sloggi
11.02.02, 10:36
Wczoraj wykonałem spacer wzdłuż Płochocińskiej i włos mi się jeżył na widok
wokoło.
Szedłem od mostu w Białołęce do Modlińskiej.
Piękne nowe skrzyżowanie przy moście jest zachwycające, i co z tego skoro
ul.Cieślewskich nie jest przebudowana, jest bardzo wąska, nie ma poboczy, o
chodniku nie wspomnę.
Przy Zakładach Zbożowych nad jezdnią straszy nieużywany od lat wiadukt
przesyłowy do ziarna.
Między nasypem kolejowym a młynem puste pole z tabliczką "do sprzedania". Ponoć
był chętny na zakup tego terenu pod mieszkalnictwo, bliskość Kanału, dobry
dojazd do Centrum, niestety gmina nadal usilnie lansuje te tereny jako rezerwę
przemysłową.
Za wiaduktem kolejowym zaczyna się horror. Jezdnia w fatalnym stanie, po
deszczu woda stoi równo z krawężnikiem. Teren giełdy straszy masą tandetnych
tablic reklamowych, obleśny, pusty jednopiętrowy biurowiec po P.T.Żerań wygląda
jak opuszczony barak w gułagu.
Most nad odnogą kanału się sypie, barierki dawno przeżarte rdzą, koleiny
sięgają betonowej podbudowy jezdni.
Dalej ruiny Wydziału Prefabrykatów z Pyłów Dymnicowych należących do Faelbetu.
Hale z rzędami wybitych szyb, zardzewiałe suwnice głośno zgrzytają na wietrze,
masy gruzu i stłuczki walają się wokoło - koszmar. Między Płochocińską a
Kanałem zwałowisko połamanych słupów latarnianych w ilości niewyobrażalnie
dużej.
Boczna jezdnia Marywilskiej ułożona w latach 50-tych z trylinki lata świetności
ma już za sobą. Autobus skacze na dziurach niczym tenisowa piłka. Za Markotem,
którego urody komentować nie bedę, kilka bloków, które są ulubieńcami
burmistrza i w których rewitalizację włożono tyle forsy, że taniej byłoby je
rozebrać i postawić od nowa. Z tyłu ex-biurowiec WFTS bedący skupiskiem kilku
dość dziwnych instytucji, niegdyś siedziba kilku referatów gminy, póżniej
przychodni. Za tym budynkiem pusta hala po WFTS wręcz błagająca o rozbiórkę. Na
tym etapie autobus przepływa przez mieszankę błotnistej brei i żwiru po czym
wtacza się na główną jezdnię Marywilskiej. Pomiędzy jezdniami po każdym deszczu
grzecznie gnije trawa. Między Marywilską a torem kolejowym rozpościera się pole
zarośniętych bieda-działek i grupka rozpadających się czworaków z cegły
porozbiórkowej. U zbiegu błotnistej ulicy Miętowej z Marywilską w osidingowanym
kurniku mieści się biuro rachunkowe, aż mnie korci, żeby kiedyś wejść i
popatrzyc na księgowe siedzące na grzędach. Przez knieje zdziczałych topól
widać ruiny stacji Żerań, autobus wtacza przeciska się pod zaniskim wiaduktem (
tylko 3,9 m.) i bieży dalej. Kuriozum stanowi dośc wiekowy statek pasażerki
zacumowany przy nabrzeżu Kanału zawalonym tonami połamanych płyt MONowskich.
Rzekomo mieści hotelik i restaurację - raczej dobrowolnie nie wszedłbym na tą
krypę.
W gmatwaninie topól ponury biurowiec cementowni opatrzony neonem Dyckerhoff -
który wyglada jak obelga wśród wszechobecnego upadku.
Po prawej składnica żłomu, jakieś bardzo ubogie auto-szroty, dalej plątanina
rur Wydziału Penicyliny Polfy-Tarchomin. Po lewej baraki, baraki i bieda wiaty,
wszystko szare, pordzewiałe i odstręczające. Rurociąg nad jezdnią, zwały
śmieci, skład części samochodowych, plac rozjeżdzonego błota i tandetne
ogrodzenia ogródków działkowych. U zbiegu z Modlińską na obu narożnikach
skupiska gołębników, w których o dziwo mieszkają ludzie.
Autobus skręca w Modlińską, powrót do cywilizacji.
To nie jest opis nacechowany złośliwością, to opis jednej z dwóch arterii
wylotowych najprężniejszej gminy w Warszawie. Nie można Płochocińskiej nazwać
Aleją Gwiazd, bo burmistrz z pewnością tędy nie jeżdzi, z pewnością, bo nie
słyszałem aby miał zawał.
To taki wstyd, za władze gminy, że pośrodku terenów, którymi zarządzają
istnieje ściek, otoczony ruderami, postępującą degeneracją i upadkiem.
I co z tego, że jest piękny ratusz, nowy komisariat i inne duperele, którymi
władze Białołęki się chwalą, skoro dwa kilometry od ratusza mamy obszar urodą
przypominający Hiroszimę tuż po wybuchu bomby.
To taki wstyd............