polish_shit
30.10.11, 17:41
Pod koniec marca 2011 r. na ostry dyżur do Szpitala Bielańskiego trafia pacjent z wrośniętym paznokciem dużego palca w prawej nodze. Zostaje odesłany do domu po raz pierwszy. Ma moczyć nogę w jakimś świństwie. Palec zaczyna robić się czarny (zaczyna obumierać). Po trzech tygodniach, po takim czasie wyznaczona została następna wizyta, pada diagnoza - gangrena. Pacjent dostaje jakieś śmieszne leki i zostaje ponownie odesłany do domu. Po kilku następnych wizytach pacjent trafia, w sumie po upływie 2 miesięcy (maj 2011) na stół do chirurga naczyniowego, który udrażnia zablokowaną tętnicę (wspomnę tylko, że pacjent przez dwa miesiące siedział w domu, zażywał środki przeciwbólowe i patrzył jak gnije mu noga). Nie napisałem o diagnozie lekarzy, oczywiście w internecie wcześniej wyczytałem, że jest to stopa cukrzycowa czyli powikłania cukrzycowo-miażdżycowe. Nie potrzebny był lekarz, żeby to stwierdzić.
W czerwcu 2011 następuje amputacja dwóch palców prawej nogi. Do października pacjent leczony jest na zasadzie wizyta w szpitalu, nowa partia leków przeciwbólowych i do domu. I tak co tydzień aż do października. W międzyczasie z powodu nalegania rodziny pacjent zostaje skierowany na terapię tlenem hiperbarycznym do szpitala przy Wołoskiej. Na polecenie lekarza z Wołoskiej na Bielanach zostaje wykonany posiew z rany po amputacyjnej. Okazuje się, że rana zainfekowana jest trzema różnymi bakteriami chorobotwórczymi. Są to:
- Citrobacter Freundi,
- Enterococcus Faecalis,
- Morganella Morgani.
Gdyby nie rodzina to w okresie od amputacji w czerwcu do połowy października ze strony szpitala pacjent nie doczekałby się żadnych kroków w celu poprawy stanu zdrowia nawet wykonania badań bakteriologicznych po amputowaniu palców. W okresie od marca do października w wyniku "zaawansowanych metod leczniczych" pacjent kilkakrotnie zatruwa się środkami przeciwbólowymi. W wyniku zażywania dużej ilości leków pacjent traci apetyt, ma silne bóle brzucha, biegunki i wymioty. Efektem takiej kuracji jest utrata 25 kg masy ciała, ciężka anemia.
W październiku pacjent po raz kolejny zostaje skierowany na oddział chirurgii naczyniowej, gdzie na nodze zostają założone bajpasy. Lekarz, który krążył tam po korytarzach powiedział jednego dnia, że noga zostanie uratowana, a na drugi dzień, że noga zostanie amputowana. 28 października dochodzi do amputacji połowy stopy.
Podczas ostatniego pobytu pacjentowi zrobiły się w ciągu 8 dni odleżyny na skórze w miejscach, gdzie powinny być pośladki.
Rezultaty siedmiomiesięcznego leczenia:
- biegunki, wymioty i utrata 25 kg masy ciała,
- amputacje,
- zatrucie bakteriami chorobotwórczymi,
- głęboka anemia (tak duża, że przed zabiegiem trzeba było pacjentowi przetaczać krew),
- odleżyny (lekarze twierdzą, że nie są to odleżyny),
- siedmiomiesięczne męczarnie w domu,
- zły stan psychiczny pacjenta,
- opłakany stan fizyczny pacjenta (człowiek, który przed siedmioma miesiącami wszedł do szpitala o własnych siłach w chwili obecnej ma problem z podniesieniem się z łóżka).
Jak do tej pory brak pozytywnych efektów leczenia.
Należy tu powiedzieć, że stan pacjenta nie jest spowodowany powikłaniami cukrzycowo-miażdżycowymi, z powodu których pacjent trafił do szpitala, tylko brakiem lub niewłaściwym sposobem leczenia. Pacjent w chwili obecnej wygląda jak ofiara obozu koncentracyjnego. Nogi to praktycznie kości i skóra, brak pośladków, najgrubszymi miejscami ciała są stawy. Przy kontynuowaniu dalej takiej terapii pacjent umrze z wycieńczenia, krótko mówiąc z głodu.
Pacjent ani rodzina nie mają żadnych informacji bo lekarze są nieosiągalni. Pacjent umrze i nie będzie wiadomo z jakiego powodu.
Zastanawiam się jakie są powody tego postępowania (braku leczenia). Do głowy przychodzą mi trzy:
- polityka państwa. W Polsce nie leczy się osób w podeszłym wieku. Dowody? W Polsce leczeniem osób starszych zajmują się interniści a powinni geriatrzy. Niestety tych drugich w Polsce praktycznie nie ma. Osoby starsze, u których stwierdzono białaczkę nie są kierowane do przeszczepu szpiku tylko podawane są im leki na złagodzenie objawów i powolne czekanie na śmierć w męczarniach.
- zachęcanie przez NFZ szpitali do leczenia stopy cukrzycowej za pomocą amputacji. Kilka liczb. Specjalistyczne leczenie stopy cukrzycowej to koszt ok. 12 000 zł. NFZ zwraca 4000 zł. Szpital musi dołożyć 8000 zł. Natomiast za amputację NFZ zwraca szpitalom 5000 zł. Liczby mówią same za siebie.
- wpływ na takie traktowanie pacjenta może mieć również brak łapówek.
I w tym miejscu należałoby powtórzyć pytanie zawarte w tytule. Czy to jeszcze szpital czy już miejsce kaźni? Większość osób potrafi sama na nie odpowiedzieć.
C.D.N.