Gość: k-troy
IP: *.idea.pl
05.06.05, 23:14
Jako właścicielka jamnika żoliborskiego, zbierająca kupska do folii jak
przykazano i zmuszająca psa do noszenia namordnika z brezentu, mimo, iż od 9
lat niczego i nikogo nie ugryzł (w kilku przypadkach mam do niego nawet o to
żal ) stanowczo sprzeciwiam się wypowiedziom o całkowitym zakazie spuszczania
psów ze smyczy!!! Wszystko zależy od kultury właścicieli i nikt normalny nie
wpuści pupila na teren placu zabaw dla dzieci, czy nie spuści bardziej
dziamgotliwego egzemplarza w porze zarezerwowanej dla biegaczy czy
spacerowiczów. Nie wyobrażam sobie żebym miała katować zwierzę prowadzaniem
na powrozie przez całe życie. Ja tak nie szaleję,choć czasem powinnam, jak
walnięci rowerzyści z I prędkością kosmiczną pędzą po alejkach parku Cytadela
(jeden wjechał właśnie w smycz i prawie udusił mi psa), olewając
spacerowiczów, dzieci.OK. Skoro wszyscy tak odwołują się do przepisów - to
proszę : nie ma ścieżki dla rowerów to paszli jeździć po ulicach asfaltowych,
a nie po alejach dla pieszych. Albo trochę wzajemnej tolerancji albo sobie
uprzyjemnimy życie :)