Dodaj do ulubionych

Rdzenni kontra przyjezdni

IP: *.cbr.tp.pl / *.cbr.tp.pl 03.02.05, 08:42
To z tym zabieraniem miejsc pracy to krótko mówiąc pierdoły
Mój kuzyn prowadzi w Wawie firmę budowlaną i szukał ludzi do pracy, i co się
okazało, że rdzenni Warszawiacy wolą brać zasilek dla bezrobotnych niż
pracowac na budowie musiał więc zatrudnić ludzi ze wsi.
Obserwuj wątek
    • Gość: bio Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.chello.pl 03.02.05, 08:52
      OTO WŁAŚNIE POLSKA NASZA!!!
      DLACZEGO W INNYCH CZĘŚCIACH EUROPY NIE SŁYCHAĆ O LUDZIACH PRZYJEZDZAJACYCH DO
      WIELKICH MIAST W POSZUKIWANIU PRACY ITP.??
      W NASZYM KRAJU TO ODWIECZNY PROBLEM.
      A WARSZAWIACY, KTORZY NAJGLOSNIEJ PROTESTUJA W SPRAWIE PRZYJEZDNYCH ZAPEWNE
      KIEDYS TEZ DO WARSZAWY PRZYJECHALI. JAK NIE ONI TO ICH RODZICE, DZIADKOWIE IDT.
      LUDZIE OPANUJMY SIE!!!
      • Gość: baśka Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.topex.com.pl / 80.50.35.* 03.02.05, 09:06
        A skąd Ty wiesz ,ze w innych stolicach o tym nie piszą?Mieszkales w innym
        miescie poza granicami Polski?podaj prosze przyklady,to interesujące..

        po co,dlaczego temat ten jest poruszany notorycznie co miesiac??!!!
        Moze ktos mi wyjasni wjakim celu o tym pisze GW???
        Gdyby chociaz to było obiektywne ujecie stosunkow miedzy ludzkich to rozumiem,
        zawsze w negatywnym swielte o rodowitych warszawianach!
        moze autor ma permanentny komplex małomiasteczkwy?????
            • Gość: Danziger Jak CAŁY NARÓD BUDOWAŁ STOLICĘ to było OK ? IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 03.02.05, 09:42
              Jeszcze jedno. Jak CAŁY NARÓD BUDOWAŁ STOLICĘ to wtedy mieszkańcy spoza
              Warszawy byli OK i cacy a jak już tą stolicę wybudowali (bo zniszczona była do
              piwnic) do przyjezdni są BE. To świadczy o zacofaniu umysłowym niektórych. No i
              oczywiście pokazuje ogrom nieszczęścia jaki niesie ze sobą centralizacja. Bo
              nie wyobrażam sobie żeby np. ze Stuttgartu czy Hannover ludzie musieli jechać
              do pracy do Berlina. A w Polsce niestety niejednokrotnie muszą.
              • Gość: monadina Re: Jak CAŁY NARÓD BUDOWAŁ STOLICĘ to było OK ? IP: 212.160.138.* 03.02.05, 10:23
                Migracja do stolicy/największego ośrodka jest zjawiskiem powszechnym na całym
                świecie...W Niemczech - na zasadzie wyjątku może to jest o tyle mniej
                oczywiste, że i Berlin, jako zintegrowane miasto istnieje od jakichś kilkunastu
                lat, poza tym jest bardzo wiele dużych aglomeracji, to kwestia historyczna,
                trzeba by sięgnąć setki lat do tyłu...
                Kwestia migracji nie wiąże się z centralizacją, ale raczej z poziomem
                ekonomicznym kraju - im większa różnica poziomu gospodarczego między regionami
                kraju tym częstsza migracja. Brazylia to kraj federalny, zdecentralizowany, a
                migracja do dużych aglomeracji przybiera tam formy ekstremalne. Generalnie
                można też powiedzieć, że tym większa migracja, im kraj jest biedniejszy -
                licząc średnio. Ale już z tym to nie do końca. Bo co np. znaczy, że w Polsce
                ludzie "niejednokrotnie muszą" jechać do Warszawy??? Czy są w Polsce jakieś
                przypadki śmierci głodowej? Czy jedyną opcją, żeby zarobić większe pieniądze
                jest Warszawa (pomijam akurat ludzi z regionu warszawskiego, w okolicach Błonia
                może tak)? Prawda jest taka, że wielu chce po prostu poprawić swój poziom
                życia, bez Warszawy większość pewnie jakoś by i tak przeżyła, z kolei ci "z
                dołu" (którym przeżyć najtrudniej) w W-wie kariery i tak na ogół nie zrobią,
                ale każdy z przyjezdnych wierzy, że będzie lepiej. Jeżeli urodzisz się w
                jakiejś dziurze na granicy między Oklahomą a Texasem i chcesz zrobić na prawdę
                większą karierę, albo masz jakieś większe aspiracje kulturalne to
                najprawdopodobniej pojedziesz przecież do NYC, LA albo chociażby do Houston, a
                nie zostaniesz u siebie, chociaż biedy byś nie cierpiał. Jeżeli pochodzisz z
                Masywu Centralnego i masz większe ambicje, prędzej czy później skończysz w
                Paryżu. Tak że zjawisko ma charakter globalny, było jest i będzie. Polska to
                jeżeli chodzi o przyczyny migracji akurat pośredni przypadek między kazusem
                brazylijskim a powiedzmy amerykańskim.

                "Prowincja" jeździła, jeździ i będzie jeździć do Warszawy i innych dużych
                miast. Uważanie tego za typowo polskie zjawisko to jak składanie opadów deszczu
                i powodzi w 1997 roku na karb polityki Buzka(skądinąd kiepskiej):))). Natomiast
                oczywiście będzie zmieniać sie wraz z sytuacją w kraju charakter tej migracji,
                ale sama jako taka pozostanie i pewnie identyczne głupoty (jakieś dziwne
                sondaże nie wiadomo po co robione itd.) będzie się czytać w internecie (czy w
                podobnym medium) za jakieś 50 lat...
                  • dzioobas święta racyja 03.02.05, 11:50
                    Przyznam szczerze, że kultura miejska od wieków była tworzona przez pospólstwo z
                    tzw. wsi. Szczególnie miało to miejsce podczas rewolucji przemysłowej. W
                    przypadku Warszawki zaś mając na względzie, że większość mieszczaństwa została
                    wytłuczona podczas drugiej wojny, wiemy kto zamieszkuje okoliczne blokowiska.

                    Nawet kamienice w śródmieściu były budowane i zasiedlane przez przyjezdnych.
                    Ciekawe co na ten temat powiedzieli by moi współziomkowie z Wrocławia, miasta o
                    wiele piękniejszego i bardziej atrakcyjnego od tej socrealistycznej hybrydy. Z
                    tego co wiem wszyscy tu we Wrocku jesteśmy osiedleńcami, kulturę mieszczańską
                    zaś dziedziczymy po wysiedleńcach ze Lwowa.

                    Moim skromnym zdaniem właśnie ci Lwowiacy stworzyli swoisty etos mojego miasta i
                    uważam, że ci z pseudo-warszawiaków co podnoszą największe larum to właściwie
                    muszą być mieszkańcy okolicznych blokowisk, które w 100% zamieszkują chłopi i
                    drobnomieszczanie z okolicznych wichur.

                    Sam jestem ze wsi i przyjechałem do Wrocławia, tu skończyłem studia i pracuję.
                    Zawsze spotykałem się z samą życzliwością, a na losowo wybrane pytanie "skąd
                    jesteś", każdy tu najpierw mówi skąd pochodzi a dopiero potem gdzie rezyduje we
                    wrocku. Znam kilku warszawiaków którzy przyjechali do Wrocławia i zamieszkali tu
                    właśnie dlatego, że jest to miasto (podobnie jak cała zachodnia ściana) wolne i
                    rozhermetyzowane.
                    • hayek1 Re: święta racyja 03.02.05, 12:19
                      Nie większość zginęła, tylko ok. połowa. Z czego połowa to byli Żydzi. Co oczywiście nie zmienia faktu, że w Warszawie 2/3 to przyjezdni. No ale to normalna sytuacja w dużych metropoliach, działających jak magnes na ludzi szukających szybkiego zarobku. Szkoda mi tych ludzi, sporo z nich jest nieco sfrustrowanych i niechętnych naszemu miastu, co widać po jadowitych postach na tym forum. A "największe larum", kolego, to na tym forum podnoszą właśnie Twojego pokroju ludzie z innych regionów Polski, a nie Warszawiacy. ;D
                    • zupper drogi dzioobasie 03.02.05, 13:06
                      Z dużym zainteresowaniem przeczytałem twój post dotyczący Wrocławia i
                      Warszawy.Pozwolę sobie jednak na drobną polemikę. Nie będę w niej nawiązywał do
                      Warszawy w której mieszkam od 30 lat choć z urodzenia i serca jestem
                      wrocławianinem. Pozwole sobie jednak zwrócić uwagę na ów klimat na kóry
                      powołujesz się posługując przy tym nazwą Lwów. Otóz uwierz mi, bo piszę to na
                      podstawie badań (ogólnodostępnych), że z tym Lwowem nie do końca tak jest.
                      Nie pamiętam w tej chwili jaki procent przyjezdnych stanowili przesiedleńcy zza
                      Buga ale wiem jedno, że tak naprawdę ze Lwowem niewiele mieli wspólnego.
                      Otóz okazuje się ,że prawdziwych Lwowiaków czyli mieszkańców samego miasta
                      wśród przyjezdnych "Lwowiaków" jest niecałe 13%. Pozostali to przesiedleńcy z
                      okolic miasta i powiatu a więc pisząc uczciwie ze wsi. Przyjeżdżając do
                      Wrocławia tuż po jego wyzwoleniu podawali się za Lwowiaków dodając sobie tym
                      prestiżu na starcie nowego życia. Owe 13% prawdziwych Lwowiaków wśród
                      przesiedleńców z tamtych rejonów stanowi niewielki w gruncie rzeczy procent w
                      całości mieszkańców Wrocławia po jego wyzwoleniu. Sporo osób przyjechało z
                      Wielkopolski, Łódzkiego i Małopolski (chyba prawidłowa kolejność) Prawdą jest
                      natomiast, że sporą częśc owych Lwowiaków z miasta tworzyła kadra naukowa z UL,
                      która wtedy nadawał ton i klimat intelektualny miastu.
                      Myślę, że tak jak w wielu innych przypadkach tak i kwestia Lwowa jest lekko
                      rozdmuchana z oczywistych powodów co w niczym nie umniejsza rangi ani prestiżu
                      miasta.
                      Pozdrawiam
                      bonczek/hydroforgroup/

                      www.nasz.wroclaw.pl
                      • Gość: tomcat tylko w Łodzi jest niższa kultura niż we Wrocławiu IP: *.aster.pl 03.02.05, 17:56
                        Koresponduje to z owymi 13% lwowian. Poza tym proszę porównać liczby
                        mieszkańców w Warszawie w grudniu 1945 było niespełna pół miliona mieszkańców -
                        nie byli to jeszcze przyjezdni.
                        PS. Poznałem mieszkanców wszystkich dużych miast w Polsce stąd moja uwaga i
                        nigdzie nie było tak wielkiego komleksów, nienawiści i zawiści do Warszawy. Po
                        przyjeździe na stałe już ją kochają.
                        • Gość: inny Re: święta racyja - nie pie..glupot IP: *.kappa.ro 04.02.05, 09:06
                          Ink, bez obrazy prosze, ale prezentujesz typowo "ciemnogrodzki" sposob myslenia:

                          1. Po jednym poscie oceniasz wszystkich Warszawiakow
                          2. Nie chce ci sie wziac pod uwage, ze w Warszawie powoli juz ludzi krew zalewa
                          gdy co miesiac slysza jakies utyskiwania: a to dot. przyjezdnych (jak tym
                          razem), a to tego "glupiego Sejmu z cholernej Warszawy" (jakby nie docieralo do
                          ludzi, ze w sejmie sa ludzie z calej Polski), a to jeszcze cos innego. Moza
                          odpowiadac spokojnie raz i drugi, ale po kolejnym razie, gdy co i rusz pojawi
                          sie jakis frustrat wcale mnie nie dziwi, ze komus z masy osob mieszkajacych w
                          Warszawie puszcza nerwy.

