effata
14.06.05, 01:17
Zawsze mnie denerwowala (i stresowala) koniecznosc zdejmowania u kogos butow.
Szczegolnie, jak czlowiek sie elegancko ubral, albo jak mi poszlo oczko w
rajstopach :) Nie znosilam, jak ktos traktowal swoj dom jak swiatynie. O
zostawianiu butow na korytarzu (przed drzwiami wejsciowymi) nie wspomne.
Ale teraz, w Anglii, gdzie sa te nieszczesne wykladziny (i zachlapana pogoda)
to mnie dla odmiany denerwuje, ze wszyscy wchodza i wala smialo przez caly
pokoj, wdeptujac blotko w wykladzinke (nota bene bezowa) na ktorej tarzaja
sie potem moje dzieci. Ale przeciez nie powiem panu z British Gaz - prosze
zdjac buciki. (pan z BG nawet nie mial drabiny, wiec tymi bucikami to
podeptal mi tez blaty, nie wspomne juz o setkach brudno-tlustych odciskach
palcow na piecu i wokol niego)
Wiec jak to z tymi butami jest?