Dodaj do ulubionych

ustawa o NFZ

12.07.04, 09:19
Śledzę prace sejmowej "komisji" dotyczące nowej ustawy o NFZ i włos mi się na
głowie jeży. Przede wszystkim dlatego, że o zagadnieniach czysto finansowo-
organizacyjnych dyskutują przede wszystkim lekarze, którzy znają się na tym
jak kura na pieprzu. Ich jedyną rolą powinno być ustalenie "katalogu
negatywnego", a więc wykazu usług, które nie będą pokrywane z naszych składek
zdrowotnych, np. geriatria, operacje kosmetyczne (poza będącymi wynikiem
innych zabiegów lekarskich lub wypadków)leczenie snatoryjne zamiast urlopu w
droższych ośrodkach wypoczynkowych itp.
Generalnie, nasza służba zdrowia jest chora, bo zajmują się nią "fachowcy",
czyli lekarze, a nie specjaliści od finansów i zarządzania. Tam, gdzie
decydujący o danym procesie jest pieniądz, tam kierownictwo powinno spoczywać
w rękach ludzi znających się na zarządzaniu, organizacji i finansach, anie
ludzi, którzy byli kształceni w zakresie leczenia innych, a ich znajomość
finansów sprowadza się do brania do własnej kieszeni za "przyspieszenie"
zabiegu lub badania, za tytuł naukowy (moja mama zawsze mówiła, że najgorsze,
co może być, to operowanie przez docenta lub profesora, a miała
doświadczenie, gdyż przeszła 12 różnych operacji) itp.
Podstawowe założenia do kompletnej restrukturyzacji służby zdrowia w naszym
kraju:
1) tworzy się publiczną i prywatną służbę zdrowia,
2) zatrudnieni w publicznej nie mają prawa do prowadzenia praktyk prywatnych
ani zatrudniania się lub posiadania udziałów w jakimkolwiek zakładzie
prywatnej służby zdrowia i na odwrót, to samo dotyczy współmałżonków i
członków najbliższej rodziny (do 5 stopnia pokrewieństwa włacznie),
3) ministrem zdrowia oraz członkiem ścisłego kierownictwa ministerstwa
zdrowia nie mogą być lekarze, członkowie rodzin lekarzy ani inne osoby w
jakikolwiek sposób związane ze służbą zdrowia i przemysłem farmakologicznym
(powyższe nie dotyczy naczelnego lekarza kraju i naczelnej pilęgniarki kraju),
4) wszelkie kwestie związane z płatnościami za szeroko pojętą opiekę
lekarską, z wyłączeniem usług i leków objętych "katalogiem negatywnym", są
finansowane przez NFZ oraz firmy ubezpieczeniowe, którym w tym celu pozwala
się na prowadzenie ubezpieczeń zdrowotnych,
5) osoby zawierające umowę z firmami ubezpieczeniowymi w zakresie ochrony
zdrowia są zwolnione od odprowadzania składki na ubezpieczenia zdrowotne w
ZUS w części odpowiadającej zakresowi usług, na które opiewa polisa w
zakresie nie objętym "katalogiem negatywnym",
6) dyrektorami szpitali i innych placówek publicznej służby zdrowia mogą być
wyłącznie osoby legitymujące się wykształceniem wyższym w zakresie ekonomii,
finansów, organizacji i/lub zarządzania, ich zastępcami d////s lecznictwa
mogą być wyłącznie osoby legitymujące się odpowiednim wykształceniem w
zakresie medycyny,
7) pracownik publicznej służby zdrowia nie może utrzymywać jakichkolwiek
kontaktów - służbowych ani prywatnych, z przedstawicielami firm
farmaceutycznych (obligatoryjny zapis nakazany ustawą do kodeksu etyki
lekarskiej).
Szczegółowe rozwiązania organizacyjne dotyczące organizacji publicznej służby
zdrowia powinna zawierać dyskutowana ustawa. Prywatna służba zdrowia powinna
działać na zasadavch finansowych określonych w ustawie "Prawo działalności
gospodarczej" i ustawie o spółkach prawa handlowego, przejmując od samorządów
lokalnych poszczególne placówki służby zdrowia za pełną odpłatnością (nie
martwcie się, lekarze mają dużo zachomikowanych pieniędzy i stać ich na to).
W ten sposób można wprowadzić jasność i jednoznaczność zagadnień
finansowania, kierowania i kontroli placówek służby zdrowia, a jednocześnie
próbować położyć jakąś tamę powszechnej w tej, pożal się Panie Boże, służbie
korupcji i łapownictwu.

