pol-a
08.11.05, 14:01
Na ekrany wchodzi "Bezdroże Cafe" Leszka Wosiewicza, który kręcono na Kamionku-Grochowie.
Oto, co TADEUSZ SOBOLEWSKI pisał o tym w Wyborczej:
Filmem, który zostaje najdłużej w pamięci, jest "Rozdroże Cafe", najlepszy jak dotąd film Leszka
Wosiewicza, bandycka ballada o kapitalistycznej Warszawie, brawurowy, stylistyczny melanż
wschodnio-zachodni. Warszawskie Śródmieście widziane od strony Grochowa naprawdę przypomina
Manhattan, a grochowscy menele w swoich kapturach na ogolonych głowach przypominają tych z
filmów dziejących się na Bronksie. To świat jak ze Scorsese, w którym zło chce się zwalczyć złem -
narkotyki, prostytuująca się 12-latka. Scena napadu na bank jest ukłonem w stronę Briana De Palmy.
Zarazem jest to świat trochę jak z Dostojewskiego, bohater (Robert Olech) ma pewne cechy
Raskolnikowa i Myszkina.
Przy tych wszystkich nawiązaniach jest to film o współczesnej Polsce, którą reprezentują
znieprawione, grzeszne postacie księdza, senatora, byłego ubeka i policjanta Judasza, który jest
kumplem bandytów, a jednocześnie ich zdrajcą. Niewinnym świadkiem, czymś w rodzaju błazna tej
rzeczywistości jest garbaty, niepełnosprawny brat bohatera - przejmująco brzmi jego śmiech, jego
wołanie o pomoc. Ale w tym świecie pomoc znikąd nie przychodzi, choć na grochowskich
podwórkach jarzą się dziko kolorowe kapliczki. Wosiewicz zrobił ten film z topograficzną wiernością,
w stronach, które musi sam znać, w okolicach ulicy Mińskiej, gdzie na ślepej ścianie domu straszą
surrealistyczne oczy starej reklamy Warszawskich Zakładów Optycznych. Jedno z pięknych
końcowych ujęć filmu: znad dachów Grochowa nadciąga "front wron", zupełnie jak w wierszu
mieszkającego tu kiedyś Mirona Białoszewskiego.
Może rozpoznamy więcej połudiowopraskich tropów w "Cafe Rozdroże"?