Gość: ulas IP: *.aster.pl / *.aster.pl 11.01.05, 10:49 Oj, łza się w oku kręci... Kiedyś takich miejsc było dużo. Teraz te co pozostały, to niemal miejsca kultowe. I należy je zachować, bo w nich klimat i ceny niepowtarzalne... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
niech Re: Po mojej stronie Wisły 11.01.05, 14:57 Oj poszedlem ci ja kiedys do tej stolowki na Grenadierow. Przypomnialy mi sie czasy dziecinstwa i stolowka szkolna. Bo tylko dziecku mozna bylo wmowic ze to co tam podawano nadawalo sie do zjedzenia. Ci ktorzy stoluja sie na Grenadierow musza naprawde byc zdesperowani - albo zyja ponizej granicy ubostwa albo biora udzial w kulinarnym survivalu. Nie jestem przekonany czy naprawde nostalgia musi byc wrogiem smaku. I czy warto go tak radykalnie poswiecac dla klimatu. PS. Sama stolowka przypomina schron przeciwatomowy. Tez nostalgicznie sie robi... Odpowiedz Link Zgłoś
asiape1 Re: Po mojej stronie Wisły 11.01.05, 18:22 No cóż, nie wszyscy, a przynajmniej nie profesorowie SGGW, lekarze ze Szpitala Grochowskiego, ekipy Polsatu (ja akurat widziałam Znanego Prezentera) czy też klientela w białych kołnierzykach z pobliskiego Blue Pointa, mają tak wyrafinowane żołądki i podniebienia jak Niech. Faktem jest, że oni tam jadają i chyba ze smakiem. Z własnej i nieprzymuszonej woli zachodzą często i gęsto do piwnicy akademika Sezam na Grochowie choć w pobliżu jest kilka miejsc gdzie można zjeść (nie myślę tu o budach z kebabem albo wietnamszczyzną). Ja do Sezamu zachodzę nieregularnie i nigdy się nie zawiodłam. Smaczne, domowe jedzenie, symaptyczna atmosfera. Jak komuś nie pasuje wystrój, może wziąć jedzenie na wynos. Odpowiedz Link Zgłoś
niech Re: Po mojej stronie Wisły 11.01.05, 19:52 Z tymi miejscami wokol gdzie mozna zjesc to lekka przesada. To prowincjonalny Grochow jest, taka lokalna noclegownia - zanim znajdziesz jadlodajnie umrzesz z glodu. Tak wiec rozumiem ze ktos stoluje sie w akademiku. Ale prosze o jedno - nie nazywaj tego smacznym, domowym jedzeniem. Chyba ze u ciebie w domu tak daja jesc. To nie jest ani smaczne ani domowe, a jedzeniem jest tylko dlatego ze ludzie wrzucaja to sobie w przelyk. Ale na bank robia w ten sposob krzywde swojemu zoladkowi. Zaden tego nie strawi. PS. Nie wiedzialem ze profesorowie mieszkaja w akademikach. Natomiast rozumiem skad zla slawa szpitala na Grenadierow. Lekarze mszcza sie na pacjentach za kulinarne doswiadczenia z sasiedztwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: BA Re: Po mojej stronie Wisły IP: 62.121.129.* 12.01.05, 12:24 Niech, chyba pochodzisz z jakiejś metropolii typu Skierniewice albo inny Grójec czy Karczew. Odpowiedz Link Zgłoś
niech Re: Po mojej stronie Wisły 12.01.05, 12:50 Szkoda ze nie wymieniles Krakowa, madralo. Odpowiedz Link Zgłoś
asiape1 Re: Po mojej stronie Wisły 12.01.05, 18:59 No to pokolei. Niech Niech kupi plan okolic tutejszych i posługując się tą mapą odnajdzie bistro Libo, które przy samym R.Wiatraczna się mieści obok Orange School, Agencji Rynku Rolnego i tuzina rozmaitych punktów usługowych i sklepów, które wraz dziesiątkami pobliskich sklepików i Universamem (cokolwiek by o nim nie mówić), może przekonać co bystrzejszych, że sąsiedzkie rozległości to niekoniecznie sypialnia. W Libo można zjeść przyzwocie, podobnie jak u Greka w knajpie Rodos w pawilonach koło piekarni Grzybki, w oddalonej o jakieś 500 m restauracji włoskiej Capiodoro vis a vis urzędu dzielnicy i w Pasta Cafe przy Kamionkowskiej (tez włoszczyzna). Mniej więcej tyle samo jest do Pizza Hut przy Waszyngtona. Nieco trzeba nadłożyć do knajp w Parku Skaryszewskim i do Promenady, gdzie mołdawska kuchnia m.in. jest albo na Saską K., gdzie knajp dobrych sporo. Faktem jest, że do Sezamu ludzie zjeżdżają również z odległych dzielnic i stołują się w tym akademiku. Łatwo to można sprawadzić. Niech, ja cię rozumiem, podziwiam i popieram. A wypychaj się hot dogami i hamburgerami ile chcesz a w niedzielę napełniaj się po szyję i syć w KFC. Ja nawet poproszę baby w kościele na Szembeku żeby za twoją wątrobę zdrowaśki trzepały przez tzw. ruski miesiąc. Ja wiem, że to trudne ale spróbuj zrozumieć, że istnieją inne kulinaria a mało wykwitne żołądki i podniebienia wolą jednak jeść co innego. I na dodatek trawią. Bez krzywdy. P.S. Proponuję czytać ze zrozumieniem. Bardzo zachęcam: wskaż w którym momencie napisałam, że profesorowie mieszkają w akademikach? Chyba zbyt pochopnie tłumaczysz mściwość lekarskiego personelu pobliskiego szpitala. Po prostu fatalnie nieadekwatną do leczenia swoich schorzeń wybrałeś placówkę. Nie warto było udawać terapii na Grenadierów. Trzeba było od razu do Tworek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotr Żeby tylko nie zlikwidowali IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 20:51 Miejsc gdzie można tanio zjeść zostało już bardzo mało. Jak będą chcieli zlikwidować bary mleczne (albo obciąć dotacje do nich) to ja się przykuję do kaloryfera w ramach protestu. Pamiętajcie!!! Ten, co się przykuje w "Złotej Kurce" na placu Konstytucji to ja!! Odpowiedz Link Zgłoś