Dodaj do ulubionych

feminizm a książki Maud

25.06.08, 20:23
ciekawe co feministki twierdzą o książkach Maud.
Odświeżam sobie cykl ksiązek Maud i na niemal każdej zawsze ten sam
problem. Młode panny umierały ze strachu że nikt je nie zechce,
męzatki utrzymywały przy sobie męża a stare panny gdzieś na uboczu
społeczeństwa. ciekawe jaki macie stosunek do kłopotów ówczesnych
czasów Maud.

ps: forum jest super. pozdraiwam
Obserwuj wątek
    • pontecorvo Re: feminizm a książki Maud 25.06.08, 21:08
      Z tego stereotypu trochę wyłamywała się Emilka, odrzucając całe rzesze
      starających się. Oczywiście do czasu: Tadzio ostatecznie mile widziany!
      • mist3 Re: feminizm a książki Maud 25.06.08, 21:31
        jako feministka mogę odpowiedzieć - czasy takie właśnie były, więc nie ma się co oburzać. Stara panna i na dodatek niebogata w tamtych czasach mogła na starość oczekiwać jedynie pogardy i poniewierki. Nic dziwnego, że kobiety chciały wychodzić za mąż, nawet za byle kogo.
        Dzięki feministkom, które walczyły o prawa kobiet na przestrzeni lat - mamy wybór - możemy być mężatkami, starymi pannami, singielkami, czy kim jeszcze chcemy.
        W Polsce, szczególnie na prowincji, może to tak jeszcze nie działa - ale jest na szczęście coraz lepiej.
        • blanacz Re: feminizm a książki Maud 26.06.08, 13:39
          Kobiety nie studiowały, nie pracowały. O ile nie wyszły za mąż, zostawały
          rezydentkami na łasce krewnych. Nieciekawy los...
          • sowca Re: feminizm a książki Maud 27.06.08, 00:11
            No właśnie, ten pęd do małżeństwa wynikał moim zdaniem z trzech
            faktów: presji zwyczaju, lęku przed obmową i pogardą społeczną ("ta,
            której nigdy nie chciał żaden mężczyzna") oraz lęku przed samotną
            starością, na łaskawym chlebie. Dlatego nawet te kobiety, które
            pewnie nie czuły się źle będąc pannami, decydowaly się na ślub z
            pierwszym lepszym, który się nawinął. Była to dla nich gwarancja
            lepszego losu, zyskiwały szacunek we wsi. Maud podsumowała tę
            tendencję ustami jednej z uczennic Ani: "Jeśli wychodzisz za mąż, on
            Cię tłucze, a jesli nie wychodzisz, to nazywają Cię starą panną,
            więc najlepiej być wdową" (niedokładny cytat, bo z pamięci)
    • spinelli Re: feminizm a książki Maud 06.07.08, 23:38
      Los starych panien byl straszny w tamtej epoce w Kanadzie(oczywiscie nie tylko w
      Kanadzi). Nie bylo wtedy takich statystyk ale wiele z nich popelnialo
      samobojstwa nie mogac zniesc pozycji zrzedliwej ciotki rezydentki, czesto we
      wlasnym domu gdzie pania domu stawala sie zona jej brata, ktoremu przypadl dom i
      gospodarstwo.

      Maud z pewnoscia nie byla feministka - z jej wlasnych pamietnikow przebija
      pogardliwy ton dla starych panien a i ona sama nie wydala sie za MacDonalda z
      milosci a przeciez miala juz calkiem solidna pozycje - finansowa - bo jako
      pisarka zyskala w lokalnej spolecznosci opinie raczej dziwadla niz kobiety
      wyksztalconej i niezaleznej.

      Kobiet niezaleznych nie ceniono. WSPOLCZUTO im raczej.

      Pamietajmy tez jej slynne zdanie "Miejsce kobiety jest w domu" w wywiadzie, w
      ktorym zapytano ja co mysli o ruchu sufrazystek i o prawie glosu kobiet. Zdanie
      zmienila dopiero w czasie I Wojny Swiatowej kiedy jako - uwaga - siostra
      zolnierza zyskala prawo do glosowania. Stwierdzila wtedy, ze kobiety, ktore
      oddaja synow wojnie i smierci powinny miec prawo do decydowania o losach tego
      swiata.

      Fajny temat.
      Pozdrawiam
      Spinelli
      • supervixen Re: feminizm a książki Maud 08.07.08, 19:58
        Ale z drugiej strony LMM wysłała Anię na uniwersytet (jako pierwszą
        dziewczynę w Avonlea), uczyniła z Valancy wspaniałą buntowniczkę etc.

