Gość: Doki
IP: *.0-200-80.adsl.skynet.be
19.03.05, 20:37
Moj przyjaciel, lekarz z Polski, uswiadomil mi ciekawy mechanizm. Oto
przychodzi do niego pacjent ze skierowaniem na badanie specjalistyczne, ktore
wykonuje sie w jego osrodku. Przyjaciel moze przyjac pacjenta na konsultacje i
dostac za te konsultacje pieniadze z NFZ. Niestety, odwrotna strona medalu
jest taka, ze pacjent trafi do kolejki oczekujacych na badanie, gdyz NFZ
zakontraktowal pewna okreslona ilosc badan, ponizej "mocy przerobowych".
Niestety, nie pomoze pacjentowi pisanie oswiadczen, ze on juz dziekuje NFZ-owi
za troske i chce prywatnie. Jak juz raz trafisz w tryby NFZ, to juz siedz tam
ad mortuum defecatum.
Jest druga mozliwosc. Pacjent moze wyrzucic skierowanie do kosza i przyjsc na
prywatna konsultacje do innego gabinetu tego samego lekarza, ktory oczywiscie
zakwalifikuje go na to samo badanie, teraz juz bez kolejki. Pacjentom NFZ-owym
to wszystko jedno, bo i tak musza czekac na nowe limity, a urzadzenia stoja
niewykorzystane. Nikt bowiem nie kwestionuje potrzeby wykonania badania, nawet
NFZ tego nie kwestionuje, NFZ tylko nie chce za to placic. I nie pozwala
pacjentom wyrwac sie z systemu, do ktorego raz weszli, tak jakby po
skorzystaniu z jednej uslugi w ramach NFZ byli juz wlasnoscia funduszu.
Panszczyzna, czy jak?
Pozniej pacjenci wypisuja takze na tym forum, ze lekarze nie chca robic na
NFZ, tylko naganiaja do prywatnej praktyki, a to nie tak! To nie lekarze
wymyslaja takie durnowate zasady!
Czy ktos z kolegow z Polski moze zweryfikowac te historie?