                          Urodzilem sie w Stalowej Woli (male miasteczko, ok. 70 tys. mieszkancow),
                          zameldowany jestem w Warszawie, a mieszka w Bukareszcie. Mieszkalem takze
                          dluzej lub krocej w innych miejscach w roznych krajach. W mojej ocenie Warszawa
                          jest raczej niezorganizowana i szara, a np. Krakow, Paryz czy Londyn bardziej
                          mi sie podobaja. Nie zmienia to jednak faktu, ze generalnie to
                          calkiem "mozliwe" miasto, gdzie przy odrobinie wysilku mozna znalezc kazda
                          forme rozrywki, spedzic milo czas, znalezc prace czesto ciekawsza i lepiej
                          platna niz w wiekszosci miast Polski. Ustawiczne "najezdzanie" na to miasto i
                          jego mieszkancow dla mnie osobiscie wyglada malostkowo i jest symptomem
                          zakompleksienia oraz czesto zazdrosci.
                    • Gość: L Re: święta racyja IP: 217.8.186.* 03.02.05, 16:27
                      Pochodzę z Wielkopolski, studiowałem we Wrocku, mieszkam i pracuję w Wawie. Też
                      byłem za wrocławskich czasów przeciwnikiem Wawy, też rozpisywałem się jakie to
                      idiotyczne miasto itp.... do czasu aż los sprawił, że w niej zamieszkałem. I
                      wiesz, co Ci powiem - piszesz brednie, jak ja kiedyś. Wawa nie jest ani lepszym
                      ani gorszym miastem niż Wrocław, wszystko zależy od tego, co porównujesz. I
                      powiem Ci jeszcze coś, w co pewnie nie będziesz chciał uwierzyć - we Wrocławiu
                      częściej spotykałem się z ludzką nieżyczliwością niż tu - w Warszawie.
                      • Gość: Mjollnir Warszawa & reszta świata IP: *.hist.uni.wroc.pl 04.02.05, 11:06
                        Co by nie mówić o Warszawie, to jedno mi imponuje - umiejętność jazdy
                        Warszawiaków po mieście, czarny pas bym im przyznał w tej kategorii. Zdarzyło mi
                        się jeździć po Warszawce i tylko tam (mieszkam we Wrocławiu) kierowcy potrafią
                        jeździć "zderzak w zderzak" i nie trąbić tak często na siebie jak gdzie indziej.
                        We Wrocławiu tak nie potrafią przynajmniej, nie widziałem, a jeżdzę swoim
                        szwedzkim odrzutowcem już parę lat - ile trzeba się nawk...iać to mało.
                        A co do ludzi? Hmmm...wszędzie są barany, niezależnie od tego czy to Kraków,
                        Wrocław, Poznań itd., a że do stolicy naprzyjeżdzało ich najwięcej...przecież
                        nie postawi się szlabanu z napisem "Buraki wypie..lać".
                        Myślę, że jakim trzeba byłoby być dla innych nauczyłby Was właśnie Warszawiak -
                        Pan Stanisław Grzesiuk, niezły był z niego herbanik. W skrócie: fajnym ludziom
                        pomagać, baranów w mordę walić, może ich to otrzeźwi.
                      • Gość: k Re: święta racyja IP: *.sympatico.ca 04.02.05, 16:30
                        L, a ja akurat odwrotnie - ile razy nie bylam w Warszawie to Warszawiacy nie
                        byli dla mnie mili.Zapytac o droge - to odburknie cos pod nosem ale wyraznie sie
                        uslyszy " o znowu przyjezdny". Po kazdym pobycie w Warszawie wracalam do domu z
                        glowa wielka jak czajnik - zbyt glosnie, brudne i naprawde chaotyczne miasto.Ale
                        pamietam kilka dni spedzonych w tym miescie z fantastycznym przewodnikiem -
                        zolnierzem AK ktory oprowadzil mnie po przepieknych zaklatkach tego miasta i
                        opowiedzial historie ktorych nie wyczytasz w zadnej innej ksiazcze dot. zarowno
                        miasta jak i czasow wojny.
                        Chamskie odzywki spotkasz wszedzie w kazdym miejscu.Tyle ze od tej Warszawy
                        wymaga sie w koncu troche wiecej - wszak to nasza stolica, nie?
                    • Gość: Halina Re: święta racyja IP: *.chello.pl 04.02.05, 11:56
                      podobnie jest w Katowicach ,jak we Wrocławiu.
                      Ślązacy są wspaniałym i cichym narodem i nie kłócą się z przyjezdnymi,
                      może z malutkimi wyjątkami jak jakiś debil na ścianie wypisze: von.......
                      Sosnowiec to już Zagłębie jak wszyscy wiedzą ale nie wszyscy wiedzą,że po II
                      wojnie świetowej były walki Ślązaków z Żagłębiem i nie tylko.
                      W miarę jak ludzie kształcili się było coraz lepiej.Dziś dużo Kończy
                      Uniwersytet Śląski w Katowicach,czy Politechnikę Śląską czy inne dobre Uczelnie.
                      Poziom wykształcenia ma niewątpliwie wpływ na tolerancję w społeczeństwie i w
                      rodzinie również.
                      • Gość: max Re: święta racyja IP: *.speed.planet.nl 05.02.05, 21:14
                        Halina mowisz, ze slazacy to taki cichy bezkonfliktowy narod itp
                        itd....pochodze z Wawy, ale mieszkalem w Sosnowcu kilka lat i powiem szczerze,
                        ze lepiej czuje sie wsrod zaglebiakow niz wsrod nastawionych dosc wrogo do
                        wszystkiego co nie-slaskie slazakow czego najlepszym przykladem moze byc
                        Kutz....jego wypowiedzi sa najdelikatniej mowiac zenujace. Druga sprawa to te
                        wszystkie brednie o odlaczeniu slaska od Polski nie wspomne. Slazacy narzekaja,
                        narzekaja.....wielu ma niemieckie paszporty, pracuja w Niemczech, podatku nie
                        odprowadzaja (moze w Niemczech) ale caly ten krzyk o kopalnie, dofinansowanie z
                        naszych podatkow to juz kpina. Bede bronil Zaglebie poniewaz mam tam wielu
                        przyjaciol, a przez te kilka lat nie spotkalem porzadnego typa czy laski ze
                        slaska.
                • q_vw Monadina 03.02.05, 11:47
                  W kwestii formalnej :) Powódź roku 1997 na południu Polski była w czasie rządów
                  SLD a dokładniej za premiera Cimoszewicza. Buzek utworzył rząd parę miesięcy
                  później. Musisz tez przyznać, że przy rządach obecnych, które nastąpiły po
                  Buzku, czyli Miller i Belka, rząd Buzka jawi sie całkiej dobrze, jako gabinet
                  kompetentnych fachowców... a wydawało się, że gorzej być nie może. Co do
                  przykładu Niemiec, jest on lekko nietrafiony, pomimo tego, że berlin stolica
                  jest od dekaty, to przecież Bonn tez nie było mekką dla przyjezdnych. W
                  Niemczech karierę możesz zrobic w innych miastach, co wynika ze
                  zdecentralizowania kraju, popatrz na Hamburg, Monachium, Frankfurt i jeszcze
                  parę innych miast. Co do Brazylii, to wynika z infrastruktury i poziomu rozwoju,
                  brazylia wciąż się buduje. Francja to bardzo silnie scentralizowany i
                  zbiurokratyzowany kraj, stąd pozycja i rola Paryża, który zresztą daje taki
                  dochód z powodu nagromadzenia przemysłu w departamencie, że uchodzi za
                  najbogatszy region świata jeśli idzie o przychody pieniężne. A w Polsce ? A w
                  Polsce naprawdę karierę nie trzeba robić w Warszawie, no, chyba że w finansach
                  czy polityce...
                  • Gość: monadina Re: Monadina IP: 212.160.138.* 03.02.05, 12:26
                    Co do powodzi i rządów, to oczywiście masz rację;))). Podobnie zresztą zgadzamy
                    się co do oceny rządów Buzek/Miller, ale to inny temat. Co nie zmienia samego
                    sensu przykładu, tzn. bicia piany z powodu zjawisk, które w takiej a nie innej
                    formie są na całym swiecie naturalne. Co do Niemiec - wydaje się że
                    zdecentralizowanie Niemiec wynika raczej z historii, tzn. przyjęcie modelu
                    związkowego Niemiec wynikało właśnie z tego, że ziemie te składały się z dużej
                    ilości silnych i niezależnych ośrodków, w tym zwłaszcza miejskich, poczynając
                    już od średniowiecza, a nie na odwrót - tzn. to nie dzięki decentralizacji już
                    w okresie jedności Niemiec te ośrodki się tak rozwinęły (zresztą trudno tu
                    mówić o decentralizacji, bo nie było czego decentralizować)...Jednak Berlin w
                    przedwojennych Niemczech dużo bardziej dystansował inne metropolie niż w tej
                    chwili (miał 4 mln. mieszkańców, tyle samo co teraz) i pewnie będzie się to
                    powiększać...Chodzi raczej o to, że Niemcy - i to może przejściowo, bo pozycja
                    Berlina będzie rosła, są - z przyczyn historycznych - rzeczywiście jednym z
                    NIELICZNYCH krajów świata, w których trudno mówić o jednoznacznej dominacji
                    jednego czy nawet kilku ośrodków nad innymi. Jest Berlin - największe miasto i
                    stolica. Jest Monachium - z kolei główny ośrodek kulturalny i pod wieloma
                    względami ekonomiczny (siedziby firm) dawnego RFN, jest Hamburg - 2 miasto po
                    Berlinie z największym PKB na mieszkańca wśród regionów UE. Jest Frankfurt -
                    stolica giełdowa i finansowa. Jest cała Nadrenia z kilkoma ważnymi ośrodkami.
                    Do tego powiedzmy Stuttgart i parę innych miast...Ale w skali całego świata na
                    ogół jest jednak jeden (albo kilka, zwłaszcza w wielkich krajach jak USA czy
                    Brazylia) zdecydowanie przodujący ośrodek...To kwestie wynikające z historii,
                    których nie da się ot tak usunąć w kilka lat. W gruncie rzeczy w Polsce mamy do
                    czynienia tak na prawdę z jeszzcze stosunkowo słabą pozycją stolicy wobec
                    reszty regionów, w porównaniu np. z Francją, Wlk. Brytanią, nie mówiąc już o
                    Czechach, Danii, czy Węgrzech - to ani dobrze ani źle, tak po prostu musiało
                    się stać z wielu względów...A co do tego, że w Polsce nie trzeba robić kariery
                    w Warszawie zdecydowanie się zgadzamy. Łatwo natomiast komuś, komu nie chce się
                    zabrać za to co go interesuje, mówić, że nic nie zdziałał, "bo nie jest z
                    Warszawy, a tylko w Warszawie w tym chorym kraju się da, to przez samolubstwo
                    Warszawy nie ma perspektyw itd..."
                • darkuss Nareszcie !!! 04.02.05, 07:29
                  nareszcie jakaś mądra wypowiedź na tym szowinistycznym forum broniąca strony Warszawy, w tej dyskusji ( właściwie to wypowiedź, rzekłbym bliska obiektywnej). Nic dodać, nic ująć. Brawo....
                • darkuss Tak, tylko że 04.02.05, 07:35
                  Pytanie: czy ludzie, którzy przyjechali z prowincji a właściwie to ich dzieci są rodowitymi mieszkańcami miasta? Dla mnie "rodowity" nie oznacza człowieka urodzonego w danym miejscu, lecz człowieka posiadającego korzenie w tym miejscu. Jestem z Górnego Śląska, moi przodkowie mieszkają tu z dziada -pradziada, dlatego śmiem nazywać się rodowitym Ślązakiem. Dzieci osób, które przyjechały na Śląsk za pracą uważają się za rodowitych ślązaków, ponieważ urodzili się na śląsku. Kategorycznie się z tym nie zgadzam. Pragnę poznać Twoje zdanie Monadina.
                  • Gość: monadina Re: "kryteria rdzenności i buractwa" IP: 212.160.138.* 04.02.05, 11:49
                    Trudno mi powiedzieć. Na codzień mnie to raczej mało obchodzi...Ktoś odróżnił
                    tutaj rodowitego mieszkańca (po prostu urodzonego w danym mieście) od rdzennego
                    (posiadającego przodków w tym mieście)...To może byc jakieś proste kryterium,
                    byle do niego nie przywiązywać zbyt dużej wagi. W związku z faktem, że zarówno
                    w Warszawie jak i na Górnym Śląsku, najwieksze przemieszanie ludności nastąpiło
                    po 1945, można założyć, że rdzennym jest ktoś kogo przodkowie mieszkali w
                    regionie przez wojną, sięganie głębiej niebezpiecznie ocierało by się o akcje
                    typu ustawy norymberskie, gdzie określano od ilu pokoleń trzeba mieć
                    udokumentowaną czystą germańskość, żeby móc kupić ziemię rolną.

                    Mogą być z tym oczywiście problemy. Np. o sobie mógłbym powiedzieć, że jestem
                    pół-rdzennym a pół-rodowitym warszawiakiem, ale z tej drugiej strony - dziadek
                    wyjechał po powstaniu i założył rodzinę poza Warszawą - jak w takim razie
                    liczyć ten kazus - a takich przypadków są tysiące??? W sumie guzik to mnie...

                    Patrząc pragmatycznie. Jeżeli ktoś nie spełnia czegoś co nazwał bym kryteriami
                    buractwa :))) tzn. :

                    A. Wiedza danego mieszkańca Warszawy nt. miasta nie ogranicza się do rejonu
                    biurowiec/Dworzec Centralny/centrum handlowe/bloki gdzieś na za jakimś pseudo-
                    warszawskim zadupiu, jeżeli kojarzy główne dzielnice miasta tworzące jego
                    klimat (niekoniecznie ma to być wiedza historyczna, szewc prowadzący wartsztat
                    od czterech pokoleń w tym samym podwórzu gdzieś na Szmulowiźnie na pewno nie
                    wie, jaki architekt zaprojektował Teatr Wielki, a rdzennym warszawiakiem
                    niewątpliwie jest), jeżeli nie jest typem który twierdzi np. z pełnym
                    przekonaniem, że w Warszawie tylko się zarabia nie znając ofery kulturalnej
                    tego miasta - jak na Polskę - niewątpliwe najbogatszej
                    B. Jeżeli nie jest typem, który narzeka jak okropnie mieszka mu się w stolicy,
                    a podczas wizyt u rozdziców mówi "u nas w Warszawie"
                    C. jeżeli nie jest z tych nowobogackich buraków albo szukających sponsora
                    wyrachowanych pseudo-kurewek, którzy udają bardziej wielkomiejskich niż
                    nowojorczycy, ubrani - jak się im wydaje - jak z FTV i wyrabiający miastu
                    opinię o warszawskich szpanerach (mógłbym podać ogromną listę pseudo-
                    warszawskich lokali, których należy unikać z uwagi na takich bywalców jeżeli
                    się nie chce uprzedzić do rozrywek w mieście)- po alkoholu wychodzą jednak
                    maniery ex-bywalców disco polo live w remizach.


                    to uważam, że dociekanie skąd taka osoba przybyła i od jakiego czasu mieszka w
                    Warszawie jest idiotyzmem poniżej pasa. Jeżeli zaś ktoś podpada pod jedno z
                    tych kryteriów buractwa (a tylko B dotyczy ewidentnie nie-warszawiaków), jest
                    burakiem i bucem, niezależnie od tego skąd pochodzi - równie dobrze może
                    mieszkać w W-wie od kilku pokoleń - są takie przypadki, choć czysto
                    statystycznie (ale tylko statystycznie) - jeżeli ktoś jest w sytlu opisanymnym
                    w pkt. a i c, to najprawdopodobniej przyjechał z innego miasta albo jest z
                    takich rodowitych warszawiaków, co to przodkowie wjeżdżali po 1945 na naczepie
                    od zetora z toną ziemniaków na zapas, "bo w miście to ni wiadomo czy majom".
                    Nie żebym miał coś en masse przeciw takim, co wjeżdżali na zetorach :))) -
                    ważne żeby nie spełniali w.w kryteriów buractwa i tylko to.

                    Myślę, że - te kryteria można - przy uwzględnieniu różnic regionalnych -
                    zastosować do tego, na ile kogoś można uważać za Ślązaka (choć tu jest jeszcze
                    kontrowersyjna kwestia etniczna), Krakowianina itd.

                    Uważanie, że rdzenność jest jako taka atutem - to oczywiście szaleństwo - warto
                    dodać, że np. wielu artystów kojarzonych jako typowych dla życia kulturalnego
                    Paryża nie było w ogóle z Paryża, ani nawet z Francji. Co nie znaczy, że takie
                    narzekanie jest polską specyfiką. Na pewno tym artystom wiele razy "rodowici"
                    paryżanie okazywali na salonach poczucie wyższości. Wystarczy poczytać Balzaka.
              • Gość: k. Re: Najbardziej źli na przyjezdnych są wieśniaki IP: *.aster.pl 03.02.05, 10:21
                A taki stosunek do Warszawy jaki prezentujesz to niby z czego wynika? Właśnie z tego, że jesteś "przyjezdna". :) Niestety taki to już niefart mają przyjezdni, nie tylko do Warszawy ale do każdego miasta, kraju - zawsze pozostaną tylko "przyjezdnymi" i większość z nich będzie się przez długie lata źle czuć w nowym miejscu zamieszkania. Oczywiście jest dużo wyjątków od tej reguły. Ja w każdym razie bardzo się cieszę, że jestem z Warszawy i że nie w głowie mi wyjazd nigdzie indziej - zawsze będę "tutejszy" i zawsze się tu będę dobrze czuł. :)
              • kixx Re: Najbardziej źli na przyjezdnych są wieśniaki 03.02.05, 10:51
                Gość portalu: ala napisał(a):

                > zgadzam sie :)
                > w W-wie trudno określić kto tak naprawde jest rdzennym warszawiakiem, mam
                > wrażenie, że tu wszyscy są przyjezdni...
                > całe to miasto jest taką wielką sypialnią, w ktorej sie śpi, zarabia i
                niewiele
                > poza tym
                > pozdrawiam
                €€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€€ €€€€€€€€€€
                slowa typowe dla kogos,kto przyjechal do obcej sobie miejscowosci,w ktorej poza
                ludzmi z pracy nie ma zadnych innych znajomych,rodzina zostala w miejscu z
                ktorego pochodzi
                dla takiego kogos nowe miejsce zamieszkania jest zawsze tylko sypialania
                moze po kilkunastu latach,gdy wrosnie nieco w miast pozna wiecej ludzi,to
                sypialnia zmieni sie w miasto w ktorym zyje
                ale tak naprawde dopiero jego dzieci maja szanse na pelna asymilacje
                  • Gość: k. Re: Najbardziej źli na przyjezdnych są wieśniaki IP: *.aster.pl 03.02.05, 13:27
                    Oczywiście, po paru wizytach można już sobie wyrobić opinię, ilu jest przyjezdnych, że w Warszawie się tylko sypia i pracuje, że niewielu jest rdzenych warszawiaków no i oczywiście że jest do dupy, no bo jakżeby inaczej. Bardzo jesteś wnikliwą obserwatorką jak widzę. :D

                    Ciekawe, że takie opinie słychać głównie od Polaków, cudzoziemcom się tu zazwyczaj bardzo podoba, i to nie tylko tym zza Buga :P. No ale to już zagadka dla psychoanalityka. :)

                    Ja bym tylko wszystkim kochanym rodakom spoza Warszawy radził, żeby się zajęli swoim własnym miastem i otoczeniem - na pewno jeszcze wiele można w nim zmienić na lepsze, co też Wam polecam, zamiast czytania z wypiekami na twarzy dyskusji o mieście, w którym byliście "parę razy", ale jak widać macie dużo o nim do powiedzenia, przy czym czym więcej kto gada tym głupiej. :D A my tu w zapyziałej stolycy sami się zajmiemy swoimi problemami.
              • Gość: Zosia_ Re: Najbardziej źli na przyjezdnych są wieśniaki IP: *.acn.waw.pl 04.02.05, 10:22
                Mysle, ze tablice rejestracyjne samochodow eliminuja sporo "warszawiakow".
                Natomiast rdzenni Warszawiacy to chyba gatunek na wymarciu. Wojna przetrzebila
                niezle mieszkancow stolicy wiec nie ma sie co dziwic, ze potem tak wiele osob
                przyjechalo z innych regionow. Teraz przyjezdzaja za praca.
                Na dodatek rdzenni opuszczaja miasto, przeprowadzaja sie pod Warszawe albo do
                innych miast. Ja tez uciekam wkrotce i dowiem sie jak to jest byc przyjezdnym w
                innym wiekszym miescie. Ciesze sie, ze te artykuly nie beda juz mnie dotyczyly
                bo bede gosciem. Dodam, ze jak tylko uda mi sie odlozyc fundusze to z
                przyjemnoscia przeprowadze sie na wies. Kiedys lubilam Warszawe, teraz jest to
                dla mnie zlepek wszystkiego, pogon za kasa.

                Ale po co sa te artykuly to zupelnie nie wiem. Mam sie zaczac odzywac jakos
                inaczej do kolegow z pokoju w pracy bo proporcja Warszawa - reszta Polski jest
                1:6(zaden z nich nawet nie urodzil sie w tym miescie, ale mieszkaja tu od kilku
                do kilkunastu lat)?
            • Gość: helka Re: Najbardziej źli na przyjezdnych są wieśniaki IP: 195.160.253.* 03.02.05, 11:34
              zgadzam się z kolegą
              przyznaję, jestem na "napływowa" ale z największą wrogością spotykam się u
              tych "warszawiaków", których rodzice przybyli do Warszawy natomiast ci
              mieszkający tu od pokoleń to często wspaniali otwarci na innych ludzie
              a może problem jest w Warszawiakach, niech przemyślą wszystko powoli, jeśli nie
              mają pracy czy miejsca na studiach to trudno zwalać na innych, może lepiej
              zastanowić się nad sobą, swoją nieudolnością
              ja tu pracuję i wcale nie dlatego że jako "napływowa" pracuję za marne grosze
              bo to nieprawda, mam świetną pracę, dobrą pensję i musze się tu utrzymać sama
              nie będąc na garnuszku rodziców ale zawdzięczam to swojej własnej ciężkiej
              pracy a nie postępowaniu jakie zaobserwowałam u znajomych "warszawiaków". oni
              olali szukanie pracy przy końcu stiudiów czy też zaraz po ich zakończeniu, oni
              musieli przecież wypocząć biorąc sobie długie wolne a później mieli przetensje,
              że wszystkie ciekawe posady zostały już zajęte
          • hayek1 Re: Rdzenni kontra przyjezdni 03.02.05, 12:12
            Ehh, jak ja lubię jak ktoś bzdury gada i liczy na to, że nikt nie zauważy. :D W wojnie życie straciło ok 700000 mieszkańców Warszawy, w tym 350000 Żydów. Po wojnie większość pozostałych mieszkańców wróciła do Warszawy. Ile to dokładnie było - nie pamiętam, ale z pewnością znacznie więcej niż 100000.
        • Gość: Kazik Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 213.88.140.* 03.02.05, 13:32
          > A skąd Ty wiesz ,ze w innych stolicach o tym nie piszą?Mieszkales w innym
          > miescie poza granicami Polski?podaj prosze przyklady,to interesujące..

          Tak mieszkam za granica i tylko w Polsce i w Warszywie sa te problemy nigdzie w
          cywilizowanym swiecie tego nie ma. Bo Warszywiak to prostak trep i prymitywny
          obsraniec a Warszawa to syf Europy
        • Gość: darkus Rodowitych ??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.05, 07:11
          sorry ale to juz jest śmieszne!!! Jeśli jesteś "rodowitą" Warszawianką to tylko
          dlatego, że asma się tak nazwałaś. Zgadzam się z przeprzedmówcą, że prawdziwych
          Warszawiaków już nie ma - zginęli do 1945 roku. pozostali przy życiu po 45 to
          ludzie ze wsi, którzy przyjechali odbudować miasto za kawałek chleba - nie
          czarujmy się... niezgadzams się matomiast jeśli chodzi o "imigrację" z
          peryfierii, faktycznie nie mozna powiedzieć, że do np.: Berlina, czy Bonn nie
          przyjeżdżają ludzie za pracą...
          Dlaczego jest poruszany temat Warszawiaków? No cóż, sami na to zapracowaliście,
          jesteście nielubiani w całej Polsce. Za co? -za pychę i zarozumialstwo. Sorry,
          że tak wszystkich do jednego wora ładuję. ale w końcu mowa o stereotypach - nie?
        • Gość: Mark Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 83.136.224.* 04.02.05, 09:13
          Niestety, wiele wypowiedzi jest prawdziwych. Spotkałem się z chamstwem w naszej
          stolicy, szczególnie na drodze. Nigdzie kierowcy się tak nie chowują. "Królowie
          szos". Jak widzą samochód z obcą rejestracją a szczególnie z Śląska to wtedy
          wychodzi chamstwo. Radze rdzennym mieszańcom na to popatrzeć.
          Nigdzie w naszym kraju tego niema.
          • Gość: monadina Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 212.160.138.* 04.02.05, 10:23
            To "szczególnie ze Śląska" mówi chyba wszystko o autorze!!! Sugeruje Pan, że
            warszawscy kierowcy - rzeczywiście częśto chamscy - uwzięli się szczególnie na
            Ślązaków:))) Założe się, że przeciętny warszawski cham za kółkiem nie wie
            nawet, jak teraz wyglądają rejestracje z różnych województw (po zmianie),
            często spotykam się z poglądem, że EL to Elbląg;0. Ale Mark wie lepiej, w
            Warszawie nienawidzi sie Śląska i demonstruje to na drogach...

            Post to klasyczny przykład interpretowania zewnętrznych zjawisk przykładając do
            nich własne standardy myślenia, czego efekty są dziwne...

      • Gość: koko Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.crowley.pl 03.02.05, 09:31
        Ano właśnie, małość i ciemnota wychodzi z Polaków. Z jednej strony aspiracje do
        bycia europejską metropolią, a z drugiej zacofane podejście do kwestii
        migracji.
        Uprzedzam pytania - tak, przyjechałem do Warszawy do pracy. I tyle mnie to
        Warszawiaków bla, bla, bla na moja osobę i mnie podobnych obchodzi, co śnieg
        zeszłoroczny.
        Chciałbym żyć w mniej scentralizowanym kraju, gdzie istniałyby silniejsze
        ośrodki regionalne poza stolicą. Ale tak nie jest i to jest wina wszystkich
        Polaków - tych z Warszawy też, że tak sobie państwo urządziliśmy.
      • Gość: mirek Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 193.111.166.* 03.02.05, 10:17
        Gdyby nie to, że mamy mocno scentralizowany ustrój państwa, i żeby robić
        większy biznes trzeba być blisko tych wszystkich urzędasów z urzędów
        centralnych, to Warszawa nigdy by nie miała takiego znaczenia. Przecież
        Mazowsze to (bez Wawy) przez całą historie Polski jeden z najbiedniejszych i
        najbardziej zacofanych regionów! Warszawa jest bogata i nowowczesna tylko
        dlatego, ze wysysa pasożytniczo soki z reszty kraju.
        • hayek1 Re: Rdzenni kontra przyjezdni 03.02.05, 10:27
          Niewiele jak widać wiesz o historii miast polskich. Gdy do Warszawy przenosiła się stolica, była już ważnym i jednym z najszybciej rozwijających się miast w kraju. A to że korzysta z bycia stolicą - toż to przecież oczywistość; która stolica nie korzysta z bycia stolicą? :)

          Co do wypijania soków z reszty Polski - cóż, jeśli chodzi Ci o najzdolniejszych i najbardziej przedsiębiorczych ludzi to faktycznie, Warszawa ich wysysa z innych miast...
        • dem0kryt Re: Rdzenni kontra przyjezdni 03.02.05, 10:31
          Wiesz, od wielu już lat Warszawa więcej łoży do budżetu centralnego, niż z niego
          dostaje. To raz.

          Dwa: wszyscy wyklinają Warszawę i "rządy warszawki", nie pamięając, że większość
          naszych kochanych polityków do Warszawy przybywa tylko na Wiejską...

          Trzy: masz rację z tą centralizacją. Jestem za regionalizacją Polski. Jestem za
          tym, by Śląskowi dać autonomię i stworzyć duże, silne ekonomicznie regiony typu
          Małopolska, Wielkopolska, Mazowsze itp...
      • Gość: bell Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 146.175.12.* 03.02.05, 13:34
        DLACZEGO W INNYCH CZĘŚCIACH EUROPY NIE SŁYCHAĆ O LUDZIACH PRZYJEZDZAJACYCH DO
        WIELKICH MIAST W POSZUKIWANIU PRACY ITP.??

        Bo inne kraje Europy maja normalny rynek pracy i nikogo to nie dziwi, ze
        pracujesz w miescie X a urodziles(as) sie w miescie Y w kraju Z. Po prostu
        cenia cie za to ze jestes dobry(a) w tym co robisz i chca z toba pracowac.

        Do tego Wwa jeszcze nie dojrzala tworzac mit wwiaka i ideologie jego
        pokrzywdzenia przez reszte kraju.
      • Gość: stefan ze wsi Re: Rdzenni kontra przyjezdni-problem ogolnoswiato IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 13:37
        Moi rodzice wyjechali z Warszawy w okresie kiedy wiejska nadwyzka tam
        przyjechala za lekkim chlebem.Dla napływowych nic nie znaczy historia i
        tradycja tego miasta. W wiekszosci oni i ich dzieci odcinaja sie od wiejskich
        korzeni.Po prostu wstydza sie swego pochodzenia i z pogarda odnosza sie do
        nowych.Do Warszawy jade kiedy musze. Moj organizm nie toleruje tego
        miasta.Kocham sielska wies.Moj park jest piekniejszy niz Ujazdowski no i
        ptaszki piekniej spiewaja.
      • Gość: dziadek Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.05, 10:38
        Zgadzam sie w zupelnosci z przedmowca ze w dzisiejszych czasach Ci ludzie
        zostawiaja tam swoje ciezko zarobione pieniadze nie w ,,habzi gornej ,,tylko w
        Waraszawie by ona sie rozwijal a nie ich dziura tez ten temat trzeba poruszyc
        ile stolica zarabia na tych przyjezdnych a sa to chyba wielkie pieniadze anawet
        badzo .Ludzie jedza przemieszczaja sie mieszkaja i tak dalej i tak dalej i
        zostawiaja swoje ciezko zarobione pieniadze w stolicy a nie w swoich wioskach
        zabitych dechami a tu im sie jeszcze nogi podklada zamiast pomagac .Polska to
        wlasnie.
      • warzaw_bike_killerz Re: Rdzenni kontra przyjezdni 16.02.05, 12:24
        Gość portalu: bio napisał(a):

        > OTO WŁAŚNIE POLSKA NASZA!!!
        > DLACZEGO W INNYCH CZĘŚCIACH EUROPY NIE SŁYCHAĆ O LUDZIACH PRZYJEZDZAJACYCH DO
        > WIELKICH MIAST W POSZUKIWANIU PRACY ITP.??
        > W NASZYM KRAJU TO ODWIECZNY PROBLEM.
        > A WARSZAWIACY, KTORZY NAJGLOSNIEJ PROTESTUJA W SPRAWIE PRZYJEZDNYCH ZAPEWNE
        > KIEDYS TEZ DO WARSZAWY PRZYJECHALI. JAK NIE ONI TO ICH RODZICE, DZIADKOWIE IDT.
        > LUDZIE OPANUJMY SIE!!!

        NIE BEDZIEMY SIE OPANOWYWAC!!!
      • Gość: s. Re: Widać kuzyn za mało płacił... IP: 217.8.186.* 03.02.05, 09:11
        Tak to prawda!!! To znany fakt od lat- w zwiazku z bezrobociem przyjezdzaja np.
        kobiety z okolicznych miejscowosci (nawet ze Skierniewic i rownie dalekich
        miejscowosci) i mowia pracodawcy ze one wezma te prace ( znam to z autopsji) za
        300-400 zl!!! oczywiscie jej to wystarczy bo ona zyje w Pcimiu gdzie ceny sa
        niskie, ale dla kogos kto zyje w Warszwie gdzie ceny sa najwyższe w kraju, taka
        pensja to bzdura.
        • Gość: j. Re: Widać kuzyn za mało płacił... IP: 217.8.186.* 03.02.05, 09:20
          > 300-400 zl!!! oczywiscie jej to wystarczy bo ona zyje w Pcimiu gdzie ceny sa
          > niskie, ale dla kogos kto zyje w Warszwie gdzie ceny sa najwyższe w kraju, taka
          to się Słonek przeprowadź. nie jej wina że jesteś nieelastyczny, niekonkurencyjny i masz komunistyczne przekonanie że 'się Ci należy' :)
          • Gość: DRAGON Re: Widać kuzyn za mało płacił... IP: 62.233.205.* 03.02.05, 10:57
            bycie konkurencyjnym nie polega na pracy za darmo w miejscu które najwięcej
            kosztuje a taka jest Warszawa , dzięki wam mało zarabiamy a dużo płacimy
            ludzie z innych miejscowości przyjezdzają do Warszawy i po kilku wynajmują
            mieszkania, nawiezie jeden z drogim konserw i domowego żarcia na miesiąc i
            pieprzy bzdury na forach o tym że rdzenni nie są konkurencyjni , bzdura niech
            spróbują utrzymać dom siebie żone (męża) którzy nie mogą znaleść pracy bo
            przyjezdi zajęli miejsca pracy za mniejsze pieniądze
            Wracać do siebie i u siebie pierdzielić głupoty o byciu konkurencyjnym ,
            dlaczego tego nie robicie
            zle wam w Warszawie to zabierajcie klamoty i do domu , na role !!
            nie pozdrawiam ludzi z poza
        • Gość: koko Re: Widać kuzyn za mało płacił... IP: *.crowley.pl 03.02.05, 09:40
          I nikt nie dostrzega, że ta kobita z Pcimia jest dla Warszawiaków korzystna.
          Czy Tobie podobni naprawdę wolą płacić więcej jeśli płaciliby Warszawiakowi? A
          odzież kupujesz też tylko polską, bo ostatnio zauważyłem, że wyroby wielu
          znanych marek są made in china? A inne towary? Skąd w ogóle możesz wiedzieć
          komu płacisz?
          Kiedy ludzie wreszcie zrozumieją, że pracownikami są przez ok. 8 godz. dzienie.
          A konsumentami ciągle. Kto chciałby zapłacić opiekunce do dziecka 1000zł, tylko
          dlatego, że to dziewczyna z Warszawy? Bzdury drodzy Warszawiacy wypisujecie.
        • Gość: agunia Re: Widać kuzyn za mało płacił... IP: *.dmz.infor.pl / 195.205.179.* 03.02.05, 11:00
          a nie wiesz mądry człowieku, że jak się dojeżdża do pracy z Pcimia to jeszcze
          na ten dojazd trzeba mieć i często jest to o wiele więcej niż życie na miejscu
          nawet z tymi "najwyższymi w kraju cenami"??? powinieneś się zastanowić jak musi
          być w Pcimiu źle, że kobita decyduje się pracować za darmo - 300-400 zł. to
          akurat kwota, którą trzeba wydać na dojazdy do pracy.
      • Gość: monadina Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 212.160.138.* 03.02.05, 10:46
        Przejedź sie do Paryża i wybadaj stosunek "rodowitych paryżan" do
        przyjezdnych :))). Pamiętam, jak gość którego poznałem w Mediolanie
        wypowiedział sie z totalną pogardą w tonie o swoim kumplu "La sua madre e dal
        Sud" tzn. że jego matka jest przyjezdną powiedzmy z Neapolu, Sycylii czy
        Kalabrii. Poza tym - ekstremalnie przesadzana - niechęć warszawiaków do
        przyjezdnych czy ludzi z innych regionów Polski nie jest czymś skrajnym nawet w
        skali kraju. Polecam opinie poznaniaków o mieszkańcach "ściany wschodniej",
        albo zwłaszcza - stosunek wielu Ślązaków do "napływowych". I w Warszawie i
        zwłaszcza na Śląsku da to się oczywiście wytłumaczyć losem jaki spotkał te
        regiony i ich tożsamość po 1945 - ale tylko częściowo, na ogół to jest zwykły
        folklor i przesądy, które spotkasz w podobnej sumie formie prawie wszędzie na
        świecie.
          • Gość: krakusoff żaden mother fucker nie podskoczy do polaka! IP: 81.21.194.* 06.02.05, 00:52
            z zaciekawieniem przeczytałem wyniki sondażu, aczkolwiek kompletnie mnie one
            nie zaskoczyły.od dawna było widoczna walka i niechęć rdzennyh do przyjezdnych.
            nie wiem jednak czy owi rdzenni mieszkańcy naszej stolicy zapomnieli o tym, że
            chcą nie chcąc mieszkaja w miejscu, które z racji swoich tytułów ma pewne
            obowiązki do spełnienia.i oprócz tego, że jest centralą urzędów jak i
            wiekszości wszelakich firm i korporacji trzeba się liczyć z tym, ze bedzie
            przyciagac do swego ciepełka rzesze chętnych którzy bedą chcieli sie przy tym
            wielkim ognisku ogrzać. niestety trzeba sie z tym pogodzic. bo przecież nie
            można czerpac tylko samych korzysci (a warszawa z racji tego, ze jest stolicą
            te korzysci dostaje) z pełnienia najwazniejszego miasta naszego kraju
            jednoczesnie nie oferujac niczego w zamian.swoja droga chyba warszawiacy
            złoszczą sie na przyjzednych głównie dlatego, ze ci nierdzenni maja
            zdecydowanie wieksza motywacje by cos osiagnac, co powoduje zwiekszona
            konkurencje, no i tu zaczyna warszawiak sie denerwowac, ponieważ by przezyc
            musi przystapic do wyscigu szczurów, a tam okazuje sie, ze wcale nie jest w
            czołówce.tak na marginesie to jestem zaskoczony, ze w artykule jako przykład
            przyjezdnego podano krakusów. to chyba niezbyt fortunny przykład:).póki co
            pozdrowienia z pięknego krakowa dla znanych mi przesympatycznych warszawiaków
            (w warszawie bywam TYLKO jako turysta:))
    • Gość: jazula Rdzenni kontra przyjezdni IP: 80.252.4.* 03.02.05, 09:27
      a mnie przyjezdni denerwują... nie dlatego że zabierają miejsca pracy.
      ale dlatego, ze nie czują się z Warszawą zawiązani. ciągle tylko powtarzają że
      Warszawa jest brzydka i że jej nie lubią... i zawsze w takiej sytuacji ciśnie
      mi się na usta pytanie - to po co tu siedzą? i męczą się niepotrzebnie...
      powietrze tylo zabieraja :-) tak na prawdę taka opinia też odnosi się do
      rdzennych warszawiaków. tych którzy Warszawy nie lubią - bo tacy przecież też
      są.
      to miasto trzeba kochać - bo wiele przeżyło. ale przetrwało - i Szwedów i
      Niemców, i Rosjan też.
      • Gość: koko Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.crowley.pl 03.02.05, 09:52
        Ooo przepraszam! Jestem przyjezdny i nie twierdzę, że Warszawa jest brzydka. Za
        piękna też nie, ale które polskie miasto jest? Rzeczywiście przyjezdni w
        większości denerwująco pie.., że brzydka, że to i tamto. A ciekawe jak ich
        mieściny wyglądają? Bo ja nie miałbym czelności porównać moich rodzinnych Kielc
        do stolicy i nazwać ją brzydką.
        I na pewno lubię Warszawę. Lubię tu wracać po paru dniach nieobecności, to
        miasto budzi we mnie pozytywne emocje. Ale to może dlatego, że ja się łatwo
        przystosowuję, lubię duże miasta, w Kielcach w sumie nie najmniejszych od
        urodzenia mieszkałem w centrum, a inni może gdzieś na wsi pod lasem i im tego
        brakuje? Nie wiem.
      • kurczaczek106 Re: Rdzenni kontra przyjezdni 03.02.05, 10:31
        do mojego miasta przyjechali kiedyś warszawiacy byli moimi sąsiadami mniemanie
        mieli o sobie bardzo wysokie wiadomo ze stolicy okazało się póżniej że ona była
        z jakiejś dziury pod warszawą ale i tak uważała że jest kimś ,,lepszym,,.
        bardzo zabawnie było z nią rozmawiać
        • Gość: jj Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: 157.25.31.* 03.02.05, 13:00
          sama sobie przeczysz: warszawiacy .... a ona była z dziury o warszawą.
          Logika taka jak z Żydami. Żyd to jest taki facet którego nie lubimy. Polak robi
          świństwa niee! to nie mógł być Polak!
          Na westerplatte walczyli polacy (bo dzielni). Szmalcownicy to volksdeutche albo
          zdrajcy - nie Polacy (bo podli). Motłoch w Jedwabnem też nie Polacy (ale tak w
          ogóle to Żydzi zasłużyli)
          Warszawiak: szpanuje forsą i wywyższa sie. jest chamski. nawet jak stwierdzimy,
          że mieszka w Wołominie to jest warszawiakiem bo warszawiacy już tacy są.
          ja tu mieszkam (w warszawie) ponad 20 lat i lubię to miasto, przedtem
          mieszkałem w wielkopolsce. Tu i tam obracałem sie w środowisku normalnych
          przyzwoitych ludzi. Wymyślanie jakis teorii rasowo - regionalnych to pomysły
          frustratów i nieudzczników.
      • Gość: Mikulasz Kto jest rdzennym Warszawiakiem? IP: *.kosson.com 03.02.05, 09:46
        Zasadnicze pytanie kto jest rdzennym Warszawiakiem? Kiedyś usłyszałem taką
        definicję, że ten, kto ma groby dziadków na warszawskich cmentarzach. I to jest
        sedno sprawy. Prawdziwi warszawiacy są raczej otwarci, bo po prostu nie mają
        kompleksów i czują sie odpowiedzialni za to miasto. Znają jego historię nie z
        książek, ale z rodzinnych opowiadań, nie są tu anonimowi. Co z tego, że ktoś
        urodził się w Warszawie, ale rodziców ma z wioski? Kto mu przekaże tradycje?
        • Gość: szalkowski Re: Kto jest rdzennym Warszawiakiem? IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 03.02.05, 09:52
          Ja tylko chce zwrocic uwage, ze artykuly o jednym i tym samym czyli o tym, ze
          Warszawiacy lubia (sam tu mieszkam) stolice ale nie lubia przyjezdnych pojawiaja
          sie co miesiac w prawie niezmienionej formie. Tezy podpieraja sondaze.
          Szczerze mowiac nie rozumiem o co chodzi. To moze sie skonczyc alienacja jednych
          i drugich i kreuje i podtrzymuje zle stereotypy. Po jakiego ch... pisac o tym w
          kolko?!