        Zgadzam się z opiniami, że takie były po prostu czasy - niezamężna
        kobieta niewiele miała okazji do prawdziwej niezależności. Ze
        wszystkich książek LMM przypominam sobie tylko jedną postać, która w
        tamtych czasach zapewne postrzegana była jako osoba 'wyzwolona' - ta
        pisarka czy też dziennikarka, która zaprosiła Emilkę do Nowego
        Jorku. Do pewnego momentu Ilza też miała zadatki na taki los chyba,
        ale jak wiadomo, skończyła jako stateczna żona polityka:)
        • anchema Re: feminizm a książki Maud 08.07.08, 23:44
          a może Maud jest typowym przykładem kobiety nie zastanawiającej się nad slowem feministka, czy w jej przypadku sufrażystka?
          ile razy w życiu słyszałyście od różnych kobiet "ja to nie jestem feministką, ale..."
          i tu okazuje się, że pani która to mówi niekoniecznei - przeprzaszam za stereotyp - siedzi w domu przy garach i dzieciach, tylko uniwersytet skończyła, lubi swoją pracę, nie uważa że gotowanie obiadów to życiowa rola kobiety itp.
          nie chodzi o to, że to co wymieniłam jest jakimś wyznacznikien kobiecości czy feminizmu, tylko, że większość także współczesnych pań nie zdaje sobie sprawy z tego, że gdyby nie walka o prawa kobiet, to dalej nie głosowałyby, nie byłyby np.lekarzami czy adwokatami, nie miałyby praw do własnego majątku lub miałyby go w stopniu mocno ograniczonym a mąż znęcający się nad nią nie byłby ukarany, bo społeczeństwu by to nie przeszkadzało
    • floram Re: feminizm a książki Maud 14.07.08, 12:12
      Ja nie jestem czynną feministką, nie uczestniczę w pochodach, manifach, itp., ale z poglądów raczej tak. Myślę, że w wielu jeszcze dziedzinach życia funkcjonuje seksizm. Z drugiej strony lubię książki Montgomery, chociaż one do feministycznych nie należą. Jedyną postacią, która choć trochę zbliżona jest do feministki, to Joanna (Valancy) z Błękitnego Zamku, chociaż po wyjściu za mąż i tak gotuje mężowi obiadki ;)Ja myślę, że Montgomery żywiła wiele poglądów feministycznych, ale głęboko zakorzenione poczucie konwenansu, nie czyniło z niej otwartej feministki. Gdyby być może urodziła się jedno pokolenie później, byłoby inaczej. Zawsze np. oburzało ją, że kobiety uważane są za głupsze od mężczyzn (m.in. pogląd jej męża). To, że autorka miała niezwykle skomplikowaną osobowość- z jednej strony wierność konwenansom i utrwalonym stereotypom- a z drugiej niezwykle żywy umysł, wiecznie poszukujący, sprawiała, że wiecznie żyła ze sobą w konflikcie i nie mogła być szczęśliwa. Zawsze żyła w obawie, że najbliższe otoczenie dowie sie, jak liberalne poglądy tak naprawdę wyznaje. Zachowanie pozorów, nie okazywanie emocji było dla niej niezwykle istotne. Bardzo często w jej pamiętnikach spotykamy opisy jak to Maud musiała udawać w towarzystwie, że się dobrze czuje i bawi, a w rzeczywistości, w 90% przypadkach albo się nudziła, albo źle się czuła fizycznie bądź psychicznie. Gdy czytam jej pamiętniki, nie mogę wyjść z podziwu, jak ona to wytrzymywała (mnie udawanie strasznie męczy, więc z reguły mówię prawdę:)). Gdyby trochę bardziej okazywała emocje i mniej przejmowała się co pomyślą inni, na pewno byłaby szczęśliwsza.
      • mist3 Re: feminizm a książki Maud 14.07.08, 21:13
        Tylko, że wtedy kobiety otwarcie okazujące emocje uznawano najczęściej za chore
        psychicznie i zamykano. Były różne dziwne jednostki chorobowe odnoszące się
        tylko do kobiet - jakieś histerie i inne. Ubezwłasnowolnić kobietę nie było
        trudno (właściwie wszystkie były mniej lub bardziej ubezwłasnowolnione), a
        zamknąć w jakimś zakładzie - jeszcze łatwiej.
        Trochę lżej miały te osławione bogate wdowy, ale i tu mogli się znaleźć jacyś
        krewni, chętni do 'opieki' nad kobietą (a raczej jej majątkiem).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka