pelna_moralnego_niepokoju
29.03.08, 23:08
Czas. Mój czas. Ile go mam, ile jeszcze zostało. Teraz jest ten
dobry, po pierwszych małżeńskich kryzysach, z małym dzieckiem, ten
czas chyba się najdłużej, najchętniej i najlepiej wspomina. Łapię
więc dzień, carpe diem. Łapczywie, zachłystuję się strachem, że
kiedyś się skończy. Jak to mnie nie będzie, jak to możliwe? Gdy nie
było telewizji a o tym, że świat nie jest naszym tożsamym z nami
bytem, nasze niebycie równa się niebycie świata, na słowo honoru
można było wierzyć, że istnieje świat poza naszym istnieniem, zawsze
też można było zwątpić w tę prawdę i nie zaznać niepokoju, ze
istnieje coś poza mną i istnieć będzie gdy mnie nie będzie. Dziś
trudno temu zaprzeczyć. Media dobijają faktami świadczącymi o naszej
jednostkowej małości. Jest przede wszystkim świat. Nawet my jako
całość - ludzkość jesteśmy chwilą, mgnieniem a co dopiero jednostka,
która nawet nie czuje tożsamości z inną, a już na pewno nie walczy
świadomie o przetrwanie gatunku bo i po co? Po co jednostkę, której
nie ma, ma obchodzić czy są inni? Co z tego, że dążymy do
samozagłady? I tak wszyscy zdechniemy. Osobiście chciałabym żyć
podczas armagedonu to sprawiłoby, że mój byt jest bardziej
uzależniony od losów świata i ludzkości jako całości. Wyróżniłoby to
i determinowało mój byt. Bo właściwie dlaczego nie, po co żyjemy?
Żeby wytworzyć i skonsumowac więcej nowoczesnych technologii? W
jakim celu? No chyba, że po to by dać sobie jako ludzkości czas,
czas na odkrycie sensu własnego istnienia, lub przynajmniej by to
istnienie swobodnie przedłużać i odchodzić z własnej woli gdy się
już zobaczyło wszystko co chciało i przeżyło wszystko co jest do
przeżycia. Tylko czy wtedy bylibyśmy jeszcze ludźmi?
Niech mi ktoś wytłumaczy co byłoby złego w tym, że wszyscy byliby
piękni, młodzi i zdrowi? Ktoś powie, że byłoby nudno. Czyżby? A może
byłoby więcej szczęścia, radości, miłości? Bo ktoś kto nudy upatruje
w pięknie, ten chyba pięknym być musi, brzydal by tego nie
powiedział. Brzydcy piękno kochają i pożądają go bardziej niż piękni
i bardziej je doceniają. Mogę sobie wyobrazić taki świat, bez
zazdrości, bez łez, bólu, strachu. W wierszu Twardowskiego słyszymy,
że "sprawiedliwość boska jest nierównością bo gdyby wsyscy mieli po
cztery jabłka nikt nikomu nie byłby potrzebny". Jak to o nas
świadczy jako o ludziach, że potrzebujemy się tylko dlatego, że
potrzebujemy by ktoś uzupełnił nasze braki? Dążymy przecież do
upiększenia, zdrowia, przedłużania młodości. Gdybyśmy nie musieli
się o nie tak starać moglibyśmy dostrzec to co ważniejsze. Może
jednak gdybyśmy byli samowystarczalni potrzebowalibyśmy się jeszcze
bardziej, ze strachu przed samowystarczalnością? Popędu i prokreacji
nam by to nie odebrało, cóż więc złego w tym byśmy nie mieli
kompleksów, lęków, smutków, upijali sie endorfiną w wieczej
szczęśliwości? Chyba, że dobro istnieje tylko wtedy gdy istnieje
zło, wielkoduszność dzięki zazdrości i chciwości, miłość -
nienawiści.
Organizacja świata. Ludzie to jedyny gatunek ze swej natury
pasożytujący na osobnikach własnego gatunku. I jedyny, który potrafi
tak to urządzić to nie było takie oczywiste. Niejasne reguły, do
których trudno sie dostosować nie znając zasad lub zmieniając je
nagle gdy to wygodne. Sami je tworzymy i sami wpadamy we własne
sidła. Im mniej ingerencji w życie człowieka tym ten szczęśliwszy a
jednocześnie boimy sie niezależności cudzej i własnej także. Powinny
być więc dwie drogi. Stosujesz się do reguł, które są jasne,
klarowne a to przystosowanie przynosi określone profity lub cenisz
wolnośc ponad wszystko a tym samym podejmujesz ryzyko związane z
wolnością. W naszym swiecie jest tak niestety, że ci co chcą się
podporządkować, zostają na lodzie a system się na nich wypina a ci
którzy wybrali omijanie reguł czerpia profity płynące wprost z
systemu.
Nie lubię demokracji. Boję sie jej. Kto powiedział, że większość sie
nie pomyli? Zwłaszcza w erze manipulacji i ogłupienia? A nawet przy
założeniu zupełnej rozwagi i powagi wyborców, kij wie kogo sie
wybiera, kie licho siedzi w kandydatach. Mężowi do końca nie ufam,
ba sobie nie ufam a komuś muszę i jeszcze starając się nie zakładać,
że nie losuję kolejnej świni do koryta? Osobiście uważam, że motłoch
ludzki potrzebuje dyktatu, tylko mądrego. Wolałabym by ktoś mądrze
decydował za mnie w jakimś sensownym zamyśle, z kierunkiem i celem,
zamiast błądzić i dreptać po ślepych uliczkach by sie przekonać, że
nie tędy droga. Tylko, że dyktat zaprzecza mądrości i poszanowania
praw wyrażania woli. "Demokracja nie jest ideałem ale nikt nie
wymyślił nic lepszego" i tego się póki co trzymam.
"Gdy nie masz pieniędzy wiesz tylko jak to jest ich nie mieć, gdy je
masz dopiero wiesz ile dają możliwości, dopiero wtedy możesz być
naprawdę sobą". Cytat z filmu "Good German" Podoba mi sie to
stwierdzenie choć sama wiem tylko jak to jest ich nie mieć i to na
różne sposoby. Np jak to jest ich nie mieć na to co chciałoby się
kupić bo starzy nawet je mają ale to oni decydują o przeznaczeniu,
wiem jak to jest nie mieć ich na spełnianie marzeń, wiem jak to jest
nie mieć ich na najprostszy byt, wiem też jak to jest nie mieć ich
bardziej niż nie mieć, tonąć w długach. Na szczęście nie wiem ale
wyobrażam sobie, przy moim wysokim poziomie empatii jak to jest ich
nie mieć by ratować kogoś bliskiego.
Sukces: 20% chwilowego przebłysku (momentu gdzie sukces ma swoje
pierwotne źródło, gdyby nie ono wogóle nie miałby szansy zaistnieć,
co nim było wiadomo dopiero gdy sukces rozkwita), 10% talentu, 10%
ciężkiej pracy, 60% sprzyjającego splotu okoliczności, zbieżenia
właściwego czasu i miejsca.
Szczęście. Czy można uznać, że ktoś powinien być szczęśliwym bo ma
wszelkie przesłanki ku temu? Skąd szczęśliwym trzeba umieć być ale
przesłanki też się przydają;)
Po co jako ludzkość wymyśliliśmy pojęcie sprawiedliwości, po to żeby
się przekonać że ona nie istnieje?
Nie potrzebuję odpowiedzi, potrzebuję zadawać pytania.