deadeasy
04.07.05, 16:17
Tak sobie marudzilam o restauracji w Hamburgu i mi na mysl przyszlo: "ripp-
off". Czy ktos Was kiedys naciagnal (usluga, sklep, restauracja)?
Ja kiedys marynarke meza chcialam odniesc do pralni chemicznej bo mu sie tusz
z dlugopisu wylal w wewnetrznej kieszeni - marynarka tez granatowa ale bylo
widac ;). Pani na "dzien dobry" zaspiewala £45 a i tak dodala, ze moze byc
wiecej (bo beda musieli pruc itd. itp.). No wiec ja droga kupna nabylam
srodek czyszczacy do tuszu i innych takich i sama wlasa rasia wywabilam
plame. Kosztowalo mnie to gora £5 (nie pamietam ile te srodki kosztuja).
£45 - chyba baba oszalala.
Z innych opowiastek: tu w Liverpool ostatnio powstal jakis sklep aukcyjny. Z
dala zieje kantem. Tak sie zastanawiam, jak bardzo trzeba byc naiwnym zeby
za "kota w worku" placic £60...
icliverpool.icnetwork.co.uk/
Polecam historie pierwsza z gory: "It's the great Ranelagh Street RIP-OFF"
:)