Gość: żbik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.10.05, 20:59
Pan prezydent Kaczyński i jego współpracownicy nie przestają zadziwiać
zapałem i konsekwencją w likwidowaniu samorządności w warszawskich
dzielnicach. Właśnie usiłują dopisać kolejny wątek do diagnozy postawionej
przez "Informator" w artykule "Dzisiaj Warszawa, jutro Polska?". 5
października ochoccy radni otrzymali do zaopiniowania projekt uchwały Rady
Miasta Stołecznego Warszawy "w sprawie likwidacji niektórych zakładów
budżetowych i jednostek budżetowych Miasta Stołecznego Warszawy". O co
chodzi? Ano o likwidację Ośrodków Sportu i Rekreacji. Także naszego - na
Ochocie.
Dzisiaj ochocki OSiR jest odrębną jednostką budżetową. Faktyczną zwierzchność
merytoryczną nad ośrodkiem sprawuje dyrektor miejskiego biura sportu. Mimo
swoich okrojonych kompetencji samorząd dzielnicowy ma jednak możliwość
kontrolowania i interweniowania w sprawach dotyczących zarówno optymalnego
zaspokajania potrzeb mieszkańców dzielnicy, jak i sprawności oraz
gospodarności w zarządzaniu ośrodkiem. Projekt likwidacji odrębności OSiR,
przygotowany przez władze miasta, pozbawiłby mieszkańców dzielnicy
jakiegokolwiek wpływu na jego funkcjonowanie i oddał pełnię nieskrępowanej
władzy urzędnikom w Urzędzie Miasta. Po raz kolejny okazuje się, że ktoś za
nas ma decydować w naszych sprawach. Tym razem urzędnicy z miejskiego ratusza
pragną nam wskazać, kiedy i z jakich zajęć rekreacyjnych mamy korzystać oraz
jakie dyscypliny sportu powinniśmy uprawiać.
W uzasadnieniu do projektu, stworzonego w miejskim Biurze Sportu, wskazuje
się, że wadą obecnego stanu rzeczy jest to, iż "wszystkie ośrodki realizują
politykę upowszechniania kultury fizycznej na zasadzie maksymalnie szerokiego
zakresu usług". A to źle! - dają do zrozumienia autorzy projektu. I dla dobra
mieszkańców chcieliby, aby poszczególne ośrodki specjalizowały się w różnych
dyscyplinach sportu? Czyli - jak rozumiemy z ukrytej w nowomowie urzędowego
dokumentu intencji - miłośnicy siatkówki z całego miasta pielgrzymowaliby np.
na Bemowo, a entuzjaści koszykówki, załóżmy, na Pragę? To rzeczywiście...
świetny pomysł!
Chciałbym zwrócić uwagę projektodawcom, że Ośrodek Sportu i Rekreacji ma być
z założenia miejscem, gdzie nasi mieszkańcy będą poprzez "aktywność ruchową",
zwaną też rekreacją, podtrzymywać zdrowie i sprawność fizyczną, czerpiąc przy
tym frajdę z zabawy w różne dyscypliny sportu. Jeśli natomiast
współpracownicy prezydenta Kaczyńskiego chcą zadbać, swoim pomysłem, o
stworzenie inkubatorów sportu wyczynowego to: po pierwsze - odsyłam do klubów
sportowych, a po drugie - sugeruję np. wsparcie dla rozwoju uczniowskich,
szkolnych i międzyszkolnych klubów sportowych oraz szkół sportowych.
Innym argumentem przytaczanym przez autorów pomysłu likwidacji OSiR jest
konstatacja, iż "środki finansowe na ich działalność kierowane są poprzez
załączniki finansowe dzielnic, które sprawują nadzór nad ich wykorzystaniem".
To źle? - pytamy. Ano źle! - odpowiadają współpracownicy Lecha Kaczyńskiego -
gdyż "w efekcie brak jest bezpośredniej korelacji działań merytorycznych i
działań finansowych" (sic!). Rozumieją Państwo? Nie? No bo jeśli nie wiadomo
o co chodzi, to chodzi o...
Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że o ile poszczególne ośrodki w dzielnicach
radzą sobie na ogół bardzo dobrze, także finansowo, o tyle ogólnomiejski
(czyli podległy bezpośrednio urzędnikom Pana Prezydenta) Warszawski Ośrodek
Sportu i Rekreacji ma finansowe kłopoty. Członkowie funkcjonujących w OSiR
związków zawodowych przekonują, że ów zabieg likwidacji dzielnicowej
odrębności ma być lekarstwem na efekty miejskiej niegospodarności.
11 października szef miejskiego Biura Sportu Artur Piłka spotkał się z
radnymi i związkowcami, którzy przedstawili mu wątpliwości i postawili wiele
pytań. Odpowiedź mamy dostać w połowie listopada. Podczas tego samego
spotkania "dociśnięty argumentami" wiceprezydent Warszawy (nadzorujący sprawy
sportu w Urzędzie Miasta) Władysław Stasiak wyznał, iż dyrektor
Piłka "pospieszył się z przygotowaniem projektu" i że tak w ogóle to jego
pomysł, a "władze miasta go nie akceptują". Czyli, że co? Urzędnicy Pana
Prezydenta - bez jego wiedzy - zmieniają system zarządzania miastem, a Lech
Kaczyński o tym nie wie? Ktoś tu chyba jest... nie na miejscu. Tylko kto...?
Jeszcze przed rejteradą władz miasta dzielnice otrzymały pismo (datowane na
10 października), w którym powiada się, że w związku z "zapytaniami
związkowców" oraz "pracami nad budżetem miasta" projekt jest wycofany i (nim
powróci?!) ze względu na "dobro mieszkańców" konieczne są konsultacje... ze
związkami zawodowymi i zarządami dzielnic. No i proszę! Znowu Pan Prezydent
zapomniał(?), iż o "dobru mieszkańców" wypadałoby porozmawiać z ich
reprezentantami, czyli radnymi. Szkoda.
Proszę zatem ten artykuł potraktować jako - nieproszoną konsultację.
I na koniec pewna refleksja. W sprawie OSiR wypadałoby wygłosić inwokację -
"O Sir! Czyżby parafrazując słynną sentencję Ludwika "Króla Słońce" -
Francja to ja! - Pan Prezydent chciał powiedzieć - Warszawa to ja? Jeśli tak,
to proszę spróbować dostrzec problemy warszawiaków z wysokości... swojego
urzędu".
Piotr Żbikowski