Dodaj do ulubionych

Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekarzy??

IP: *.aster.pl 11.04.05, 11:57
Czytając to forum można odnieść wrażenie że w Polsce nie ma dobrych lekarzy ,
za to są sami biedni i pokrzywdzeni pacjeni. Dziwne jest to że już kilka
tysięcy lekarzy wyjechało pracować w innych krajach Unii Europejskiej i jakoś
się tam sprawdzają i nikt nikogo nie obrzuca błotem. Smutna ta nasza
rzeczywistość...
Obserwuj wątek
    • Gość: nina Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: 212.160.172.* 11.04.05, 12:08
      Heh, nie do końca, ja spotkałam 80 % lekarzy, którzy byli ok, 20 % to hmmm.
      Większośc było w porządku miłych, kompetentnych, szczególnie, iz ja jestem
      bardzo marudna :D. Więc nie jest tak źle..ale najbardziej pamięta się te złe
      wspomnienia, szczególnie jeśli dotyczą one np. naszych bliskich, czy nas -
      nieuprzejmość, brak zainteresowania itd.natomiast u mnie w każdje lokalnej
      gazecie są podziękowania dla lekarzy, lekarza za troskliwą opiekę. A jak jest
      zagranicą..nie wiemy, nie piszą tutaj na forum pacjenic z Francji, Hiszpanii
      itd, tylko lekarze :) Poza tym zawód lekarza jest specyficzny, bardzo boli
      aroganckie zachowanie lekarza do najbliższej, chorej osoby, zdecydowanie
      bardziej niż np. Pani w urzędzie ofuknie, iż np. druków nie dosłałeś...Ale ja
      mam dośc dobre zdanie.
    • Gość: Emma Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.05, 14:30
      Może ja spróbuje odpowiedzieć.
      Zgodnie z teorią naznaczenia społecznego status i rola w społeczeństwie zależy
      nie od czynników materialnych, ale od tego, jak jednostka uplasowała się w
      świadomości społeczeństwa. Człowiek jest uznawany i cieszy się poważaniem,
      jeśli postępuje zgodnie z normami grupy.
      Społeczeństwo kieruje się zasadą, że lekarz leczy, a nie zabija. Że lekarz
      powinien być kompetentny, za rażące błędy ponosić odpowiedzialność, ma szanować
      godność pacjenta itd. Jeśli notorycznie łamane są te zasady, następuje karząca
      reakcja społeczeństwa, nazwana tu nienawiścią. Pewnie są też dobrzy lekarze,
      ale pokrzywdzonych pacjentów jest naprawdę wielu. Samej zdarza mi się pluć na
      lekarzy, bo w mojej rodzinie miał miejsce "błąd w sztuce", który doprowadził do
      śmierci, konsekwencji wobec lekarza nie wyciągnięto. Doświadczyłam też ze
      strony lekarza chamstwa i innych przykrości. Trudno, żebym szanowała lekarzy,
      którzy nawet nie starają się postępować zgodnie z normami społecznymi.

      Jeśli lekarze wyjeżdżają za granicę i tam się sprawdzają, to rozumiem, że
      szacunek pacjentów jest spowodowany tym, że tam lekarze potrafią postępować
      zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. Nie sądzę, żeby oczekiwania te były
      niższe niż Polaków. Raczej wydaje mi się, że sytuacje, na które tu pozwalają
      sobie lekarze, tam sobie nie pozwolą. Bo jeśli sobie pozwolą, to reakcja
      pacjentów na działania nieakceptowane społecznie, będzie taka sama jak w Polsce.
      • Gość: Bruford Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.cskmswia.pl 11.04.05, 14:55
        Czy mogłabyś nakreślić z grubsza istotę owego błędu w sztuce?
    • vacia Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar 11.04.05, 15:26
      Gość portalu: Carlito napisał(a):

      > Czytając to forum można odnieść wrażenie że w Polsce nie ma dobrych lekarzy ,
      > za to są sami biedni i pokrzywdzeni pacjeni. Dziwne jest to że już kilka
      > tysięcy lekarzy wyjechało pracować w innych krajach Unii Europejskiej i jakoś
      > się tam sprawdzają i nikt nikogo nie obrzuca błotem. Smutna ta nasza
      > rzeczywistość...

      To nieprawda,ze pacjenci tak bardzo nienawidzą lekarzy ,forum nie jest odbiciem
      opinii społeczeństwa, tylko po prostu może jedyną okazją aby wyrazić swoje
      negatywne doświadczenia.
      Nie można nienawidziec kogoś ,kogo sie potrzebuje, ale z tego Forum obie
      strony moga się dużo o sobie dowiedzieć, i wykorzystać te informacje do poprawy
      tego co należy w sobie poprawić.
      Chciałam napisać ,że my bardzo cenimy lekarzy , to bardzo trudny zawód a taki
      potrzebny.
    • Gość: Doki Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.167-136-217.adsl.skynet.be 11.04.05, 15:57
      Nie tylko w Polsce...

      Wedlug niedawnej ankiety (wyniki opublikowal niedawno "Artsenkrant") 20% lekarzy
      domowych ma dosc i chce zmienic zawod. Wedlug nich, 5-6% pacjentow jest
      agresywna lub przynajmniej nieuprzejma.
      • Gość: zofia Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 11.04.05, 16:28
        niestety przez 24 l. pracy z lekarzami mało kiedy szłyszę coś miłego na temat
        pacjentów oczywiście państwowych , ale to co się dzieje obecnie w szpitalach to
        zaczyna być horrorem ,ludzie agresywni ,roszczeniowi często bez podstaw do
        takiego zachowania -na dzień dbr już pretensje ,żądania .
        Coraaz więcej ludzi w izbach przyjęć a przecież personelu jest tyle samo a na
        oddziałach coraz mniej .
        Ludzie pracują ale mają poczucie beznadzieji a swoje frustracje (tak jak
        pacjenci na nich ) wyładowują na pacjentach ,naprawdę robi się błędne koło .
        Na izbie chce przebywac cała rodzina ,a tam naprawdę nie ma miejsca dla
        dodatkowych osób ,niekiedy -na IP.wew ludzie leżą wiele godzin ,badania
        kroplówki -rodziny pacjentów się szarogęszą ,przeszkadzają a na poźbę o pójście
        na poczekalnie reagują nerwami nie starają się zrozumieć sytuacji ,choćby takiej
        że jest tam kilku innych chorych którym się należy jakaś prywatność .Najbardziej
        mnie deneruje to że pacjent +rodzina próbują opanować moje miejsce pracy .Jestem
        spokojna ,staram być cierpliwa ale do pracy chodzę z coraz większą niechęcią do
        pracy którą kiedyś tak lubiłam , teraz sznur pacjentów nie ma końca ,połowa może
        się leczyć w POZ ale tam ludzie niechętnie idą ,ale przyjść po receptę ,albo
        ściągnąć szwy o 4 nad ranem ,zdziwienie kiedy usłyszą coś niemiłego na swój
        temat .
        • Gość: ? Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.04.05, 20:35
          czy może chodzi o szpital IP MSWiA w Wa-wie??? bo jak ulał wszystko pasuje do
          przedstawionego opisu.Pozdrawiam
        • Gość: Emma Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.05, 10:29
          > Na izbie chce przebywac cała rodzina ,a tam naprawdę nie ma miejsca dla

          Ta rodzina jest ŚWIADOMA zagrożeń. Wiadomo, że nikt należycie nie zajmie się
          pacjentem, kiedy wyjdą. A tak zawsze jest ktoś, kto prosi o interwencję
          lekarza. A w razie czego jest "świadek w sprawie".

          Odrobinę empatii. Postaw się na ich miejscu. Przecież gdyby mogli być spokojni,
          że zostawiają bliskiego w dobrych rękach, takich sytuacji by nie było. Oni nie
          robią tego z nienawiści do lekarza, często są jedynymi ludźmi, którzy chcą
          pomóc. Znają rzeczywistość.
          • Gość: barnaba Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.lodz.msk.pl / *.devs.futuro.pl 12.04.05, 13:19
            > Ta rodzina jest ŚWIADOMA zagrożeń. Wiadomo, że nikt należycie nie zajmie się
            > pacjentem, kiedy wyjdą. A tak zawsze jest ktoś, kto prosi o interwencję
            > lekarza. A w razie czego jest "świadek w sprawie".

            Mnie rodzina nia przeszkadza, pod warunkiem, że nie stoi w przejściu i nie
            patrzy nachalnie na ręce całemu personelowi izby przyjęć (od salowej do
            kierowcy karetki). Przynajmniej jest od kogo zebrać wywiad, gdy pacjent ma
            zaawansowaną demencję lub jest w ciężkim stanie.

            Bardziej irytuje mnie, gdy karetka przewozi staruszka do szpitala, a pełna
            pretensji rodzina pojawia sie dopiero po tygodniu. Albo próbuj narzucić swoją
            bzdurną diagnozę, lub wymóc hospitalizację chorego, któremu poza ciśnieniem
            160/90 nic nie dolega ("bo, panie doktorze, wybieramy się na tydzień za
            granicę")
          • Gość: zofia Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 12.04.05, 21:53
            cudnie teraz rodzina będzie stała i patrzyła mi na ręce ,czy to ma być jakiś
            reżim a ty w swojej pracy też czujesz oddech na plecach swoich klientów .Ale do
            rzeczy -w ambulatorium w dużym ścisku na trzech lóżkach obserwacyjnych leżą
            chorzy ,wokół dwóch wianuszek kontrolerów mojej pracy (pacjent stale zagrożony z
            mojej strony ) a ty na trzecim łóżku cała chora obolała ,marzysz aby już to się
            skończyło a tu cały czas światło rozmowy ,ludzie wchodzą ,wychodzą ,ty w tym
            czsie masz boleści brzucha ,wymiotujesz ,oni oczywiście dyskretnie odwracają
            głową ale ty czujesz się skrępowana całą sytuacją ,chciałabyś na chwile zamknąć
            oczy i poleżeć w spokoju ,a jeszcze dobrze że jest dla ciebie lóżko bo przecież
            możesz siedzieć na foteliku i czekać na swoją kolej,nagle masz dość -, co to
            zabrakło empatii ?
          • Gość: dr nauk med. Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.chello.pl 13.04.05, 08:26
            Tak się złożyło, że niedawno byłam po obu stronach "barykady" - i jako osoba
            bliska bardzo ciężko chorego i jako lekarz.
            Z jednej strony jest rzeczą oczywistą, że rodziny w stanie zagrożenia zycia
            chcą być blisko krewnego, ale ciężki stan chorego odbiera krytycyzm i
            racjonalne myslenie. A to często po prostu przeszkadza w ratowaniu życia!
            Reakcje rodzin są różne- skrajna rozpacz, płacz, niekontrolowane zachowania,
            próby włączenia się w leczenie( nawet przez laików), "doradzanie", wysnuwanie
            własnych teorii, oskarżanie - siebie lub personel medyczny itp.
            Są to sprawy delikatne, wymagające dobrej woli obu stron.
    • Gość: Swan Ganz Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.05, 21:08
      to nie prawda, że pacjenci nie lubia lekarzy. Mozna co prawda odnieść takie
      wrażenie jeśli opinie na ten temat wyrabiasz sobie czytając to forum. Ale to
      dlatego, że tu wypowiadaja się wyjątkowo pyskaci lekarze......
      • Gość: Położnik Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.05, 21:40
        Mam nadzieje ze to nie ja jestem tym pyskatym Swan Ganz,jesli nawet to i tak ok.
        Droga Vaciu nigdy bym nie pomyslał ale przyznaję Ci rację,niestety kochani
        pacjenci złe nastawienie do lekarzy i obrażanie nas ,eliminuje z naszych
        szeregów tych najlepszych to oni was opuszczają,wyjadą do innych krajów bo to
        własnie ich najbardziej boli takie traktowanie,ci których nie lubicie bo na to
        nie zasługują pozostaną z wami do końca!!!
        • vacia Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar 11.04.05, 22:42
          Gość portalu: Położnik napisał(a):

          > Mam nadzieje ze to nie ja jestem tym pyskatym Swan Ganz,jesli nawet to i tak
          ok.> Droga Vaciu nigdy bym nie pomyslał ale przyznaję Ci rację,niestety kochani
          > pacjenci złe nastawienie do lekarzy i obrażanie nas ,eliminuje z naszych
          > szeregów tych najlepszych to oni was opuszczają,wyjadą do innych krajów bo to
          > własnie ich najbardziej boli takie traktowanie,ci których nie lubicie bo na
          to > nie zasługują pozostaną z wami do końca!!!

