sas12
06.05.09, 10:50
z 17mld dotacji unijnych wykorzystano tylko 3mld -a juz prawie polowa roku..
to nie koniec cudow
Okazało się, że deficyt budżetu był o 7,6 miliarda złotych wyższy od
wartości oficjalnie publikowanych. Jak rozbrajająco tłumaczy
wiceminister finansów Ludwik Kotecki: "5 mld zł z tej kwoty to
skutek o wiele gorszego wykorzystania środków unijnych (zamiast 35,3
mld zł wydano 14,4 mld zł)". W tym momencie przypominam sobie
awanturę jaka rozpętała się, kiedy Grażyna Gęsicka oskarżyła rząd PO
o zbyt wolne wykorzystanie pomocy unijnej. Pamiętam obelgi Palikota,
Tuska, Schetyny, Niesiołowskiego, pamiętamy TVN i Wyborczą i ich
analizy mające podważyć wiarogodność posłanki PiS. A tu proszę, pan
minister, tak bez ogródek, przyznaje rację opozycji.
Dowiadujemy się ponadto, że: "W najnowszej notyfikacji rząd
poinformował Brukselę, iż deficyt sektora finansów w 2009 r.
wyniesie 4,6 proc., a nie 2,5 proc. jak zapisano w ostatnim
programie konwergencji"
Jeden ze sprzyjających PO ekonomistów, Jankowiak twierdzi, że "także
deficyt budżetu drastycznie się podniesie. Jego zdaniem w świetle
przewidywanej przez MFW dla Polski recesji trzeba się liczyć z
deficytem na poziomie 38 – 43 mld zł"
Co więcej, deficyt na poziomie wyższym niż 3% PKB ostatecznie zamyka
Polsce możliwość wejścia do stery euro i sprawia, że Komisja
Europejska wznawia "procedurę podwyższonego deficytu". Dodajmy, że
efektem rządów PiS było właśnie zakończenie tego postępowania przez
KE.
Trudno powiedzieć, kiedy społeczeństwo Polski na własnej skórze
odczuje dobrodziejstwa rządów Platformy. Wydaje się, że czeka nas
duży wzrost podatków i mocne uderzenie w grupę słabo i średnio-
zarabiających obywateli. Oczywiście tego typu działanie nie
powstrzymają rozwoju kryzysu, bo spadek popytu krajowego zmniejszy
wpływy podatkowe i jeszcze bardziej pogorszy sytuację finansów
publicznych. Scenariusz węgierski jest jedyną logiczną opcją.
Na Węgrzech, prawda o rzeczywistym stanie gospodarki przedostała się
do opinii publicznej, jako tak zwane taśmy Gyurcsaniego, nadane
przez państwowe radio jesienią 2006 roku. Wtedy też opozycyjny
Fidesz zorganizował olbrzymie demonstracji uliczne, na które władza
odpowiedziała przemocą. Zdjęcia rannych od postrzału gumowymi kulami
zostały ocenzurowane przez sprzyjającą socjalistom telewizję, a
cyniczni socjologowie publicznie kwestionowali sensowność protestów
Fideszu.
Pozostanie odpowiedź na pytanie, kiedy nastąpi ograniczenie
demokracji w Polsce. Establishment, jeśli osiągnie pełnie władzy po
wyborach prezydenckich, będzie próbował zmarginalizować opozycję. Na
razie dobrym wykrętem, który trafia do świadomości naiwnych
jest "kryzys". Można zrzucić na niego pogarszający się stan
gospodarki i ukryć w strumieniu kłamstw i manipulacji zaniechanie
reform i oczywiste niszczenie państwa. Co jednak stanie się kiedy za
dwa lata Polska będzie maruderem w regionie, a opozycja zacznie
wierzgać? Wtedy trzeba będzie wdrożyć "nadzwyczajne procedury",
które przetestowano już na węgierskich demonstrantach.