "sprawstwo" (a nie
                podstawę do skazania na wieczne męczarnie:)

                Tak trudno się tego domyślić?:)
                • nick3 Uwierzę ci na słowo, jeśli to potępisz. 08.07.07, 03:38

                  serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,4295870.html
                  • donq Re: Uwierzę ci na słowo, jeśli to potępisz. 08.07.07, 21:43
                    Bezczelny pogrobowiec Trockiego bedzie przeprowadzal nade mna sad przyzwoitosci,
                    stawiajac mnie w pozycji oskarzonego, a siebie w pozycji krystalicznego pelnego
                    moralnego oburzenia kaznodziei. Mam przed loony left wachajacym storczyki
                    tlumaczyc sie, ze nie jestem wielbladem? Mam sie dac ustawic na twoim boisku i
                    przyjac twoja wizje historii? I to na podstawie "aktu oskarzenia" - artykulu z
                    GW? Niedoczekanie twoje, recyklingarzu obrzydliwych ideologii!

                    Ty naprawde wierzysz, ze mimo "bledow i wypaczen" twoja "teoria emancypacyjna"
                    jest przyszloscia swiata?

                    Naprawde wierzysz, ze czlowiek wedlug twoich slow "niemogacy potepic komunizmu
                    do konca" ma moralne prawo pouczac kogokolwiek i wymagac swiadectw moralnosci od
                    kogokolwiek?

                    Niesamowity tupet.

                    DonQ

                    P.S. Swoje opinie na tematy takie jak Argentyna i wydarzenia tam mam.
                    • nick3 Nie masz odwagi przyznać się do swoich przekonań. 08.07.07, 23:52
                      A mianowicie, że usprawiedliwiłbyś takie postępowanie katofaszystów, w tym
                      zbrodniczego klechy (o ile świadectwa są prawdziwe - raczej są).

                      Stądtwoje fałszywe ryki prorockiego oburzenia i rozdzieranie szat.

                      Przypomnę, to, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości: mówiłem ci, że komunistą
                      nie jestem (ty robisz ze mnie komunistę, żeby oszczędzić sobie trudu zmierzenia
                      się z argumentami).

                      Zbrodnie komunistyczne potępiam (o postępowaniu mężczyzny Tiny Modotti
                      wyraziłem się jasno w tym samym wątku, z którego cytujesz moje zdanie,
                      że "komunizmu bez reszty potępić nie potrafię".)

                      Ty zaś nie potrafisz potępić ewidentnej perfidii i okrucieństwa.

                      A może nawet pojechałbyś wręczyć gorliwie wierzącemu mocodawcy tych
                      sadystycznych oprawców - ryngraf z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej.
                      • donq Re: Nie masz odwagi przyznać się do swoich przeko 09.07.07, 10:35
                        > A mianowicie, że usprawiedliwiłbyś takie postępowanie katofaszystów, w tym
                        > zbrodniczego klechy (o ile świadectwa są prawdziwe - raczej są).

                        Sytuacja w Argentynie byla dosc "ciekawa", jesli mozna tak powiedziec, i jak
                        zwykle mam o niej swoje zdanie i zamierzam dowiedziec sie wiecej.

                        To co piszesz, to jedynie wtloczenie tych wydarzen w lewackie koleiny wizji
                        wszystkich wydarzen jako walki postympu z ryakcja.

                        A moze sadystyczni oprawcy bronili "czegos istotnego"? To by byla Twoja
                        reakcja, gdyby sadysci byli wlasciwi ideologicznie...

                        Niczego sie nie boje - wmawianie "strachu" to Twoja strategia propagandowa.

                        > Zbrodnie komunistyczne potępiam (o postępowaniu mężczyzny Tiny Modotti
                        > wyraziłem się jasno w tym samym wątku, z którego cytujesz moje zdanie,
                        > że "komunizmu bez reszty potępić nie potrafię".)

                        Ale jednak komunisci "bronili czegos istotnego", nieprawdaz?

                        Wyraziles do dosc jasno wiele razy, z czego najbardziej bydlece sa wypowiedzi o
                        lagodnosci "stalinizmu" w Polsce.

                        Potepiasz, ale "nie do konca", prawda?

                        Twoje "potepienie" jest czysto werbalne - skoro przynosi ono korzysci sprawie,
                        to sie potepi. I tak nie ma prawdy, wiec mozna znow odpotepic, gdy moda na
                        Dzierzynskich wroci.

                        Komunista jestes, a co najmniej potomkiem tej samej tradycji ideowej
                        (rzeczywiscie nie jestes aparatczykiem na Kubie lub w Korei). "New coat of
                        paint" postympu #3334 nosisz dumnie, wiem. Ale dlaczego ja lewackie
                        przefarbowania mam to uznawac za dobra monete?

                        DonQ

                        • nick3 Re: Nie masz odwagi przyznać się do swoich przeko 09.07.07, 10:56
                          > To by byla Twoja
                          > reakcja, gdyby sadysci byli wlasciwi ideologicznie...

                          Ty się nie zasłaniaj mną.
                        • nick3 Myślisz, że wrobisz mnie w "stalinizm"?:))) 09.07.07, 11:06
                          To by rzeczywiście był sposób na kłopotliwą krytykę sacrum:)

                          donq napisał:
                          > z czego najbardziej bydlece sa wypowiedzi o
                          >
                          > lagodnosci "stalinizmu" w Polsce.

                          Po prostu proponowałem zamiast karmiącej nienawiść "antykomunistyczną",
                          cierpiętniczej mitologii - pamięć o realnych liczbach (dość dobrze ustalonych
                          przez historyków).

                          Co nie zmienia faktu, że zbrodnie - w sprawie "słusznej" czy "niesłusznej" - są
                          zbrodniami.
                          • donq Sam sie wrabiasz. 09.07.07, 11:36
                            > Po prostu proponowałem zamiast karmiącej nienawiść "antykomunistyczną",
                            > cierpiętniczej mitologii - pamięć o realnych liczbach (dość dobrze ustalonych
                            > przez historyków).

                            Wiem, wiem, nalezy "wybrac przyszlosc" i zapomniec o tym, o czym zapomniec
                            chcieliby yntelektualysci tacy jak ty.

                            Ale absolutnie nie zapominajmy o wojnie trzydziestoletniej (a raczej o
                            lewackiej wizji tych wydarzen)!

                            Taka jest potrzeba chwili - tak sie tworzy "narzedzia", panie i panowie.

                            Marne twoje nadzieje - ludzie nie zapomna.

                            DonQ
                            • nick3 Demagog. 09.07.07, 15:24
                              Bardzo prostacko zrozumiałeś to, co ci kiedyś próbowałem zacząć tłumaczyć
                              o "narzędziowym" charakterze przekonań.

                              Jako manipulatorstwo.

                              Cóż każdy rozumie według swojego widnokręgu (by nie rzec: swojej miary).

                              Czy nie zauważyłeś przypadkiem, że twój opis perfidii
                              wyimaginowanego "lewactwa" o wiele bardziej pasuje do twojego sposobu
                              dyskutowania niż do mojego?

                              Na co jeszcze może sobie pozwolić prawak pozostając w swoim mniemaniu św.
                              Jerzym bez skazy?

                              Obawiam się, że w walce "z Szatanem" - na wiele.
                              • donq Nickusiu - tys demagog niepokonany 09.07.07, 15:44
                                > Bardzo prostacko zrozumiałeś to, co ci kiedyś próbowałem zacząć tłumaczyć
                                > o "narzędziowym" charakterze przekonań.
                                >
                                > Jako manipulatorstwo.

                                No inaczej tego nie mozna rozumiec - jest to mozliwosc zmiany stanowiska w
                                dowolna strone w dowolnym momencie bez zadnego dyskomfortu intelektualnego. W
                                zaleznosci od potrzeb (przeciez narzedzi uzywa sie w zaleznosci od potrzeb czyz
                                nie?). "Narzedziowosc przekonan" i manipulatorstwo to synonimy :)

                                I to jest wlasnie to co robisz. Znajac twoja mentalnosc, "uczciwosc" rowniez
                                nic dla ciebie nie znaczy. Bo co mogloby byc "uczciwoscia"? Cos zanadto pachnie
                                tu spoleczna opresja, by brac na powaznie twoje do niej przywiazanie!

                                Ale prosze bardzo - wyluszcz mi jeszcze raz na czym polega narzedziowosc
                                przekonan? Dorzuc wyklad o uczciwosci, jak to nie wiadomo czym ona jest,
                                ale "my wiemy".

                                DonQ

                                P.S. Nie jestem w swoim mniemaniu "bez skazy". Swoje slabosci znam i wiem
                                rowniez, ze sa trudno rozwiazywalne dylematy. Mam na tyle odwagi (tak,
                                nickusiu, jest to odwaga, nie "strach"), by to przyznac, bez zaprzeczania, ze
                                takich dylematow nie ma, lub ze sa "przezytkiem" i mnie nie dotycza.

                                • nick3 ble ble ble 09.07.07, 18:13
                                  > sa trudno rozwiazywalne dylematy. Mam na tyle odwagi [...], by to przyznac,
                                  > bez zaprzeczania, ze
                                  > takich dylematow nie ma

                                  Och, gdybym ja miał "dylematy", to byś dopiero miał używanie!:)

                                  Ale ty wiesz, że ja jestem ukrytym zwolennikiem Gułagu, nawet pomimo, że
                                  zupełnie jasno odrzucam zbrodnie komunistyczne (no, nie wręczałbym koszulki z
                                  Che - dzierżyńskiemu:)))

                                  "Dylematy" u lewicy świadczą o jej zupełnej degeneracji moralnej.

                                  Ale niezdolność do jasnego potępienia perwersyjnych argentyńskich katowni
                                  (gdzie np. gwałcenie schwytanych lewicowych działaczek przy użyciu psów było
                                  praktyką typową) - jest u katoprawicowca dowodem na subtelność i wyczulenie
                                  sumienia (oraz niezwykłą "odwagę":)

                                  Bo wiadomo, że sumienie to własność tych od Prawdy - i już:)))
                                  • donq Sumienie jest opresja 09.07.07, 18:28
                                    > ...nawet pomimo, że
                                    > zupełnie jasno odrzucam zbrodnie komunistyczne...

                                    Nieprawda - jak wynika z wielu twoich postow.

                                    Gulag to jedyne konsekwentne rozwiazanie w walce z demonem "faszyzmu", tak jak
                                    go pojmujesz.

                                    "Faszysta" (tzn. przeciwnik polityczny; dawniej rowniez: "wrog
                                    ludu", "reakcjonista" itp.) nie jest czlowiekiem - nie masz innej sensownej
                                    odpowiedzi na pytania, ktore ci wiele razy zadalem, a ktore ignorujesz lub na
                                    ktore odpowiadasz wymijajaco. Inaczej cala 'optymistyczna' antropologia wali
                                    sie w gruzy, a z nia cala misterna "teoria emancypacyjna". Chyba nazywa sie
                                    to "blad antropologiczny".

                                    U ciebie twoja teoria zastepuje ci sumienie. Sumienie nie moze byc w twoich
                                    oczach niczym innym jak kolejnym narzedziem opresji, nie moze byc 'prawda
                                    wewnetrzna'. Jesli jestes naprawde dobrym lewakiem, nie masz sumienia - i nie
                                    masz watpliwosci. Watpliwosci mozna miec jedynie gdy sie ma punkt odniesienia -
                                    twoim glownym zajeciem jest usuwanie wszelkich punktow odniesienia.

                                    Oczywiscie gadka o 'sumieniu' z twojej strony nie moze byc niczym innym niz
                                    znowu semantyczna zaslona dymna.

                                    Jesli odczuwasz watpliwosci, musisz dokonac rewolucyjnej rewizji swych mysli.

                                    Chyba ze sa to 'watpliwosci' typu: tow. Dzierzynski sluzyl postympowi, ale jego
                                    gwatlownosc nalezy do "poprzedniej epoki"; w "obecnej epoce" juz jestesmy sama
                                    empatia swietlista.

                                    DonQ

                                    • nick3 Sumienie jest empatią. 09.07.07, 18:57
                                      • donq Re: Sumienie jest empatią. 10.07.07, 13:22
                                        Empatia jest zdolnoscia do wczucia sie w polozenie innego czlowieka. Pokrewne
                                        pojecie to "inteligencja emocjonalna".

                                        Jest to calkiem cos innego niz sumienie - sumienie jest "zmyslem moralnym".

                                        Od inteligencji emocjonalnej do moralnosci dluga droga. Mozna byc bardzo
                                        inteligetnym emocjonalnie i bardzo niemoralnym - tacy sa wlasnie lewaccy (i nie
                                        tylko) hochsztaplerzy, zdolni porwac za soba ludzi.

                                        Zabawa z utozsamieniem sumienia i empatii sluzy eliminacji obiektywnych pojec
                                        dobra i zla, ktore sa niezbednym warunkiem istnienia sumienia. Empatia jako
                                        sumienie daje odracjonalnienie i "rozplyniecie sie w poezji" wszystkiego.

                                        Ozywiscie w interesie hochsztaplerow lezy, aby stany emocjonalne wzbudzone w
                                        manipulowanych manipulowani widzieli jako "glos sumienia". Wtedy, pozbawieni
                                        racjonalnego sumienia, zrobia wszystko, co ich emocje, sterowane przez
                                        inteligentnych emocjonalnie hochsztaplerow, im nakaza. Czyli cokolwiek.

                                        DonQ


                                        • nick3 Re: Sumienie jest empatią. 10.07.07, 17:33
                                          Arbitralnie (choć wielu wybitnych myliło się w ten sposób) twierdzisz, że
                                          sumienie jest czymś racjonalnym, co wymaga obiektywnych pojęć dobra i zła.

                                          Ja właśnie twierdzę, że to drogie "Rzymianom" (moralizatorom) mniemanie jest z
                                          powietrza wzięte.

                                          Właśnie dlatego, że sumienie jest empatią, nie jest ono ani czymś racjonalnym,
                                          ani odwołującym się do obiektywnych zasad.

                                          W sumie - dobrze pokazujesz, że oba człony tej alternatywy się wykluczają
                                          (sumienie jako empatia i sumienie jako przestrzeganie norm).


                                          Empatia jest warunkiem koniecznym i wystarczającym wartościowych więzi
                                          społecznych.

                                          Nie ma więc innego (godnego propagowania) sumienia niż empatia.
                                          • nick3 Empatia wyklucza manipulację. 10.07.07, 17:42
                                            Manipulacja jest stosunkiem nieempatycznym.

                                            Człowiek "inteligentny emocjonalnie" - jak to sie wyrażasz, by maksymalnie
                                            zdeprecjonować empatię - nie manipuluje ludźmi.

                                            Niestety cały "rzymski" światopogląd wyłaniający się z twoich postów (z jego
                                            nerwicową potrzebą 'obiektywnych ugruntowań' i 'reguł') jest właśnie symptomem
                                            emocjonalności "nieinteligentnej emocjonalnie".

                                            Więc rozmowa jest trochę ze ślepym o kolorach:)
                                            • donq Re: Empatia wyklucza manipulację. 10.07.07, 19:21
                                              > Manipulacja jest stosunkiem nieempatycznym.

                                              > Człowiek "inteligentny emocjonalnie" - jak to sie wyrażasz, by maksymalnie
                                              > zdeprecjonować empatię - nie manipuluje ludźmi.

                                              Dlaczego nie manipuluje? Co go czyni niezdolnym do tego? Co powoduje, ze
                                              czlowiek rozumiejacy uczucia innych nie moze ich wykorzystac przeciw nim albo
                                              chociaz ku swojej korzysci?

                                              Jest to calkowita bzdura - przykladow wykorzystywania zrozumienia psychologii
                                              odbiorcy jest masa - poczynajac od twojej ulubionej reklamy, wlaczajac w to
                                              promocje "szlachetnych" idei lewackich.

                                              Czy czlowiek wykorzystujacy swe dobre rozumienie uczuc innych nie wykazuje
                                              sie "empatia"? Jesli nie, "empatia" w twoich ustach znowu nic nie znaczy, jest
                                              tylko lewackim narzedziem zaprojektowanym by wyrugowac
                                              pojecia "sumienia", "dobra" i pewnie pare innych tez.

                                              DonQ
                                              • nick3 Re: Empatia wyklucza manipulację. 10.07.07, 20:31
                                                Kiedy tyle piszesz o manipulacji, czy nie piszesz aby o sobie? (coś jak Rydzyk -
                                                "na złodzieju czapka gore.":)

                                                W istocie - twoje riposty są cwane (co zaraz pokażę) ale jest to spryt chłopaka
                                                z podwórka.

                                                Empatię podmieniłeś "inteligencją emocjonalną". A 'inteligencja' łatwo już
                                                kojarzy się z 'manipulacją' - zwłaszcza tym, którzy mają wobec niej jakieś
                                                kompleksy. Czy na takiego odbiorcę liczysz?:) Kłopot w tym, że "inteligencja
                                                emocjonalna" nie jest inteligencją w zwykłym znaczeniu tego słowa. To metafora
                                                (jako antidotum na wyolbrzymianie wagi współczynnika IQ).
                                                Inteligencja rzeczywiście daje swoim posiadaczom zdolność manipulowania
                                                rzeczywistością. "Inteligencja emocjonalna" - nie.

                                                Kolejny przykład chłopaczkowego sprytu to dyskretna (?:) zamiana definicji
                                                empatii z "wczucia w cudze emocje" (tak było post wcześniej) na "rozumienie
                                                cudzych emocji".

                                                > Co powoduje, ze
                                                > czlowiek rozumiejacy uczucia innych nie moze ich wykorzystac przeciw nim albo
                                                > chociaz ku swojej korzysci?

                                                Kłopot w tym, że takie zimne "rozumienie cudzych emocji" nie jest już empatią.

                                                Słowo "wczucie" było dobre (dlatego się go pozbyłeś:)

                                                "Wczuwa się" człowiek - całością swojej psychiki. Nie wypiera przeżywanej
                                                treści do jakiegoś jednego sektora psychicznego, jakiegoś "intelektu" (tj.
                                                werbalności), poza którym pozostawia nietknięte tym doswiadczeniem 'zimne'
                                                centrum decyzyjne woli. Przeciwnie - uczucia drugiego 'wnikają' w niego bez
                                                zakreślonych ograniczeń. Przenikają go "żywo" (tj. emocjonalnie). Obchodzą go.

                                                Jest jasne, że takie doswiadczanie rozpuszcza manipulatorskie intencje, jeśliby
                                                nawet uprzednio miały miejsce.

                                                Chcesz więcej? Polecam tekst (doktorat) znanej lewaczki, bł. Edith Stein, "O
                                                zagadnieniu wczucia" (choć są rzeczy nowsze i lepsze, ale na początek starczy:)
                                                • donq Re: Empatia wyklucza manipulację. 10.07.07, 22:33
                                                  > "Wczuwa się" człowiek - całością swojej psychiki. Nie wypiera przeżywanej
                                                  > treści do jakiegoś jednego sektora psychicznego, jakiegoś "intelektu" (tj.
                                                  > werbalności), poza którym pozostawia nietknięte tym doswiadczeniem 'zimne'
                                                  > centrum decyzyjne woli. Przeciwnie - uczucia drugiego 'wnikają' w niego bez
                                                  > zakreślonych ograniczeń. Przenikają go "żywo" (tj. emocjonalnie). Obchodzą go.

                                                  Nie zaprzeczam, ze takie "wczucia sie" istnieja. Dobrze opisuja stan
                                                  "zakochania". Moge sie zgodzic, ze to "rozpuszcza manipulatorskie intencje". To
                                                  o to chodzi? Zeby ludzie po lewacku zempatyzowani nie byli zdolni do dzialania
                                                  przeciwko obiektowi zakochania, ktorym niewatpliwie maja byc zwolennicy
                                                  postympu? Pamietajmy - wszystko trzeba traktowac jako polityczne narzedzie, wiec
                                                  i empatyzacja jest takim narzedziem.

                                                  Co jednak maja wspolnego z sumieniem, nie widze. Czlowiek w ten sposob moze byc
                                                  zakochany przeciw sumieniu rowniez. Mozna byc zakochanym w potworach (chyba dosc
                                                  powszechne, np. wiele kobiet lewackich) - empatia pelna, sumienie schowane.

                                                  Czyz sprawa nie jest prosta? Wczuwac sie mozna w rozne rzeczy. Sumienie moze nas
                                                  ostrzec, ze lokujemy nasze uczucia zle. Bez sumienia - jak to bez sumienia...

                                                  Co np. powiesz na "wczuwanie sie" w uczucia tzw. "faszystow"? Czy jest to empatia?

                                                  I czy mozliwe jest, ze niektorzy maja wieksza a inni mniejsza zdolnosc empatii?
                                                  Co z tymi, ktorzy nie bardzo ja maja? Czym maja sie kierowac?

                                                  W jaki sposob ma funkcjonowac spoleczenstwo oparte na empatii? Kazdy ma byc
                                                  stale zakochany w kazdym?

                                                  Pamietajac o narzedziach - cala ta paplanina to oczywiscie narzedzie w wojnie
                                                  kulturowej. Lewacy odebrali czlowiekowi wiare (tak mysla przynajmniej) teraz
                                                  chca mu zabrac rozum. Najpierw ponoc "okazalo sie", ze nie mozna wierzyc w byty
                                                  "pozarozumowe". Teraz nie mozna rowniez w "rozumowe". Co zostaje? Czucie.
                                                  "Rozplyniecie w poezji". O ile nick3 odpowie na pytania powyzej, okaze sie, ze
                                                  jednak i czucia beda rozne, akceptowalne i nieakceptowalne. Czuc wiec bedzie tez
                                                  tylko mozna tak, jak Rorty dozwoli.

                                                  Tak sie wychowuje perfekcyjnych niewolnikow, takich, ktorzy gleboko i szczerze
                                                  wierza, a raczej "czuja", ze sa wolni.

                                                  Bo zauwazmy, ze tworcy tych teorii bynajmniej nie "rozplywaja sie w poezji".
                                                  Nick3 do mnie mowi z (wiekszym czy mniejszym) sensem - uzywa rozumu. Rowniez
                                                  wierzy w cos (jest niejasne w co). Ich zakazy nie dotycza.

                                                  DonQ
                                                  • nick3 Re: Empatia wyklucza manipulację. 10.07.07, 23:46
                                                    > Rowniez
                                                    > wierzy w cos (jest niejasne w co).

                                                    Dopóki jest niejasne - wolno!:)))

                                                    > Nie zaprzeczam, ze takie "wczucia sie" istnieja. Dobrze opisuja stan
                                                    > "zakochania".

                                                    Empatia to co innego niż zakochanie. Choć faktem jest, że autentyczne
                                                    zakochanie na pewno bardzo zwiększa empatię.

                                                    Empatia jednak jest zjawiskiem o wiele szerszym niż zakochanie. Raczej
                                                    przekładałaby się na 'wrażliwość' (ale nie wybieraj od razu najbanalniejszych
                                                    znaczeń tego słowa:) Myślę, że jeśli zechcesz, będziesz trochę wiedział o jakie
                                                    znaczenie 'wrażliwości' mam na myśli)

                                                    > Zeby ludzie po lewacku zempatyzowani nie byli zdolni do dzialania
                                                    > przeciwko obiektowi zakochania, ktorym niewatpliwie maja byc zwolennicy
                                                    > postympu?

                                                    Nie drogi, donq. Histeryczne uwielbienie dla Wodza nie ma nic wspólnego z tym,
                                                    co psychologia rozumie przez empatię.

                                                    Ponadto empatia zwykle wymaga osobowości o cechach 'empatyczności' (lub też
                                                    taką cechę wyzwala). A jest to cecha nieselektywna i raczej niesterowana wolą.

                                                    stąd twoja "niewątpliwość" jest wątpliwa.

                                                    > Pamietajmy - wszystko trzeba traktowac jako polityczne narzedzie, wie
                                                    > c
                                                    > i empatyzacja jest takim narzedziem.

                                                    Rozmawiasz z wyimaginowanym wrogiem. To znaczy w taki sposób myśleli Nieczajew
                                                    i Stalin. Ale warto, żebyś wiedział, że np. Bakunin (i kilku innych czołowych
                                                    radykałów lewicowych) prowadziło zdecydowaną polemikę przeciwko obłędnej i
                                                    cynicznej konsekwencji rewolucyjnej Nieczajewa.

                                                    Właściwie cała - i bardzo przekonująca, a nierezygnująca z rewolucji - krytyka
                                                    przyszłego bolszewizmu tam jest.

                                                    > wszystko trzeba traktowac jako polityczne narzedzie

                                                    Ja tak nie uważam. I nigdzie tak nie powiedziałem.

                                                    Mówiłem o "narzędziowym" charakterze zjawiska 'przekonania' (myślowego,
                                                    tj. 'przeświadczenia').

                                                    Słowo "narzędzie" było tu nawet trochę analogią. Bo przecież, chociażby, nie
                                                    jest to narzędzie nad którym panujemy i możemy dowolnie odkładać lub brać do
                                                    ręki.

                                                    Może precyzyjniej wyraziłbym się mówiąc, że przeświadczenie przypomina kończynę
                                                    lub organ przy użyciu którego kontaktujemy się ze światem.

                                                    Ale to też metafora, bo przekonania się w ciągu życia zmieniają a organy ciała
                                                    są na stałe.

                                                    Chodziło mi o to, że przeświadczenie, choć może być lepsze lub gorsze, a
                                                    niekiedy nawet całkiem fatalne, nie jest 'odzwierciedleniem'
                                                    czegoś 'pozaprzekonaniowego", z czym mogłoby być "porównane", a
                                                    więc "zweryfikowane" inaczej niż poprzez grę dostosowania z innymi rodzącymi
                                                    się przeświadczeniami.

                                                    > Co np. powiesz na "wczuwanie sie" w uczucia tzw. "faszystow"? Czy jest to
                                                    empat
                                                    > ia?

                                                    Też.


                                                    "Nie ma złych ludzi." (tak powiedział Jeszua ha Nocri - jedna z
                                                    postaci "Mistrza i Małgorzaty" - pytany zjadliwie przez Poncjusza Piłata, czy
                                                    żołnierz zwany 'Szczurza Śmierć' też jest dobry)

                                                    Empatia zaś nie jest "w uczucie", lecz w pewnym sensie - w całość psychiki.

                                                    Empatia ma rys "nieograniczoności". Nigdy nie jest wczuciem się w jedno
                                                    tylko "uczucie" (po prawdzie - taki wyizolowany twór pojęciowy to abstrakt) z
                                                    zupełnym pominięciem pozostałych. Nawet jeśli ujmuje osobowość poczynając od
                                                    jakiegoś jej aspektu, zawsze dotyczy też jakoś jej "rdzenia".


                                                    > Co jednak maja wspolnego z sumieniem, nie widze.

                                                    Może i masz rację, że to nie jest kwestia "widzenia". Ale doprawdy są dobre
                                                    racje (i można je "widzieć":), by sądzić, że to, co można "widzieć", zawsze
                                                    jest gdzieś obok tego, co nas naprawdę obchodzi.

                                                    > Czlowiek w ten sposob moze być
                                                    > zakochany przeciw sumieniu rowniez.

                                                    Jeśli tak, tym gorzej dla tego "sumienia"!

                                                    Powiedziałem, że empatia nie jest żadnym "zakochaniem" (uroczo potrafisz
                                                    kombinować, by zbagatelizować lub ośmieszyć myśl oponenta - ale, jak
                                                    powiedziałem, jest to spryt chłopaka z podwórka, a nie argument)

                                                    Jeśli empatia nie jest tym samym, co zakochanie - twoja argumentacja traci
                                                    ważność (oczywiście ujmujesz zakochanie - jak to zawsze robią klechy - od
                                                    strony jego najbardziej narcystycznych form i sugerujesz, że to jego istota.
                                                    Podli obrzydzacze życia.)

                                                    > empatia pelna, sumienie schowane.

                                                    O, senatores! O tempora, o mores!:) To chyba straśne, mój księżulu:)))


                                                    Donq - tak z ciekawości - ile można międlić w kółko demoniczne epitety wokół
                                                    słowa "lewactwo"?
                                                    Praktykujesz z upodobaniem 'metodę dowodzenia' swoich zarzutów przez błędne
                                                    koło: <<Nick3 ma najgorsze intencje (nie dajmy się zwieść!:), bo
                                                    jest "lewakiem". "Lewactwo" jest złe, co najlepiej widać po perfidii nicka3.>>


                                                    > Nick3 do mnie mowi z (wiekszym czy mniejszym) sensem - uzywa rozumu.

                                                    "Narzędziowo":))) (mówiąc mniej prowokująco: prowizorycznie)

                                                    > Co zostaje?

                                                    Osobowość. Jedyna ludzka rzecz w tym świecie.
                                                  • donq Re: Empatia wyklucza manipulację. 11.07.07, 00:37
                                                    > Empatia jednak jest zjawiskiem o wiele szerszym niż zakochanie. Raczej
                                                    > przekładałaby się na 'wrażliwość' (ale nie wybieraj od razu najbanalniejszych
                                                    > znaczeń tego słowa:) Myślę, że jeśli zechcesz, będziesz trochę wiedział o
                                                    > jakie
                                                    > znaczenie 'wrażliwości' mam na myśli)

                                                    Dla mnie "wrazliwosc", byc moze pokrewna z tym, co wyzej piszesz, jest glebokim
                                                    rozumieniem istoty czlowieka i zdolnosc wejscia w skore innego.

                                                    Sumienie to cos innego - wejscie w skore innego czlowieka jest etycznie
                                                    "neutralne", to nie moze byc "zrodlo" etyki. Czyms trzeba zasypac przerwe, o
                                                    ktorej mowilem wczesniej.

                                                    > Nie drogi, donq. Histeryczne uwielbienie dla Wodza nie ma nic wspólnego z tym,
                                                    > co psychologia rozumie przez empatię.

                                                    Ja mowilem o tym, czym dla lewaka jest empatia jako narzedzie.

                                                    > Rozmawiasz z wyimaginowanym wrogiem. To znaczy w taki sposób myśleli Nieczajew
                                                    > i Stalin. Ale warto, żebyś wiedział, że np. Bakunin (i kilku innych czołowych
                                                    > radykałów lewicowych) prowadziło zdecydowaną polemikę przeciwko obłędnej i
                                                    > cynicznej konsekwencji rewolucyjnej Nieczajewa.
                                                    >
                                                    > Właściwie cała - i bardzo przekonująca, a nierezygnująca z rewolucji - krytyka
                                                    > przyszłego bolszewizmu tam jest.

                                                    Dziekuje za referencje.

                                                    Co do narzedzi - jest to rdzen twojej mentalnosci, nie poglady Stalina i kogos
                                                    tam jeszcze. Jesli nie ma prawdy, jedyna mozliwa konkluzja jest narzedziowosc
                                                    "przekonan". Jesli nie ma przestrzeni pozapolitycznej - wszystkie narzedzia sa
                                                    polityczne.

                                                    Wycofujesz sie z tej narzedzowosci nieszczerze i za pomoca lewackiego belkotu:

                                                    > Chodziło mi o to, że przeświadczenie, choć może być lepsze lub gorsze, a
                                                    > niekiedy nawet całkiem fatalne, nie jest 'odzwierciedleniem'
                                                    > czegoś 'pozaprzekonaniowego", z czym mogłoby być "porównane", a
                                                    > więc "zweryfikowane" inaczej niż poprzez grę dostosowania z innymi rodzącymi
                                                    > się przeświadczeniami.

                                                    Nie mozesz powiedziec, ze "przeswiadczenie" jest lepsze lub gorsze, rownoczesnie
                                                    uwazajac, ze nie mozesz go z niczym porownac? Jak mowi Rorty, choc nie mozemy
                                                    porownywac, to wiemy, ze jedne idee sa lepsze a inne gorsze? Czy naprawde tak
                                                    nieuprawnione jest pytanie "w jaki sposob wiemy"? Czy tak nie moze powiedziec
                                                    arbitralnie kazdy? Moze!

                                                    Na czym ma polegac ta "gra dostosowania"? Jak w tej grze mozna porownywac
                                                    "przekonania"? Czy jest inna odpowiedz, jak czysty instrumentalizm?

                                                    Prawda jest, ze "nie ma zlych ludzi". Prawda jest tez, ze "nie ma dobrych
                                                    ludzi". Sa ludzie, i jest obiektywne dobro i zlo.

                                                    No coz, jesli mozna sie wczuc w "faszyste" (calosciowo), w jaki sposob empatia
                                                    jest zrodlem "etyki"?

                                                    > > Co zostaje?
                                                    >
                                                    > Osobowość. Jedyna ludzka rzecz w tym świecie.

                                                    Ja mam, powiedzmy, osobowosc "zamordystyczna" i "faszystowska". Empatii nie
                                                    odczuwam za grosz z nikim.
                                                    W jaki sposob eliminacja "obiektywnego" sumienia pomoze w budowie lepszego
                                                    swiata ze mna jako jednym z mieszkancow?

                                                    Czy jest inna odpowiedz niz wyslanie mnie do gulagu?

                                                    DonQ


                                                  • nick3 Re: Empatia wyklucza manipulację. 11.07.07, 01:02
                                                    donq napisał:
                                                    > wejscie w skore innego czlowieka jest etycznie
                                                    > "neutralne", to nie moze byc "zrodlo" etyki. Czyms trzeba zasypac przerwe, o
                                                    > ktorej mowilem wczesniej.

                                                    Przerwa jest między "faktami" a "wartościami" (między "jest" a "powinno być")

                                                    Ale empatia nie dostarcza nam wcale "wiedzy o faktach" (o zimnym "jest"). Nie
                                                    dostarcza nam również ideologii (uzasadnień teoretycznych tego, co "powinniśmy"
                                                    robić).

                                                    Mniemanie o Przerwie jest nieuzasadnione.

                                                    O jaki rodzaj doświadczania drugiego człowieka chodzi z tą 'empatią', mówi
                                                    trochę słowo "wrażliwość".

                                                    Ona nie jest takim 'poznaniem', po którym można powiedzieć "i co z tego?", "ale
                                                    właściwie dlaczego ma mnie to obchodzić?"

                                                    Takie pytania są właśnie brakiem wrażliwości.

                                                    Czy rozumiesz to jakoś?

                                                    donq napisał:
                                                    > Dla mnie "wrazliwosc", byc moze pokrewna z tym, co wyzej piszesz, jest
                                                    glebokim
                                                    > rozumieniem istoty czlowieka

                                                    Nie jest "rozumieniem" ('rozumienie' dotyczy przedmiotów), empatia - da się to
                                                    wykazać - przeżywa drugiego zupełnie inaczej niż obiektywizująca myśl. Nie jest
                                                    też rozumieniem "istoty". Nie ma "istoty człowieka" (to że odróżniasz człowieka
                                                    od żaby nie jest dowodem na to, że każdy człowiek 'zasadniczo' jest odbitką tej
                                                    samej sztancy, a różnice indywidualne to tylko 'akcydensy'.)

                                                    Nie ideologizuj od razu wszystkiego na modłę tomizmu. Teoria nie powinna
                                                    zasłaniać konkretu:)

                                                    Najpierw (o ile możności) konkret, a dopiero potem (ewentualnie!:) teoria (no
                                                    bo jednak czasami trzeba urządzić te wszystkie twoje urzędy i sądy:)


                                                    Ale dobrze, że słowo "wrażliwość" odczuwasz jako konotujące coś na tyle
                                                    ważkiego, że wymagającego "duchowego" wyjaśnienia.
                                                  • nick3 Ten post powyżej był ważny. 11.07.07, 15:07
                                                  • donq Re: Empatia wyklucza manipulację. 12.07.07, 12:46
                                                    > Przerwa jest między "faktami" a "wartościami" (między "jest" a "powinno być")

                                                    Tak, masz racje. Tez doszedlem kiedys do tego wniosku. To jest troche inna
                                                    przerwa, co miedzy empatia a sumieniem.

                                                    > Ale empatia nie dostarcza nam wcale "wiedzy o faktach" (o zimnym "jest"). Nie
                                                    > dostarcza nam również ideologii (uzasadnień teoretycznych tego,
                                                    > co "powinniśmy" robić).

                                                    Zgadzam sie, ze empatia "nie dostarcza wiedzy o faktach". Tylko co z tego? Poza
                                                    tym dla ciebie nic nie moze dostarczyc wiedzy "o faktach", bo fakty dla ciebie
                                                    nie istnieja, wiec twoje stwierdzenie jest znow mowieniem niczego.

                                                    Caly problem z twoja empatia polega na tym, ze pewna psychologiczna zdolnosc
                                                    czynisz podstawa swojej "etyki", twierdzac, ze nic innego nie potrzeba. To ten
                                                    element powinienes tlumaczyc, nie czym jest empatia.

                                                    Jak zwykle, nie odpowiedziales na istotne pytania, ktore powtarzam tutaj:

                                                    > Jesli mozna sie wczuc w "faszyste" (calosciowo), w jaki sposob empatia
                                                    >moze byc zrodlem "etyki"?

                                                    > Nie mozesz powiedziec, ze "przeswiadczenie" jest lepsze lub gorsze,
                                                    > rownoczesnie uwazajac, ze nie mozesz go z niczym porownac. Jak mowi Rorty,
                                                    > choc nie mozemy porownywac, to wiemy, ze jedne idee sa lepsze a inne gorsze?
                                                    > Czy naprawde tak
                                                    > nieuprawnione jest pytanie "w jaki sposob wiemy"? Czy tak nie moze powiedziec
                                                    > arbitralnie kazdy? Moze!

                                                    > Na czym ma polegac ta "gra dostosowania"? Jak w tej grze mozna porownywac
                                                    > "przekonania"? Czy jest inna odpowiedz, jak czysty instrumentalizm?

                                                    Jesli empatia nam nie dostarcza nam wskazowek, co "powinnismy" robic, nie moze
                                                    byc podstawa zadnej "etyki". Oczywiste jest zatem, ze, zgodnie z lewacka
                                                    maniera, "etyka" w twoich ustach znaczy cos innego niz normalnie. Co?

                                                    Mozna to lepiej pojac czytajac definicje (Wikipedia znowu jest OK do tego) - to
                                                    jest cos, co powinnismy robic rozmawiajac z lewakiem prawie przy wszystkich
                                                    slowach, ktorych uzywa (moze i nawet przy przyimkach i znakach
                                                    interpunkcyjnych). Otoz, z wikipedii:

                                                    "Etyki nie należy mylić z moralnością. Moralność, to z formalnego punktu
                                                    widzenia zbiór dyrektyw w formie zdań rozkazujących w rodzaju: "Nie zabijaj",
                                                    których słuszności nie da się dowieść ani zaprzeczyć, gdyż zdania rozkazujące
                                                    niczego nie oznajmiają. Etyka natomiast to nauka, której celem jest dochodzić
                                                    źródeł powstawania moralności, badać efekty jakie moralność lub jej brak
                                                    wywiera na ludzi oraz szukać podstawowych przesłanek filozoficznych, na
                                                    podstawie których dałoby się w racjonalny sposób tworzyć zbiory nakazów
                                                    moralnych."

                                                    Czytajac to, juz wiemy, ze nick3 nie moze mowic o "etyce" w znaczeniu jak
                                                    powyzej, bo stawianie "empatii" jako zrodla takiej nauki jest calkowicie
                                                    pozbawione sensu. Jasne rowniez jest, ze (w swietle nieracjonalnosci i
                                                    mniemanej "niefilozoficznosci" lewaka), do koncepcji takiej nauki musialby on
                                                    podejsc jak do badan nad ludem Trura Bura. Nick3 rowniez nie moze mowic
                                                    o "etyce" jako o moralnosci, bo zadnych "regul" (tego jak "powinno byc") nie
                                                    uznaje (czyli nie uznaje istnienia moralnosci - warto to podkreslic).

                                                    Widac wiec, ze nick3 mowiac o "etyce" uzywa jakiegos pojecia, ktore nie jest
                                                    tym samym, co normalnie uzywana definicja. Pojecie to, jest zapewne puste
                                                    znaczeniowo, jego wartosc w tym, ze wywoluje w sluchaczu jego wlasne
                                                    rozumienie "etyki". Nastepnie nick3 mowi de facto o niczym, ale to mowienie o
                                                    niczym jest tak zaprojektowane, by sluchaczowi wydawalo sie, ze mowi o jego
                                                    rozumieniu etyki.

                                                    > Najpierw (o ile możności) konkret, a dopiero potem (ewentualnie!:) teoria (no
                                                    > bo jednak czasami trzeba urządzić te wszystkie twoje urzędy i sądy:)

                                                    No to jest ciekawe. To jest wycofanie sie na calej linii. A raczej
                                                    potwierdzenie domniemanych przeze mnie celow lewactwa. O ile rozumiem (ciezko
                                                    rozumiec to inaczej), najpierw potrzebne jest (pod haslami "empatii")
                                                    rozmontowanie wszystkich wrazych "teorii" i "moralnosci", ale potem jednak
                                                    okaze sie, ze jednak jakas "teoria" jest potrzebna. Jest to program, jak
                                                    zwykle, budowy "nowego wspanialego swiata" (uwaga, drodzy panstwo - nie bedzie
                                                    ten swiat "neutralny", bedzie nowa teoria!) na gruzach poprzedniego. Widac jak
                                                    na dloni czysta instrumentalnosc calej koncepcji "relatywizmu"
                                                    i "neutralnosci". Jest to po prostu bron przeciw wszystkim, ktorzy maja
                                                    wraze "teorie". Gdy juz takich nie bedzie, nadejdzie czas, by wprowadzic swoje
                                                    porzadki.

                                                    I nawet "sady" beda (nie, nickusiu, cokolwiek to bedzie, nie beda te
                                                    sady "moje", ale bez watpienia twoje). Moglbys uchylic rabka tajemnicy, jaka
                                                    bedzie ta konieczna jednak "teoria", ktora umozliwi powstanie "nowych sadow"?

                                                    DonQ





                                                  • nick3 Empatia a etyczność. 12.07.07, 15:21
                                                    Tak długo jak twoja teza (że empatia jest zdolnością poznawczą, ale w niczym
                                                    nie kształtuje naszej woli) nie wspiera się na żadnych sensownych przesłankach,
                                                    tak długo nie widzę zarzutu, na który musiałbym odpowiadać.

                                                    Taką przesłanką mógł wydawać się tzw. "dualizm faktów i wartości". Pokazałem,
                                                    jednak, że empatii on nie dotyczy.

                                                    Dalsze więc twoje zapewnienia, że nie ma przejścia pomiedzy empatia a
                                                    sumieniem - nie są trudnościami dla mojej argumentacji, lecz wyrazem twojego
                                                    arbitralnego credo.

                                                    Jedyny ważny argument przeciwko empatii jako źródłu etycznemu jest tu:

                                                    > Jak zwykle, nie odpowiedziales na istotne pytania, ktore powtarzam tutaj:
                                                    >
                                                    > > Jesli mozna sie wczuc w "faszyste" (calosciowo), w jaki sposob empatia
                                                    > >moze byc zrodlem "etyki"?

                                                    Otóż tylko z pozoru empatia w faszystę uczyni z nas faszystów! Dla przykładu:
                                                    faszysta może mieć manipulacyjny, wręcz skrajnie przedmiotowy stosunek do
                                                    innych.

                                                    Tymczasem, jak wykazałem to parę postów wyżej, taka postawa jest po prostu
                                                    niemożliwa u człowieka empatycznego (obojętnie w kogo by się nie wczuwał).

                                                    Tak więc nic nie stoi na przeszkodzie - w tak ewidentny, jak sugerujesz,
                                                    sposób - temu, by empatia - nawet w osobowość faszysty - była źródłem etycznym.



                                                    Co do reszty, wybacz, ostatnio mam mniej czasu na internet.

                                                    Hej, donq:)
                                                  • donq Re: Empatia a etyczność. 12.07.07, 17:13
                                                    > Tak długo jak twoja teza (że empatia jest zdolnością poznawczą, ale w niczym
                                                    > nie kształtuje naszej woli) [...]

                                                    Ja nic takiego nie twierdze. Twierdze, ze nie ma zadnych podstaw do
                                                    twierdzenia, ze wszystko, co woli kaze empatia jest "etyczne". Przerwa dalej
                                                    istnieje. Z tego, czym psychologicznie jest empatia nie da sie wywiesc, ze jest
                                                    ona "koniecznym i wystarczajacym" zrodlem etyki, nie zasypujac arbitralnym
                                                    zwirem tej przerwy (jest to wybor ideologiczny, nic logicznie koniecznego).

                                                    So far so good, ale rozczulasz poslugujac sie
                                                    wyrazeniami "wykazalem", "pokazalem" itp. Co najwyzej "wykazales", ze twoich
                                                    ideologicznie przyjetych aksjomatow wynika to czy tamto. Ja tych aksjomatow nie
                                                    przyjmuje - dla mnie konkluzje twoich "dowodow" nie sa nic warte, bo przeslanki
                                                    sa falszywe. Na analize tego, czy wywod jest logicznie poprawny czy nie, szkoda
                                                    w tej sytuacji tracic czas (przez uprzejmosc przyjmuje, ze jest).

                                                    Beblanie o faszystach jest bez sensu. A co jesli "faszysta" (uzywam tego
                                                    pojecia dla twojego lepszego zrozumienia w twoim demonicznym charakterze)
                                                    szczerze i gleboko uwaza, ze, powiedzmy, tych nickow3 trzeba poslac do piachu,
                                                    ale absolutnie nikim nie manipuluje?

                                                    Empatia (glebokie wczucie sie) w takiego "faszyste" musialoby skutkowac gleboka
                                                    niechecia do nicka3, kto wie, moze nawet przekladalna na wole dania nickowi3 w
                                                    leb?

                                                    Jedyne wyjscie to przyjac (znowu arbitralnie), ze czlowiek nie moze szczerze i
                                                    gleboko czuc do nicka3 niecheci. Czyli jest "dobry" z natury. To oczywiscie
                                                    jest warunkiem twierdzenia, ze empatia jest "konieczna i wystarczajaca" do
                                                    istnienia "etyki". To sie nazywa "blad antropologiczny". Bez popelnienia tego
                                                    bledu cala lewacka "etyka" lezy w gruzach.

                                                    Tu dochodzimy do walkowania pragnien "prawdziwych" i "nieprawdziwych", ze niby
                                                    lewak umie jedne od drugich odrozniac na podstawie "osiagniec psychologii" i
                                                    tym podobnych andronow.

                                                    > Co do reszty, wybacz, ostatnio mam mniej czasu na internet.

                                                    No szkoda, szkoda, bo najciekawsze pytania dalej bez odpowiedzi.

                                                    Ale rozumiem, ze obalanie rzadu jest absorbujace...

                                                    DonQ



                                                  • donq Re: Empatia wyklucza manipulację. 11.07.07, 00:57
                                                    > Rozmawiasz z wyimaginowanym wrogiem. To znaczy w taki sposób myśleli Nieczajew
                                                    > i Stalin. Ale warto, żebyś wiedział, że np. Bakunin (i kilku innych czołowych
                                                    > radykałów lewicowych) prowadziło zdecydowaną polemikę przeciwko obłędnej i
                                                    > cynicznej konsekwencji rewolucyjnej Nieczajewa.
                                                    >
                                                    > Właściwie cała - i bardzo przekonująca, a nierezygnująca z rewolucji - krytyka
                                                    > przyszłego bolszewizmu tam jest.

                                                    Dyskusje i krytyki takie sa hermetyczne - maja jakiekolwiek znaczenie tylko dla
                                                    ludzi, dla ktorych pojecia wypracowane w lewackich teoriach maja jakies
                                                    znaczenie. "Bohaterska walka z problemami nieznanymi poza lewactwem".

                                                    To, ze Bakunin przewidzial, do czego prowadza te teorie, to jego plus.

                                                    Roil przy tym swoje teoryjki. To, ze mial racje co do konsekwencji
                                                    konkurencyjnych teoryjek nie przydaje jego teoryjkom wiarygodnosci ni mocy.

                                                    DonQ
                                          • donq A jednak sumienie jest opresja 10.07.07, 19:11
                                            Twoje twierdzenia sa rowniez z powietrza wziete:

                                            > Empatia jest warunkiem koniecznym i wystarczającym wartościowych więzi
                                            > społecznych.

                                            Uzywasz na dodatek nic nie mowiacych okreslen "wartościowe więzi społeczne". Co
                                            to znaczy?

                                            Lub gorzej: tu udowadniasz tautologie "z tego, ze zdefiniowalem sumienie jako
                                            nieracjonalne wynika, ze jest nieracjonalne":

                                            > Właśnie dlatego, że sumienie jest empatią, nie jest ono ani czymś
                                            > racjonalnym,
                                            > ani odwołującym się do obiektywnych zasad.

                                            Tymczasem miedzy empatia a sumieniem jest przerwa, ktorej nie da sie pokryc bez
                                            obiektywnych regul. Gdy wykazujemy sie inteligencja emocjonalna (empatia), nic
                                            nas jeszcze nie zmusza do np. robienia innym co nam niemile. Musi byc
                                            element "nie rob innym co tobie niemile", ktory spaja empatie z sumieniem.

                                            Co wiecej, empatia jest pewna zdolnoscia, ktora jedni posiadaja w mniejszym,
                                            inni w wiekszym stopniu. Bajki, ze to "opresje" nas deempatyzuja i po
                                            odpowiednim "zminimalizowaniu przemocy" wszyscy beda swietlistymi empatiami sa
                                            odlotami rozumu (lub irrozumu a la Rorty), a co najmniej arbitralnymi poboznymi
                                            zyczeniami. Nawiasem mowiac, podejrzewam, ze "rownosciowa" loony left uwaza, ze
                                            wszelkie roznice miedzy ludzmi sa wynikiem "opresji" i ze po zdeopresjowaniu
                                            kazdy bedzie nie dosc, ze empatia swietlista, ale jeszcze Einsteinem, Byronem,
                                            Cervantesem i kim dusza zapragnie (moze nawet samym Rorty'm?).

                                            Sumienie oparte na obiektywnych regulach zas mozna sprawnie posiadac
                                            niezaleznie od posiadanej empatii.

                                            > W sumie - dobrze pokazujesz, że oba człony tej alternatywy się wykluczają
                                            > (sumienie jako empatia i sumienie jako przestrzeganie norm).

                                            Dobrze, ze przyznajesz, ze sumienie w standardowym znaczeniu, nie poddanym
                                            zwyklemu u ciebie hochsztaplerskiemu przedefiniowaniu, jest "opresja".

                                            DonQ

                                            P.S. Masz racje, ze pewne podstawowe poglady sa arbitralne. Nie da sie w
                                            filozofii (a sa to stanowiska filozoficzne, niezaleznie co Rorty sadzi o
                                            potrzebie odfilozofowania) nic "udowodnic", niektore rzeczy trzeba przyjac jako
                                            aksjomaty. Od tego, co sie przyjmie zalezy reszta. To co przyjmiemy arbitralnie
                                            definiuje kim jestesmy i kim jest nasza cywilizacja. Wyraznie widac, ze
                                            lewactwo dazy do zmiany cywilizacji na swoja przez zmiane aksjomatow.
                                            • nick3 Twoje "sumienie" jest opresją. 10.07.07, 20:57
                                              >Sumienie oparte na obiektywnych regułach zaś mozna sprawnie posiadać
                                              >niezaleznie od posiadanej empatii.

                                              Nawet bardzo sprawnie.

                                              Vide: Inkwizycja. Sumienie "w blasku Prawdy" (zaiste w blasku:) - wolne od
                                              ulegania przelotnym uczuciom ("sentymentalizmom"?:)

                                              Do bólu (!) konsekwentnie realizujące "trudną miłość" do bliźniego, którego
                                              dusza jest zagrożona przez swój upór w błędzie:)

                                              Troska o "dobrze pojęte dobro" drugiego człowieka:)))

                                              >Sumienie oparte na obiektywnych regułach zaś mozna sprawnie posiadać
                                              >niezaleznie od posiadanej empatii.

                                              Tak może powiedzieć serio chyba jakiś mroczny cyborg moralistycznej ideologii!


                                              > Gdy wykazujemy sie inteligencja emocjonalna (empatia), nic
                                              > nas jeszcze nie zmusza do np. robienia innym co nam niemile.

                                              Odpowiedź na poprzedni post zawiera krytykę tego twierdzenia.


                                              Natomiast w poscie, na który odpowiadasz nie dowodziłem wcale tezy, że sumienie
                                              jest irracjonalne. Masz więc zupełną rację, że tam takiego dowodu nie ma.

                                              Starałem się tylko pokazać, że jest alternatywa rozłączna pomiędzy wywodzeniem
                                              sumienia z empatii a wywodzeniem go z poznania obiektywnych zasad "prawa
                                              naturalnego" lub nakazów boskich.

                                              Właściwie nie ma tu miedzy nami sporu.

                                              Argumentacja ta jest przygotowaniem decydującego ataku na etykę klasyczną
                                              (intelektualistyczną) i moralność religijną (Dekalog) jako na zjawiska w
                                              istocie NISZCZĄCE ETYCZNIE.

                                              Oczywiście decydującym krokiem uprzednim musi byc wykazanie, ze jednak
                                              korzeniem (warunkiem koniecznym i dostatecznym) wszelkiej etyczności jest
                                              empatia.

                                              Jeśli to się uda - dzięki udowodnionej uprzednio rozłącznej
                                              alternatywności 'sumienia obiektywizującego' i empatii łatwo już bedzie
                                              wykazać, że "sumienie" klasyczne (Arystoteles) a także "sumienie" religijne są
                                              przeszkodami do osiągnięcia autentycznej etyczności - empatii.

                                              "Bóg - bliskości wróg."
                                              • donq Re: Twoje "sumienie" jest opresją. 10.07.07, 22:52
                                                > Natomiast w poscie, na który odpowiadasz nie dowodziłem wcale tezy, że
                                                > sumienie jest irracjonalne. Masz więc zupełną rację, że tam takiego dowodu nie
                                                > ma.

                                                Cytuje z poprzedniego postu:

                                                > Właśnie dlatego, że sumienie jest empatią, nie jest ono ani czymś racjonalnym,
                                                > ani odwołującym się do obiektywnych zasad.

                                                > Jeśli to się uda - dzięki udowodnionej uprzednio rozłącznej
                                                > alternatywności 'sumienia obiektywizującego' i empatii łatwo już bedzie
                                                > wykazać, że "sumienie" klasyczne (Arystoteles) a także "sumienie" religijne są
                                                > przeszkodami do osiągnięcia autentycznej etyczności - empatii.

                                                Uwazasz, ze "sie udalo"?

                                                Masz racje nazywajac swoje rozumienie empatii "tanim sentymentalizmem". Na miare
                                                "Uprowadzenia Agaty" i Harlequinow. Rozumiem juz, skad zachwyt nad postaciami
                                                typu Tina Mo...(cos tam, nie pamietam).

                                                > Argumentacja ta jest przygotowaniem decydującego ataku na etykę klasyczną
                                                > (intelektualistyczną) i moralność religijną (Dekalog) jako na zjawiska w
                                                > istocie NISZCZĄCE ETYCZNIE.

                                                To warto zapamietac. A jaka jest alternatywa? Jak wyglada spoleczenstwo, ktore
                                                owe "niszczace etycznie" "zjawiska" odrzuca? Prosze mi pokazac, jak dzialaja np.
                                                sady, a jesli ich nie ma, co je zastepuje? W jaki sposob bedzie wiadomo, co jest
                                                "empatyczne" a co nie w sytuacjach, gdy jest konieczna "intersubiektywizacja"
                                                twojej "etyki"? Co bede mogl zrobic, gdy przyjdzie do mnie sasiad i powie, ze
                                                chcialby przeleciec moja corke (bo odczuwa z nia empatie)? Slowem - jak bedzie
                                                wygladal "nowy wspanialy swiat"? "O co walczymy i dokad zmierzamy"? Odmaluj mi
                                                to szczescie tak, abym i ja go zapragnal.

                                                Jak zwykle nie odpowiadasz na najistotniejsze pytania:

                                                Co oznaczaja "wartosciowe wiezi spoleczne"? To znowu czesc malunku, o ktory
                                                prosze powyzej.

                                                DonQ
                        • donq Re: Nie masz odwagi przyznać się do swoich przeko 09.07.07, 13:54
                          Odpowiedz mi na jedno pytanie, na ktore nie chcesz odpowiedziec:

                          Czy naprawde uwazasz, ze twoja idea, ktora uwazasz za pochodnie niesiona przez
                          sily postympu przez wieki, jest jedyna, prawdziwa droga do "wyzwolenia" i
                          prawdziwie moralnego "nowego czlowieka"?

                          Mimo tego, ze na drodze idei bylo wiele, nazwijmy to eufemistycznie, potkniec?
                          Dlaczego mamy (znowu) uwierzyc, ze tym razem juz ich nie bedzie? Dlaczego mamy
                          dac sie poniesc nowemu eksperymentowi - tylko dlatego, ze ynteletualystom
                          (znowu) wydaje sie, ze maja ostateczna koncepcje "wyzwolenia"?

                          DonQ
                • donq Re: JPII = IVRP 08.07.07, 21:31
                  > "Jedyne Prawdy Zbawcze Objawione" były prawdopodobnie bardziej ludobójcze od
                  > ideologii XX-wiecznych. Tylko dysponowały zupełnie chałupniczymi technikami
                  > likwidacji w porównaniu z XX wiekiem. I ludności było znacznie mniej.

                  To Twoja legenda. Jakies przekonujace argumenty oprocz "prawdopodobnie"?

                  Ja pytam - czy spadkobiercy owych "ideologii XX-wiecznych" tak fortunnie
                  posiadajacych dostep do profesjonalnych technik likwidacji maja jakiekolwiek
                  podstawy do twierdzenia, ze to jednak oni znowu sa szlachetni i fajni? Jakie
                  podstawy, oprocz wlasnego wewnetrznego przekonania? Dlaczego ktos mialby waszej
                  odgrzewanej propagandzie znowu uwierzyc? Bo jest mlody, nie widzial, nie
                  pamieta, nie chce wiedziec, "wybiera przyszlosc", czyz nie?

                  Strzezcie sie, naiwni. Ale prozne wolanie - bleeding hearts skoncza jak zawsze.

                  > inaczej rozumiesz te słowa ode mnie. Twoje ich rozumienie nie jest jedyne.
                  > Ani - w dzisiejszych czasach - nie jest już nawet dominujące.

                  To, ze Ty inaczej rozumiesz slowa to ja dobrze wiem. Calosc Twojej propagandy
                  opiera sie na oczekiwaniu emocjonalnej odpowiedzi na cos, co nie zawiera wiele
                  wiecej niz manipulacje na poziomie semantycznym. Mowisz do ludzi uzywajac pojec,
                  ktore oni rozumieja inaczej niz ty - robisz to swiadomie - jest to intelektualne
                  hochsztaplerstwo. Gdybys uczciwie wyjasnil o co naprawde chodzi, pies z kulawa
                  noga (oprocz kilku nawiedzonych) by za toba nie poszedl.

                  Twoje "inne rozumienie slow" jest destrukcja - niszczysz mozliwosc
                  porozumiewania sie wykrecajac slowa. Jesli chcesz "rzetelnie" cos powiedziec,
                  powiedz to normalnie - istnieje wiele pojec, na pewno sobie dasz rade.
                  Wykrecajac slowa masz jeden cel - wykrecic umysly sluchaczy.

                  DonQ
                  • nick3 Re: JPII = IVRP 09.07.07, 00:05
                    > Jakies przekonujace argumenty oprocz "prawdopodobnie"?

                    Jest ciekawy artykuł w Świątecznej o stopniowym zaniku przemocy w historii.
                    Bardzo optymistyczny (choć nie lewicowy - wybacz, nie ty definiujesz
                    lewicowość). Pomimo głośnych wydarzeń XX wieku nie zmienił on wyraźnej od XVII
                    wieku tendencji do zaniku przemocy - twierdzi historyk.

                    Co do mojego argumentu - weź Wojnę Trzydziestoletnią. Straty ludności na
                    terenach niemieckojęzycznych wynosiły ok. 70% W niektórych rejonach 90%.

                    Był to rezultat naprzemiennych metodycznych rzezi na nieprawomyślnej ludności
                    przeprowadzanych z motywacji religijnej przez fanatyczne armie katolików i
                    protestantów.

                    Uprzedzam zarzut, że "religia była tylko pretekstem". Nie. Tam, gdzie brakowało
                    szczerej motywacji religijnej (np. w przypadku francuskiej interwencji płynącej
                    z wyrachowania) - rzezi nie było.

                    Do bestialskiego postępowania zachęcali walczących najpobożniejsi i najwięksi
                    święci epoki. (O papieżach nie wspomnę - bo ci są jak wiadomo jednym
                    ciągiem "błędów i wypaczeń" i nie należy ich mieszać do oceny "Prrrawdziwej-
                    Istoty-Katolicyzmu:)

                    • donq Re: JPII = IVRP 10.07.07, 23:04
                      > Jest ciekawy artykuł w Świątecznej o stopniowym zaniku przemocy w historii.
                      > Bardzo optymistyczny (choć nie lewicowy - wybacz, nie ty definiujesz
                      > lewicowość). Pomimo głośnych wydarzeń XX wieku nie zmienił on wyraźnej od XVII
                      > wieku tendencji do zaniku przemocy - twierdzi historyk.

                      Nie wiem, o ktory chodzi, nie znalazlem.
                      To zapewne "narzedzie" sluzace odebraniu waznosci ofiarom lewackich hekatomb
                      (ktorym nadajesz z przekasem miano "glosnych wydarzen")?
                      Czy to rowniez znaczy, ze i "faszyzm" nie ma wiekszego znaczenia i nie jest tak
                      demoniczny jak bys chcial?
                      Uwaga o tym, ze autor nielewacki sluzy wykuciu "narzedzia" "obiektywnosci".
                      W koncu - jaka jest rola w owym "spadku przemocy" lewicy? Dokonuje sie on dzieki
                      jej staraniom czy na przekor im staraniom (jak mogliby pomyslec ci, ktorzy
                      slyszeli cos o "glosnych wydarzeniach")?

                      Caly opis wojny trzydziestoletniej jest przesiany przez lewackie sito okraszony
                      klamstwami (rozmawiajac z lewakiem warto pamietac, by sprawdzac kazde slowo,
                      gdyz czesto brzmi on "rzetelnie").

                      Za wikipedia (wystarczy):
                      "The devastation caused by the war has long been a subject of controversy among
                      historians. Estimates of civilian casualties of up to thirty percent of the
                      population of Germany are now treated with caution."

                      Wystarczy to zestawic z twoim "ok. 70%", by zrozumiec, ze pada sie ofiara
                      zwyklego klamstwa.

                      DonQ
        • Gość: gość Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 11:46
          Czy Ty przypadkiem nie mylisz czegoś? Religią czy czym innym, ludzie głupi o
          pomieszanych z bolesnych doświadczeń umysłach wygadują co im ślina na język
          przyniesie. Za stan obwiniałabym raczej rząd który nie tylko nie robi nic by
          poprawić warunki do życia ale promuje agresję i wykrecanie kota ogonem. Religia
          katolicka w żadnym punkcie nie nastawia ludzi przeciw sobie a wrecz nakazuje
          szacunek dla bliźniego!
          • hypatia69 Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh 07.07.07, 13:25
            Religia nie. Propaganda ojców Kościoła owszem [do znudzenia DJ Rydzyk i jego
            antyżydowskie wrzaski w Radyju...]. Na przestrzeni wieków ojcowie KRK tak
            wykoślawili obraz własnego wyznania, ze dziś większość oponentów skłonna jest
            oskarżać religię, nie ludzi...
            • nick3 Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh 07.07.07, 16:44
              Jeśli twierdzisz, że "prawdziwa Wiara" to co innego niż "propaganda Ojców
              Kościoła" to po prostu używasz słów w innym znaczeniu niż one funkcjonują.

              Mówiłem o wierze chrześcijańskiej (A o nadanie jej jednolitego profilu 'spece
              od jedności':) zadbali na tyle, że istniejące dziś różnice pomiędzy wyznaniami
              są znacznie mniejsze od wspólnego rdzenia).

              To co się nazywa od 1500 lat chrześcijaństwem to owa "propaganda Ojców
              Kościoła":)
              • hypatia69 Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh 09.07.07, 10:55
                Chrześcijaństwo ma raczej koło 2000 lat i rozłamy powstawały już w pierwszym
                wieku naszej ery. Jest ileś osób, które mimo głębokiej religijności nie
                słuchają bezmyślnie, co nawiedzony klecha wywrzaskuje z ambony, tylko
                analizują, wyciągają wnioski i potrafią odróżnić dobro od zła. Nie ma ich zbyt
                wielu, niestety, ale powiedziałabym, że to są "prawdziwie wierzący". A jeśli
                dodatkowo wiedzą, czego uczy Biblia, to już całkiem cudownie. Większość
                chrześcijan niestety nie wie. Myślą, że Biblia i księża to to samo. I potem
                piszą, że tylko KK ma prawo interpretować Biblię, bo KK ją napisał [stworzył?],
                Żydów zaś trzeba nienawidzieć, bo zabili Boga. Czy do nie głupie?
          • 33qq Re: Dopóki strach o tym mówić - dopóty rządzi moh 07.07.07, 14:00
            Zaraz zaraz, możechcesz powiedzieć, że "katolicki głos w twoim domu" nie jątrzy
            i nie wywołuje agresji?
            Znowu czytam ten sam tekst: Car dobry tylko urzędnicy źli, pierwszy sekretarz
            dobry tylko nie wie co robią źli urzędnicy... , to stara metoda na okłamywanie
            maluczkich.
    • alistair-p Re: Wiara staruszki... :) 06.07.07, 22:42
      Z twojego uczonego wywodu wynika że krowy siostry ojciec to był byk i wszystko.
      • nick3 Re: Wiara staruszki... :) 06.07.07, 22:44
        Czasami trzeba stawiać przed oczy rzeczy proste:)
    • 4kikoo [...] 07.07.07, 00:34
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • nick3 Re: Wiara staruszki... :) 07.07.07, 00:42
        Szatan, Szatan, Szatan! (a nawet Wielki Szatan:)

        (Co oczywiście nie ma, drogi kamyku, żadnego związku z fundamentalizmem:)
        • nick3 Giwi! Dziękuję! Precedens!!! 07.07.07, 01:17
          Obrażanie za krytykowanie religii też jest wykroczeniem!

          To już prawdziwy początek końca rządów PiS-u!!!

          To, co zrobiła giwi, to jest właśnie druga najcenniejsza rzecz (oprócz
          propagowania prawa do publicznej Herezji), jaką można robić dla powstrzymania
          prawicowej monopartii: ustalić granice publicznych praw Sacrum!
    • hypatia69 Re: Wiara staruszki... :) 07.07.07, 13:27
      Smutne to, ale prawdziwe...
    • Gość: goren Jaka tam staruszka IP: *.chello.pl 07.07.07, 13:58
      Kobieta ma dopiero 60 lat i wielkim nietaktem nick3'u jest nazywac ją staruszką!
      To po pierwsze.
      Po drugie ma niekonwencjonalny sposób bycia, zapożyczony od złotej, polskiej
      młodzieży. I to cię aż tak bulwersuje, że zakładasz wątek i sam ze sobą
      prowadzisz dysputy na ten temat?
      • hypatia69 Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:02
        Złotej Wszechpolskiej, powiedziałabym nawet;)
        A co do dysput... Czego człowiek nie wymyśli, zeby się nie nudzić...
        ;)))))
        • 33qq Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:04
          A do czego to nie jest zdolny żeby tylko bronić swoich ;)
        • Gość: goren Re: Jaka tam staruszka IP: *.chello.pl 07.07.07, 14:07
          A najgorsze, że niejaki nick3 ma przytępiony słuch.
          Kobieta zachwycała się LPR i Giertychem, ani słowem nie wspomniała o wierze czy
          religii. O gustach sie nie dyskutuje, ma prawo jej się podobać? Ma. Więc czemu
          ten nick3 tak się ciska? :)
          • hypatia69 Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:11
            Mi się wuja Roman na swój sposób też podoba...
            ;)))
            • 33qq Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:20
              Z zamiłowania do hippiki?
              • hypatia69 Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:52
                Z doskonałej mimiki;)))
                • 33qq Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 15:53
                  Ostatnio żona zwróciła mi uwagę, że RG zmienił styl uczesania z "pod garnek" na
                  "pod nocnik" czyli lekko ścieniowany.
                  • hypatia69 Re: Jaka tam staruszka 09.07.07, 15:43
                    Koafiury nie zgłębiałam. Ale album z fotami chyba założę: będę wycinać z gazet,
                    wklejać i w chwilach smutku oglądać zaśmiewając się do łez. Wdzęczna jestem
                    dziennikarzom, że tak fajnie go wyłapują i co ciekawsze popisy fizjonomiczne
                    publikują...:)))
            • xtrin Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:20
              hypatia69 napisała:
              > Mi się wuja Roman na swój sposób też podoba...

              Wysoki, postawny, o głębokim spojrzeniu i łagodnym uśmiechu... jakże może się
              nie podobać?!
              • hypatia69 ;))) n/t 07.07.07, 14:55

            • Gość: goren Re: Jaka tam staruszka IP: *.chello.pl 07.07.07, 14:21
              Miałem o to spytać, ale jakos nie miałem okazji...
              Dlaczego uzywasz formy "wuja" zamiast wuj, wujo, wujek?
              Bo robisz to świadomie, to wiem.
              • hypatia69 Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:49
                Dla draki, Jakoś mię to bawi;)
                • Gość: goren Re: Jaka tam staruszka IP: *.chello.pl 07.07.07, 14:53
                  Tak myslałem,
                  ale tez sądziłem, że ma to jakiś inny smaczek, jakiś nieznany mi kontekst (np.
                  jakiś cytat z kabaretu) i dlatego byłem ciekaw...:)
                  • hypatia69 Re: Jaka tam staruszka 07.07.07, 14:57
                    Poniekąd. Z kawałka Toma Waitsa w tłumaczeniu pana Staszewskiego:)
          • nick3 Myślisz, goran, że to wyznawczyni Swarożyca?:) 08.07.07, 04:07
            'Niejaki' gorenie, słuch mam dobry. Ale oprócz słuchu mam też elementarną
            zdolność wnioskowania.

            O ile mi wiadomo, nacjonalistki głosujące na Giertycha to nie neopoganki
            wyznające kult Swarożyca!:)

            Na sztandarze LPR widnieje oblicze Chrystusa Króla - i nie jest tam ono na
            doczepkę, lecz mocno odpowiada zapotrzebowaniu światopoglądowemu wyborców tej
            partii.

            Podobne partie (nacjonal-bigoteryjne) istnieją w wielu krajach, gdzie występuje
            elektorat fundamentalistyczny.
      • nick3 Ale dlaczego jestem aż tak "na cenzurowanym"?:) 07.07.07, 16:51
        Czy zewsząd muszę słyszeć te tłumione powarkiwania oburzenia? Matkę wam
        zabiłem?

        Normalny pogląd do dyskusji: że wiara w Jedyną Zbawczą Prawdę utrudnia
        demokratyczne społeczeństwo obywatelskie. Nie jesteśmy zgodni, czy słuszny -
        ale na pewno uprawniony. N'est-ce pas?

        A no właśnie! Nie żyjemy w społeczeństwie wolnym od
        poczucia "nieprawomyślności".
        • hypatia69 Re: Ale dlaczego jestem aż tak "na cenzurowanym"? 07.07.07, 18:11
          Jakie tam powarkiwania! Podśmieewamy się z Ciebe życzliwie...
          • nick3 Re: Ale dlaczego jestem aż tak "na cenzurowanym"? 07.07.07, 22:57
            To się "wam" tylko tak wydaje:)
            • nick3 Re: Ale dlaczego jestem aż tak "na cenzurowanym"? 07.07.07, 22:59
              PS. Do ciebie osobiście nic nie mam.
              • hypatia69 Re: Ale dlaczego jestem aż tak "na cenzurowanym"? 08.07.07, 01:06
                To miłe. Tym bardziej, ze raczej powodów chyba brak:)))
                • nick3 Re: 08.07.07, 02:21
                  ;)
                  • nick3 Miłej i dowcipnej hypatii - maniak nick3 08.07.07, 03:35

                    serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,4295870.html
                    Zapytaj katolickiego polityka obecnego na tym forum - czy to było niezgodne
                    z 'miłością nadprzyrodzoną'.


                    • hypatia69 Re: Miłej i dowcipnej hypatii - maniak nick3 09.07.07, 11:00
                      Pewnie mi odpowie, że tamten nie chciał, ale mu kazali. Albo raczej że jeden
                      taki, to jeszcze nie wszyscy. I fakt, że jeden jest *taki*, drugi jest
                      pedofilem, trzeci... i zbiera sie ich mrowie wielkie - jest nieistotny. Bo to
                      przecież tylko ten jeden tak robił, inni nie, prawda?
                      [A który tu jest katolickim politykiem?].
                      • nick3 Re: Miłej i dowcipnej hypatii - maniak nick3 09.07.07, 11:13
                        Gdyby chociaż tak odpowiedział!

                        Ale musisz być świadoma, że oni to POCHWALAJĄ.

                        (Konsekwentne chłopaki!)

                        Dokładnie tak, jak jeszcze w XX wieku, papież (bodaj BenedyktXV) potwierdził,
                        że właściwą karą za herezję jest kara śmierci, "ale niestety w obecnej sytuacji
                        nie można tego wprowadzić w życie"!)
                        • hypatia69 Re: Miłej i dowcipnej hypatii - maniak nick3 09.07.07, 15:49
                          Ale że gremialnie nie uwierzę. Tak jak nie wszyscy hurtem są dobrzy tak i nie
                          wszyscy są źli. Nie można ich równać w żadną stronę, bo dojdziemy do wniosku,
                          że skoro córka Rodryga Borgii była uzdolniona trucicielką, to każdy kapłan na
                          stanowisku papieża, albo każdy w ogóle ma taką córkę.
                          A czy JPII też głosił takie brednie, jak ten wspomniany przez Ciebie głąb? A
                          Maksymilian Kolbe też był taki jak ten z artykułu?
                          Rozpędzanie sie w dowolnym kierunku jest niewskazane i krzywdzące.
                          • nick3 Prawda nie leży pośrodku! 09.07.07, 18:01
                            Rządy katofaszystowskiej junty w Argentynie gremialnie poparł episkopat
                            (inaczej niż w Chile Pinocheta). Oskarżenie tego jednego duchownego jest tu
                            tylko aktem symbolicznym (w linku jest o owej "gremialności", w którą wątpisz,
                            mowa).

                            Taka postawa duchownych wobec terroru prawicowych reżimów autorytarnych wobec
                            zaszczutych 'antykomunistyczną' propagandą "wywrotowców" ("potencjalnych
                            zbrodniarzy", jak ci wyjaśni donq) - nie jest w historii Kościoła wyjątkiem,
                            lecz regułą. Mocno osadzoną w jego tradycjach mentalnościowych.

                            Dlatego się odradza (w postaci kompletnie bezdusznego oderwanego od
                            ("przelotnych":) normalnych ludzkich uczuć doktrynerstwa. Znajdziesz je w
                            hołubionych przez BXVI integrystyczno-ortodoksyjnych kręgach katolickich, które
                            obecnie tworzą w Polsce katoprawicową politykę (Opus Dei,
                            środowisko "Christianitas").

                            Ośmielam się zgodzić z integrystami, że to oni są wyrazicielami typowej
                            tradycji katolicyzmu.

                            Tak, to niedawny marszałek Sejmu, a także obecny szef CBA składali ostentacyjne
                            wizyty hołdownicze Pinochetowi.

                            > bo dojdziemy do wniosku,
                            > że skoro córka Rodryga Borgii była uzdolniona trucicielką, to każdy kapłan na
                            > stanowisku papieża, albo każdy w ogóle ma taką córkę.

                            Argument skuteczny przeciwko zaperzonym a naiwnym antyklerykałom, którzy
                            wyciągają chrześcijaństwu zło nie wynikające z jego istoty, lecz przypadkowe.

                            Ja sądzę jednak, że staranny namysł jest w stanie wykazać, że wiele gorzkich
                            owoców chrześcijaństwa rzeczywiście wyrosło z rdzenia tego drzewa.

                            Że korzenie okrucieństwa tkwią w samej naturze teistycznego sacrum i w
                            Ewangelii!

                            Kolbe był zbójem (gorszym nienawistnikiem niż Rydzyk - warto o tym wiedzieć!),
                            którego fanatyzm szczęśliwie dla Franciszka Gajowniczka skierował się na
                            altruistyczne poświęcenie.

                            (Gdyby Muhammad Atta oddał za mnie życie, bo tak nakazywałaby mu w jakichś
                            okolicznościach wierność Allachowi, to wprawdzie bardzo bym się cieszył, ale
                            wdzięczny bym mu nie był!!!)

                            Chrześcijaństwo zawdzięcza swój ogromny sukces 'piarowy' temu, że ludzką
                            skłonność do fanatyzmu (wynikającą z głębokiego lęku) zaprzęga m. in. do
                            spektakularnego altruizmu.

                            Tak motywowany altruizm nie przybliża jednak w społeczeństwie autentycznej
                            kultury międzyludzkiej bliskości, lecz jest tylko pretensjonalnym szantażem
                            moralnym wobec niechrześcijan (przykład Matki Teresy obejrzany z bliska jest
                            tu pouczający - polecam reportaż Christophera Hitchensa na łamach
                            forumhumanitas).

                            Chrześcijaństwo zawłaszczyło pojęcie miłości.
                            • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 09.07.07, 18:28
                              Oczywiście. Nie ulega wątpliwości, że Watykan był dość dobrze zorientowany, co
                              Hitler robi w czasie swojego tournée po Europie i że raczej palcem nie kiwnął,
                              żeby powstrzymać psychopatę. Prawdą jest, że doskonale wiedzieli, co wyczynia
                              Torquemada w Hiszpanii [m. in. Borgia właśnie]. I też nie starali sie go
                              powstrzymać, zajęci zbijaniem majątku. Przykłady możnaby mnożyć. Ale:
                              Kolbe był misjonarzem, jak mój prastryj - osoba świecka. I nie był zbójem, nie
                              daj sie ponieść fantazji. Jestem zajadłą przeciwniczką kleru, ale nie możesz
                              wrzucać wszystkich do jednego wora. Znaczy możesz, ale nie jest to myślenie
                              prawidłowe. Sama poznałam ilku księży z powołaniem i niefaszystów. Fanatycy to
                              jedno, mieszanie sie kościoła do polityki to drugie, wykorzystywanie kościoła,
                              żeby panować nad narodem [vide: Polska aktualnie] to jeszcze inna sprawa. Kler
                              jako całość oczywiście zachowuje się częstokroć nagannie. Księża osobniczo
                              rozmaicie.
                              Altruistami na pokaz są również fanatyczni wielbiciele zwierząt, którzy za
                              kotka daliby się pokroić, ale jak widzą dziecko płoszące gołębia to dostają
                              pianotoku. To chyba też jakiś rodzaj zaburzenia...
                              Zatem mimo wszystko będę oponować: nie wszyscy mnisi są tacy jak ten z linku.
                              • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 09.07.07, 18:55
                                Ależ oczywiście, że nie wszyscy!

                                Ale co z tego. Mnie chodzi o ocenę zjawiska chrześcijańskiego sacrum. Ludzie w
                                których ono działa interesują mnie tu tylko o tyle, o ile właśnie są
                                jego 'nosicielami'.

                                I nie twierdzę też wcale, że owocuje ono "samym złem". Podobnie nie twierdzę o
                                muzułmańskim sacrum.

                                Ale...


                                PS. Kolbe był zbójem. Był wrednym antysemitą (to z jego nagonki na Żydów na
                                wielką skalę - "Mały Dziennik" - brała się atmosfera do takich zjawisk, jak
                                przewracanie i kopanie leżących żydowskich studentek i cięcie im twarzy
                                żyletkami przez Wszechpolaków. Tudzież demolowanie i palenie żydowskich
                                sklepów.)

                                Z ciekawostek Szkalujących: Wyszyński po pogromie kieleckim proszony przez
                                delegację Żydów, by publicznie powiedział, że nie jest prawdą, by Żydzi używali
                                krwi chrześcijańskich niemowląt do robienia macy (było to ważne, by zapobiec
                                dalszym ewentualnym pogromom) - odparł, że nie powie, bo nie ma dowodów na to,
                                że tak nie jest!

                                Wiadomość o tym - udokumentowana źródłami - pochodzi z solidnej pracy polskiego
                                historyka wydanej w Polsce w 1992 roku.

                                Z mniej gwarantowanego źródła wiem, że w 1938 roku Wyszyński w "Ateneum
                                Kapłańskim" wychwalał rozwiązania zaaplikowane w Niemczech przez Hitlera.

                                Jest to prawdopodobnie powód, dla którego milczy się w kwestii kanonizacji.

                                Inaczej niż za dionizyjski temperament Borgiów - za te postawy odpowiada
                                tradycja chrześcijańska (z Ewangelią Jana - fałszywie przedstawiającą żydów
                                jako winnych śmierci Jezusa - włącznie).
                                • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 09.07.07, 22:27
                                  Wyszyński akurat był "wyjatkowym" człowiekiem, o czym już od dawna wiadomo.
                                  Tak samo wiadomo, ze Świerczewski się kulom nie kłaniał, bo zazwyczaj był tak
                                  pijany, że nie wiedział, gdzie jest i co się dzieje. Tak samo i Piłsudski nie
                                  był jakimś dobrym wujkiem, tylko gnidą przednią.
                                  Jeśli Wszechpolacy czerpią natchnienie z tego okropnego Kolbe i na jego
                                  podstawie tną Żydówkom twarze, to znaczy, ze jeszcze głupsi niż sie wydaje.
                                  Dorosły człowiek chyba wie co robi...
                                  Że Żydzi używają krwi niemowląt to ohydnych ceremonii i czczą oślą głowę
                                  wiadome było już w I w n.e. :/ Ale - o dziwo - nie tylko chrześcijanie, ale
                                  ogólnie Polacy częstokroć nie lubią Żydów. I sami nie wiedzą, za co ich nie
                                  lubią. Tradycja narodowa?
                                  Mnie nie musisz przekonywać, że kler nie jest cudowny, ale, do ciężkiej
                                  cholery, gotów jesteś napisać, że Papa Giowanni był okropnym mistrzem
                                  propagandy, który po stracie sporego procenta wnetrzności wstawił się za
                                  zamachowcem w celu wyniesienia Kościoła. A w to za bogów nie uwierzę. Osobiście
                                  permanentnie najeżdżam na kler, ale nawet jak na moje potrzeby przesadzasz...
                                  Pozdrawiam:)
                                  • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 09.07.07, 23:03
                                    hypatia69 napisała:
                                    >do ciężkiej
                                    >cholery, gotów jesteś napisać, że Papa Giowanni był okropnym mistrzem
                                    >propagandy, który po stracie sporego procenta wnetrzności wstawił się za
                                    >zamachowcem w celu wyniesienia Kościoła.

                                    Cały kłopot w tym, że ludzie oceniają rozmówcę po tym, co wydaje im się, że
                                    mógłby powiedzieć, a nie po tym, co rzeczywiście powiedział.

                                    I pół biedy jeszcze, gdyby nie mogli po prostu zapytać, co myśli:)
                                    • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 01:12
                                      Wiesz, ja chyba kiedyś napiszę ksiażkę, w której zemszczę sie za wszystkie "co
                                      autor miał na myśli". Gdyby ludzie chcieli czytać i słuchać, a nie
                                      interpretować i rozmyślać - świat byłby lepszy. Nikt by po prostytutkach nie
                                      jeździł, bo i Chrystus Marii z Magdali przebaczył.
                                      I trudno kogoś obwiniać o to, że ktoś inny go nie zrozumiał, albo zrozumiał źle
                                      [pomijam mojego powinowatego, który świadomie bełkocze...;)]. To, co ktoś
                                      rozume z tego, co ja mówie stosunkowo prosto nie zależy ode mnie...
                                • Gość: goren Re: Prawda nie leży pośrodku! IP: *.chello.pl 10.07.07, 14:18
                                  nick3 napisał:

                                  > Inaczej niż za dionizyjski temperament Borgiów - za te postawy odpowiada
                                  > tradycja chrześcijańska (z Ewangelią Jana - fałszywie przedstawiającą żydów
                                  > jako winnych śmierci Jezusa - włącznie).

                                  Słusznie prawisz. Za śmierć Jezusa są odpowiedzialni Eskimosi.

                                  Wiadomość o tym - udokumentowana źródłami - pochodzi z solidnej pracy polskiego
                                  historyka wydanej w Polsce w 1992 roku, o nazwisku nick3.


                                  • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 17:22
                                    Gdybyś zamiast głupawo żartować, trochę zapoznał się z historią (a nie tylko z
                                    tradycją), byłoby to z pożytkiem i dla ciebie i dla dyskusji.

                                    "Żydzi" (a kim byli wszyscy słuchacze Jezusa?) ani nie skazali Jezusa na
                                    śmierć, ani też bynajmniej nie byli tej śmierci "moralnymi sprawcami" - wbrew
                                    stereotypowi rozpowszechnionemu przez kompletnie fikcyjny, rozmyślnie wrogi
                                    judaizmowi (i logicznie niespójny) ewangeliczny opis sądu nad Jezusem.
                                    • Gość: goren Re: Prawda nie leży pośrodku! IP: *.chello.pl 10.07.07, 18:04
                                      Jeśli znasz odpowiedź, to ja podaj, o złotousty, zamiast głupawo mądrzyc się.
                                      Oświeć mnie znawco tajemnej wiedzy:)
                                      • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 21:27
                                        Ja akurat nie piszę "głupawo".

                                        Tak czy inaczej nie wyzywajmy sie więcej - bo to bezpłodne.

                                        Nie chcę się wikłać w szczegóły kompetencji Poncjusza Piłata oraz w realia
                                        polityczne stosunków pomiedzy starszyzną żydowską, okupantem i ludem. A trzeba
                                        by to było zrobić by osiagnąć "wiedzę tajemną".

                                        Która jednakowoż nie jest ani tak tajemna, ani tak niepewna, jak by się mogło
                                        wydawać opinii ogółu ukształtowanej przez kościelne przedstawienie tej sprawy.

                                        Sprawa jest na tyle znanaże na Soborze Watykańskim II pojawił się wręcz pomysł,
                                        by wykasować z Ewangelii te fragmenty, które - niezgodnie z wiedzą historyczną -
                                        obarczają moralną odpowiedzialnością za śmierć Jezusa - żydów.

                                        Ostatecznie stanęło na tym, by tekst został bez zmian, natomiast, by w sztuce
                                        sakralnej, literaturze chrześcijańskiej i w filmie nie iść dosłownie za
                                        Ewangelią w przedstawianiu postawy Sanhedrynu i ludu żydowskiego.

                                        ("Pasja" Gibsona jest tu ewidentnie niezgodna z zaleceniami Soboru.)

                                        Oczywiście Sobór został "odwołany" przez Jana Pawła Wielkiego i wszystko
                                        zostanie jak dawniej. Przeciw cichym doniesieniom historyków puści się
                                        sprawnych retorycznie apologetów, którzy zwrócą uwagę, że 'to wszystko takie
                                        niepewne', a 'wiara i tak pozostaje wiarą'.

                                        Zaś o ewentualnych propagatorach dziwnych koncepcji 'historycznego Jezusa'
                                        prawowierni chrześcijanie przecież "już wiedzą, co mają myśleć":)
                                        • Gość: goren Mam prawo przypuszczać, że jestes ignorantem IP: *.chello.pl 10.07.07, 21:44
                                          A jednak mam prawo okreslić twoja odpowiedź jako głupawą.
                                          Kwestionujesz wiedzę historyczną na temat śmierci Jezusa, powołując sie na
                                          wiarygodne źródła. Zapytany o konkrety, nie potrafisz udzielic sensownej
                                          odpowiedzi, za to znów raczysz mnie dywagacjami na temat kościoła i szeszonych
                                          przezeń kłamstw.
                                          I to pozwala mi przypuszczać, że nie dysponujesz żadną wiedzą na ten temat, a
                                          chcesz uchodzić za znawcę.
                                          Jeśli jest inaczej, to udowodnij to.
                                          Poproszę również o podanie nazwiska owego historyka i tytuł jego pracy.
                                          A tak na marginesie, nie jestem katolikiem i takie gadki na temat kościoła na
                                          mnie nie działają.
                                          • nick3 Re: Mam prawo przypuszczać, że jestes ignorantem 10.07.07, 22:02
                                            > Kwestionujesz wiedzę historyczną na temat śmierci Jezusa

                                            Nie kwestionuję "wiedzy", lecz powszechnie panującą niewiedzę!:)))

                                            Myśl o mnie, co chcesz (może i masz "prawo" - ani mi w głowie odbierać ci je
                                            jakimiś naprędce gromadzonymi cytatami z książek:)

                                            Nie powoływałem się na "źródła", lecz zachęcałem do osobistej dociekliwości
                                            każdego, kto choć trochę rzeczywiście jest zainteresowany tematem.

                                            Sprawa naprawdę szybko się klaruje po niedługim nawet obcowaniu z tematem.

                                            O żadnych "kłamstwach" Kościoła nie pisałem (o nierzetelności - tu bym się
                                            zgodził). Pisałem o szkodliwych zastarzałych mitach i braku dostatecznej woli
                                            zmierzenia się z nimi.

                                            (W dawniejszych "soborowych" podręcznikach dla przyszłych księży było o tym
                                            nawet sensownie - zgodnie z zaleceniami Soboru - pisane (o fikcyjności
                                            oskarżających Sanhedryn i lud ewangelicznych opisów skazania Jezusa. Jak jest
                                            teraz - nie wiem.)
                                            • Gość: goren Stek bzdur IP: *.chello.pl 10.07.07, 23:19
                                              nick3 napisał:

                                              > > Kwestionujesz wiedzę historyczną na temat śmierci Jezusa
                                              >
                                              > Nie kwestionuję "wiedzy", lecz powszechnie panującą niewiedzę!:)))

                                              Kompletny bezsens. Skoro twierdzisz, że prawda historyczna jest inna, udowodnij
                                              to. Nie potrafisz?

                                              Nadal nie możesz sobie przypomniec nawet nazwiska tego historyka, na którego się
                                              powoływałeś, by uwiarygodnić swoje brednie? Mam przeczucie, graniczące z
                                              pewnością, że tak czytałeś jego opracowanie, jak ja jestem księciem z bajki!
                                              Mozna byłoby zadać sobie trud i podważyc każdą twoja wypowiedź. Tylko po co? Juz
                                              na podstawie tej jednej twojej wypowiedzi mam pewność, że nie masz zielonego
                                              pojęcia o czym piszesz. Stek bzdur, nic więcej.
                                              • nick3 Coś mi się widzi, że mnie nie lubisz:) 11.07.07, 00:38
                                                • Gość: goren Ależ skąd IP: *.chello.pl 11.07.07, 00:44
                                                  lubię cię szalenie, ale sie z tobą nie ożenię :)
                                                  • nick3 Dobranoc;) 11.07.07, 01:15
                                                    Tobie i wszystkim uczestnikom forum.
                                    • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 18:17
                                      Sanhedryn i pan Kaifasz byli w takim razie kim? Bo to oni wydali wyrok, zdaje
                                      się.
                                      Wśród słuchaczy byli nie tylko Żydzi. Inne nacje też.
                                      A "moralnym sprawcą" zgodnie z teoią był Jahwe [wszak po to zesłał Syna, by
                                      umarł...] lub wszyscy [...za grzechy ludzkosci].Czy coś pomyliłam?
                                      • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 21:11
                                        > Sanhedryn i pan Kaifasz byli w takim razie kim? Bo to oni wydali wyrok, zdaje
                                        > się.

                                        Tak by się mogło wydawać, gdybyśmy mieli wierzyć Ewangelii:) Niestety wiedza
                                        historyczna wyklucza by mogły w tym względzie mówić prawdę.

                                        (Jest to jeden, ale nie jedyny, argument za tym, że ewangelie nie są
                                        wiarygodnymi źródłami na temat działalności Jezusa.)

                                        > Wśród słuchaczy byli nie tylko Żydzi. Inne nacje też.

                                        Zgoda. Nie "wszyscy". Ale jednak zdecydowana większość.

                                        Mimo wszystko więc, owo "Drzwi były zamkniete z obawy przed żydami" z Ewangelii
                                        Jana brzmi śmiesznie. I wskazuje na to, że zapał antyjudaistyczny trochę
                                        przysłonił autorowi pojęcie, o czym pisze.

                                        Idzie mi o to, żeby dopuścić myśl, że ewangelie naprawdę mogą daleko odbiegać
                                        od rzeczywistości. I że nie jest to przypuszczenie marginalne. Po prawdzie -
                                        wśród historyków jest to raczej pewność.

                                        > A "moralnym sprawcą" zgodnie z teorią

                                        Nie mieszajmy "teorii" do historii.
                                        • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 22:04
                                          "wiedza historyczna wyklucza by mogły w tym względzie mówić prawdę." Ja zatem
                                          poproszę o tę wiedzę, która poprze Twoje słowa. Cytaty biblijne są zwykle
                                          dostępne bez problemu, z wiedzą gorzej. Link jakiś może? Wiadomo, ze Biblia nie
                                          jest dokumentem historycznym i chyba nikt jej tak nie traktuje. Jednocześnie
                                          trudno całkowicie uznać ja z zbiór bzdur.
                                          "Drzwi były zamkniete z obawy przed żydami" może to dotyczyć pewnego
                                          drobiazgu... Mianowicie w judaizmie Mesjasz nadal sie nie pojawił. I dla
                                          ortodoksyjnych Żydów Chrystus Mesjaszem nie był. Zatem mieszasz wojnę wyznań z
                                          historią.

                                          Ja dopuszczam, ze nie tylko ewangelie, ale i parę innch rzeczy odbiega. Zwracam
                                          Ci uwagę, że nie rozmawisz z fanatyczna katoliczką, więc raczej obiektywizmu [w
                                          miarę] należy po mnie oczekiwać niż zacietrzewienia.
                                          "Nie mieszajmy "teorii" do historii." No to ja poproszę o fakty właśnie.
                                          Poparte wywodami historyków.
                                          • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 22:19
                                            A miejcież mnie za "kłamcę"!:)))

                                            Skoro nie mam czasu dowodzić historycznych szczegółów z czasów Jezusa, tym
                                            bardziej nie mam czasu dowodzić, że jestem wiarygodny jako człowiek:)

                                            Ja tylko chciałem zasygnalizować wam jak mozna myśleć (i jak osobiście myślę).
                                            A dlaczego - wszystkiego nie można mieć podanego na talerzu.

                                            Chcesz linków? Wklep "historical Jesus theories" czy coś podobnego. Ręczę, że
                                            znajdziesz poważnych autorów historycznych, których tezy dadzą ci wiele do
                                            myślenia.

                                            > Jednocześnie
                                            > trudno całkowicie uznać ja z zbiór bzdur.

                                            Co to są "bzdury"?:)

                                            Fikcje? Fikcji jest dużo. Nawet istnienie Jezusa nie jest wcale oczywiste! Choć
                                            większość poważnych historyków przychyla się do opinii, że istniał.
                                            Ale też - według większości - był mocno kim innym, niż przedstawiają to
                                            ewangelie.
                                            • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 10.07.07, 23:39
                                              "A miejcież mnie za "kłamcę"!:)))" Ale nie napiszesz, ze 2+3=0?
                                              Jak można myśleć, to nie masz powodów rozgłaszać, bo tu pogladów akurat całe
                                              spektrum. Tylko jeśli chcesz dyskutować, to miej coś na poparcie swojego
                                              zdania, bo "gdzieś czytałem" to nie argument. Ja sobie na własny uzytek mogę
                                              wklepać cokolwiek, ale nie o to chodzi, zebym ja sie sama doszukiwała
                                              potwierdzenia Twojej racji.
                                              "Co to są "bzdury"?:)" Ano, z tego co piszesz, to wiekszość ewangelii to są
                                              bzdury spłodzone przez czterech cwaniaczków ku czci i chwale Jezusa.
                                              Fikcja to sztuka, bzdura sztuką nie jest.
                                              O ile mi wiadomo Jezus żył za Tyberiusza Klaudiusza. A że według ówczesnych był
                                              anarchistą, to logiczne nawet na podstawie ewangelii.
                                              Problem moze polegać ewentualnie na tym, ze prawisz kazania nie poparte
                                              czymkolwiek. Ale mi prywatnie to rybka, mogę tak tygodniami:)))
                                              • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 11.07.07, 00:30
                                                > Jak można myśleć, to nie masz powodów rozgłaszać, bo tu pogladów akurat całe
                                                > spektrum.

                                                Ale swój - nieskromnie - uważam za cenny, a na forum dotąd go nie zauważyłem.

                                                > Tylko jeśli chcesz dyskutować, to miej coś na poparcie swojego
                                                > zdania, bo "gdzieś czytałem" to nie argument.

                                                To jest argument. Tylko, że ograniczonej mocy:) Czytałem wielu autorów i
                                                potrafię odróżnić poważnych od niepoważnych (nawet, jeśli ci ostatni byliby
                                                wyjatkowo krytyczni wobec chrześcijaństwa:)

                                                > nie o to chodzi, zebym ja sie sama doszukiwała
                                                > potwierdzenia Twojej racji.

                                                Albo jej bezzasadności. Ale jeśli nie o to chodzi - trudno.

                                                Miej mnie za pieniacza "nienawidzącego wiary" i idiotę.

                                                Myślę, że zaprezentowanie mojego poglądu na temat obecnego stanu wiedzy - było
                                                cenne, bo POJAWIŁO SIĘ NOWE PYTANIE (chciałem tylko wytrącić umysły z
                                                kolein 'myślenia normalnego' ograniczających wyobraźnię, a przez to -
                                                dociekliwość)

                                                A jeśli się nie pojawiło - niech i tak będzie:)

                                                > z tego co piszesz, to wiekszość ewangelii to są
                                                > bzdury spłodzone przez czterech cwaniaczków

                                                Cwaniaczków - na pewno nigdzie tego wywnioskować z moich słów nie można. Bo nie
                                                uważam tak.

                                                Natomiast, owszem, uważam, że w ponad 50% Ewangelie nie są relacjami
                                                historycznymi!

                                                Myślę, że jest to obraz dobrze udokumentowany obecnym stanem wiedzy.

                                                Czy to znaczy "bzdura", "bajka"? Są mocne powody, by nie używać takich słów.

                                                (Słyszałem, że ktoś rozmawiał z plemiennym Afrykańczykiem. I ten Afrykańczyk
                                                powiedział mu, że jego ojciec, już gdy miał piętnaście lat gołymi rękami zabił
                                                lwa. Mówił to w sposób zupełnie poważny i pełen szacunku do swojego ojca. Gdy
                                                podróżnik zapytał później przebywajacego niedaleko misjonarza, czy to mogła być
                                                prawda, usłyszał, że jest to sposób mówienia oznaczający, że ów ojciec był od
                                                młodości człowiekiem bardzo odważnym.)

                                                Podobnie jest ze zdumiewajaco wieloma sprawami w relacji ewangelicznej. Która
                                                pochodzi z kultury odległej nam mentalnie być może bardziej niż kultura owego
                                                Afrykańczyka.

                                                (Dodatkowo wchodzi tu w grę czas. Obcując z dawnymi książkami własnej kultury
                                                nabraliśmy wrażenia, że ich autorzy są "swojscy". Ale warto zwrócić uwagę na
                                                to, że już właśni dziadkowie wydają się wnukom mieć własny świat mentalny
                                                zupełnie trudny do przyswojenia młodemu pokoleniu.
                                                2000 lat to znacznie więcej! A tu jeszcze chodzi o coś tak nieuchwytnego jak
                                                ówczesne poczucie sacrum oraz prawdziwości. I do tego na Bliskim Wschodzie:)
                                                • hypatia69 Re: Prawda nie leży pośrodku! 11.07.07, 12:05
                                                  Dziękuję, że doceniasz moje poglądy. Nie mam Cię za pienacza "nienawidzącego
                                                  wiary, ani idiotę. Próby wpłynięcia na mnie przez emocje [zarówno "przymilanie
                                                  się";) jak i wywoływanie poczucia winy] są z góry skazane na niepowodzenie.
                                                  Na forum do dyskusji o konkretach potrzebne są również konkrety. Bo skoro ja
                                                  nie wiem, gdzie coś czytałeś, to magę zakładać, ze w "Superekspresie" 10 lat
                                                  temu. I powstanie niporozumienie. Żródła są bardzo istotne, a ich brak podważa
                                                  Twoją wiarygodność.
                                                  Ergo: nie mając konkretnych źródeł nie widzę powodu, żeby Ci wierzyć lub
                                                  niewierzyć i doszukiwać sie czegokolwiek w Bibliotece Uniwersyteckiej na
                                                  przykład. Bo nie wiem, czego szukać. A na przeczytanie wszystkich woluminów
                                                  życia nie starczy [zwłaszcza mi].
                                                  Dobra, nie wynika, że uważasz ewangelistów za cwaniaczków. Ale skoro
                                                  spreparowali część Biblii, to kim w takim razie są?

                                                  Powtarzam: Biblia nie jest dokumentem historycznym i nie może być za taki
                                                  uważana. Większość ewangelii to przypowieści z morałem, czyli również nie
                                                  relacje historyczne. Przekonujesz mnie do czegoś, co wiem. I chyba wiekszość tu
                                                  obecnych wie. Ale podobno właśnie Jezus takie przypowieści "przypowiadał". Czy
                                                  masz jakiś dowód, ze nie?
                                                  Sądzę, że kultura wzmiankowanego przez Ciebie Afrykańczyka jest raczej bliższa
                                                  Biblijnej niż naszej. Chrystus żył w Afryce. Coś mieszasz.
                                                  I teraz pytanie za 100 punktów: dokąd zmierzamy w naszym dialogu? Bo cel jakiś
                                                  chyba jest?
                                                  Pozdrawiam.
                                                  • nick3 Nieporadny Poncjusz Piłat:) 11.07.07, 15:46
                                                    Nie próbowałem rozmyślnie wpłynąć na ciebie poprzez emocje. Wiesz,
                                                    tego "przymilania się" to nie bierz tak od razu za dobrą monetę (to zawsze może
                                                    być ironia!;)

                                                    Elementarnie zainteresowany tematem człowiek spróbuje się dowiedzieć z innej
                                                    niż "około-pobożnościowej" literatury, czym była rzymska okupacja Judei, kim
                                                    był Poncjusz Piłat, a czym był w tamtym czasie Sanhedryn. Jakie były ich
                                                    uprawnienia (choć zgrubsza).

                                                    I wtedy okaże się, że domniemane szantażowanie Piłata przez "starszyznę"
                                                    przeraźliwie prześladowanego narodu (faryzeusze mieli zastraszyć Piłata
                                                    słowami: "bo powiemy, że nie jesteś przyjacielem cesarza") było zupełną
                                                    niemożliwością. Piłat nie był statecznym stoikiem, jakiego znamy z Ewangelii,
                                                    lecz - nawet jak na Rzym - krwawym oprawcą, który zabijał, kogo chciał, nie
                                                    licząc się nawet z rzymskimi prawami (za co został w końcu przeniesiony - bodaj
                                                    do walki z Germanami:)

                                                    Sanhedryn z kolei był przywództwem o naprawdę wysokim poziomie etycznym, który
                                                    nigdy nikogo nie skazywał na śmierć (nawet kiedy jeszcze miał taką realną
                                                    możliwość). Rozpaczliwie próbowałby bronić przed okupantem każdego Żyda -
                                                    choćby i najdziwaczniejszego heretyka (takich ekscentryków jak Jezus - bez
                                                    obrazy - nie brakowało. Przed żydowskim synodem w Jamnia (r. 110) nawet
                                                    chrześcijan i różne (inne:) ruchy o charakterze magicznym i nie do końca
                                                    monoteistycznym tolerowano)

                                                    Czy były możliwe wiwaty na cześć Jezusa wjeżdżającego do Jerozolimy na osiołku?
                                                    Nie były. Z jakich powodów tłum żydowski - choćby był najgłupszy - zmienił w
                                                    całości swoje nastawienie do Jezusa w ciągu paru dni? (Ach, został
                                                    pod"judzony":)

                                                    Najprostsza socjologia mówi, że gdyby wśród ludności gorliwie coś popierającej
                                                    (a Mesjasz to nie był dla Żydów jakiś banał!) pojawiła się grupa o tendencji do
                                                    równie zdecydowanego odrzucenia tego czegoś - wywiązałyby się zamieszki. Nic
                                                    takiego nie miało miejsca.

                                                    'Piłat ulegający presji tłumu żydowskiego'! - coś takiego można było wymyślić
                                                    tylko w wiele lat po zburzeniu Jerozolimy i do tego z dala od ludności mającej
                                                    jakiekolwiek o niej pojęcie.

                                                    "Uwolnij nam Barabasza!"

                                                    "Bar Abbas" - to znaczy "syn ojca". To jakiś symbol mistyczno-magiczny. Nikt w
                                                    tamtych czasach nie nazywał się "syn ojca"! Takiego imienia wśród żydów nie
                                                    było.

                                                    I naprawdę: many others.


                                                    > Powtarzam: Biblia nie jest dokumentem historycznym i nie może być za taki
                                                    > uważana. Większość ewangelii to przypowieści z morałem, czyli również nie
                                                    > relacje historyczne. Przekonujesz mnie do czegoś, co wiem. I chyba wiekszość
                                                    tu
                                                    >
                                                    > obecnych wie.

                                                    No, nauczyliście się powtarzać za katechetą akademickim:))) Ale czy rozumiecie,
                                                    co to znaczy, co mówicie?:)

                                                    > Dobra, nie wynika, że uważasz ewangelistów za cwaniaczków. Ale skoro
                                                    > spreparowali część Biblii, to kim w takim razie są?


                                                    A kto to są "ewangeliści"?:) Kto napisał ewangelie?:)
                                                  • hypatia69 Re: Nieporadny Poncjusz Piłat:) 13.07.07, 15:59
                                                    Gdybyś nie uznał mnie za godną oponentkę, to ni wdawałbyś sie w dyskusję i nie
                                                    płakał w innych wątkach, że domagam się linków na potwierdzenie Twoich teorii.
                                                    Zatem nie sama ironia:P
                                                    Elementarnie zainteresowany człowiek wie bez przekopywania stosów ksiag, że
                                                    prokurator Judei nie był dobrotliwym staruszkiem, tylko rzeźnikiem i
                                                    politykiem. Wszystkie skargi do Rzymu przechodziły przez jego ręce, a 3/4 tych
                                                    skarg było na niego:P Sanhedryn też był "organizacją" poniekąd polityczną. I na
                                                    zamieszkach w mieście też im nie zależało.
                                                    Oczywiście, że wiwaty były wielce wątpliwe, tak jak i uprzednia kradzież
                                                    osiołka [Łukasz19;30-35]... Logiczne, że cały tłum nie mógł najpierw witać
                                                    Jezusa, a po kilku dniach chcieć jego śmierci. Bardziej prawdopodobne jest, że
                                                    skoro nie był dla nich Mesjaszem - od początku chcięli jego śmierci.
                                                    "No, nauczyliście się powtarzać za katechetą akademickim:))) Ale czy rozumiecie,
                                                    co to znaczy, co mówicie?:)" Nie jestem katoliczką, ani chrześcijanką, zatem
                                                    odpuść sobie sarkastyczne wtręty na temat tego, czego się
                                                    nauczyłam "powtarzać". Nie w te drzwi.
                                                    "A kto to są "ewangeliści"?:) Kto napisał ewangelie?:)"
                                                    Czterech muzykantów z Bremy? Księża z Watykanu? Jeźdźcy Apokalipsy? Chętnie
                                                    przeczytam Twoje - poparte linkami - teorie:P
                                    • donq Re: Prawda nie leży pośrodku! 11.07.07, 17:03
                                      > "Żydzi" (a kim byli wszyscy słuchacze Jezusa?) ani nie skazali Jezusa na
                                      > śmierć, ani też bynajmniej nie byli tej śmierci "moralnymi sprawcami" - wbrew
                                      > stereotypowi rozpowszechnionemu przez kompletnie fikcyjny, rozmyślnie wrogi
                                      > judaizmowi (i logicznie niespójny) ewangeliczny opis sądu nad Jezusem.

                                      Pomijajac wszystko inne, ja bym chcial dowiedziec sie w jaki sposob ten opis
                                      jest "logicznie niespojny".

                                      DonQ
                                      • nick3 Re: Prawda nie leży pośrodku! 11.07.07, 17:45
                                        A, jest!:)

                                        Myślisz, że powiedziałem, coś, czym się pogrążę?:) Masz za duże zaufanie do
                                        solidności świętych pewników:)

                                        Sama Ewangelia wystarczy, by dostrzec niemożliwe do pogodzenia sprzeczności w
                                        całej tej sytuacji sądu nad Jezusem. (Choć to prawda, że trzeba czytać z
                                        otwartymi oczami.)
                                        • donq Re: Prawda nie leży pośrodku! 11.07.07, 18:56
                                          > Sama Ewangelia wystarczy, by dostrzec niemożliwe do pogodzenia sprzeczności w
                                          > całej tej sytuacji sądu nad Jezusem. (Choć to prawda, że trzeba czytać z
                                          > otwartymi oczami.)

                                          Pomoz mi je dostrzec zatem (logiczne sprzecznosci).

                                          DonQ
                                          • donq Re: Prawda nie leży pośrodku! 13.07.07, 13:56
                                            > > Sama Ewangelia wystarczy, by dostrzec niemożliwe do pogodzenia sprzecznoś
                                            > ci w
                                            > > całej tej sytuacji sądu nad Jezusem. (Choć to prawda, że trzeba czytać z
                                            > > otwartymi oczami.)
                                            >
                                            > Pomoz mi je dostrzec zatem (logiczne sprzecznosci).
                                            >

                                            No chyba juz swiatlo nie splynie na mnie od "rzetelnego" nicka3.

                                            Uprzejmie przyjmuje, ze to tylko z powodu braku czasu w ferworze obalania rzadu.

                                            DonQ
                    • donq Re: Miłej i dowcipnej hypatii - maniak nick3 10.07.07, 23:52
                      > Zapytaj katolickiego polityka obecnego na tym forum - czy to było niezgodne
                      > z 'miłością nadprzyrodzoną'.

                      To chyba mnie tak potraktowal. To wiecej mowi o nicku3 niz o mnie - dla niego
                      wszystko musi byc polityczne.

                      Zarzuca mi, ze z niego robie "staliniste", co ponoc nie jest prawda, bo on
                      "potepia" zbrodnie. Jednoczesnie twierdzi, ze jednak "cos cennego" bylo i
                      wypowiada sie na forum (rozne watki) w sposob, ktory podwaza szczerosc tego
                      "potepienia".

                      Ja rowniez moge powiedziec, ze (o ile to prawda) to postepowanie owego ksiedza
                      bylo niemoralne. Jak slusznie nick3 twierdzi, zbrodnia jest zbrodnia i wymaga
                      ukarania. Jesli o mnie chodzi, moga go powiesic.

                      Natomiast (niezaskakujaco) moja (wstepna, patrz nizej) ocena wydarzen w
                      Argentynie jest inna niz nicka3. Brutalna dyktatura (nota bene z ciekawymi
                      powiazaniami) powstala w warunkach rzeczywistego czerwonego zagrozenia na
                      kontynencie.

                      Ale za malo wiem, aby dalej sie wywnetrzac. Poniewaz nie mam zwyczaju wtlaczania
                      wydarzen historycznych w ramy walki postympu z ryakcja i wole prawde od
                      tworzenia narzedzi ideologicznych, musze zdobyc wiecej informacji. Jak zdobede,
                      napisze wiecej.

                      DonQ


        • donq Re: Ale dlaczego jestem aż tak "na cenzurowanym"? 10.07.07, 23:37
          > Normalny pogląd do dyskusji: że wiara w Jedyną Zbawczą Prawdę utrudnia
          > demokratyczne społeczeństwo obywatelskie. Nie jesteśmy zgodni, czy słuszny -
          > ale na pewno uprawniony. N'est-ce pas?

          Jak mozna dyskutowac na temat, ktory jest skonstruowany za pomoca pojec, ktore
          albo istnieja tylko na poletku lewackim albo sa uzyte w wykoslawionym sensie?

          To tak jakby dyskutowac na temat: "szczytne idee Trockiego przyspieszaja
          postawanie swiadomosci klasowej proletariatu"

          Albo "patriarchalne spoleczenstwo utrudnia wyzwolenie kobiet".

          To sa tematy dla lewackich kolek dyskusyjnych, nie dla normalnych ludzi.

          Ja bym wolal: rozpowszechnianie sie lewackich idei a la Rorty grozi destrukcja
          naszego swiata.

          DonQ
          • nick3 ...u 'normalnych ludzi':) 11.07.07, 00:37
            donq napisał:
            > Ja bym wolal: rozpowszechnianie sie lewackich idei a la Rorty grozi destrukcja
            > naszego swiata.

            Tak trzymać! Ja też myślę, że to super temat dla 'normalnych ludzi',
            skonstruowany przy użyciu zdrowych, niewykoślawionych pojęć:)))

            Powodzenia, donq, w uwalnianiu świata od zideologizowanej zarazy!
            • donq Re: ...u 'normalnych ludzi':) 11.07.07, 00:41
              Ale zgodzisz sie, ze dyskusja na temat wypowiedziany za pomoca nic nie
              znaczacych lub wykoslawionych pojec nie ma sensu?

              DonQ
              • nick3 Re: ...u 'normalnych ludzi':) 11.07.07, 01:11
                Ha, ale w takim razie albo nasza dyskusja 'nie ma sensu' (sadząc z twojego
                zapału do niej byłbyś więc surrealistą - a jednak! wyszło lewactwo - to jest,
                chciałem rzec, szydło - z worka!:)

                Albo używane przeze mnie pojęcia nie są tak beznadziejnie 'wykoślawione' i 'nic
                nie znaczące'.

                Ale czy to możliwe u 'lewaka'?:)
                • donq Re: ...u 'normalnych ludzi':) 11.07.07, 11:13
                  > Ha, ale w takim razie albo nasza dyskusja 'nie ma sensu' (sadząc z twojego
                  > zapału do niej byłbyś więc surrealistą - a jednak! wyszło lewactwo - to jest,
                  > chciałem rzec, szydło - z worka!:)

                  Jak juz ci mowilem - ja rozmawiam jedynie po to, by pojac lewacka ideologie.
                  Nie po to, by dodac moj glos do dyskusji, z mojego punktu widzenia, o niczym.
                  To chyba nie takie surrealistyczne?

                  > Albo używane przeze mnie pojęcia nie są tak beznadziejnie 'wykoślawione'
                  > i 'nic nie znaczące'.

                  W twoim swiecie pojeciowym moze nie. Nie watpie, ze, dajmy na to, rrywolucja
                  jawi sie lewakom jako istotny bytem ideowy wart dyskusji i "glebokich rozwazan".

                  Dla mnie rrywolucja moze byc jedynie przedmiotem rozwazan z punktu
                  widzenia 'antropologicznego' z lewactwem jako plemieniem Bura Bura.

                  DonQ
    • Gość: szatan-kix Re: Wiara staruszki... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 16:16
      Dzisiaj ta banda starców przejeżdżała autokarami przez Warszawę na jedynie słuszny spęd podopiecznych domów spokojnej starości w Częstochowie, pod auspicjami głównego rehabilitanta narodu polskiego niejakiego Tadeusza R. Zaiście smutny to był widok za szybami autokarów, gdzie królowała siwizna i niezbyt mądre spojrzenie. I za przednimi szybami obrazy tej co urodziła będąc wiatropylną, zasłaniające kierowcy dość skutecznie pole widzenia.

      Módlcie się za nas, synów szatana )))
      • burgerking1 wypociny kretynow 08.07.07, 03:57
        mozna tu poczytac ,niedobitki z wypranymi mozgami z okresu PRLu i istnienia
        Uniwersytetow Marksizmu i Leninizmu,skad takie "czerwone szuje" jeszcze tu sie
        znalazly?
        • nick3 Niekoniecznie 08.07.07, 04:23
          Takie wypowiedzi potwierdzają moje przypuszczenie, że poczucie
          religijnej "nieprawomyślności" w polskiej świadomości społecznej istnieje - i
          że ta nieprawomyślność jest przedmiotem presji (uchodzi co najmniej za coś
          niestosownego, co można bagatelizować, ośmieszać, ale też oburzać się na to lub
          lżyć).

          (Choć, z tego co pamiętam, czyjś post, na który odpowiadasz, rzeczywiście był
          akurat obraźliwy - wiesz jednak także, że moje posty takie nie były. Nie równaj
          wszystkiego w dół - tak najprościej.)

          Krytyka religii nie ma nic wspólnego z WUML-ami. Nie musi mieć. (Łatwo ci ją
          sobie w ten sposób wyjaśnić i uniknąć refleksji, a przy okazji dowalić
          oponentowi).

          A ja jednak próbuję doprowadzić ten wątek do stanu racjonalnej dyskusji:)

          • burgerking1 Re: Niekoniecznie,a koniecznie 11.07.07, 03:36
            kolego !! niestety na kilometr smierdzi od ciebie nauka WUMLu ,jestes
            jednym z dinozarow,'niedobitkiem", epoki istnienia WUMLu,zdradza cie styl
            pisania ,slownictwa i ogolnego stanu psychiki nafaszerownej doktryna
            Marksizmu i Leninizmu !!!

            say good bay !! to Lenin ,say hello to John Lenon !!
            • nick3 'Imagine there's no heaven... 11.07.07, 15:01
              ...no hell down below':)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka