tups
17.01.02, 10:21
Ciekawy artykul:
wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=647602&dzial=011101
o tym jak spaprano rozne fragmenty reformy
oswiaty.
Ale: ma pare troche glupich uwag.
Co do rynku dzialajacego w oswiacie: ja sie nie dziwie
ze nie moze powstac: skoro tzw. czesne jest
horrendalnie wysokie, prywatne i spoleczne szkoly beda
tylko dla garstki bogatych. I zupelnie nie rozumiem
dlaczego panstwo ma sie dokladac na uczniow szkol
prywatnych: jakos jak sie idzie do prywatnego lekarza
to Kasa Chorych nie doklada sie do tej wizyty ?
A co do zasad rynku: prosze bardzo, jedna z zasad
rynkowych jest to ze jak sie chce dobrego pracownika to
trzeba mu proponowac dobre wynagrodzenie. Na razie chce
sie miec dobrych nauczycieli za to samo
wynagrodzenie... Czyzby to byl rynek?
Co do oceny pracy nauczycieli: to strasznie trudne
zadanie, truizmem jest to ze egzaminy zewnetrzne
oceniaja stan wiedzy uczniow a nie to jak ich nauczyl
nauczyciel. W takiej sytuacji zly nauczyciel w dobrej
klasie (lub bioracej korepetycje...) moze wypasc
lepiej...
Istotne jest ocenianie ciagle uczniow i porownywanie
tego z ocenami egzaminow zewnetrznych. I to dopiero
moze cos mowic o efektywnosci uczenia...
Latwo jest narzekac na nauczycieli, znacznie trudniej
lobbowac by na edukacje (niekoniecznie moze od razu na
pensje: ale na pomoce szkolne, zajecia rozwijajace,
wycieczki, szkoly) byl wiekszy budzet. Moze zaczac od
tego, drogi autorze?
Moze odlozyc zakup samolotu wielozadaniowego a
zainwestowac to w edukacje? Autor pisze o "przelamaniu
biernosci" nauczycielstwa. No to przelamac: autorze,
prosze moze troche polobbowac by zamiast kija na
nauczycieli i szkolnictwo bylo wiecej marchewki?