Nota bene - podobne zasady należałoby wprowadzić w szkolnictwie, szczególnie
w MENiS.
Obserwuj wątek
    • Gość: g@mdan Re: ustawa o NFZ IP: *.tvsat364.lodz.pl 12.07.04, 16:26
      Gaja
      tak się jakoś dziwnie składa od wielu lat, że postulaty i pomysły lekarzy
      ("fachowców", jak ich nazywasz) nigdy lub bardzo rzadko były brane pod uwagę
      przez reformatorów sł. zdrowia.
      Nie można mówić: lekarz ("fachowiec") o tych, którzy co prawda skończyli
      medycynę, ale zajęli się administrowaniem i od wielu lat to czynią
      (np.Łapiński, Balicki, Panas itp.).
      Poczytaj sobie na witrynie: http//www.ozzl.org.pl. Tam znajdziesz opinie
      lekarzy.
      BTW: czy Twoje pomysły na ustawę o NFZ czerpiesz od mamy (doświadczonej bo
      miała 12 operacji)?
    • maszar Re: ustawa o NFZ 12.07.04, 23:18
      Gaja,
      nigdy mi przez myśl nie przeszło przed przeczytaniem Twego postu, że w
      dziedzinie ochrony zdrowia ktos może "mądrością inaczej" przebić towarzysza
      Łapińskiego. Tobie się udało - gratuluję, bo rzecz to niełatwa.
      1 - rozłączenie prywatnej i publicznej służby zdrowia spowodowałoby brak
      chętnych do pracy w tej drugiej (chyba, żeby zacząć w końcu uczciwie w niej
      płacić);
      2 - dlaczego lekarz nie może być ministrem zdrowia? takie założenie a priori to
      dyskryminacja sprzeczna z konstytucją;
      3 - dlaczego jako lekarz nie mogę mieć żony farmaceutki ( i na odwrót);
      wchodzisz z butami w prywatne życie ludzi;
      4 - co zrobić z osobami nie posiadającymi udokomentowanej genealogii do 5
      pokolenia (p.2) - może obligatoryjnie odebrać im prawo wykonywania zawodu?
      rozumiem, że mając prapradziada lekarza bądź cytulika nie mogę pracować w
      publicznej służbie zdrowia.

      Radzę z całego serca - przy takich zapędach spróbój się załapać do jakiejś
      komisji lustracyjnej czy dekomunizacyjnej. Zaszłabyś wysoko...
      • gaja3 Re: ustawa o NFZ 13.07.04, 08:58
        Moi drodzy adwersarze.
        Świadomie w swoim liście wiele rzeczy przerysowałe, aby wsadzić tzw. kij w
        mrowisko. Oddźwięk mizerny, i tylko ze środowiska lekarskiego, a od zwykłych
        ludzi, korzystających z "usług" naszych medyków ani słowa. Płacą do łapy,
        czekają cierpliwie w kilkugodzinnych kolejkach do "lekarza pierwszego kontaktu"
        itd. itp. A jest to robota tych lekarzy, których świadomie
        nazywam "fachowcami" - przecież to wymienieni łpaiński, Balicki i przed nimi
        wielu, wielu innych znakomityvch skąd inąd lekarzy, potrafiących wielokrotnie
        cudów dokonać z pacjentami, stworzyło nam to piekło na Ziemi. Dlaczego ten
        resort i podległe mu jednostki jako tako funkcjonował tylko za rządów p.
        minister Cegielskiej - bo nie była ona lekarzem, lecz organizatorem. Minister
        nie jest od tego, aby umiał wyleczyć pacjenta, on jest od tego, aby sprawnie
        zorganizować pracę resortu i podległych jednostek - stworzyć warunki
        organizacyjne, finansowe (na miarę budżetu państwa) i dobrać odpowiednich ludzi
        na poszczególne stanowiska.
        Co do podziału służby zdrowia na publiczną i prywatną:
        - po pierwsze, oczywiście, że nalezy wtedy ograniczyć liczbę zatrudnionych w
        publicznej do niezbędnego minimum i godziwie im płacić,
        - po drugie, jak już nie raz przekonaliśmy się po '89 r., wcześniej lub później
        rynek dokona samoregulacji, chętnych do prywatnej służby zdrowia też jest pewna
        ograniczona liczba, i to zdecyduje o tym, kto z niej będzie korzystał,
        - po trzecie, jeżeli do rynku ubezpieczeń zdrowotnych zostaną dopuszczone
        ogólne firmy ubezpieczeniowe, a więc każdy będzie sobie mógł wykupić polisę na
        odpowiedni zakres leczenia i, odpowiednio do tego, będzie sobie mógł obniżyć
        składkę odprowadzaną do ZUS, to sytuacja zarówno publicznej, jak i prywatnej
        służby zdrowia zmieni się diametralnie,
        - zgodnie z Konstytucją Najjaśniejszej państwo ma obowiązek zapewnić podstawową
        opiekę zdrowotną, której standardy powinny być ustalone w gronie lekarzy przede
        wszystkim, ale z uwzględnieniem realiów budżetu państwa; taka lista powinna być
        ciągle weryfikowana w zależności od możliwości finansowych państwa i ZUS, i tu
        widzę ogromną rolę dla uczciwych lekarzy - to powinien być naprawdę standard
        minimum obejmujący niebędny zakres profilaktyki i leczenia, a nie leczenie
        absolutnie wszystkich chorób, schorzeń i przypadłości poszczególnych okresów
        życia człowieka (np. trądzik młodzieńczy czy zmarszczki starcze - znowu trochę
        przerysowuuję).
        Każde środowisko zawodowe jest żywotnie zainteresowane, aby przy okazji
        opracowywania tego typu ustaw "przemycić" do nich jak najwięcej zapisów
        korzytnych dla siebie, a niekoniecznie korzystnych dla podmiotów ustawy - w tym
        przypadku pacjentów. Dlaczego, na przykład, zrezygnowano z koncepcji lekarza
        rodzinnego, a więc takiego, którego obowiązkiem jest odwiedzenie raz w miesiącu
        w domu rodziny, którą się opiekuje? Dlaczego takie opory ze strony środowiska
        lekarskiego napotyka scentralizowany system rejestracji usług medycznych
        zaordynowanych poszczególnym pacjentom? Dlaczego w niektórych jednostkach
        szpitalnych świadomie przetrzymuje się pacjentów dłużej, aby na ich nazwisko
        wypisywać lekki ze zniżką potrzebne krewnym i znajomym (przypadki znane mi
        osobiście)? Takie pytania można mnożyć w nieskończoność.
        W dakszym ciągu stoję na stanowisku, że ustawę o NFZ, która jest ustawą czysto
        finansowo-organizacyjną z drobnymi elementami merytorycznej wiedzy lekarskiej
        (katalog usług) powinni tworzyć ludzie znający się na tych zagadnieniach, a nie
        lekarze, wśród których naprawdę niewielu zna się na tych sprawach, i nie jest
        to zarzut w stosunku do nich - ja chcę, aby oni specjalizowali się w leczeniu,
        a nie odrywali od tego zajęcia aby przejrzeć papierki, zestawić plan finansowy
        i budzęt na przyszły rok. To jest praca dla innych ludzi na podsatwie danych
        merytorycznych dostarczonych przez lekarzy.
        Dobrze by było, aby w naszym kraju każdy zajął się tym, na czym się zna, a nie
        udawał omnibus.
        Na marginesie tej naszej "dyskusji" - książę Otto von Bismarck mawiał: "Jeden
        profesor w rządzie - to zaszczyt, dwóch - to kłopoty, a trzech - to tragedia!"
        Przemyślcie to.
        • Gość: med_siestra tak toczna, towariszczka gala... IP: *.ws146.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.04, 12:29
          wiekszego belkotu,
          nawet nauman,
          nie wydal z siebie,
    • gaja3 Re: ustawa o NFZ 16.07.04, 08:51
      Uderz w stół, a nożyce się odezwą.
      Na mój list zareagowały tylko trzy osoby, i to wszystkie związane bezpośrednio
      z tzw. służbą zdrowia (ta nazwa dzisiaj to okrutny żart). Wszyscy oburzeni
      moimi propozycjami, bo uderzaja one bezpośrednio w źródła lewych dochodów
      lekarzy i innych pracowników służby zdrowia, gdyż w konsekwencji prowadzą do
      ostrej kontroli pracowników służby zdrowia.
      W swoim czasie (bodajże w 1996 r.) bank PeKaO SA przygotował propozycję kredytu
      dla lekarzy na zakup wyposażenia miezkań i innych artykułów konsumpcyjnych z
      bardzo preferencyjnym oprocentowaniem. Warunkiem uzyskania kredytu było
      złożenie oświadczenia (!), a nie zaświadczenia, o wysokości dochodów w
      rodzinie. I co? Tylko 5 (słownie: pięć!) osób wystąpiło o ten kredyt. W
      rozmowach z pracownikami banku wszyscy pozostali twierdzili, że nie mają
      zamiaru ujawniać, nawet tylko bankowi, wysokości swoich dochodów (czytaj: w
      większości nieudokumentowanych - łapówki, "gratyfikacje" od pacjentów itp.
      źródła).
      Przypadek drugi - przyjęcie na operację przepukliny pooperacyjnej (usunięcie
      jelita grubego z powodu jego nowotworu złośliwego) w jednym z większych
      warszawskich szpitali kosztowało 4000 (cztery tysiące) złotych (w 2002 r.)
      wręczane ordynatorowi, aczkolwiek pacjent był przewidziany do takiej operacji w
      normalnym trybie, lecz musiałby czekać, aż zwolni się miejsce po którymś z
      prywatnych pacjentów pana ordynatora.
      Ile razy pacjenci spotykają się z propozycją nie do odrzucenia - będzie
      szybciej badanie, operacja, będą lepsze materiały stomatologiczne, ale za
      dodatkową opłatą nigdzie nieudokumentowaną.
      Jeżeli ktoś mi mówi o etyce lekarskiej, to w dużej ilości znanych mi przypadków
      sprowadza się ona do hasła "ile wydrzesz z pacjenta tyle twojego". A jak
      pacjent nie ma pieniędzy - to sam sobie winien. Niech zdycha czekając na
      miejsce w szpitalu, termin badań (niekiedy półroczny, i to w przypadku osób
      zagrożonych chorobami serca czy innymi grożącymi śmiercią). To, co tu opisuję,
      to nie są plotki zasłyszane w maglu. Są to fakty znane mi z autopsji, gdyż
      dotyczyły mnie i członków mojej najbliższej rodziny.
      Może to i dobrze, że większość naszych lekarzy wyjedzie za granicę. Na ich
      miejsce przyjdą inni, nie gorsi od nich, a chcący pracować nawet za
      te "głodowe" pensje, bo i tak są one niebotycznie wyższe od tych, które mają u
      siebie w kraju. A nasi zagranicą poczują, co to znaczy ekonomia w służbie
      zdrowia i ostry rygor organizacyjny.
      Może wreszcie nasi lekarze ockną się i zrozumieją, jaka jest ich rola i gdzie
      jest ich miejsce.
      Może przypomną sobie wreszcie treść przysięgi Hipokratesa.
      • Gość: med_siestra gadasz, jak sp. min. czakanski IP: *.ws146.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.07.04, 10:55
        ktorego bank tez jakies podejrzane machinacje robil z publiczna SZ,
      • Gość: g@mdan Re: ustawa o NFZ IP: *.tvsat364.lodz.pl 16.07.04, 15:36
        Niestety, gaja, należysz do tych utopistów, którzy są z gruntu socjalistami, a
        sami nie zdają sobie z tego sprawy.
        Reprezentujesz pogląd, że całe zło tego świata da się usunąć jak za dotknięciem
        czarodziejskiej różdżki, wprowadzając ścisłą kontrolę i wszechobecny nadzór.
        Są tacy ludzie na świecie, co uważają się za nieomylnych i to oni właśnie mają
        wszystko kontrolować i nadzorować. Wtedy ma być dobrze.
        Stalin, Hitler itp. tacy byli.
        Wiedz, bo nie wypada nie wiedzieć, że to nie jest droga do sukcesu. Nie
        sprawdziła się ta metoda.
        Dlatego nie wiń:
        - lekarzy za kiepski stan systemu opieki zdrowotnej,
        - nauczycieli za stan systemu nauczania,
        - policjantów za stan bezpieczeństwa publicznego,
        - itd.
        Przyczyna zła tkwi wyżej. Winni są zawsze twórcy systemu, a nie wykonawcy.
        Nie truj więcej.
        • gaja3 Re: ustawa o NFZ 20.07.04, 09:06
          Zgadzam się z Tobą stu procentach, że nie należałoby winić ani lekarzy za stan
          służby zdrowia, ani nauczycieli za stan oświaty w Polsce. Ale, niestety,
          przedstawiciele tych zawodów sami pchają się do koryta na świeczniku, uważają,
          że tylko oni, jako znający się na leczeniu i nauczaniu, są w stanie dobrze
          zorganiZować te dziedziny życia, które w obecnym ustroju naszego kraju są tak
          samo "handlowe", jak wszystkie inne. Gdyby było inaczej, to dlaczego powstają
          prywatne placówki służby zdrowia (Centrum Damiana, Medicover i wiele, wiele
          innych)? Dlaczego powstają prywatne i "społeczne" szkoły wszystkich szczebli?
          Przecież nikt sie w to nie "bawi" charytatywnie - to jest źródlo dochodów, i to
          niezłych. Z tego też wynika moja propozycja - jeżeli tak jest i to funkcjonuje,
          to wprowadźmy czyste reguły gry - co prywatne, to prywatne, co publiczne, to
          publiczne. I nie mieszajmy tych dwóch systemów na sczeblu wykonawczym
          (przychodnia, szpital), natomiast stwórzmy im równe warunki działania (czytaj:
          finansowania) i organizacyjne.
          Mamy oinną drogę do wyboru - system amerykański, gdzie, praktycznie rzecz
          biorąc, nie istnieje publiczna służba zdrowia. Człowiek sam, lub jego
          pracodawca wykupuje odpowiednie ubezpieczenie w dowolnej firmie
          ubezpieczeniowej, która prowadzi takie usługi i może korzystać z usług
          przychodni i szpitali, z którymi dana ubezpieczalnia ma podpisane umowy, w
          zakresie objętym ubezpieczeniem. Za resztę musi płacić z własnej kieszeni. Nie
          ma powiązania między publiczną i prywatną służbą zdrowia, bo publiczna nie
          istnieje. Układ moralnie i etycznie czysty - nie jest korupcjogenny, bolekarz i
          szpital swoje pieniądze dostaną od ubezpieczyciela, a więc nie muszą wyciągać
          ręki po dodatkowe. Pacjent robi, co może żeby możliwie rzadko korzystać z usług
          medycznych nie objętych ubezpieczeniem, albo dokupuje sobie dalsze - jego wolna
          i nie przymuszona wola.
          Zdecydujmy się wreszcie na coś. Dla mnie właśnie ci, którzy optują za
          zachowaniem dotychczasowego systemu wykonawczego w służbie zdrowia (nie mówię
          tu o NFZ, którego rola powinna się sprowadzać do dystrybucji środków
          finansowych i ogólengo nadzoru nad ich wydawaniem), lecz o korupcyjnym
          powiązaniu publicznej i prywatnej służby zdrowia, który został ustanowiony
          przez lata władzy "ludowej" (czyli tzw. socjalistycznej) aby móc 6twierdzić, że
          lekarzom i personelowi służby zdrowia płaci się mało, bo i tak sobie na lewo
          dorobią. To jest zbrodnicze działanie, bo powoduje drenaż kieszeni najsłabszych
          finansowo grup ludności - emerytów i rencistów, bezrobotnych, ludzi żyjących ze
          skromnych pensji (ciuekaw jestem, kto z lekarzy utrzymałby sie za pensję
          sprzedawczyni w osiedlowym sklepie w Warszawie wynoszącej 800 zł miesięcznie?).

          Medicae, cura te ipso!
          • Gość: g@mdan Re: Gaja3 przeczytaj sobie jeszcze raz... IP: *.tvsat364.lodz.pl 20.07.04, 22:35
            ... dokładnie swoje posty i zobacz, jak ewoluują Twoje poglądy.
            To z pewnością byłoby ciekawe dla psychologa.
            Widać, że robisz postępy.
            • gaja3 Re: Gaja3 przeczytaj sobie jeszcze raz... 22.07.04, 08:50
              Po pierwsze: tylko krowa nie zmienia poglądów. Po drugie: świadomie na początku
              pewne rzeczy przerysowałem, aby "połechtać po śledzionie" rodaków. Niestety, to
              drugie się nie udało - głos zabierają w zasadzie wyłącznie ludzie będący
              lekarzami lub ściśle z tym środowiskiem związani.
              Życzę podobnej ewolucji poglądów, szczególnie w przypadku przyjmowania poza
              kolejnością za "drobną gratyfikację".
              • Gość: g@mdan Re: Nie tylko krowa nie zmienia poglądów. IP: *.tvsat364.lodz.pl 22.07.04, 12:28
                Poglądów nie zmieniają ludzie, których głęboka wiedza teoretyczna idzie w parze
                z doświadczeniem życiowym, a umiejętność logicznego myślenia towarzyszy
                normalnemu rozsądkowi.
                Czy Ty do nich należysz?

                Ewolucja poglądów w przypadku przyjmowania poza kolejnością nie jest konieczna.
                Jak świat światem, zawsze usługa w terminie expresowym kosztowała więcej.
      • maszar Re: ustawa o NFZ 17.07.04, 21:57
        1- Nic dziwnego, że Twój bełkot spowodował tak nikły oddźwięk (więc gdzie te
        nożyce?);
        2-wcale nie czuje się oburzony (bo trudno się oburzać na tak nonsensowne
        propozycje);
        3 - kolejna totalna głupota - odnośnie owego kredytu; kto o zdrowych zmysłach
        (niezależnie od profesji) w oświadczeniu o dochodach wykazywałby
        nieopodatkowane przychody?;
        4 - pomimo Twojej nienawiści do białego personelu mimo wszystko nie zyczę Ci
        abyś musiała trafić pod opiekę lekarza z III świata - dobrze na tym nie
        wyjdziesz...
        5 - przysięga Hipokratesa od lat nie jest składana. A tak a propos - czy znasz
        jej treść, bo coś mi się wydaje, iż kolejny raz piszesz o czymś, o czym nie
        masz zielonego pojęcia;
    • Gość: GTelega Re: ustawa o NFZ IP: 65.90.124.* 20.07.04, 20:11
      Znowuz nie przesadzajcie, pod nieco nawiedzonym stylem jest kilka "pomyslow",
      ktore rutynowo dzialaja w cywilizowanym swiecie.

      > 1) tworzy się publiczną i prywatną służbę zdrowia,

      Nic nowego. Powinno sie dodac, ze oba sektory powinny byc rowne wobec prawa i
      miec jednakowy dostep do wszystkich ubespieczen.

      > 2) zatrudnieni w publicznej nie mają prawa do prowadzenia praktyk prywatnych
      > ani zatrudniania się lub posiadania udziałów w jakimkolwiek zakładzie
      > prywatnej służby zdrowia i na odwrót, to samo dotyczy współmałżonków i
      > członków najbliższej rodziny (do 5 stopnia pokrewieństwa włacznie),

      Prosta zasada unikania konfliktu interesow pewnie by wystarczyla. Zgodnie z ta
      zasada nie mozana pracowac/miec udzialow w instytucjach ktore maja sprzeczne
      interesy. Wiec jezeli lekarz pracuje w panstwowym szpitalu to nie moze miec
      jednoczesnie prywatnej praktyki ani udzialow w aptece. To ze zmniejszy to
      atrakcyjnosc pracy w szpitalach - to bardzo dobrze - im wiecej prywatnych
      gabinetow tym wieksza konkurencja tym lepiej dla pacjenta. Piate pokolenie to
      oczywiscie bzdura.

      > 3) ministrem zdrowia oraz członkiem ścisłego kierownictwa ministerstwa
      > zdrowia nie mogą być lekarze

      Minister zdrowia jest pozycja polityczna i jest to osoba zatwierdzana przez
      nasz demokratycznie wybrany parlament - wiec jakie kolwiek ograniczenia w tym
      zakresie sa nie na miejscu. Jezeli ktos odejdzie od pluga z sila przebicia i
      odwaga by cos zmienic w obecnym bagienku to bedzie mial moje poparcie.

      > 5) osoby zawierające umowę z firmami ubezpieczeniowymi w zakresie ochrony
      > zdrowia są zwolnione od odprowadzania składki na ubezpieczenia zdrowotne w
      > ZUS w części odpowiadającej zakresowi usług, na które opiewa polisa w
      > zakresie nie objętym "katalogiem negatywnym",

      Sluszna zasada, jedyna, ktora na dluzsza mete moze wprowadzic "pod strzechy"
      prywatne ubespieczenia. Konsekwencja jednak bedzie to, ze zdrowi i zamozni
      przejda na prywatne ubespieczenia pozostawiajac ubogich i chorych na garnuszku
      panstwa. Nie mysle zeby bylo inne wyjscie, ale trzeba uczciwie powiedziec, ze
      beda ofiary liczone w tysiacach zgonow.

      > 6) dyrektorami szpitali i innych placówek publicznej służby zdrowia mogą być
      > wyłącznie osoby legitymujące się wykształceniem wyższym w zakresie ekonomii,

      Kolejny nonsens - znam dobrych dyrektorow, ktorzy sa lekarzami, takich, ktorzy
      sa ekonomistami, nawet ludzmi po pielegniarstwie, do tych samych grup zaliczaja
      sie najbardziej beznadziejni dyrektorzy, ktorych poznalem. Kierowanie placowka
      sluzby zdrowia to wiecej niz dyplom potrzebne jest zrozumienie medycycny,
      finasow, psychologi, mediow i duzo "chlopskiego rozumu".

      > 7) pracownik publicznej służby zdrowia nie może utrzymywać jakichkolwiek
      > kontaktów - służbowych ani prywatnych, z przedstawicielami firm
      > farmaceutycznych

      Znowu nonsens. Tak sie sklada, ze firmy farmaceutyczne produkuja leki, bez
      ktorych medycyna nie mogla by funkcjonowac. Relacje sa wiec koniecznoscia.
      Lekarze musza byc na bierzaco na temat nowych lekow, a firmy farmaceutyczne
      musza wiedziec jakie sa potrzby lekarzy by ukierunkowac swoje badania.

      Wciaz powinna obowiazywac zasada konfliktu interesow - i lekarz jako
      reprezentant interesu pacjenta nie powinien miec dochodu zwiazanego z
      kontaktami z firmami farmacetycznymi.
      • maszar bardzo delikatne określenie 20.07.04, 23:54
        "nieco nawiedzony styl"; dla mnie w pierwszym poście Gai znalazłoby się jedynie
        nieco sensownych wypowiedzi w powodzi nonsensownych pomysłów;

        na dzień dzisiejszy nie ma fizycznej możliwości rozdziału placówek prywatnych i
        publicznych; w niektórych regionach Poski prywatyzacja wśród specjalistów
        pracujących w przychodniach specjalistycznych jest tak duża, iż w wielu
        miejscach niemozliwe byłoby np zapewnienie pacjentowi leżacemu w państwowym
        szpitalu konsultacji specjalistycznej (np. kardiolog, neurolog dziecięcy,
        reumatolog) w inny sposób niż prosząc o nią kogoś "skalanego" pracą na własny
        rachunek. Czy ważniejsze w takiej sytuacji jest dobro pacjenta czy całkowity
        rozdział lecznictwa państwowego i prywatnego - dla mnie jest to pytanie
        retoryczne.

        I na moniec - Gaja, nie próbuj zabłysnąć znajomością łaciny, nie mając podstaw
        gramatycznych - powinno być "Medice, cura te ipsum..."
        • Gość: GTelega Re: bardzo delikatne określenie IP: 65.90.124.* 21.07.04, 19:06
          > na dzień dzisiejszy nie ma fizycznej możliwości rozdziału placówek prywatnych
          > i publicznych;

          Dlaczego?

          > w niektórych regionach Poski prywatyzacja wśród specjalistów
          > pracujących w przychodniach specjalistycznych jest tak duża, iż w wielu
          > miejscach niemozliwe byłoby np zapewnienie pacjentowi leżacemu w państwowym
          > szpitalu konsultacji specjalistycznej (np. kardiolog, neurolog dziecięcy,
          > reumatolog) w inny sposób niż prosząc o nią kogoś "skalanego" pracą na własny
          > rachunek.

          Niekoniecznie. Specjalista pracujacy w prywatnej praktyce moze byc
          skonsultowany przez szpital i oplacony przez pacjenta (jego ubespieczenie). Tak
          dziala to w wielu krajach. W tym ukladzie lekarz specjalista jest kontrachetem
          szpiatla tak jak powiedzmy dostawca mleka. To od szpitala zalezy jaki lekarz
          jest konsultowany w danej okolicznosci. Sytuacja ta jest po prostu czysta
          finansowo - lekarz nie ma mozliwosci uzywania swojej pozycji w szpitalu do
          napedzania prywatnej praktyki.

          > Czy ważniejsze w takiej sytuacji jest dobro pacjenta czy całkowity
          > rozdział lecznictwa państwowego i prywatnego - dla mnie jest to pytanie
          > retoryczne.

          Pewnie tak, bo odpowiedz jest jasna: rozdzial SLUZY DOBRU PACJENTA.
          • maszar Re: bardzo delikatne określenie 21.07.04, 20:25
            zgadza się - i tak w praktyce to fonkcjonuje; niemniej jednak dochodzi tu do
            współpracy publicznej i prywatnej służby zdrowia. I jak widać na podanym
            przykładzie, nie musi to być sytuacja negatywna.
            Co było do udowodnienia;
            • Gość: GTelega Re: bardzo delikatne określenie IP: 65.90.124.* 22.07.04, 00:10
              > zgadza się - i tak w praktyce to fonkcjonuje; niemniej jednak dochodzi tu do
              > współpracy publicznej i prywatnej służby zdrowia. I jak widać na podanym
              > przykładzie, nie musi to być sytuacja negatywna.
              > Co było do udowodnienia;

              Nie mysle, zebys zrozumial moja idee. Nie chodzi o to by nie bylo wspolpracy,
              ale o to by jasny podzial kto komu sluzy i za co ktos bierze pieniadze. Nie
              powinno byc tak, by ordynator ktory reguluje przyjecia na oddzial mial
              jednoczenie prywatna praktyke. Te dwie funkcje sa w wyraznym konflikcie.
              • Gość: g@mdan Re: Ludzie! nie ma o co kruszyć kopii. IP: *.tvsat364.lodz.pl 22.07.04, 12:39
                Prawda jest taka, że społeczna i prywatna służba zdrowia nigdy nie działają w
                systemie naczyń połączonych. Jest dokładnie odwrotnie.
                Im gorzej się dzieje w państwowej sł. zdrowia, tym lepiej jest w prywatnej.
                I nie chodzi o to, aby urzędniczo utrudniać prywatną działalność leczniczą, ale
                o to, aby dać ludziom możliwość wyboru pomiędzy prywatnym a państwowym.
                • pia.ed Jak to funkcjonuje w Szwecji 22.07.04, 16:33
                  Zastrzegam od razu, ze ze sluzba zdrowia nie mam NIC wspolnego, rzadko z niej
                  korzystam, wie moze zrobie jakis blad w mojej relacji.

                  Mieszkam w duzym miescie, a szpital (olbrzymi!) jest szpitalem uniwersyteckim,
                  ze swietnie wyposazonym laboratorium.

                  Podstawa sa specjalisci pracujacy w szpitalu.
                  Do nich lekarz pierwszej pomocy kieruje pacjentow, ktorzy potrzebuja
                  specjalistycznego przebadania.
                  Dostac sie mozna tylko ze skierowaniem, a czas oczekiwania na wizyte 2 - 10
                  miesiecy.
                  Lekarze ci zatrudnieni sa przez wladze nadrzedne szpitalowi.
                  Zatrudnieni sa na 8 godzin dziennie i NIGDZIE POZA TYM NIE MAJA PRAWA PRACOWAC.
                  Chyba ze zejda na pol etatu, to moga na tej drugiej polowce robic co chca.

                  Oprocz tego sa specjalistyczne przychodnie PRYWATNE.
                  Tam sa dawni lekarze szpitalni, ktorzy zdecydowali sie otworzyc wlasne
                  gabinety. Najczesciej kilku lekarzy pracuje razem, bo to pomniejsza koszty i
                  pomaga w racjonalnym wykorzystaniu lokalu, pielegniarki, recepcjonistki,
                  laborantki i sprzataczki.

                  Lekarze prywatni wspolpracuja z Ubezpieczalnia (jest jedna na caly kraj).
                  Pacjent za wizyte u specjalisty prywatnego placi tak samo jak u specjalisty ze
                  szpitala (300 kr czyli 150 zl).
                  Jesli specjalista mial wieksze koszty niz te 300 kr- najczesciej ma - to reszte
                  zwraca lekarzowi Ubezpieczalnia.

                  Zaleta pojscia do specjalisty PRYWATNEGO jest krotszy czas oczekiwania, choc
                  u np. okulisty czeka sie minimum 3 miesiace, a do urologa nie przyjmuja w
                  ogole nowych pacjentow, tylko rekomenduje sie specjaliste w szpitalu z czasem
                  oczekiwania 8 miesiecy!

                  Ten kto chce, moze pojechac 100 czy 200 km do innego miasta, gdzie akurat
                  czas oczekiwania jest tylko 2 miesiace.

                  Tak samo z operacjami. W jednym szpitalu na operacje stawu biodrowego czeka sie
                  pol roku, gdzie indziej 18 miesiecy.
                  Pacjent ma prawo wybrac inny szpital, jesli jego rodzimy ma zbyt dlugi czas
                  oczekiwania.
                  Koszty dojazdu czesciowo pokrywa Ubezpieczalnia.

                  I jeszcze jedna szalenie wazna informacja.
                  Zakladanie gabinetow prywatnych w danym miescie jest SCISLE REGULOWANE na
                  szczeblu wojewodzkim (oczywiscie przez wladze zajmujace sie lecznictwem).

                  W moim miescie sa np tylko 3 gabinety zajmujace sie choroba pluc i 5 gabinetow
                  okulistycznych.
                  Jesli ktos z tych specjalistow pojdzie na emeryture (65 lat), to nie jest
                  pewne czy pozwoli sie otworzyc tam praktyke komus z tej samej specjalnosci, bo
                  moze akurat rozprzestrzenienie tej choroby sie zmniejszylo, a potrzeba akurat
                  specjalisty w innej dziedzinie.
    • gaja3 Re: ustawa o NFZ 23.07.04, 09:01
      Cieszy mnie, że wreszcie zaczęły się pojawiać na tym forum głosy dotyczące
      meritum poruszoych przeze mnie problemów, a nie wrzask obrażonych lekarzy i
      ludzi związanych ze służbą zdrowia.
      Jak już wspomniałem w jwdnym z moich poprzednich postów, świadomie
      przerysowałem w pierwszym niektóre sprawy aby wywołać polemikę. Może to
      przerysowanie było zbyt duże, bo wywołało z lasu pewne upiory. No cóż, nauczka
      na przyszłość.
      Bardzo ciekawie wygląda dyskusja między GTelegą i maszarem. Cieszy mnie, że
      Koledzy podjęli debatę nad sprawami zapewnienia "czystych rą" w służbie
      zdrowia, bo to dzisiaj jest temat najważniejszy i należy zrobić wszystko, aby
      ukrócić traktowanie szpitala lub ambulatorium jako prywatnego folwarku lekarzy
      zatrudnionych tam przez nas (finansowani z NFZ do którego są odprowadzane nasze
      składki zdrowotne). Tu bardzo ciekawy jest przyczynek pia.ed ze Szwecji -
      kraju, podobno, najlepszej opieki socjalnej w Europie, raju dla ubezpieczonych.
      Może zbyt głęboko sięga tam ingerencja państwa, które limituje liczbę gabinetów
      prywatnych. To powinien regulować rynek poprzez ograniczenie liczby prywatnych
      praktyk, z którymi umowy zawiera ubezpieczyciel. Ci, którzy takiej umowy nie
      mają, mogą nadal pracować na własny rachunek, ale muszą wtedy dobrze starać się
      o zdobycie pacjentó, a to wymaga znakomitego podniesienia jakości usług, o co
      nam właśnie chodzi.
      Co do kwalifikacji zawodowych na stanowiskach kierowniczych w ministerstwie
      zdrowia i szpitalach, to oczywiście proponowane przez mnie zatrudnianie na nich
      wyłącznie nie lekarzy nie jest warunkiem sine qua non. Popatrzmy chociażby na
      prof. Balickiego - lekarz psychiatra i anestezjolog, ale jednocześnie absolwent
      studiów z zakresu ekonomii, o ile prasa nie podała znowu kłamliwych informacji.
      Z drugiej strony, jeżeli fachowcy są tacy dobrzy na stanowiskach kierowniczych,
      to dlaczego w ogłoszeniacg o konkursach na stanowiska kierownicze w przemyśle
      podstawowy warunek to wykształcenie ekonomiczne, prawnicze i/lub w zakresie
      organizacji i zarządzania, a doświadczenie w danej branży jest tylko"mile
      widziane" lub "może być dodatkowym atutem"? W gospodarce rynkowej, a w takiej
      działa nasze lecznictwo też, na stanowiskach kierowniczych liczy się właśnie
      wiedza ekonomiczna, prawnicza i z zakresu zarządzania, a wiedza kierunkowa (w
      tym przypadku medyczna) może być "dodatkowym atutem". Organizacja naszej służby
      zdrowia i zapotrzebowanie z jej strony naśrodki finansowe trochę przypomina mi
      scenę ze znakomitej książki J.K. Jerome'a "Trzech panów w łódce nie licząc
      psa", gdy zaczęli sie pakować na dwutygodniowy rejs łódka w górę Tamizy. Gdy
      już wywlekli na środek pokoju to wszystko, co uważali za mogące się przydać w
      czasie wycieczki, to doszli do wniosku, iż tej wielkości parowiec nie zmieści
      się w środkowym biegu Tamizy. A więc przyjęli zasadę, że na łódkę wezmą to, co
      jest absolutnie niezbędne, a w miarę potrzeb będą korzystać z usług na miejscu.
      W naszych szpitalach i klinikach jest podobnie - pełna samowystarczalność,
      podczas gdy dzisiaj częstokroć bardziej opłaca się zakontraktować usługę na
      zewnątrz, także w zakresie leczenia (w przypadku, gdy liczba danego rodzaju
      badań jest mała lub wymagana jest bardzo specjalistyczna aparatura) a nie żądać
      środków finansowych na zakup i, co najważniejsze, a o czym się często zapomina,
      na eksploatację zakupionego sprzętu i szkolenia personelu. To samo dotyczy
      usług związanych ze sprzątaniem, ochroną, przygotowaniem posiłków, praniem itd.
      itp. Tu jest potrzebny ekonomista i specjalista od zarządzania, a nie lekarz,
      którego wykształcdenie kosztuje dużo więcej i który nie powinien tracić swojego
      czasu na administrowanie szpitalem, chyba, że poświęci się temu całkowicie
      porzucając praktykę lekarską, bo lekarz będący przy pacjencie z doskoku to
      żaden lekarz.
      W ten sposób możemy rozpatrywać wiele innych poruszonych przeze mnie zagadnień,
      ale czy to jest nasza rola? Za co płacimy z własnej kieszeni (podatki) diety
      darmozjadom na Wiejskiej i w tzw. Ministerstwach? Przecież to tam powinni być
      zatrudnieni ludzie znający się na tych sprawach - legislacja, a
      nie "specjaliści" z poszczególnyvch dziedzin wiedzy. Jeszcze raz pozwolę sobie
      przytoczyć słowa księcia Otto von Bismarcka: "Jeden profesor w rządzie to
      zaszczyt, dwóch - to kłopoty, a trzec - to tragedia!".
      Pozdrawiam
      • Gość: pia.ed Dalej o PRYWATNYCH lekarzach w Szwecji. IP: *.ip-pluggen.com 23.07.04, 13:33
        Przepraszam, zapomnialam.
        Ci, ktorych ilosc gabinetow jest ograniczona, to wlasnie wspolpracujacy z
        Ubezpieczalania.
        Jest tez kilku specjalistow przyjmujacych w bardzo niewielkim wymiarze godzin,
        ktorzy UMOWY NIE MAJA i to wyraznie jest zaznaczone w ksiazce telefonicznej
        (wizyty zamawia sie wylacznie przez telefon).
        Cena wizyty u takiego BEZ UMOWY moze byc 400-800 kr, co jest faktycznie bardzo
        drogo i malo ktos tam chodzi.

        Istnieja oczywiscie prywatne kliniki plastyczne, na te tez nie ma limitu.
        Za np lifting twarzy biora 80 000 kr czyli 40 000 zl.
        Nie mieszkam w Sztokholmie, a tam podobno duzo drozej.

        Prywatnie mozna tez poprawic sobie wzrok metoda lasik za jedne 28 000 kr
        (14 000 zl).
      • Gość: g@mdan Re: Istota problemu. IP: *.tvsat364.lodz.pl 23.07.04, 17:10
        Nie ma tu "wrzasku" obrażonych ludzi związanych ze służbą zdrowia.
        Celne uwagi niektórzy wolą traktować jak opartunistyczny bełkot i nie
        podejmować merytoprycznej dyskusji, bo tak jest łatwiej.
        Istotą problemu jest to, że co jakiś czas pojawia się człowiek (na forum lub w
        realu), który ma gotową receptę na uzdrowienie systemu opieki zdrowotnej.
        Główne tezy tego programu naprawy to:
        - wywalić lekarzy ze stanowisk kierowniczych,
        - ukrócić łapownictwo metodami socjalistycznej nagonki,
        - oddać rządy ekonomistom.
        Taki "fachowiec" od reformy zdrowia nawet nie zastanowi się nad skutkami
        społecznymi swoich pomysłów, bo patrzy na to wszystko przez pryzmat swojej
        pozycji społeczno-zawodowej.
        Idąc za tymi pomysłami należałoby np. zakazać nauczycielom z publicznych szkół
        dorabiania korepetycjami.
        Nikt z tych mądrali nie wspomni nawet, że zwiększenie rygoryzmu prawnego musi
        pociąnąć za sobą olbrzymie koszty w postaci zatrudnienia całego sztabu ludzi
        kontrolujących innych.
        Samowystarczalność szpitali powróciła, bo okazało się, że zakontraktowanie
        usług pomocniczych "na zewnątrz" spowodowało, iż ceny tych usług znacznie
        urosły. To kontrahent zaczął narzucać szpitalowi coraz to wyższe,
        nieuzasadnione rynkowo ceny. To jest fakt i o tym winien wiedzieć człowiek
        uzurpujący sobie prawo do nieomylności w pomysłach na naprawę służby zdrowia.

        O jeszcze jednej ważnej sprawie reformatorzy winni pamiętać: nie da się
        naprawić systemu rękami personelu medycznego bez akceptacji owego personelu dla
        proponowanych zmian.
        Wszelkie patologie w opiece zdrowotnej są efektem wad tego systemu, a nie
        przyczyną tych wad.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka