Teraz będzie się kończył drugi rok,kiedy wychowawca którego mam,porządnie daje
mi w kość.Mam już tego po prostu dość.Nie raz,swoimi odzywkami do
nas,doprowadziła mnie do płaczu.Wyzywa nas od debili i głupków.U niej
,wyraźnie oceny są na tak zwane ''piękne oczy''.Stawia mi niższe oceny,bo mnie
nie lubi,a moje ''koleżanki'' mają najwyższe,bo strasznie się podlizują.Kiedy
chcę z nią porozmawiać zawsze tylko skrzyczy mnie i wyzwie.To nie jest
normalne.Rodzice doradzili mi,że mam nic nie robić,został tylko rok.Ale jest
coraz gorzej.Kiedy np. nie chciałam pojechać na wycieczkę,zaczęła na całą
klasę gadać jaka ja jestem biedna,potem wszyscy śmiali się ze mnie.Kiedy
miałam małą dziurę w mundurku,zaczęła mnie wyzywać i gadać,że gdyby nie znała
moich rodziców,myślałaby ,że ja ze śmietnika jestem!Rozryczałam się przez nią
na dobre.Ja ,chyba mam z nią największe problemy,chociaż moja klasa też ma jej
już dość.Kiedy moja koleżanka była trochę naburmuszona,obrażona..ona zaczęła
udawać,że chodzi jak modelka z miną nie wiadomo jaką i mówiła,że jest
nią.Kiedy zaś przyjdzie rodzic,to ona taka sympatyczna jest.Nie wiem co
robić,błagam,pomocy!!