Gość: ???? IP: *.range86-142.btcentralplus.com 13.09.06, 16:37 wiadomosc jest bardzo dobra, ale.... brzmi to podejzanie - janukowycz stalsi polonofilem? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: siergiej Re: To dlaczego się nie zgadzamy? IP: *.net.pulawy.pl 13.09.06, 19:22 bo podobno chodzi tylko o mieso kacze ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Costar/Animex PiS: skontrolować wszystkie zakłady Smithfielda! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.06, 20:34 Inspektorat Weterynarii w Kielcach potwierdza oficjalnie informacje "Rz" i TVN: w zakładach Constar znaleziono przeterminowane wędliny PiS żąda skontrolowania wszystkich zakładów Smithfielda [amerykańskiego właściciela Constaru — red.] w Polsce Inspektorzy znaleźli w Constarze nieświeże produkty w dziale ekspedycji, z którego wysyła się mięso do sklepów - ujawnił wczoraj Paweł Banasik, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Kielcach. Według głównego lekarza weterynarii Krzysztofa Jażdżewskiego, kontrola jego służb potwierdziła prawdziwość relacji "Rz" i TVN o odświeżaniu wędlin w starachowickim zakładzie. Od piątku Constar jest zamknięty. Eksperci związani z SGGW zwróciliuwagę, że afera ma źródło m.in. w umowach między sklepami i zakładami mięsnymi - duże sieci handlowe nie powinny zwracać zakładom mięsa, któremu kończy się termin ważności. Z kolei Prawo i Sprawiedliwość domaga się, żeby najbliższe posiedzenie Komisji Rolnictwa poświęcić Constarowi.Wojciech Mojżesowicz (PiS): - Przez aferę tracimy wiarygodność na rynkach. Constar - wszystkiemu winni dziennikarze? Ziemowit Nowak (08-05-2005 23:00) Gdzie się podziały nakręcone przez TVN materiały z Zakładów Mięsnych Constar? Początkowo rzecznik prokuratury okręgowej zarzucił dziennikarzom, że nie chcą ich przekazać, potem - po wyjaśnieniu sytuacji - przeprosił za niezręczność. Artykuł archiwalny; Kielce Constar - skandal cd. Wszystkiemu winni dziennikarze? Gdzie się podziały nakręcone przez TVN materiały z Zakładów Mięsnych Constar? Początkowo rzecznik prokuratury okręgowej zarzucił dziennikarzom, że nie chcą ich przekazać, potem - po wyjaśnieniu sytuacji - przeprosił za niezręczność W wypowiedzi opublikowanej przez PAP Bogdan Karp, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach, stwierdził, że telewizja TVN nie dostarczyła prokuraturze innych nagrań poza tymi, które ukazały się na antenie. Nie zgłosiła się również na przesłuchanie reporterka stacji, bo kierownictwo TVN odpowiedziało, że taka osoba w telewizji nie pracuje. W informacjach tych podano również zdanie pracowników Constaru, że materiały TVN mogły być sfingowane. - Insynuacje, że mogliśmy spreparować ten materiał, są absurdalne i obraźliwe. Przekazaliśmy prokuraturze cały materiał filmowy, zdjęcia bez masek [zakrytych twarzy - red.], również te, które nie ukazały się na antenie. Co do nazwiska reporterki, to nie ma nic dziwnego w tym, że w materiale śledczym posłużyła się pseudonimem. To normalne, biorąc pod uwagę zagrożenie, z jakim spotykają się śledczy dziennikarze - tłumaczy Monika Szymborska, producentka. Jej zdaniem dużo ważniejsze jest to, jak postępuje śledztwo w sprawie nieprawidłowości w Constarze. Stacja TVN wraz z dziennikiem Rzeczpospolita wystąpiła do ministra sprawiedliwości, by osobistym nadzorem objął to postępowanie. W piątek ekipa TVN spotkała się z prokuratorem Karpem. - Wyjaśniliśmy te sprawy, to było nieporozumienie. Dostałem zapewnienie, że reporterka stawi się na wezwanie prokuratury, nie będzie też żadnych problemów z materiałami telewizyjnymi nakręconymi przez TVN. Traktuję to jako nieszczęśliwy zbieg okoliczności, zostałem zapewniony, że żadnej złej woli ze strony stacji nie ma. Jeśli dziennikarze poczuli się moimi wypowiedziami urażeni, to ich przepraszam - mówi prokurator Karp. Miesiąc temu reporterzy stacji ujawnili, jak pracownicy Zakładów Mięsnych Constar w Starachowicach "odświeżają" wędliny wycofane ze sklepów z powodu utarty terminów ważności i część z nich kierują do powtórnej sprzedaży. Po interwencji służb weterynaryjnych zakład zaprzestał produkcji na dwa tygodnie, ze sklepów wycofano też wszystkie produkty Constaru. Zastępca prokuratora generalnego Kazimierz Olejnik będzie nadzorował śledztwo Reporterzy poprosili ministra o interwencję w sprawie śledztwa(c) AFP DENIS SINYAKOV - Zarówno dziennikarze "Rz", TVN, jak i prokuratura stoją po jednej stronie barykady - zapewnia Olejnik. Decyzja, że będzie sprawował nadzór nad sprawą, to skutek listu, który skierowały do ministra sprawiedliwości Andrzeja Kalwasa TVN i "Rz". Obie redakcje poprosiły ministra o interwencję w sprawie śledztwa dotyczącego "odświeżania" wędlin w Constarze (proceder wspólnie ujawniliśmy w połowie kwietnia). Powodem napisania listu były informacje podawane przez prowadzącą śledztwo kielecką prokuraturę, jakoby telewizja utrudniała śledztwo. Rzecznik tej prokuratury zarzucił TVN, że nie chce dopuścić do przesłuchania autorki materiału i nie przekazała wszystkich nagrań z ukrytej kamery. Z naszych informacji wynika tymczasem, że Constar chce sprzedawać swoje wędliny pod inną marką. Kitt "Uwaga" TVN: Pokrętne tłumaczenia Constaru 12.05.2005 Produkty pod marką Constar nigdy nie były i nie będą produkowane pod marką Krakus - poinformował w oświadczeniu przesłanym przewodniczący rady nadzorczej Zakładów Mięsnych Constar w Starachowicach, Zbigniew Szpak. Odniósł się w ten sposób do poniedziałkowej informacji TVN, że Constar rozmawia z sieciami handlowymi o sprzedaży swoich wędlin pod marką Krakus. Producentka programu TVN "Uwaga!" Monika Szymborska powołała się przy tym na sygnały od przedstawicieli sieci handlowych. "W nawiązaniu do informacji przedstawionych podczas konferencji prasowej stacji TVN 9 maja i cytowanych przez inne media, jakoby Zakłady Mięsne Constar próbowały sprzedawać swoje produkty pod szyldem marki Krakus, rada nadzorcza Constar informuje, iż: wyroby marki Constar są produkowane wyłącznie w starachowickich Zakładach Mięsnych Constar, marka Krakus należy do spółki Animex, a starachowickie Zakłady Mięsne Constar są jednym z zakładów Grupy Animex wytwarzających wyroby tej marki; produkty pod marką Constar nigdy nie były i nie będą produkowane pod marką Krakus" - napisał w oświadczeniu Szpak. Producentka "Uwagi", Monika Szymborska twierdzi, że zaprzeczanie jakoby Constar nie produkował pod marką Krakus jest typowym dla tej firmy pokrętnym postępowaniem. Przewodniczący rady nadzorczej Zbigniew Szpak odżegnuje się od marki Krakus, jednak nie ulega wątpliwości, że Constar produkuje wędliny marki Krakus i je sprzedaje. Taką informację TVN uzyskał m. in. od byłego prezesa zakładu Marka Czaprackiego i do tej pory można ją znaleźć na oficjalnej stronie grupy Animex. "Przewodniczący Szpak chyba zapomniał, że w 2003 r. Constar odebrał od Agencji Rynku Rolnego Puchar Prezesa za »dział mięsny – dla firmy Constar S.A. ze Starachowic za produkty pod marką KRAKUS«. Zaprzeczenia w tej kwestii traktujemy jako chęć wprowadzenia opinii publicznej w błąd" - powiedziała Szymborska. W połowie kwietnia TVN i "Rzeczpospolita" poinformowały, że we wspólnym śledztwie dziennikarze wykryli, iż pracownicy Constaru "odświeżają" zapleśniałe kiełbasy, a wędlinom na etykietach przedłużają terminy ważności. Obecnie śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Kielcach, po przejęciu sprawy z Prokuratury Rejonowej w Starachowicach. TVN/PAP Afera mięsna: sprawdzą wiarygodność dziennikarzy es 09-05-2005, ostatnia aktualizacja 09-05-2005 19:59Prokuratura zamiast zająć się ujawnioną przez TVN i "Rzeczpospolitą" aferą mięsną, podważa wiarygodność dziennikarzy. Naczelni obu redakcji zwrócili się ze skargą do prokuratora generalnegoW odpowiedzi jego zastępca Kazimierz Olejnik zapowiedział, że obejmie śledztwo swoim nadzorem. Ale zaznaczył, że prowadzone jest prawidłowo i że nie ma zastrzeżeń do rzetelności, bezstronności i kwalifikacji prokuratorów.W połowie kwietnia program TVN-u "Uwaga" i "Rzeczpospolita" opublikowały materiał o tym, jak w zakładzie produkcji wędlin Constar w Starachowicach na masową skalę "odświeża" się zepsute, zwrócone z hipermarketów wędliny lub dodaje je do innych wyrobów. Wszystko udokumentowano nagraniami z ukrytej kamery nakręconymi przez dz Odpowiedz Link Zgłoś
gostom1 Z polskim mięsem trzeba uważać 13.09.06, 21:23 widziałem na własne oczy jak w Gostomi woj. Opole przerabiano zdechlizny i sprzedawano mięso w pobliskim Prudniku. Na to jest wielu świadków. Ale to chyba tylko szczyt góry. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Złe Mięso NIK zajmie się Costarem/Animexem Starachowice IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.06, 21:20 Wprost: "Nagrany ukrytą kamerą film o tym, jak pracownicy Constaru przepakowują stare produkty i zmieniają im etykiety, przedłużając okres przydatności do spożycia, wywołał wśród widzów szok. Miliony osób, które oglądały film, wyrobiły sobie jednoznaczną opinię o Constarze. Mimo to agencje PR podjęły się zadania z pozoru niewykonalnego - uratowania zdegradowanej marki. Linia obrony Jeszcze przed emisją filmu Constar rozpoczął tworzenie sztabu kryzysowego. Plan przygotowany przez agencję PR Task Force Consulting, obsługującą koncern Smithfield firmę Sigma i amerykańskich specjalistów opierał się na trzech filarach: przyznaniu się do uchybień w produkcji, odwołaniu winnego tym uchybieniom prezesa i otwarciu firmy na współpracę z instytucjami kontrolnymi i mediami, co miało doprowadzić do ustalenia skali nieprawidłowości w firmie. Z jednej strony, było to wygodne, bo dopóki skala niedociągnięć pozostawała nieznana, Constar mógł zbywać szczegółowe pytania dziennikarzy o to, co działo się w zakładzie, odpowiedzią: "Poczekajmy na wyniki kontroli". Z drugiej strony, powstało wrażenie, że firma coś wie, ale nie chce o tym mówić. Prezes natychmiast stracił stanowisko, firma uruchomiła biuro informacyjne dla dziennikarzy, za pośrednictwem którego każdy, kto chciał, mógł szybko się skontaktować z kierownictwem Constaru. Spółka na bieżąco, za pomocą słanych do PAP komunikatów, informowała media o swojej współpracy z policją, o kontroli, którą przeprowadziły służby weterynaryjne, o zamknięciu zakładu i o wycofaniu produktów ze wszystkich sklepów do czasu wyjaśnienia sprawy. Plan wydawał się dobry, choć Norbert Ofmiański, wiceprezes Związku Firm Public Relations, zaznacza, że Constar mógł wykonać bardziej zdecydowane ruchy. - Moim zdaniem, spółka nie powinna dyskutować o tym, co widzieli widzowie, tylko zwolnić wszystkich pracowników odpowiedzialnych za proceder odświeżania i głośno się uderzyć w piersi. Sprawa szybko by ucichła, a firma kilka dni po aferze mogłaby rozpocząć odbudowę wizerunku - mówi Ofmiański. Plany biorą w łeb Tymczasem przyjęta przez Constar strategia szybko zaczęła się kruszyć. W niedzielę wieczorem, trzy dni po emisji, w nadawanym na żywo ze Starachowic programie stacji TVN pracownicy Constaru sugerowali, że film nagrany w ich zakładzie to kłamliwa manipulacja zainicjowana przez konkurencję. Miękkie stanowisko, które Constar zajął na początku, nabrało stanowczego charakteru. Rzeczniczka spółki Lidia Zalewska powiedziała, że w filmie nie ma żadnych dowodów na to, że przeterminowane produkty były ponownie kierowane do obrotu. Po kolejnych kilku dniach firma oficjalnie poinformowała, że wyroby złej jakości nigdy nie trafiały z powrotem do sklepów. To było zdecydowane zaprzeczenie tego, co widzowie widzieli w telewizji. Usunięcie prezesa Constaru zaczęło wyglądać kuriozalnie, bo skoro spółka odpiera główne zarzuty dziennikarzy, a pozostałe są wątpliwe, to za co prezes został zwolniony? - Od prezesa wymagamy innego poziomu odpowiedzialności niż od pozostałych pracowników - tłumaczył enigmatycznie Zbigniew Szpak, szef rady nadzorczej Constaru. Spółka przyznała więc, że coś przeskrobała, ale nie do końca wiedziała co. Stracona okazja Przez kilka dni po emisji filmu Constar był zdecydowanie tematem numer jeden w mediach. Ale zainteresowanie opinii publicznej tą sprawą spadało. Na szczęście dla firmy w mediach pojawiły się sprzeczne wyniki badań weterynaryjnych. Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii, poinformował, że kontrola wykazała wiele nieprawidłowości "i ma podejrzenia graniczące z pewnością, że Constar stosował procedury wskazane w filmie". Powiatowy lekarz weterynarii stwierdził jednak, powołując się na tę samą kontrolę, że nie wykazała ona "żadnych zepsutych produktów". Zamieszanie pogłębiła wypowiedź Pawła Banasika, szefa Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Kielcach, który najpierw poinformował, że w zakładzie nie znaleziono produktów przeterminowanych, a po godzinie twierdził coś zupełnie przeciwnego. To wszystko czyniło sprawę zagmatwaną, a więc coraz mniej atrakcyjną dla mediów. Ogromną szansą dla Constaru na zupełne wyciszenie sprawy było szybkie zakończenie konklawe i wybór nowego papieża - to zdominowało wszystkie relacje prasowe. Ale spółka z tej okazji nie skorzystała. Siedem dni po feralnej emisji Constar zwołał konferencję prasową, na której prezes Szpak przedstawił korzystne dla swojej firmy wyniki kontroli i dobitnie podkreślił, że Constar nigdy nie wprowadzał do obrotu nieświeżych wędlin. Co więcej, spółka zapowiedziała, że nie tylko nie zamierza likwidować zakładu, ale i nie zrezygnuje z marki Constar. To oznaczało, że de facto nie przyznaje się do żadnych poważnych błędów. Prasa lokalna i niektóre media centralne (między innymi Gazeta Wyborcza i Puls Biznesu) w relacjach z konferencji skupiły się na wątkach korzystnych dla Constaru. Ale TVN i niektóre stacje radiowe skorzystały z okazji i ponownie ostro skrytykowały producenta wędlin. A trzeba przyznać, że Constar sam się o to prosił. Na konferencji członkowie rady nadzorczej nie byli zgodni co do tego, co się dzieje z wycofanymi ze sklepów wędlinami, a dodatkowo okazało się, że jeden z autorytetów naukowych, na który Constar się powoływał, był członkiem rady nadzorczej Animeksu, właściciela spółki. Zbigniew Szpak nieporadnie próbował to ukryć, co dziennikarze TVN bezwzględnie wykorzystali w programie Uwaga. Warto dodać, że część dziennikarzy ostro krytykowała po konferencji sposób prowadzenia komunikacji z mediami. Jednak dla Constaru dziennikarze, których nie udało się przekonać do swoich racji, przestali się liczyć. Sprawa całkowicie wymknęła się spod kontroli, gdy do gry weszli politycy węszący szansę na pokazanie się jako obrońcy konsumentów. Wojciech Olejniczak, minister rolnictwa, półtorej godziny po konferencji Constaru zwołał swoją i ostro skrytykował starachowicką firmę. PiS zażądał skontrolowania wszystkich zakładów Smithfielda w Polsce. W podobnym tonie głos zabrali także politycy PSL. Sprawa zaczęła żyć własnym życiem. To, jak się zakończy wędliniarska afera, zależy teraz od kieleckiej prokuratury, która bada, co tak naprawdę się działo w Constarze. Jeżeli śledztwo potwierdzi, że spółka odświeżała wędliny, może to oznaczać definitywny koniec zakładu. Prokuratura może jednak uznać, że ani film, ani zebrane dowody nie są przekonujące. Wtedy wszystko będzie zależeć od pracowników, można jednak wątpić, czy zagrożeni utratą miejsca pracy ludzie będą zeznawać przeciwko swojej firmie. A wtedy odszkodowanie, które Constar zażąda od TVN i redakcji Rzeczpospolitej, może być ogromne. Podobnie jak premia dla firmy public relations. A jak taki obrót sprawy przyjmą konsumenci, to zupełnie inna sprawa. Constar, syn Smithfielda Constar, wraz z Morlinami, Krakusem, Agryfem i kilkoma mniejszymi spółkami, tworzy mięsne ramię grupy Animex. W 2004 roku przychody spółki wyniosły 350 mln zł, ale mimo dobrej koniunktury na rynku spożywczym przynosi ona straty. Grupa Animex należy do amerykańskiego koncernu Smithfield Foods. Smithfield to weteran sytuacji kryzysowych, zaprawiony w bojach z ekologami oskarżającymi go na całym świecie o degradację środowiska naturalnego przez przemysłową hodowlę świń. Do najbardziej zaciekłych przeciwników koncernu należy Robert Kennedy junior, który nawet podczas pobytu w Polsce kilka lat temu ostrzegał przed tą firmą. W Polsce pałeczkę przejęli od niego Andrzej Lepper i środowisko ojca Rydzyka. Jego stacja telewizyjna kilkakrotnie nadawała film propagandowy o ekoproblemach koncernu w USA. Dwa lata temu fala kontroli w zakładach hodowlanych Smithfielda wykazała, że większość z nich naruszała przepisy. Przedstawiciele Animeksu oświadczyli, że z pełnym respektem i należytym szacunkiem odnoszą się do uwag i zaleceń kon Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Robert F. Kennedy "Smithfield używa bogactwa do kupowania polityków" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.06, 21:24 Każda nowa ferma przemysłowa powoduje bankructwo dziesięciu rodzinnych godpodarstw hodowlanych, zastępując wyspecjalizowane stanowiska pracy rolników kilkoma miejscami pracy należącymi do najbardziej niebezpiecznych i najgorzej opłacanych w USA. Ponieważ zwierzęta mają praktycznie zerową opiekę, nawet dwóch robotników może obsługiwać farmę z 10 tysiącami świń! Warunki pracy są tam tak fatalne, że pracownicy rzadko wytrzymują tam dłużej niż kilka miesięcy. W przypadku dużych rzeźni, także Smithfielda, rotacja pracowników wynosi 300% rocznie. Typowa jest sytuacja Północnej Karoliny, stanu o drugiej co do wielkości produkcji świń. Dwadzieścia lat temu było tam 27 tysięcy rodzinnych gospodarstw hodujących te zwierzęta. Obecnie nie pozostał już prawie nikt – zostali oni zastąpieni przez 2200 gigantów hodowlanych, z których 1600 jest w posiadaniu jednej firmy ponadnarodowej: Smithfield Foods. Firma ta posiada 75% całej produkcji trzody chlewnej w tym stanie. Skutkiem powstania chlewni przemysłowych w stanie Iowa jest utrata 45 tysięcy niezależnych hodowców w ostatnich latach. Spośród pozostałych 10 tysięcy aż połowa jest kontrolowana przez Smithfielda i kilka innych wielkich korporacji. Joe Luter powiedział dziennikowi Washington Post, że zmieni Polskę w „stan Iowa Europy”. Rolnicy kontraktowi – jak został chłopem pańszczyźnianym na własnej ziemi? Byłem świadkiem tego, jak G. Schmidt przekonywał polski Senat jak dużo zatrudnienia Smithfield przyniesie polskim rolnikom przez podpisywanie z nimi kontraktów na chów świń. Co do jednego nie mam najmniejszych wątpliwości: każdy rolnik, który podpisze taki kontrakt ze Smithfieldem stanie się chłopem pańszczyźnianym na swej własnej ziemi. A jak taki proces odbył się w Ameryce? Po podpisaniu kilku kontraktów na produkcję dziesiątków tysięcy świń przeznaczonych dla własnych rzeźni, Smithfield przejął tych producentów. Stało się tak dlatego, ponieważ wkrótce dostawcy ci mogli sprzedawać świnie wyłącznie tej jednej firmie, a zatem musieli także akceptować dyktowane przez nią ceny. Po przejęciu tych dużych farm, firma zaczęła zalewać rynek dużą produkcją, tak że cena wieprzowiny spadła z 1, 20 dolara za kilogram na 16 centów. Ponieważ koszt produkcji wynosił 72 centy za kilogram, wszyscy mali hodowcy musieli plajtować, za wyjątkiem tych, którzy podpisali ze Smithfieldem kontrakty. Zdesperowani farmerzy podpisywali kontrakty w takiej formie jaką dyktował Smithfield, później nie było szans na jakiekolwiek negocjacje. Zazwyczaj wymogiem kontraktu było użycie farmy jako zabezpieczenia kredytu na budowę chlewni według wymagań firmy w wysokości około 200 tysięcy dolarów. Obiecany dochód z chowu zwierząt dla farmera wynosił około 20 tysięcy dolarów rocznie. Farmer był właścicielem budowli, musiał spłacać kredyt wraz z odsetkami do banku. Zgodnie z kontraktem firma jest właścicielem świń i paszy dla nich, właścicielowi gospodarstwa zostawiono odpowiedzialność za ich odchody. Ten jego problem szybko stanie się problemem jego okolicy, gdy nadmiar ścieków zatruje powietrze i wodę. Kontrakty Smithfielda zazwyczaj obowiązują przez jeden rok, mimo, że rolnik będzie spłacał kredyty przez lat dwadzieścia. Jeżeli firma ma interes w szybkim nabyciu ziemi, ma ona możliwość żądania tak trudnych warunków kontraktu, że rolnik jest doprowadzany do bankructwa. Smithfield może wówczas nabyć jego budynki i ziemię od banku za grosze, ponieważ hodowla w nich jest całkowicie zależna od kontraktu z tą jedną firmą – nie ma innych chętnych na ten majątek. Taki był właśnie sposób, w jaki Smithfield zdobył kontrolę nad produkcją wieprzowiny w Północnej Karolinie i takie same metody firma używa obecnie także w Polsce – każdy, kto podpisze taki kontrakt stanie się niewolnikiem na swej własnej ziemi. Nawet, gdy cena wieprzowiny spada do 16 centów za kilogram, Smithfield ciągle zarabia ponieważ cena płacona przez konsumenta za boczek w sklepie pozostaje niezmieniona. Ponieważ Smithfield jest właścicielem rzeźni może dalej zarabiać dusząc rolnika do momentu zdobycia monopolu na rynku rolnym. W reakcji na taką sytuację senaty stanowe oraz Senat USA rozważa wprowadzenie przepisów zakazujących jednoczesnego posiadania farm hodowlanych i zakładów mięsnych. System „integracji” Smithfielda stawia farmera w katastrofalnie niekorzystnej sytuacji. Skutki ekonomiczne Istnieją już setki badań naukowych świadczących o tym, że hodowle przemysłowe mają niszczący wpływ na gospodarkę społeczności lokalnych i jakość życia mieszkańców. Jednocześnie żadne badanie naukowe nie wskazuje na jakiekolwiek korzyści płynące dla tych społeczności z hodowlanych gigantów. Wartość nieruchomości w takich okolicach spada średnio o 30%. Jadąc samochodem przez wiejską Amerykę widzimy wiele zbankrutowanych sklepów przemysłowych i spożywczych (farmy przemysłowe nie robią tam zakupów), okna zabite są tam deskami, zamknięte są banki, kościoły i szkoły. Serce Wsi Amerykańskiej opustoszało i zostało zasiedlone przez duże korporacje. Korupcja polityczna Farmy przemysłowe hodowli świń wytwarzają o wiele więcej płynnej gnojowicy niż potrzaba do naworzenia otaczających je pól. Przestrzegania prawa iochrony środowiska i pokrycie kosztów prawidłowej utylizacji tych odchodów spowodowałoby niekonkurencyjność tych farm w stosunku do gospodarstw tradycyjnych. Takie gospodarstwa nie są ograniczone przepisami ekologicznycznymi ponieważ tam odchody zwierząt nie sa odpadem lecz cennym i potrzebnym nawozem stosowanym w gospodarstwie. Ponieważ hodowle przemysłowe muszą łamać prawo by przetrwać ekonomicznie, ich plany biznesowe zakładają, że inwestycje nie będą karane przez służby administracyjne dzięki wpływowi na odpowiednich oficjeli rządowych. Smithfield używa swego bogactwa do kupowania polityków, paraliżowania administracji, bezkarnego łamania prawa sanitarnego i środowiskowego. Polskie rolnictwo W połowie lipca 2003 roku spędziłem tydzień podróżując po wiejskich rejonach Polski. Zobaczyłem wtedy, że macie w Polsce coś co już utraciliśmy w Stanach Zjednoczonych, i czego bardzo jest nam brak – Polska jest oazą tradycyjnego rolnictwa w świecie zdominowanym przez ponadnarodowe agrobiznesy. Polska ma prawie dwa miliony rolników, czyli tyle ile cała Europa Zahodnia. Około 18% społeczeństwa to rodziny chłopskie. Podróżując po Polsce przejeżdąliśmy przez malownicze wioski, gdzie skromne domy z drewna czy kamienia polnego stoją w gospodarstwach przeciętnie pięciohektarowych. Każdy rolnik ma konia, dwie krowy, trochę kur. Zwierzęta są hodowane w gospodarstwie w sposób humanitarny i godny. W Polsce nie widać wielkich monokultur do jakich się już przyzwyczailiśmy w USA. Polscy chłopi stosuja płodozmian uprawiając zazwyczaj ziemniaki i żyto w sposób tradycyjny, który jest najbardziej korzystny dla gleby. Niesamowite jest to, że tyle wiejskich domów w Polsce ma bocianie gniazda na dachu. W Polsce gniazduje 25% światowej populacji bociana białego, jest to 50 tysięcy ptaków – najwięcej w Europie. Jest to gatunek, który ulegał eksterminacji na skutek współczesnych metod uprawy roli w innych krajach Europy, Gazeta Wyborcza, 3.10.2003 Odpowiedz Link Zgłoś
olias i jeszcze jeden plus 13.09.06, 22:25 plusem jest to że polski rolnik nie jest łatwowierny. Raczej podejrzliwy i nie tak łatwo go nabrać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zostałem Jaroszem Kaszanka Grillowa z robakami z Animexu Starachowic IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.06, 21:33 "Fakt" opisuje nieprzyjemną niespodziankę pani Urszuli z Katowic, która w jednym z supermarketów w Sosnowcu kupiła cztery paczki "Kaszanki grillowej" z Zakładów Mięsnych Constar. Ucieszyła się z dobrej ceny - 6,99 zł/kg, towar ważny do 27 kwietnia... Ale gdy rozkroiła kaszankę, ta zaczęła się... ruszać! - pisze dziennik. Pani Urszula natychmiast zadzwoniła do redakcji "Faktu", mówiąc: "To skandal! Kupiłam kaszankę z robakami". W Constarze nikt nie chciał uwierzyć w opowieść klientki. Gdy dziennikarze "Faktu" oświadczyli, że oni naprawdę widzieli te robale i pokazali je Inspekcji Handlowej w Katowicach. Dopiero ta informacja postawiła na nogi pół fabryki. "Wyjaśnimy sprawę. To praktycznie niemożliwe, by w kaszance były robaki. Jeśli jednak rzeczywiście w niej są, to wycofamy całą partię ze sprzedaży" - poinformowała "Fakt" Agnieszka Krukowicz, specjalistka ds. jakości produkcji firmy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Lepper A. Lepper:Dzisiaj firma Smithfield już jest cwańsz IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.06, 21:39 "Sprawa Smithfielda wraca już po raz kolejny. Zlekceważono pierwsze sygnały Samoobrony w 1999 r. Kiedy po pobycie w Stanach Zjednoczonych z delegacją z Polski na zaproszenie Instytutu Ochrony Zwierząt zwiedzaliśmy te fermy, wtedy przywieźliśmy ze Stanów do Polski, tzn. zostało przysłanych ok. 5,5 tys. kaset wideo pn. ˝Trojańska świnia˝ o firmie Smithfield, wtedy przestrzegaliśmy wszystkich. Te kasety, mam potwierdzenie na piśmie, otrzymali wszyscy notable ówcześni, łącznie z prezydentem, premierem, ministrem rolnictwa. Wszyscy. Zlekceważono to, bo to była Samoobrona, nie warto się tym zajmować. To, co się tam stało w Stanach Zjednoczonych, to grozi nam dzisiaj. Panie Ministrze! Ja chcę, aby pan odpowiedział, kiedy w końcu firmę Smithfield zacznie obowiązywać prawo takie, jakie obowiązuje firmy polskie? Naruszenie prawa jest widoczne na każdym kroku, przy żadnej budowie nie jest przestrzegany plan przestrzennego zagospodarowania terenu, w żadnej fermie nie są przestrzegane zasady humanitarnego chowu trzody chlewnej, jak również ochrony środowiska. Dzisiaj firma Smithfield już jest cwańsza i wchodzi również do rolników, podpisując z nimi umowy o kooperacji. Rolnicy biedni zmuszeni są do tego, że po prostu zgadzają się na to." ks.sejm.gov.pl:8009/kad4/073/40732026.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andrzej Lepper Samoobrona mówi "Stop" Smithfieldowi! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.09.06, 21:58 "Wprowadzenie do Polski wielkich korporacji, typu Smithfield Food i innych, doprowadzało i doprowadza do upadłości rolników i przemysł rolno-spo-żywczy. Smithfield Food, dążąc do integracji pionowej, chce wprowadzić model rolnictwa amerykańskiego - nie-ekologicznego, niehumanitarnego oraz niszczącego środowisko naturalne. "Samoobrona" mówi temu STOP. Wpuszczone do Polski ponadnarodowe korporacje i banki doprowadziły do tego, że w Polsce obecnie 5% ludzi, tzw. nowobogackich, skorumpowanych i powiązanych z mafią i politykami, żyje w luksusie i ponad stan, 20% daje sobie radę, a 75 % żyje poniżej minimum socjalnego, z tego 35 % w nędzy i ubóstwie". Należy zwrócić uwagę, że tego rodzaju poglądy, jakie wyraziłem na XIV światowym Kongresie Związków Zawodowych, wcale nie są na Zachodzie i w świecie odosobnione. Wmawia się nam, że Zachód jednomyślnie optuje za systemem kapitalistycznym, czerpiąc z niego dobrobyt. Jest to nieprawda. W wielu miejscach świata, także w Stanach Zjednoczonych - gdzie przemawiałem w styczniu 2001 roku na Uniwersytecie Michigan w ramach konferencji o uprzemysłowieniu rolnictwa - panowały podobne poglądy, a dewastujące środowisko naturalne przemysłowe metody hodowli zwierząt, uprawiane w barbarzyński sposób także w USA, między innymi przez wspomnianą już korporację Smithfield Food, łączy się zarówno z niepohamowanym kapitali styczny m dążeniem do zysku, jak i z globalizacją rynków światowych. Co do korporacji Smithfield Food zresztą to warto nadmienić, że właśnie "Samoobrona" przeciwstawiła się jej ekspansji na Polskę, rozprowadzając w Polsce pięć i pół tysiąca dostarczonych nam z Ameryki kaset wideo, demaskujących przerażające metody chowu zwierząt na farmach Smithfield Food, które po ich zwiedzeniu w Ameryce nazwałem "obozami koncentracyjnymi dla zwierząt". Kasety te dotarły nie tylko do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu, ale do każdej gminy, powiatu i województwa, do sklepów mięsnych i ludzi, popierających ekologię i humanitarny chów zwierząt. Można by zapytać, dlaczego nikt poza "Samoobroną" - ani PSL, ani Kółka Rolnicze, ani żadna inna organizacja chłopska - nie zainteresowały się tą sprawą... Piszę o tym dlatego, że nie ma skutków bez przyczyny, a przyczyną wielu negatywnych zjawisk społecznych i gospodarczych w Polsce jest pokorne poddanie się przez nasze kolejne rządy procesom globalizacji, wyrażającym przede wszystkim interesy kilku państw i kilku wielkich międzynarodowych korporacji, pragnących narzucie swój porządek całemu światu. Wymaga tego, jak nam się tłumaczy, proces globalizacji gospodarki światowej. Ja sam uważam się za antyglobalistę. Tak również jestem postrzegany przez wiele ośrodków na Zachodzie, które zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie niesie dla świata globalizacja w jej obecnym, drapieżnym wydaniu, wspieranym przez Bank światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i światową Organizację Handlu (WTO). Mogę też chyba bez przesady powiedzieć, że na Zachodzie mam z tego powodu lepszą prasę niż w Polsce, gdzie nadal trwa polowanie na wyrwane z kontekstu zdania i przypisywane mi myśli i intencje, których nigdy nie wyrażałem. Zachód natomiast dostrzegł w moich wystąpieniach i wywiadach coś nowego, stąd zaczęły się brać liczne zaproszenia na spotkania i konferencje, zarówno dotyczące rolnictwa, jak problemów ekologicznych, wreszcie poważnej dyskusji na temat problemów i niebezpieczeństw globalizacji. Na koniec mogę dodać, że nie obyło się przy tym niekiedy bez sytuacji dziwnych i dających do myślenia, które mnie samemu wydają się zagadkowe, ale opowiedzenie o nich może w przyszłości uzyska jakiś nieznany dotąd sens. Otóż w czasie jednej z moich wizyt w Stanach Zjednoczonych, w roku 1999 - w której uczestniczyła szersza grupa gości z Polski, między innymi zaś jeden aktualny, a jeden były poseł - podczas kolacji w Waszyngtonie wydanej przez Bank światowy zjawił się nieoczekiwanie pewien pan, mówiący po polsku. Oświadczył, że pragnie zaprosić przedstawiciela naszej delegacji na spotkanie z gronem ludzi z Banku światowego i władz amerykańskich. Wskazał przy tym wyraźnie na mnie, mówiąc, że chodzi im o Andrzeja Leppera. Oburzyło to obecnych w naszej grupie posłów. Utrzymywali, że to oni właśnie powinni zostać zaproszeni jako członkowie parlamentu, zapraszający jednak mężczyzna, podkreślił dobitnie, że ci, którzy go przysłali, życzą sobie rozmowy z panem Lepperem, jeśli wyrażę na to zgodę. Zgodziłem się więc pojechać z nim, chociaż nie wiem, czy było to rozsądne z mojej strony. Wkrótce znalazłem się w sali, w której znajdowało się kilka osób. Szczelnie zamknięto drzwi. Byłem oczywiście przekonany, że nasza rozmowa jest nagrywana i może być również użyta przeciwko mnie. Ludzie ci powiedzieli mi, że znają mnie jako człowieka zdecydowanego, antyglobalistę, po czym zaczęli mówić takim językiem o Stanach Zjednoczonych, że gdyby było to w innym państwie, mógłbym pomyśleć, że mam do czynienia z jakąś grupą zajadłych wrogów Ameryki. Ludzie ci utrzymywali jednak, że są przedstawicielami władz tego kraju. Następnie pokazali mi plan Manhattanu i nie określając oczywiście żadnej daty oświadczyli, że to wszystko przestanie istnieć. Zostanie zburzone jako siedziba zła. Motywowali to tym, że nie może istnieć taka dysproporcja pomiędzy Północą a Południem. Mówili także o sytuacji na Bliskim Wschodzie, wspomnieli też o głośnym wówczas zaginięciu jakiejś liczby "walizek atomowych" w Rosji. W związku z zaginięciem czy kradzieżą tych walizek zastanawiali się nad tym, jaka mogłaby powstać fala, która dotarłaby do Manhattanu, gdyby eksplozja atomowa nastąpiła w oceanie. Byli przekonani, że skutkiem takiego zdarzenia będzie kolosalna panika, czym nawiązywali do jednego z moich wywiadów, udzielonych prasie polskiej rok czy dwa wcześniej, w którym powiedziałem, że najgroźniejszą bronią XXI wieku będzie panika. W wywiadzie tym mówiłem także - hipotetycznie, rzecz jasna - że gdyby jakieś niezwykłe zdarzenie nastąpiło na przykład w Nowym Jorku, a równocześnie ukazałaby się zapowiedź, że wkrótce powtórzy się to, załóżmy, w Londynie, początkowo zapowiedź ta zostałaby zignorowana. Lecz gdyby to samo zdarzenie powtórzyło się rzeczywiście w Londynie, a następnym wskazanym miastem byłby Paryż czy Frankfurt, panika, jaka wybuchłaby w tych miastach, byłaby sama przez się siłą niszczycielską nie do opanowania. Gdy później, 11 września 2001 roku, jadąc z kierowcą usłyszałem przez radio o ataku na World Trade Center, przypomniałem sobie tę dziwną rozmowę i powiedziałem, że kolejny alarm ogłoszony zostanie w Londynie, co rzeczywiście już za pół godziny miało miejsce. Nie wiem, dlaczego poproszony zostałem na tę rozmowę, nie rozumiem jej celu, tym bardziej zaś zastanawia mnie, że całkiem niedawno, w Polsce, starał się dotrzeć do mnie człowiek, który wyraźnie znał jej treść i próbował do niej nawiązać; był to Polak, od dwunastu lat mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Nie opowiadam jednak o tym dla zwykłej sensacji. Wszystko to bowiem wskazuje na to, że świat, w którym żyjemy obecnie, jest światem zdestabilizowanym, innym, niż starają się go przedstawić apologeci globalizacji. I że świat ten, aby się uratować, musi wkroczyć na nową drogę, nie będącą ani współczesnym zwycięskim kapitalizmem, ani dawnym systemem komunistycznym." Andrzej Lepper, Każdy kij ma dwa końce - Rozdział III www.lepper.com.pl/pages/06.Ksiazki/02.Dwakonce/2/ Odpowiedz Link Zgłoś
olias Re: Ukraina chce odwołać embargo na polskie mięso 13.09.06, 22:12 nie, jest cwanym politykiem który wie że im lepsze będzie miał stosunki z Polską tym wyżsżą cenę uzysja jego przyjaźń z Rosją. i vece werse. Jest po prostu politykiem państwa ukraińskiego. I bardzo dobrze! Odpowiedz Link Zgłoś