jest u mnie w klasie taki chłopak, który strasznie mi się podoba. tylko nie wiem, co on o
mnie myśli. w ogóle jest dziwny. srawia wrażenie, jakby nie lubił zbyt naszej klasy. na
przerwach cały czas gdzieś znika. tylko na lekcjach można z nim pogadać. ja mam okazję
z nim pogadać tylko na wychowawczej, bo siedzi za mną. tylko że koło mnie siedzi inny
chłopak.
Przez cały czas gapię się na niego, a on to zauważa. bardzo często zerkamy na siebie w
tym samym momencie i od razu odwracamy wzrok. chyba że mi sie tak tylko wydaje...

kiedy w pobliżu nie ma jego przyjaciela Igora (który ciągle na mnie pokazuje palcem i gada
coś do Kuby - bo tak ma na imie ten chłopak - i cały czas sie ze mnie śmieje), ani żadnego
innego chłopaka, Kuba czasem zaczyna coś do mnie gadać, ale ja odpowiadam krótko i
najczęściej robie z siebie debilke, bo nie wiem co odpowiedzieć.
raz jak byliśmy na klasowej wycieczce i siedzieliśmy na takiej górce (Kuba i Igor koło siebie,
ja blisko nich), Igor wygrzebał z ziemi glizde. po chwili (ja okurat zaczęłam sie gapić na
Kube), Kuba spojrzał na mnie i rzucił we mnie tą glizdą z uśmiechem na twarzy. okazało
się, że tylko udawał, że we mnie rzuca. tak naprawde Igor rzucił jakiejś innej dziewczynie
na bluze :bb
w dodatku czasem, widze, że Kuba zerka na mnie przez całe kilka lekcji, ale nastepnego
dnia już mnie kompletnie ignoruje.
nie wiem co o tym myśleć. nie wiem co robić. tylko mi nie piszcie, żebym go zagadała, bo
sie na to nie zdobędę...
ale, proszę, pomóżcie mi jakoś

często nawet przez niego rycze... w dodatku to wydaje mi się dziwne, że moje pierwsze
takie zauroczenie (to było w przedszkolu) to był chłopak o imieniu Kuba, i jak kiedyś
jeździłam na koniach, to uczyłam się jeździć, pierwszym koniem jakiego dosiadłam (to
również mój ulubiony), nazywał się Kubuś
jak uważacie? co powinnam zrobić? co Kuba o mnie myśli? czy ja mu się podobam, czy sie
po prostu tak "bawi"? a może w ogóle jakoś to źle odczytuję? piszcie...