mary_an
28.12.08, 16:06
Dzwonie z zyczeniami swiatecznymi do dalekiej rodziny, z ktora mam kontakt raz
na rok albo i rzadziej, pytam co slychac. W koncu to rodzina, to mozna sie raz
na rok zainteresowac. A tu w obydwu przypadkach chlipanie do telefonu, ze
corki powyjezdzaly za granice z dziecmi i male juz nie mowia po polsku. Po ok.
roku. Babcie placza, bo nie moga sie dogadac z wnukami, matki nie wiem jak z
dziecmi rozmawiaja, podejrzewam, ze jakas lamana angielszczyzna, bo same
jezyka na pewno nie znaja.
Sasiadka obok wyjechala na 3 lata do Ameryki, maly gada jakims niezrozumialym
bulgoczacym jezykiem, w szkole ma problemy, bo nie chce w ogole mowic po
polsku, wykszykuje tylko z silnymk zagranicznym akcentem "Ja jestem
Amerrrrykaninem!!" Z takim angielskim rr. A byl za granica z rodzicami,
dziadkami, wujkami i polowa polskiej rodziny, ktorzy na pewno nie znaja wiecej
niz 10 slow po angielsku.
W mojej pracy w Niemczech wszyscy mieli polskich przodkow, glownie rodzicow.
Sasiadka z biurka obok miala obydwoje rodzicow Polakow, szef polska matke,
kolega polskie nazwisko po ojcu, jeszcze kilka kolezanek albo jednego albo
drugiego rodzica z Polski. Nikt nie potrafil powiedziec ani jednego slowa w
tym jezyku.
Jak to jest mozliwe i z czego to wynika, ze polscy rodzice nie chca uczyc
swoich dzieci wlasnego jezyka? Bo ja szczerze mowiac nie wyobrazam sobie, zeby
moje wlasne dziecko nie mowilo po polsku :(