              • agnus_1 Re: Kto jest rdzennym Warszawiakiem? 04.02.05, 10:36
                Ja jestem prawdziwą Warszawianką i jestem z tego dumna. Mam tu groby dziadków,
                ba nawet pradziadków i bardzo kocham to miasto.
                A u przyjezdnych wkurza mnie nawet nie to,że zabierają miejsca pracy, a to,że z
                jednej strony plują na Warszawę i Warszawiaków przy każdej okazji, a z drugiej
                jadą na swoją wiochę czy gdziekolwiek i zadają "szyku" że sa niby
                Warszawiakami. I psują nam opinię, bo ja z tymi ludźmi nie mam nic wspólnego.
                Wiem co piszę- wśród koleżanek w pracy na palcach jednej ręki mogę policzyć
                prawdziwe Warszawianki (te są skromne, wyluzowane,normalne), reszta to tzw
                wyścig szczurów. No i te ich opowieści jak to w skórze w niedzielę poszły do
                kościoła w swoim miasteczku i jak im wszyscy zazdroszczą że się w Wawie tak
                odkuły....nie, to ponad moje siły.
          • matr999 NIE KARMIĆ TROLLA!!! CZYLI GW... 03.02.05, 09:58
            To sie nazywa na grupach dyskusyjnych karmieniem trola, podazanie za watkiem
            ktory jest stricte po to zeby wywolac chora dyskusje, jestem rdzennym
            warszawiakiem i luibie przyjezdnych, pierdoly w stylu zabieraja nam miejsca
            pracy sa po prostu pie..mi, bo z drugiej strony niektorzy tworza przeciez
            miejsca pracy, problemem jest moze zatrudnianie na czarno i przez to czesciowe
            niszczenie rynku ale od tego mamy przeciez instytucje panstwowe co by mialy to
            kontrolowac, czy tego nie robia to inna sprawa - reasumujac, nie karmic trolla
            jakim jest GW!!! :)
            • Gość: Piotrek BRAWO matr999, BRAWO Jędrzej! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.02.05, 14:58
              my thoughts, exactly. Jestem z Warszawy i *kocham przyjezdnych*. Bardzo dobrze,
              ze sa. Dzieki nim to miasto sie rozwija. Czy Londyn, Nowy Jork bylyby tym
              samym, gdyby nie przyjezdni(czesto zyjacy tu w heroicznych warunkach)?

              Jeszcze wazna informacja: Bob Dylan, Patti Smith czy Lou Reed byli w Nowym
              Jorku przyjezdnymi. To oni jednak wspoltworzyli tozsamosc tego miasta. Takich
              przykladow moglbym mnozyc setki. Miasto, do ktorego nie garna sie przyjezdni,
              nie robia kulturowego fermentu, nie ma swiezych wplywow, obumiera.
              Skonczcie wiec z tym pogardliwym tonem, warszawscy lokalni "patrioci".
              • katmoso Re: BRAWO matr999, BRAWO Jędrzej! 03.02.05, 16:13
                Własnie!! Warszawa, wbrew temu co wypisuje GW, jest bardzo otwarta na
                przyjezdnych. Wystarczy porównać z zamkniętym środowiskiem krakowskim. a
                nastepnie zestawić osiągnięcia choćby intelektualne obu miast. Od razu widac,
                że Warszawa przoduje. Tutaj więcej się dzieje, szybciej tworzą się nowe trendy.
                chociaz jestem "przyjezdna", lubię Warszawę własnie dzięki temu otwarciu i
                pewnemu liberalizmowi, którego brak w innych dużych miastach. chętnie poznaję
                tutejszą historię i kulturę. a gdy przyjeżdzają do mnie znajomi z rodzinnych
                stron, to prowadzę ich w ciekawe miejsca, których tu nie brakuje, a nie tylko
                na Starówkę, taras PKiN czy do trendy klubu. Pozdrawiam wszystkich mieszkańców
                Warszawy - miasta o niesamowitym klimacie!
          • Gość: Jędrzej "Wyborcza" znów jątrzy IP: *.chello.pl 03.02.05, 11:01
            Gość portalu: szalkowski napisał(a):

            > Ja tylko chce zwrocic uwage, ze artykuly o jednym i tym samym czyli o tym, ze
            > Warszawiacy lubia (sam tu mieszkam) stolice ale nie lubia przyjezdnych
            pojawiaja sie co miesiac w prawie niezmienionej formie [...]

            -----------------------

            Gazeta Wyborcza ostatnio kocha jątrzenie. A to sprawa z Borrellem, a to raport
            British Museum rzekomo wymierzony przeciw Polsce, a to skopiowany przez
            Wildsteina indeks osobowy IPN, który GW (i chyba tylko ona) z upodobaniem
            nazywa "listą ubecką". Teraz znowu ta historia. Proszę zwrócić uwagę, że z
            artykułu nie dowiadujemy się niczego, co pozwoliłoby ocenić reprezentatywność
            tego "sondażu". To w ogóle nie jest typowy sondaż socjologiczny, ot pogaduszki
            jakieś z wybranymi wg. nie wiadomo jakich kryteriów rozmówcami.

            Ja jestem rdzennym warszawiakiem, a z przyjezdnymi mam dużo do czynienia,
            pracuję bowiem na uczelni, gdzie większość słuchaczy pochodzi spoza Warszawy.
            Bynajmniej mnie ci młodzi ludzie nie "denerwują". Przeciwnie - uważam za wielki
            przywilej stolicy, że może gościć najzdolniejszą młodzież z całego kraju.
            Miasto, w którym przebywają wyłącznie miejscowi jest miastem prowincjonalnym.
            • Gość: kokosz Re: "Wyborcza" znów jątrzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 12:54

              Niestety,

              będąc zklasyfikowanym "rdzennym" muszę STANOWCZO ZAPROTESTOWAĆ przed próbą SEGREGACJI ZA
              POCHODZENIE.

              Przecież to KOMUNIZM, MARKSIZM I FASZYZM

              Jak można tak traktować ludzi ??????? Warszawa jest miejscem pomnikiem patriotyzmu WSZYSTKICH
              Polaków....

              Gazeto.....puściłaś Pani bąka........fuuuuuuuuuuuuuuuuuu uuu

    • Gość: meres Rdzennych Warszawiaków po Powstaniu zostało IP: *.man.polbox.pl 03.02.05, 09:57
      po wojnie może 3%. Cała reszta to przyjezdni, w dodatku przyjeżdżali tu nie z
      dużych, zacnych (z tradycjami i historią) miast takich jak Kraków czy Poznań,
      ale z wiosek tak małych, że często nie było ich na żadnej mapie!!!
      Teraz wnuki takich napływowców, mieszkający wygodnie w mieszkaniach które
      państwo 'dało' mądrzą się i puszą, choć jak przychodzi co do czego to okazują
      się mniej chętni do pracy. W końcu mają tę wygodę, że jako 'rodowici'
      Warszawiacy zawsze mogą wynająć jeden pokój przyjezdnemu i za tą kasę opłacić
      wydatki mieszkaniowe i część swojego utrzymania...
    • Gość: JanŻ Re: Rdzenni kontra przyjezdni IP: *.mlociny.pl / *.crowley.pl 03.02.05, 09:59
      Zajmowanie się problemem przyjezdnych, na łamach gazety, wydaje mi się działaniem zmierzającym, w dłuższej perspektywie, do utrwalania wzajemnej niechęci pomiędzy grupami wymienionymi w temacie. Dla mnie, stwierdzenie "rdzenny mieszkaniec warszawy", to synonim "rdzennego mieszkańca Ameryki, Australii itp.". Jak potoczyły się ich dalsze losy, wiemy z historii.
      Dla mnie przeprowadzka do Warszawy, nie była nobilitacją lecz koniecznością życiową wynikającą z przebiegu mojej kariery zawodowej, której zwieńczenie nastąpiło właśnie w Warszawie. Zanim osiadłem tu na stałe, przeprowadzałem się, wraz z Rodziną ośmiokrotnie. Nie żałuję, że tak właśnie się stało, bo widziałem wiele pięknych zakątków naszego kraju, poznałem wspaniałych ludzi itp.
      Nie czuję się w moim mieście kimś gorszym a jeśli jestem w czymś lepszy, to ja o tym wiem i nikogo nie muszę specjalnie informować. Pozdrawiam serdecznie wszystkich mieszkańców Warszawy, bez względu na to czy są mieszkańcami rdzennymi czy przyjezdnymi.
    • Gość: ada, Wynajmują mieszkanie w pięć osób, wcinają cały tyd IP: *.novartis.com 03.02.05, 10:01
      zień chińskie zupki a na weekend wracają do siebie. A warszawiak w tym czasie
      nie ma pracy, traci mieszkanie które kosztuje go o wiele więcej niż tego
      przyjezdnego, rodzinę. Powinno wprowadzieć się zakaz zatrudniania
      niezameldowanch w warszawie lub ogranicznyć prawo do zatrudniania przyjezdnych,
      albo obniżyć radykalnie czynsze i opłaty dla zameldowanych w warszawie.
      • Gość: piootr Re: Wynajmują mieszkanie w pięć osób, wcinają cał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 11:08
        Ma tańsze mieszkanie? Co Ty bredzisz kobieto. Ciesz się, że będąc warszawianką
        ( o ile jesteś) miałaś szansę nawiązać lepsze kontakty i pokręcić się w tej
        cześci kraju, gdzie o życiową szansę najłatwiej. Prowincja o tyle zrzuca się na
        stolicę, że ze względu na centralne instytucje polityczne, firmy spieszą, aby
        założyć tutaj centralę. Świadczy to o stylu naszego kapitalizmu,
        charakterystycznego dla wszelkich "bananowych republik" gdzie nie zrobisz
        interesu bez dużej polityki. Ot co - cała zasługa warszawki, to umiejscowienie
        w cieniu poważnej polityki. Z tego faktu wynikają konkretne, ekonomiczno -
        społeczne implikacje, których efekty warszawka błędnie przypisuje swoim
        walorom.
        • Gość: monadina Re: Wynajmują mieszkanie w pięć osób, wcinają cał IP: 212.160.138.* 03.02.05, 15:52
          Piootrze, geniuszu - a do czego potrzebne są chody w stolicy komuś, kto chce
          założyć jakąś małą albo średnią firmę (a takie składają się w większości na
          przychody i poziom zatrudnienia w sektorze prywatny w Polsce, w tym także -
          wbrew mitom - w Warszawie)? Jakiego interesu nie zrobię bez dużej polityki? Bo
          chyba nie takiego, którymi się zajmuję przeciętny polski przedsiębiorca. Być
          może raczej ważniejsza jest mała polityka - taka którą załatwiasz na obiadach u
          wójta, no ale władze lokalne są nie tylko w Warszawei:) A ci którzy robią
          rzeczywiście interesy w oparciu o dużą politykę nie muszą siedzieć na stałe w
          Wawie, czego przykładem jest doktor K., Prokom i wielu wielu innych

          Kolejny, który, co się dzieje w kraju wie z telewizji, wypisuje bzdury, nie
          mając, jak wolno mi sądzić po retoryce jego postów, najmniejszego pojęcia o
          ustroju, systemie prawnym, strukturze gospodarki itd. państwa., w którym żyje.

          Ciekawe zresztą, kto tak gnębi te regiony faworyzując stolicę. Sejm, który
          stanowi prawo - w 96% wybierany przez nie-warszawiaków???
          • Gość: piootr Re: Wynajmują mieszkanie w pięć osób, wcinają cał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 16:54
            Miałem na myśli rynek pracy w międzynarodowych korporacjach, a nie zakładanie
            małych przedsiębiorstw. Odnoszę wrażenie, że o te stanowiska w szczególności
            toczy się wojna warszawa - reszta kraju. Zresztą te małe firmy są w duszej
            części prostą konsekwencją istnienia gigantów i ich potrzeb. Dyskusja nasza ma
            niewiele wsp`olnego z ustrojem i systemem pa`nstwa - nie wiem, po czym
            stwierdzasz moją nieznajomość tych dziedzin. Zarzucając mi znajomość realiów
            życia gospodarczego kraju "z telewizji" określasz jasno,gdzie one według ciebie
            się toczy, więc po co te niekonsekwentne teksty o równych szansach itp.
            • Gość: monadina Re: Wynajmują mieszkanie w pięć osób, wcinają cał IP: *.aster.pl 03.02.05, 19:20
              Hm, jak ktoś pisze o tym, jak funkcjonuje kapitalizm w państwie i jakie są jego
              zdaniem główne przyczyny sukcesu W-wy, to zakłądam, że powinien pisać wiedząc
              jaka jest struktura gospodarcza kraju i jakie czynniki składają się po 1989 na
              sukces i porażkę poszczególnych regionów. Powinien też wiedzieć, jak się
              zakłada biznes i kiedy jest potrzebne poparcie polityczne w centrali, a kiedy
              nie...A także skądinąd powinien wiedzieć, czy na wpływach politycznych jadą
              bardziej firmy warszawskie, czy niektóre firmy regionalne. Proponuję zbadać
              kiedyś, z jakich regionów pochodzą firmy wygrywające przetargi publiczne dla
              danych instytucji rządowych i z jakich regionów pochodzą kierujący tymi
              instytucjami;) To informacje jawne...

              Co do korporacji międzynarodowych - wyobrażenia, że to one głównie tworzą
              warszawski rynek pracy to właśnie coś, co określił bym mianem wiedzy
              telewizyjnej - chociaż może tak być z punktu widzenia ambitnych absolwentów
              określonych kierunków studiów z innych dużych miast (prawo, marketing itd.)
              Podobnie - poza niektórymi pojedynczymi branżami, nie przeceniałbym tego, że
              sam fakt istnienia urzędów centralnych w danym mieście jest głównym argumentem
              przemawiającym o atrakcyjności inwestycyjnej dla zagranicznych koncernów...

              Nie mówię, że w kraju są równe szanse. Nie mówię, że polski kapitalizm nie
              wykazuje cech "republiki bananowej", że nie jest państwem silnie zetatyzowanym,
              ani że nie jest niezbędna decentralizacja (na której jednak, obawiam się,
              najbardziej skorzystałaby Warszawa). Ale to wszystko nie takie proste...Jeżeli
              ktoś wszystko upraszcza do 2-3 populistycznych haseł o obławianiu sie
              warszawiaków kosztem innych regionów (czyli na całe zjawisko dysporoporcji
              regionalnych ma jedną, lekko spiskową odpowiedź), to znaczy właśnie, że
              prawdopodobnie bazuje na różnego rodzaju plotkach i medialnych sensacjach
      • amatil Re: Wynajmują mieszkanie w pięć osób, wcinają cał 03.02.05, 11:14
        Ty wiesz ile kosztuje przyjezdnego wynajęcie mieszkania w Warszawie? 1200
        złotych za dwa pokoje to normalka. Taniej bywa na peryferiach. Wracają na
        weekend do domu? dobre sobie, jak są z Małopolski, to pociąg do Krakowa w dwie
        strony to ok. 150 złotych. Wyobrażenia "warsiawiaków" o przyjezdnych bywają
        komiczne.