Gość: MACIEJ
IP: *.ny325.east.verizon.net
21.03.03, 00:59
TYLKO BEZ ZLUDZEN PANOWIE.
Wszystkie te kraje ktore glosowaly przeciw wojnie(Niemcy,Francja,Rosja) same
wyeliminowaly sie z odbudowy Iraku.
Irak zostanie odbudowany przez USA i za wojne oraz odbudowe zaplaci Irak
sprzedaza ropy.
Proste ,co?
Przeciez nie po to Amerykanie zainstaluja w Iraku demokratyczny rzad,zeby sie
on kumal z EU.
Robert Sołtyk, Bruksela 21-03-2003, ostatnia aktualizacja 20-03-2003 17:51
Wojna z Irakiem nie weszła w decydującą fazę, a Europa to już krajobraz po
bitwie: podziały, wzajemne oskarżenia, polityczna marginalizacja. Wczoraj w
Brukseli radzono, czy i jak Unia Europejska oraz NATO mogą włączyć się w
rekonstrukcję Iraku oraz odbudowę związków z USA
Wczorajsza kolacja była jedną z najsmutniejszych dla przywódców Unii. - Nie
spierajmy się o przeszłość, bo nas dzieli. Postanówmy, co zrobić razem w
przyszłości - zaproponował Kostas Simitis, premier przewodzącej Unii Grecji.
Wszyscy się na to zgodzili.
Po rozmowach zgodzili się też, że powojenny Irak powinien być demokratyczny i
w niezmienionych granicach (to ostrzeżenie pod adresem Turcji - 60 tys. jej
żołnierzy może wejść lada chwila do północnego Iraku, oraz do Kurdów, którzy
marzą o utworzeniu na tych terenach własnego państwa).
Bruksela ogłosiła też, że da 21 mln euro na pilną pomoc dla ofiar wojny i
uchodźców docierających już do Jordanii. Rozda je unijna agenda ECHO między
organizacje pozarządowe, Czerwony Krzyż i Półksiężyc. - Bez względu na to, co
myślimy o wojnie, musimy pomagać jej ofiarom - mówił komisarz ds. pomocy
humanitarnej Poul Nielson. Unia ma w rezerwie ok. 250 mln euro, ale musi
usprawnić pomoc - między decyzją a działaniem mija zwykle ponad 80 dni, a
tyle Irakijczycy czekać nie mogą.
Także w NATO ambasadorowie i wojskowi zwołani przez lorda Robertsona radzili
wczoraj, jak wzmocnić obronę Turcji przed irackim odwetem. NATO (bez Francji)
wysłało do Turcji samoloty AWACS, systemy antyrakietowe Patriot, oddziały
przeciwchemiczne i biologiczne. - Gdy Irak uderzy, NATO odpowie - mówił
Robertson. Dodał, że będą to działania defensywne. Na wsparcie USA nie
zgodziły się Francja, Niemcy i Belgia.
Proamerykańska większość
- Jakikolwiek by był wynik wojny, nikt nie zaprzeczy, że to zły czas dla
wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, Unii jako całości, ONZ, NATO
i związków transatlantyckich - mówił szef Komisji Europejskiej Romano Prodi.
Zdaniem komisarza ds. zewnętrznych Chrisa Pattena miast rozdzierać szaty,
Unia musi "skleić rozbite skorupy" i wyciągnąć lekcję z kryzysu. Prodi uważa,
że "Europa nie może zawierzyć swej obrony i dyplomacji innym, a przyczynia
się do pokoju tylko wtedy, gdy jest zjednoczona". Zdaniem Pattena to prawda,
ale "więcej osiągamy razem z USA niż przeciwko nim. Świat ma się lepiej, gdy
Ameryka i Europa są razem".
Podział, który kryzys iracki wydobył na światło dzienne - razem z USA czy
osobno - ukazuje lista koalicjantów wydana przez Departament Stanu. Jest na
niej pięć państw Unii - Dania, Hiszpania, Holandia, Wielka Brytania i Włochy;
należy jeszcze dodać Portugalię, która nie jest na liście jej premier
podpisał "list dziewięciu" i popiera wojnę) oraz dziesięć kandydujących
(Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Węgry, Turcja oraz
Bułgaria, która dołączyła w środę). W mającej powstać w 2004 r. Unii 25
państw 13 popiera wojnę, a 12 się od niej dystansuje. "Obozowi pokoju"
przewodzą Francja, Niemcy i Belgia - te same, które wywołały kryzys w NATO
(większość sojuszników jest z USA). Dalsze fale rozszerzania UE spowodują, że
obóz proamerykański się umocni.
W Paryżu i Berlinie ten układ sił budzi niepokój, bo osłabia dominującą dotąd
oś integracji. Reakcje są nerwowe - oskarża się nas o niewdzięczność i
wasalny proamerykanizm. Najostrzejszym wyrazem tej krytyki była tyrada
prezydenta Chiraca, w której dał do zrozumienia, że może nasze wejście do UE
blokować. Patten ostrzegł wczoraj, by "utrzymać w mocy proces rozszerzenia,
bo jest on strategicznym wyborem Europy".
Antyamerykańska awangarda?
Na razie Unia jest sparaliżowana. Mimo apeli o przyspieszenie Valéry Giscard
d'Estaing, szef Konwentu pracującego nad nową konstytucją UE, przełożył na
maj dyskusję nad przyszłością wspólnej polityki zagranicznej i
bezpieczeństwa, bo dziś postęp nie jest możliwy. Unijni liderzy odwołali
debatę z Giscardem, by do sporów o Irak nie dokładać nowych. - Wydarzenia są
szybsze od nas - mówi jeden z dyplomatów. Tak szybkie, że szczyt UE
postanowiono skończyć na piątkowym lunchu z kandydatami, w tym z premierem
Millerem. Dyskusja o walce z bezrobociem i większej innowacyjności w Europie
będzie zdawkowa.
Co dalej z Unią? Nikt, włącznie z USA, nie chce, by trwający od pół wieku
proces integracji, mający za sobą takie osiągnięcia jak jednolity rynek i
euro, zatrzymał się z powodu Saddama. Politycy Francji i Niemiec mówią dziś
o "awangardzie" w unijnej dyplomacji i obronie. Wielka Brytania czy Polska są
temu przeciwne, ale my nie stawiamy sprawy na ostrzu noża, tak jak Londyn,
chcący przekształcić Unię w strefę wolnego handlu, bez żadnych wspólnych
polityk.
Obserwatorzy zgadzają się, że "awangarda" jest pewnie nieunikniona, ale
pytają, jaką treścią ją wypełnić. Jeśli rywalizacją z USA, to Unii grozi
jeszcze większy kryzys. - Antyamerykanizm to nie jest żadna polityka, tak jak
i krytyka USA nie jest antyamerykanizmem - mówił wczoraj Patten. A może
sojuszem z Rosją, jak przebąkują Francuzi? Nie ma się co łudzić, że Putin
postawi na Francję wyrugowaną po wojnie przez USA z Bliskiego Wschodu.
Patten ostrzegł, że próba wpisania w przyszłej konstytucji Unii ściślejszego
współdziałania w dyplomacji i obronności nic nie da, "jeśli brak będzie woli
politycznej wspólnego działania".
Kto to teraz odbuduje
Ruszając na wojnę, Bush ogłosił ambitny plan przebudowy Bliskiego Wschodu.
Obserwatorzy w Brukseli ostrzegają Francuzów i Brytyjczyków, by przy tej
okazji nie ulegli pokusie "przebudowy" także Europy. Tym bardziej że
wyzwaniem będzie nadal walka z terroryzmem, a także stabilizacja Iraku po
wojnie (USA wzywają do tego NATO), a w przypadku Unii ewentualna jego
odbudowa.
Wczorajsza unijna deklaracja o tym milczy. Patten uważa, że wiele zależy od
Amerykanów - czy zwrócą się do ONZ "jak w przypadku Kosowa, Afganistanu,
Timoru". Bez tego Unia działać razem nie chce ("niech Amerykanie sami
odbudowują, co zniszczą" - mówił w kuluarach unijny dyplomata).