Dodaj do ulubionych

ekologia w Białołęce

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.02, 15:00
Okiem ekologa

Gmina Białołęka jeszcze nie tak dawno szczyciła się tym, że była
najpiękniejszą enklawą przyrodniczą spośród wszystkich warszawskich gmin.
Rozwój budownictwa i infrastruktury w Białołęce pociąga za sobą straty w
ekosystemie. Są to straty nieuniknione, albowiem rozwijające się miasto
sukcesywnie wchłania zielone przedmieścia. Koncepcje zrównoważonego rozwoju
zakładają jednak, iż można pogodzić rozwój demograficzny i industrializację
z ochroną naturalnego środowiska. O tym, że nie zawsze tak się dzieje w
Białołęce, traktuje poniższy tekst.
Wisła – symbol naszej polskości, przepływa również przez Białołękę. Jest to
ostatnia rzeka w Europie, zakwalifikowana, między innymi przez tak poważne
organizacje, jak WWF (Światowy Fundusz na rzecz Przyrody), jako unikat na
skalę światową. Dzięki niespotykanym w takiej postaci na świecie lasom
łęgowym i zamieszkujących je okazach fauny i flory. Przy odrobinie szczęścia
można nad Wisłą zobaczyć orły bieliki, czajki, krogulce, częstym widokiem
cieszą oko kruki, sieweczki, siwe czaple, kormorany czy bobry. Jednak dziki,
sarny czy łosie to niestety coraz rzadszy widok nad królową naszych wód.
Dlaczego? Wyjaśniając ten problem ograniczę się do terenu Białołęki, ponieważ
problemy ekosystemu mojej gminy są mi najlepiej znane.
W 1995 roku w Białołęce rozpoczęto „zabiegi regulacyjne” koryta Wisły.
Tradycyjnie koryto reguluje się przy pomocy „główek”, tam oraz „opasek”. W
naszej gminie „regulowano” koryto, zrzucając w nurt rzeki, przez 5 lat –
gruz, odpady budowlane, opony, degradując w ten sposób środowisko naturalne,
a jednocześnie niebezpiecznie przewężając koryto rzeki o ponad 100 metrów, co
przy dzisiejszych wysokich stanach wód rzek polskich grozi powodzią. Na nic
zdały się protesty Polskiej Akademii Nauk, Wojewódzkiego Konserwatora
Przyrody, Komisji Ochrony Przyrody w Warszawie, ekologów, Rady Osiedla oraz
mieszkańców. Po ukończeniu prac, PAN stwierdziła nieodwracalne zmiany i
degradację środowiska na najbliższe kilkaset lat, łącznie ze zlikwidowaniem
na tym terenie wszystkich gatunków zwierząt i roślin. Pisklaki i zwierzęta
mieszkające pod ziemią, które nie zdążyły uciec przed buldożerami, żywcem
skonały pod warstwami warszawskiego gruzu. Reszta zwierząt bytujących na
powierzchni ziemi zmuszona została do przeniesienia się w dalsze strefy lasów
łęgowych. Cała roślinność, łącznie ze wspomnianymi wyżej, unikatowym lasem
łęgowym została wyrąbana i zasypana.
Paradoksem całego przedsięwzięcia jest fakt, iż „inwestycja” prowadzona przez
5 lat, nie dość, że nic pożytecznego nie wniosła w zakresie regulacji, to
jeszcze skutki jej okazały się porażające. Nurt rzeki skierowano na bielańską
stronę, gdzie zostaje odbity od główki kolektora bielańskiego i ze zdwojoną
siłą wbija się w tarchomiński brzeg, wydzierając go i szybko zbliżając się do
wału. Dodatkowo, przewężenie koryta i zasypanie jednej z odnóg rzeki,
spowodowały, że woda płynie tylko jednym, głównym korytem.
Wisła na terenie Białołęki, jeszcze w latach 70-tych posiadała ogromne tereny
zalewowe, które zostały zasypane na obszarze kilku kilometrów kwadratowych,
popiołem z pobliskiej Elektrociepłowni „Żerań’. Dodatkowe ograniczenie
terenów zalewowych poprzez rzekomą regulację, to swoisty gwóźdź do trumny. W
ostatnich latach stany wód Wisły potrafią być bardzo wysokie, niejednokrotnie
przekraczając stany ostrzegawcze i alarmowe. Gdyby stany wód Wisły z lipca
1997 roku i kwietnia 1998 roku okazałyby się wyższe o 1 – 1,5 metra, to z
całą pewnością woda wylałaby, w pierwszej kolejności na Pradze, następnie na
Saskiej Kępie, a potem w Białołękę. Obrazki z powodzi na Odrze jeszcze długo
pozostaną w naszej pamięci. Dla przykładu warto podać fakty z kraju, który
popełnił tego typu błędy – Niemiec. Na Renie ogromne powodzie zdarzały się do
połowy XX wieku, średnio, co 40 – 60 lat. Gdy w latach siedemdziesiątych
niemieccy hydrotechnicy „poprawili” Ren, wielkie powodzie nie tylko nie
skończyły się, lecz zaczęły nawiedzać Niemcy co 3 – 5 lat. Niestety naszych
hydrotechników błędy sąsiadów niczego nie nauczyły. Owszem, należy regulować
rzeki, ale nie zmniejszając ich pojemności retencyjnej, czyli jak wyżej
wspomniałem poprzez budowanie ostróg, opasek i główek z kamienia łupanego na
podkładzie faszynowym. Prace w międzywalu białołęckim okazały się sprzeczne z
planem zagospodarowania przestrzennego dla m.st. Warszawy z 1992 roku, który
wyklucza realizowanie funkcji nie związanych z rekreacją oraz ochrony
przyrody.
Degradacja środowiska naturalnego w międzywalu białołęckim, równolegle
prowadzona była na terenie wcześniej wydartym Wiśle, gdzie EC „Żerań” za
przyzwoleniem Wydziału Ochrony Środowiska naszej gminy, zezwoliła składować
osady pościekowe z oczyszczalni ścieków „Czajka”. W osadach tych stwierdzono
występowanie 16 endowirusów, powodujących m.in. paraliż dziecięcy, zapalenie
opon mózgowych, wady serca, choroby dróg oddechowych oraz inne pasożyty i
mikroorganizmy chorobotwórcze. W krajach wysoko rozwiniętych, takie osady
służą jako paliwo przemysłowe, wcześniej osuszone i poddane obróbce.
Innym problemem ekologicznym Białołęki jest postępujące karczowanie drzew.
Wydma Tarchomińska – przepiękne uroczysko z prastarym drzewostanem, z
polodowcowymi oczkami, uznane zostało przez miasto stołeczne Warszawa za
unikatowy teren przyrodniczy. Podczas budowy kanalizacji na tym terenie
wycięto znaczną część drzewostanu, a przecież można było spokojnie
poprowadzić wykop obok wydmy. Podobna sytuacja- moim zdaniem do uniknięcia –
miała miejsce podczas przygotowywania inwestycji budowlanej na terenie
Portu Królewskiego „Żerań”
Przyroda białołęcka jest naszym wspólnym dobrem, o które wszyscy, łącznie z
decydentami, powinniśmy dbać i troszczyć się. Inaczej bowiem,
termin „Zielona Białołęka” będzie miał już tylko historyczne znaczenie.

Piotr Kozłowski
Autor jest Powiatowym Strażnikiem Ochrony Przyrody i przewodniczącym Rady
Osiedla Żerań

Obserwuj wątek
    • Gość: Christoff Re: ekologia w Białołęce IP: *.euv / 10.173.14.* 26.10.02, 22:33
      Cieszę się że ktoś zainteresował się ekologicznymi problemami Białołeki. Myślę
      że podstawowym problemem jest brak świadomości mieszkańców, jakimi wartościami
      przyrodniczymi dysponuje nasza gmina i jakie grożą im niebezpieczeństwa. Władzy
      po prostu trzeba ciągle patrzeć na ręce! Gdyby mieszkańcy wiedzieli, co grozi
      im w związku z "deregulacją" Wisły nie byliby obojętni na to co się dzieję i
      wymusiliby na władzach zmianę decyzji. Brawo Historyk! Proszę o jeszcze.
    • chaladia Re: ekologia w Białołęce 26.10.02, 23:05
      Człowieku, połowa "Zielonej Białołęki" pali w piecach oponami i starą papą, bo
      nie ma pieniędzy na węgiel, a Ty tu z takimi sprawami...
      Pojedź sobie na Płochocińską w zimny dzień i powąchaj.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka