czarnablondyna
21.07.08, 15:17
W weekend bylam na grillu urodzinowym u znajomych. Impreza planowana
na miesiac przed. Jak zawsze przy takowych imprezach zaoferowalam
pomoc- przygotowalam salatki,zabralam mieso i napoje. Pani X, ktora
organizowala to party (przewidziane na 60 osob) stwierdzila, ze
wszystkiego pod dostatkiem.
Jednakze jak sie na miejscu okazalo, wszystko bylo robione w
przedziwny sposob. Na stole wyladowaly talerze pol na pol ze
starymi\ swiezymi chipsami, starymi\ swiezymi orzeszkami. Na
przewidziane 60 osob cale 5 sztuk bulek bagietek a impreza zaczynala
sie w poludnie- trwala do 4 rano. Poza moimi salatkami- nic. Jako
danie glowne- szaszlyki- skladajace sie z centymetrowej paroweczki,
marchewki (???), polowki plasterka cukini, kosteczki boczku, piorka
cebuli i skrawka papryki i kawalka piersi kurczaka czy innego miesa.
Wszystko nabite tak, by tworzylo zludzenie optyczne obfitosci.
Zapasy z zamrazarki, niektore juz dawno powinny sie znalezc na
smietniku a nie na talerzach np dzieci. Po pierwszym wrzuceniu na
grilla-zaproszonym odeszla ochota na jedzenie, co Pani X skwitowala,
ze za duzo wszystkiego przygotowala.
Do tego masa napoi- niestety po czesci przeterminowanych.
I tak sobie pomyslalam, ze jesli nie byloby mnie stac na robienie
imprezy- to po prostu bym jej nie zrobila, a nie stosowala takie
sposoby. Ja rozumiem oszczednosc, ale nie wyobrazam sobie, ze
goszcze znajomych i przyjaciol przeterminowanymi produktami.
Oczywiscie, nie wszyscy patrza na daty waznosci, ale np orzeszki
zalatujace plesnia... przesada jak dla mnie.
Czy w ramach oszczedzania mozna sie posuwac do takich rzeczy? Czy
to, ze odklada sie na cos innego usprawiedliwia zywienie siebie(i
innych) czymkolwiek, co zapycha, a musi byc dobre bo jest tanie?
A moze ja niezyciowa jestem, naiwna i glupia, gdy przygotowuje
jedzenie dla zaproszonych jak dla siebie?