          Cieszę się z tego ,że przyznałeś mi rację :))).
          Dobrze,że nasze uczucia się zmieniają na lepsze , może i społeczeństwo doceni
          w końcu tych lekarzy co zostali i dalej pracują w takich trudnych warunkach,
          przecież tym bardziej zasługują na szacunek.
          Pozdr.
          • Gość: Swan Ganz Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.05, 00:36
            Vacia nie podniecaj się tak bardzo pokajaniem się Położnika. Jak to pisał to
            miał skrzyżowane palce.... .
            Nie wyczułas tej ironii???.
        • Gość: monaco Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.aster.pl 12.04.05, 11:14
          święta prawda ! dlatego za tydzień ja już będę pracować w U.K. pozdrawiam tych
          którzy mają siłę... zostać tutaj.
          • Gość: PIEL Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.wroclaw.czk.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.05, 12:43
            NIECHCEM ALE MUSZE
            • cota także dlatego.. 13.04.05, 10:00
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2650709.html
              • Gość: Doki Re: także dlatego.. IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 10:34
                cota napisała:

                > wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2650709.html

                No tego to juz calkiem nie rozumiem. Pacjenci maja pretensje do lekarzy, bo
                sanitariusze za plecami lekarzy zabijaja pacjentow?
                • lukumon a dlaczego nie! 13.04.05, 10:55

                  obowiązkiem kierującego zespołem karetki jest kontrolaować całość postępowania
                  zespołu w miejscu wezwania. a sytuacja gdy sanitariusz może bez jego wiedzy
                  cokolwiek robić przy pacjencie woła o pomstę do nieba.
                  ********
                  Lukumon
                  • Gość: Doki Re: a dlaczego nie! IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 12:39
                    lukumon napisał:

                    >
                    > obowiązkiem kierującego zespołem karetki jest kontrolaować całość postępowania
                    > zespołu w miejscu wezwania.

                    Tak, i wlasnie dlatego lekarze tez siedza na lawie oskarzonych. Jednak nie
                    znaczy to, ze mieli swiadomosc tego, co sie dzieje ani tym bardziej ze byli w
                    stanie temu zapobiec.

                    > a sytuacja gdy sanitariusz może bez jego wiedzy
                    > cokolwiek robić przy pacjencie woła o pomstę do nieba.

                    Wielkie i piekne slowa, ale niewiele maja wspolnego z realiami pilnej
                    interwencji. Lekarz nie siedzi w karetce po to, by patrzec sanitariuszom na
                    rece. Wiecej, moze zakladac, ze skoro pracuja w jednym zespole, to maja
                    jednakowy cel. Tu sanitariusze zlamali zaufanie lekarza.
                • lukumon poza tym ... 13.04.05, 11:06

                  ... absolutnie nie wierzę w "niewiedzę" lekarzy karetek z łodzi, w których
                  pracowali ci sanitariusze - jak może dojść do sytuacji w której sanitariusz
                  zakłada stazę na ramieniu pacjenta, wyciąga z kieszeni ampułkę z pavulonem,
                  wyciąga z opakowania strzykawkę, potem igłę, nakłada igłę na strzykawkę, nabiera
                  lek, pochyla się nad pacjentem, wkłuwa do żyły i podaje lek już nie tyle
                  pacjentowi co skazańcowi, a lekarz przebywający z nim w miejscu wezwania tego
                  wszystkiego nie widzi?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! chyba was pogięło!!!!!!!!

                  ********
                  Lukumon
                  • Gość: Doki Re: poza tym ... IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 12:37
                    jak może dojść do sytuacji w której sanitariusz
                    > zakłada stazę na ramieniu pacjenta, wyciąga z kieszeni ampułkę z pavulonem,
                    > wyciąga z opakowania strzykawkę, potem igłę, nakłada igłę na strzykawkę, nabier
                    > a
                    > lek, pochyla się nad pacjentem, wkłuwa do żyły i podaje lek już nie tyle
                    > pacjentowi co skazańcowi, a lekarz przebywający z nim w miejscu wezwania tego
                    > wszystkiego nie widzi?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! chyba was pogięło!!!!!!!!

                    Przeciez sanitariusz ZAWSZE zaklada staze, a pavulon moze nabrac do strzykawki
                    juz wczesniej, nie na miejscu interwencji. Wcale mnie nie dziwi, ze sanitariusz
                    zaklada staze- to nalezy do jego czynnosci przewidzianych protokolem postepowania.
                    • lukumon no widzisz Doki ... 13.04.05, 13:50
                      ... ja nie jestem jednym z malkontentów wyciągającym z sufitu jakieś wnioski o
                      pracy lekarzy pogotowia "wedle uważania" - tak się składa że od dziesięciu lat
                      jestem kierownikiem zespołu karetki, kiedyś wizytowej (zwanej teraz trochę dla
                      jaj, a trochę przez kaprys ministerstwa "wypadkową"), a od kilku lat
                      reanimacyjnej. teraz już jeżdzę rzadko, raczej z przywiązania niż dla keszu.
                      jestem anestezjologiem. i powiem ci, że zakładanie stazy w zespole wizytowym,
                      nabieranie i podawanie leków to zawsze były obowiązki TYLKO I WYŁĄCZNIE LEKARZA.
                      sanitariusz stazy nie zakłada bo jej nie ma i do niczego nie może być mu
                      potrzebna. on jedynie nosi torbę i pacjentów, a WSZYSTKIE czynności związane z
                      podawaniem leków wykonuje lekarz. i nie ma takiej możliwości, żeby sanitariusz
                      mógł SYSTEMOWO wykonywać czynności opisane przeze mnie powyżej bez wiedzy i
                      cichej zgody kierownika zespołu. dlatego miejsce lekarza obok sanitariusza na
                      ławie oskarżonych jest dla mnie jak najbardziej naturalne.

                      jeśli trzeba mogę znaleźć rozporządzenia ministra zdrowia i opieki społecznej do
                      ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, które bardzo jednoznacznie regulują tę
                      kwestię.
                      ********
                      Lukumon
                      • Gość: Doki Re: no widzisz Doki ... IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 14:26
                        Coz, widac zwyczaje sa rozne. Ja co prawda jezdze w zespole z pielegniarzem/rka,
                        nie sanitariuszem, ale zdarzalo mi sie przyjezdzac na miejsce, gdzie
                        sanitariusze juz mieli zalozone wklucie. Niektorzy sa w zawodzie znacznie dluzej
                        ode mnie i wiedza co i jak.

                        > i powiem ci, że zakładanie stazy w zespole wizytowym,
                        > nabieranie i podawanie leków to zawsze były obowiązki TYLKO I WYŁĄCZNIE LEKARZA

                        Moze u Ciebie. Nabieranie i podawanie lekow lekarz moze delegowac, takze ustnie.
                        Wina tego sanitariusza lezy wiec w podaniu dozylnym leku BEZ ZLECENIA
                        lekarskiego. Np w czasie CPR nie zawracam sobie glowy podawaniem czegokolwiek,
                        mam jedna osobe, ktora zongluje strzykawkami. Ja zajmuje sie drogami oddechowymi.

                        Ale skoro w Polsce sa inne zasady, to OK.
                        • Gość: ania jak to...???? IP: *.tivnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.05, 14:43
                          A gdzie się zajmujesz tymi drogami oddechowymi,siedząc obok kierowcy???Juz
                          parokrotnie spotkałam się z sytuacją gdy lekarz jadąc R siedzi z przodu i pyta
                          do tyłu czy pacjent oddycha.Jak to się ma do tego co piszesz -Ty jedziesz obok
                          pacjenta?
                          • Gość: Doki Re: jak to...???? IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 15:22
                            > Ty jedziesz obok pacjenta?

                            Naturalnie. A gdzie ma byc lekarz, jesli nie przy pacjencie????
                          • lukumon dam ci Aniu radę ... 13.04.05, 15:24

                            ... jeśli oczywiście pozwolisz - a więc dużo łatwiej odpowiada się na te posty
                            które się przedtem przeczytało. inaczej trudno taki post jak twój nazwać
                            odpowiedzią - Doki nie pisał nic o jechaniu z przodu ...

                            ... o ile dobrze kojarzę, to ty Doki gdzieś w beneluksie się produkujesz. no
                            więc w polsce są sanitariusze-noszowi. poziom ich wiedzy medycznej jest żaden
                            więc ma się nijak do RATOWNIKÓW w normalnym świecie. im u nas nie wolno NIC
                            dlatego że ich przeszkolenie trwa chyba dwa tygodnie. i nazywanie ich
                            "sanitariuszami" to tak jak w dowcipie że w ZSRR na pasterza mówiono "inżinijer
                            abserwator". a oni w łodzi jeździli zespołami WIZYTOWYMI więc mieli
                            "sanitariuszy-noszowych". nie ma takiej możliwości, żeby w obecności lekarza
                            wyjmował regularnie z kieszeni przygotowaną strzykawkę i podawał pacjentowi
                            leki. no chyba że założymy, że lekarz w obecności umierającego człowieka
                            odwrócił się dupą do zespołu bo oględał na ścianie obrazy. jeżdżąc tyle lat w
                            pogotowiu ja w to po prostu nie wierzę bo wiem jak ta praca wygląda.

                            w karetkach "R" jest oczywiście inaczej, ale tam leki podaje pielęgniarka.
                            SANITARIUSZ NIGDY. i jak mówiłem bardzo wyraźnie regulują to przepisy.

                            ********
                            Lukumon
                            • Gość: Doki Re: dam ci Aniu radę ... IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 15:41
                              lukumon, az tak dokladnie sprawy "Lowcow skor" nie sledze, zeby wiedziec jakim
                              typem karetki jezdzili. Byla mowa o tym, ze jezdzili do zawalow i zatrzyman
                              krazenia, wiec zalozylem (jak widac- blednie), ze to byla R-ka. Wypadlem z
                              realiow, dzieki za sprostowanie.
                              • lukumon ależ właśnie o to chodzi, że ... 13.04.05, 15:44

                                typ karetki i tak nie miałby znaczenia, bo sanitariusze ani w wizytowej, ani w
                                "erce" leków podawać nie mogą.
                                ********
                                Lukumon
                                • Gość: Doki Re: ależ właśnie o to chodzi, że ... IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 15:49
                                  lukumon napisał:

                                  >
                                  > typ karetki i tak nie miałby znaczenia, bo sanitariusze ani w wizytowej, ani w
                                  > "erce" leków podawać nie mogą.

                                  W erce jest wiec pielegniarka, czyli moglo sie zdarzyc, ze jakiegos leku nie
                                  podal lekarz wlasnorecznie. Zreszta niewazne, przyjmuje Twoje racje, ale jeszcze
                                  przyszlo mi do glowy, ze chyba nie tylko kwalifikacje sanitariuszy-noszowych nie
                                  sa na zbyt wysokim poziomie. Jak to, lekarz zespolu wyjazdnowego nie rozpoznal
                                  bezdechu, niewazne z jakiego powodu? Nie zareagowal? Toz to indolencja.
                                  Rozumiem, ze sam nie podaje srodkow zwiotczajacych, i bardzo dobrze. Z mojej
                                  praktyki wychodzi, ze wszelkie srodki zwiotczajace powinni podawac wylacznie
                                  anestezjolodzy (lub w trakcie szkolenia specjalistycznego), i to tacy, ktorzy
                                  zaliczyli juz przynajmniej 1000 intubacji. Roznej masci inni urgentysci powinni
                                  trzymac sie od tych lekow z daleka. Ale nie rozumiem jak mozna nie dostrzec, ze
                                  pacjent jest w bezdechu.
                                  • lukumon zdarzało się że dostrzegł ... 13.04.05, 16:01

                                    bo bywało, że sanitariusze ci dostawali na pokład karetki takiego co "był
                                    zielony" i nie wiedział o co chodzi. i wtedy używali wszelkich metod, żeby
                                    jednak lek podać: jak lekarz był mięczakiem, albo śweżo upieczoną "lekarką"
                                    przestraszoną odpowiedzialnością to się nie certolili specjalnie i robili co
                                    chcieli, albo odwracali uwagę lekarza, albo podczas przewozu karetką w której
                                    jest dość ciemno "robili magię" pod przykrywającym pacjenta kocem. i wtedy
                                    zdarzały im się wpadki bo pacjenci dojeżdżali żywi do szpitala i dopiero tam
                                    zaczynała się "akcja". a zdarzało się i tak, że odmawiali otworzenia torby mimo
                                    polecenia lekarza mówiąc że "on i tak już nie żyje", a nawet odmawiali pomocy w
                                    czynnościach resuscytacyjnych "bo nie ma po co". ale na takie numery mogli sobie
                                    pozwolić tylko z żółtodziobami. stary wyga wyprostowałby ich w pięć sekund. a
                                    tak się składa, że oni jeździli głównie ze starymi wygami. a ci nie mogli nie
                                    widzieć, a więc nie wiedzieć.
                                    ********
                                    Lukumon
                                    • Gość: Doki no to sprawiedliwosci nie bedzie IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 16:03
                                      Te zarzuty bardzo powaznie obciazaja podsadnych, w razie udowodnienia zarzutow
                                      beda bez dwoch zdan zbrodniarzami, ale sprawiedliwosci nie stanie sie zadosc, bo
                                      jednyna adekwatna kara zostala wykreslona z europejskich kodeksow.
                                      • lukumon mam dokładnie to samo zdanie. 13.04.05, 16:05

                                        śledziłem tą sprawę dość dokładnie - do jakiego zbydlęcenia może dochodzić w
                                        działce którą się param.
                                        ********
                                        Lukumon
                                      • Gość: zofia Re: no to sprawiedliwosci nie bedzie IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 13.04.05, 18:11
                                        nie ma takiej możliwości w Polsce a więcej- w dużym mieście -aby lek taki jak
                                        Pancuronium leżał jak Nacl 0,9% w karetce -to lek za który odpowiada lekarz tak
                                        jak za narkotyki , pierwszy raz pojawiłam się na bloku oper. w 1984 r i juz
                                        wtedy dostęp do tych leków miał lekarz i wydawał je pielęgniarkom ( to że można
                                        podmienić to inna sprawna ale i na to anestezjolog powinien byc uczulony).
                                        Karta znieczulenia zawiera ilość podanych leków ścisłego zarachowania i lekarz
                                        rozlicza sie z nich w odpowiednim cyklu.
                                        Nie ma takiej możliwości że leki są podawane za plecami lekarza szczególnie
                                        dożylne ,przysłowiowy bat kręci na siebie no i ukręcili.(ja to widzę inaczej że
                                        ten lekarz to chyba zasłaniał swoimi plecami aby więcej osób nie dostrzegło co
                                        się tam dzieje ,choć i to jest niemożliwe bo kierowcy również wiedzieli co się
                                        dzieje ,zresztą oni właśnie zaczęli "puszczać farbę ",pewnie dlatego że przy
                                        podziale pieniędzy byli pomijani lub czuli się oszukiwani -w ich mniemaniu- to
                                        wszystko smutne ,tragiczne ale wygląda na to że niestety prawdziwe ,
                                        • lukumon Re: no to sprawiedliwosci nie bedzie 13.04.05, 18:50

                                          co do leków Zofio - masz rację tylko częściowo. problem w tym, ze oni ten
                                          pavulon kradli z apteki pogotowia. a potem panie, które stwierdzały manko
                                          prosiły znajomych lekarzy o wypisywanie tzw. wewnętrznej recepty, a ci
                                          bezmyślnie te prośby spełniali. typowo polski bałagan. słowo bałagan dotyczy tu
                                          oczywiście tylko tych których niedbalstwo pozwoliło ten proceder ciągnąć.
                                          ********
                                          Lukumon
                                          • Gość: Doki "z kim ja musze pracowac" IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 19:02
                                            Jak tak Was czytam Zofio i Lukumonie, to mi skora cierpnie. Owszem, opioidy sa
                                            przepisywane wedlug odrebnych zasad (wlasnorecznie przez lekarza i wszystko
                                            slownie, bez skrotow i liczb) ale cala reszta lekow, w tym zwiotczacze, sa po
                                            prostu "odfajkowywane" przez pielegniarke na duzej liscie (wewnetrznej recepcie)
                                            formatu A4.
                                            Jednak afer nie ma. Dlaczego? Moze to wina etosu? Lukumon przedstawil
                                            sanitariuszy jako ludzi bez wyksztalcenia fachowego, ale tez i bez wpojonych
                                            zasad etycznych i to spowodowalo to, co mamy w Lodzi. Moim pielegniarkom do
                                            glowy by nie przyszly takie numery. Jest tez kontrola na wyzszym poziomie, na
                                            poziomie ministerstwa. Moge sie zalogowac na stronie ministerstwa, gdzie mam
                                            przeglad wszystkiego, co przepisalem za ostatni okres, np roczny. Jesli czegos
                                            przepisuje za duzo i nie pasuje do krzywej Gaussa dla mojego regionu i
                                            specjalnosci- dostaje kontrole na moja glowe. Jesli pielegniarki dopisza mi
                                            czegos do wewnetrznej recepty, a ja bede mial nieprzyjemnosci, to to wyjdzie.
                                            Chyba znalazlem powod do dalszego uzywania atramentu o niespotykanym kolorze. :-)
                                            • Gość: młody lekarz SANITARIUSZE IP: *.chello.pl 16.04.05, 12:39
                                              Doki, rozróżnij pielęgniarza/pielęgniarkę od sanitariusza. Mieszanie tych
                                              zawodów jest obraźliwe dla pielęgniarek.

                                              Wyobraź sobie chłopaka lat 21, wykształcenie zasadnicze zawodowe, prosto po
                                              wojsku, który nie wie co ze sobą zrobić. Idzie na 2-tygodniowy kurs, na którym
                                              uczy się co to głowa, co tułów, co kończyny górne a co dolne, gdzie przycisnąć
                                              jak krwawi, jak zabandażować i jak robić sztuczne oddychanie i masaż serca.

                                              Po takim szkoleniu jego poziom wiedzy z ratownictwa odpowiada mniej więcej
                                              poziomowi Twojej wiedzy, którą zdobyłeś na lekcjach z przysposobienia obronego w
                                              liceum. Albo wiedzy przeciętnego europejskiego kandydata na kierowcę, którą
                                              zdobył w ramach kursu na prawo jazdy.

                                              Potem zatrudnia się w pogotowiu. Nosi nosze, walizkę, z czasem założy stazę,
                                              zabandażuje, tu przytrzyma, tam obetnie. Ale wiedza cały czas ta sama (w
                                              najlepszym wypadku uaktualniona o kilkunastugodzinne szkolenie z BLS-u plus
                                              godzinne z BHP, gdzie się uczy, żeby zakładać rękawiczki, co by "nie złapać HIVa
                                              i żółtaczki").

                                              Z pogotowiem (W-wa) miałem styczość na studiach i na stażu podyplomowym. I to,
                                              co zapamiętałem to takie pseudowojskowe klimaty wśród sanitariuszy - prymitywny
                                              język, prymitywne zachowanie i równie prymitywna wiedza. Za to dość wygórowane
                                              mniemanie o sobie.

                                              I pamiętam lekarzy, zwłaszcza dra G., który aż się gotował, jak rozmawiał o
                                              kwalifikacjach sanitariuszy. Podobnie jak przy rozmowach na jego ulubiony temat
                                              - centrów powiadamiania ratunkowego.
                                              • Gość: Doki Re: SANITARIUSZE- co kraj to obyczaj IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 16.04.05, 13:40
                                                Gość portalu: młody lekarz napisał(a):

                                                > Doki, rozróżnij pielęgniarza/pielęgniarkę od sanitariusza. Mieszanie tych
                                                > zawodów jest obraźliwe dla pielęgniarek.


                                                Zdaje sobie z tego sprawe, bynajmniej nie mieszam, ale jest jeszcze inna roznica.
                                                Tu w Belgii w karetkach tez jezdza przewaznie sanitariusze, prawo nie wymaga ani
                                                obecnosci pielegniarki, ani lekarza w karetce. Lekarze jezdza w "klinimobilach"
                                                (odpowiednik R-ki) oraz w MUG-ach (samochod ze sprzetem, najczesciej osobowy lub
                                                minivan albo polterenowka, ktory dowozi lekarza z pielegniarka na miejsce
                                                zdarzenia. Karetka przyjezdza niezaleznie ze swojej bazy). Jednak sanitariusz to
                                                tez sroce spod ogona nie wypadl. Najpierw ma 200 godzin kursu, zwykle (choc nie
                                                zawsze) organizowanego przez straz pozarna. Potem odbywa staz w karetce. Potem
                                                zdaje egzamin, w tym praktyczny z BLS, nastepnie nabywa uprawnien sanitariusza
                                                na 5 lat. W tym czasie ma zebrac po 24 godziny doszkalajace rocznie, a zeby
                                                odnowic uprawnienia na kolejne 5 lat, to znow zdaje BLS i tak w kolko.
                                                Doswiadczony sanitariusz to skarb, bo ma spora wiedze, zwlaszcza praktyczna.
                                                Mlody lekarz moze jezdzic MUG-iem dopiero od czwartego roku specjalizacji wzwyz,
                                                ale i tak lepiej, jesli w podbramkowej sytuacji poslucha sugestii dobrego
                                                sanitariusza.
                                                • Gość: PR Re: SANITARIUSZE- co kraj to obyczaj IP: *.wroclaw.czk.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.04.05, 14:01
                                                  MY TU O POLSCE PISZEMY
                                                  • Gość: Doki Re: SANITARIUSZE- co kraj to obyczaj IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 16.04.05, 14:09
                                                    Gość portalu: PR napisał(a):

                                                    > MY TU O POLSCE PISZEMY

                                                    Dorze, ale dlaczego co i raz ktos tu mowi o "lekarzach- mordercach", jesli
                                                    sprawcami zbrodni byli nie lekarze, tylko osobniki opisane trzy posty wyzej?
                                                    Lekarze nie sa bez winy, jak to wykazal Lukumon, ale jest to wina troszke inna,
                                                    prawda?
                  • idgie_t Re: poza tym ... 23.07.05, 00:16
                    to żle sobie to wyobrażasz. Człowiek nie ma siedmiu rąk i dlatego musi
                    korzystać z pomocy zespołu. najczęściej są to przypadkowi ludzie poznani w
                    pracy a lekarz nie ma wyjścia w pewnych sytuacjach i musi im zaufać . Np. przy
                    akcji reanimacyjnej lekarz sidzi przy głowie i odpowiada za wentylaje (rurka ,
                    worek itd.) a poza tym kieruje akcją . Wtedy ratownik i/lub pielęgniarka
                    zakładają venflon do żyły i podają leki . Jeśli im się to nie udaje , to
                    wyjątkowo lekarz może przekazać komuś worek ambu i sam się wkłuć , choć to
                    ryzykowne , bo jak jest rurka , to można przez nią podać leki i bez żyły , a
                    jak nie , to pacjent się udusi. A i dodam , że venflon sprawdza się po
                    założęniu przy pomocy strzykawki z solą fizjologiczną . A ratownik czy
                    pielęgniarka może wcześniej wszystko rozpuścić w tej strzykawce , bo lekarz ma
                    wtedy inne zadaNIE I NIE MOŻE TYLKO OBSERWOWAĆ RĄK SWOICH WSPÓŁPRACOMNIKÓW.

                    bardziej łopatologicznie już nie mogę .

                    Ale co do jednego muszę przyznać , że mnie to niepokoi. Mianowicie - Pavulon
                    poraża mięśnie oddechowe. W karetce jest tlen i worek ambu. Więc nawet jeśli
                    lekarz pogotowia nie wiedział o podaniu leku , to powinien pacjenta zaintubowac
                    i wentylować workiem ambu do powrotu własnego oddechu ... Przecież EKG miał
                    prawidłowe , cisnienie też , a pavulon działa 40 - 60 min i potem przestaje .
                    Czyli w sumie nie można nim zabic w obecności lekarza , bo ten powinien
                    zapewnić sztuczny oddech niezależnie od przyczyny , zwłaszcza , jeśli krążenie
                    prawidłowe.
                    Od siebie dodam , że miłosiernie byłoby takiemu nieszczęśnikowi podać jeszcze
                    coś do spania i coś , żeby zapomniał.


                    I to już chyba wszystko.
                    Pzdr
                • slav_ Re: także dlatego.. 13.04.05, 13:13
                  Myślę że publiczność jest trochę rozczarowana. O wiele chętniej jako głównego
                  oskarżonego widziałaby lekarza. A to takie banalne - na głównego oskarżonego
                  wyrasta jakiś sanitariusz. I jeszcze możliwe że podawał lek bez wiedzy lekarza.
                  Inne zarzuty do lekarzy (handel informacjami o zgonach, tolerowanie sytuacji,
                  byc może świadomośc patologii czy wręcz korzystanie z niej - również cięzkie) to
                  już nie to jakby lekarz własnoręcznie mordował.
                  • Gość: Swan Ganz Re: także dlatego.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 16:37
                    Masz rację , chętnie widzielibyśmy w tej roli lekarza. Przede wszystkim
                    dlatego, że pacjenci posługując się logiką ( a nie procedurami) wiedzą, że szef
                    odpowiada za wszystko co robią jego pracownicy. W tym wypadku lekarz za zespół.
                    I taka zwykła ludzka przyzwoitość burzy się jak ktoś próbuje rozmydlić
                    odpowiedzialność kierując się żle pojmowaną solidarnością zawodową. A tak
                    właśnie odebrałem posty Doca. Jak sam przyznał nie bardzo interesował się tą
                    sprawą ale jest gotów - wręcz jak lew jakiś - bronić kolegów w tarapatach. Za
                    wszelką cenę powołując się przy tym nawet na jakieś procedury. Belgijskie jak
                    się okazało - :) ( dałem uśmieszek a powinienem w tej sytuacji płakać - wszyscy
                    powinniśmy ). I pewnie czynił by to dalej gdyby nie znalazła się jakaś "czarna
                    owca" - Lukumon dla którego karetka to chleb powszedni.

                    Gratuluję postawy doktorze Lukomon, jesteś przyzwoitym człowiekiem.
                    • lukumon Re: także dlatego.. 13.04.05, 16:46

                      miło mi słyszeć komplement, ale tym razem to raczej niezasłużenie. ja się z moją
                      opinią w swoim środowisku absolutnie nie musze kryć, bo co jest chyba naturalne
                      podzielają ją WSZYSCY
                      ********
                      Lukumon
                      • Gość: Swan Ganz Re: także dlatego.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 16:58
                        No nie bądź taki skromny Doktorze :)
                        Uważam, że podstawową przyczyną "całego zła" w naszym kraju jest powszechna
                        akceptacja i zrozumienie wręcz większych lub mniejszych draństw. Szczególnie
                        jaskrawo jest to widoczne w różnego rodzaju sądach koleżeńskich. Np; sędzia
                        który jechał po pijaku pod prąd nie jest winny wypadku ( zdaniem jego kolegów -
                        polskich sędziów!!! )bo obowiązuje na drodze zasada ograniczonego zaufania.
                        Mógł biedny - rozjechany przecież przewidzieć. Prawda ?. W korporacjach
                        zawodowych to u nas już chora norma (maleńką próbkę takiego "nowotworu"
                        mieliśmy i tu przed chwilą). Tym bardziej więc miło się robi jak okazuje się,
                        że nie wszyscy są nosicielami.... . Dzięki i pozdrawiam
                    • lukumon Re: także dlatego.. 13.04.05, 16:55
                      miło mi słyszeć komplement, ale tym razem to raczej niezasłużenie. ja się z moją
                      opinią w swoim środowisku absolutnie nie musze kryć, bo co jest chyba naturalne
                      podzielają ją WSZYSCY moi koledzy. no i dla kogo mielibyśmy w tej sytuacji być
                      owymi "czarnymi owcami"?

                      a co do Dokiego to absolutnie mu się nie dziwię - z perspektywy odległości ta
                      sprawa może jak najbardziej wyglądać na kolejną bzdurną nagonkę na środowisko
                      lekarskie czyniącą mnóstwo krzywd nie tylko nam samym ale i pacjentom - pamiętam
                      jak po sprawie łódzkiej gdy byłem za granicą koledzy opowiadali mi że w całej
                      polsce chołota rzucała kamieniami za karetkami pogotowia rycząc przy tym
                      "mordercy!mordercy!". medycyna jest takim fajnym i wdzięcznym odgromnikiem -
                      zawsze można coś wykręcić, żeby odwrócić uwagę od czegoś innego. i oczywiście
                      nikt nie zadaje pytań "dlaczego jest w tym tak źle".
                      tyle, że okazało się, że sprawa łódzka dęta nie jest. i to jest najsmutniejsze.
                      ********
                      Lukumon
                      • Gość: Emma Re: także dlatego.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.05, 17:30

                        > opinią w swoim środowisku absolutnie nie musze kryć, bo co jest chyba
                        naturalne
                        > podzielają ją WSZYSCY moi koledzy. no i dla kogo mielibyśmy w tej sytuacji być
                        > owymi "czarnymi owcami"?

                        Lukumon, nie wierzę, że tak myślisz. Po przeczytaniu Twoich (jedynych
                        prawdziwych, bez mycia rąk) komentarzy naprawdę nie wierzę, że mógłbyś być w aż
                        tak wielkim błędzie. Dobrze wiesz, że NIKT nie podziela Twojej opinii.

                        A o śmierci pacjenta /wskutek rażących błędów i zaniedbań/ informuje się
                        rodzinę tak - uwaga! Lukumon:

                        "Osoba X WŁAŚNIE ZMARŁA. I TAK NIE MACIE SZANS W SĄDZIE"... Po czym następuje
                        ironiczny uśmiech na twarzy...

                        Co Ty ślepy jesteś???
                        • Gość: Swan Ganz Re: także dlatego.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.05, 17:38
                          zdecydowanie jednak przesadzasz !!!. Mam bardzo dużo wspólnego z polską
                          medycyną ale nie widziałem jeszcze lekarza który miałby jakąkolwiek satysfakcję
                          ze śmierci swojego pacjenta. Cyniczny uśmieszek???. Gdzie to Ty widziałaś. I
                          gdzie Ty widziałaś bliskich zmarłego, których pierwszą myślą jest ciągać
                          kogokolwiek po sądach?. Za to widziałem zachowania w których było bardzo dużo
                          empatii.

                          Nie rozsiewaj plotek i swoich wyobrażeń po świecie.
                        • lukumon Re: także dlatego.. 13.04.05, 19:15
                          Gość portalu: Emma napisał(a):


                          > Lukumon, nie wierzę, że tak myślisz. Po przeczytaniu Twoich (jedynych
                          > prawdziwych, bez mycia rąk) komentarzy naprawdę nie wierzę, że mógłbyś być w aż
                          >
                          > tak wielkim błędzie. Dobrze wiesz, że NIKT nie podziela Twojej opinii.

                          wybacz Emmo, ale jak widzę zielonego pojęcia nie masz o tym co OGROMNA WIĘKSZOŚĆ
                          LEKARZY mówi o tej sprawie, a mówi "powywieszać drani". bez sensu demonizujesz
                          środowisko, którego prawdziwego oblicza absolutnie nie znasz. nieliczni są tacy
                          którzy na pierwszy plan wysuwają swoje strachy dotyczące zepsucia opinii i
                          związanych z tym kłopotów. z reguły są to lekarze starszej daty przyzwyczajeni
                          do jeszcze nie tak dawno minionej atmosferki bezkarności jaka panowała w naszym
                          środowisku. ale nawet ci mówią o tym, że ludzie którzy okażą się w tym procesie
                          winni muszą za to surowo zapłacić. twój sposób myślenia jest pokłosiem
                          powszechnie panującej opinii, że jeden lekarz nie tylko drugiemu oka nie wykole,
                          ale i że jesteśmy za tym, żeby kryć jak tylko się da błędy i winy innych
                          lekarzy, bo potem oni nam mogą pomóc tym samym. a jest to absolutna nieprawda.
                          większość lekarzy młodego pokolenia uważa, że sądy nad tymi którzy popełniają
                          błędy i szkodzą pacjentom są jedną z najlepszych metod oczyszczenia środowiska z
                          szumowin jakie w każdym środowisku się znajdują i przez to mu szkodzą. bo ci
                          którzy tak myślą - myślą trochę dalej niż jeden krok naprzód. problem jedynie w
                          tym, żeby zarzuty nie wyglądały tak jak kiedyś "Wiadomości" w TVN gdzie Tomasz
                          Lis pokazywał ampułkę leku mówiąc przed całą Polską " ... oto kolejny lek
                          jakiego używano w Łodzi w dużej ilości w karetkach pogotowia, a który jak
                          ustaliliśmy mógł służyć do uśmiercania pacjentów ..." pokazując ampułkę
                          Aminofiliny. nie wiedziałem czy śmiać się czy płakać, bo przecież Lis na debila
                          nie wygląda, a tak dał się wpuścić.

                          co do korporacjonizmu który temat ktoś tu poruszył podając za równoległy
                          przykład środowisko prawnicze to moim zdaniem nasz korporacjonizm w porównaniu z
                          ich korporacjonizmem to dziecięcy żart. z drugiej strony w Polsce jeden prawnik
                          przypada na 50 000 mieszkańców, w USA jeden na 200. ale za to w tych samych
                          stanach ponoć nie masz żadnych szans otworzyć praktyki lekarskiej bez zgody
                          lokalnej korporacji, a u nas może być stu stomatologów w jednej dzielnicy i ich
                          ilość ogranicza tylko rynek.

                          ********
                          Lukumon
                          • Gość: GTelega Re: także dlatego.. IP: 65.90.124.* 13.04.05, 19:56
                            > z drugiej strony w Polsce jeden prawnik
                            > przypada na 50 000 mieszkańców, w USA jeden na 200.

                            To jest prawda.

                            > ale za to w tych samych
                            > stanach ponoć nie masz żadnych szans otworzyć praktyki lekarskiej bez zgody
                            > lokalnej korporacji,

                            Ale to juz nie. Zasady przyzanawania licencji podlegaja samorzadom lekarskim,
                            ale sa takie same dla wszystkich, prawo ZABRANIA dyskryminacji czy czynnosci
                            ograniczajacych wolna konkurecje.
                            • lukumon GTelaga - powiedz proszę ... 13.04.05, 20:45

                              .. czy to oznacza, że każdy lekarz posiadający uprawnienia do wykonywania zawodu
                              może otworzyć prywatną praktykę bez żadnych ograniczeń, a ilość specjalistów z
                              danej dziedziny na określonym terenie reguluje jedynie rynek?

                              inna rzecz, że sam nie do końca byłem pewny ograniczeń o jakiech pisałem -
                              dlatego napisałem "ponoć", a wiedzę czerpałem z zamieszczonego kiedyś w Gazecie
                              Lekarskiej artykułu o amerykańskim systemie ochrony zdrowia.
                              ********
                              Lukumon
                              • Gość: GTelega Re: GTelaga - powiedz proszę ... IP: 65.90.124.* 13.04.05, 22:01
                                > .. czy to oznacza, że każdy lekarz posiadający uprawnienia do wykonywania
                                > zawodu może otworzyć prywatną praktykę bez żadnych ograniczeń

                                Tak. Oczywiscie w niektorych rejonach rynek powoduje, ze jest to finansowo
                                trudne, ale aministracyjnych ograniczen nie ma.

                                > a ilość specjalistów z
                                > danej dziedziny na określonym terenie reguluje jedynie rynek?

                                Tu odpowiedz jest nieco bardziej skomplikowana. Aby zostac specjalista trzeba
                                ukonczyc rezydencje lub fellowship. Ilosc miejsc jest ograniczona (chociaz w
                                sumie ok 20% wieksza niz ilosc absolwentow Amerykanskich szkol medycznych), tak
                                wiec nie kazdy moze specjalizowac sie w specjalizacji swoich marzen, ale prawie
                                kazdy ma szanse zostac specjalista.

                                Ilosc pozycji w danej specjalizacji jest rekomendowana przez organizacje
                                specjalistyczne, ale zasadniczo nie ma sankcji za przekroczenie zalecanej
                                ilosci. Powiedzmy AGA - organizacja gastroenterologow oglasza co roku
                                przewidywane zapotrzebowanie na specjalistow. Szefowie programow
                                specjalistycznych ustalaja liczbe przyjec tak by z grubsza zmiescic sie w
                                obrebie przewidywanego zapotrzeowania. Ale jezeli ktos potrzebuje dodatkowych
                                rak do pracy i ma na to pieniadze - to zatrudnia dodatkowych fellows i
                                zasadniczo nic sie nie dzieje.

                                > a wiedzę czerpałem z zamieszczonego kiedyś w Gazecie
                                > Lekarskiej artykułu o amerykańskim systemie ochrony zdrowia.

                                Tego typu zachowania zdarzaly sie czasem w latach 60-tych, ale po tym prawie
                                calkiem zniknely - prawdopodobnie z powodu niedoboru lekarzy w USA. Przy okazji
                                planu Clintona, kiedy lekarze zaczeli obawiac sie o swoj interes zaczely sie
                                pojawiac pomysly ograniczenia dostepu do rynku, ale nigdy nie zostaly one
                                wprowadzone w zycie. Teraz niedobor lekarzy - szczegolnie specjalistow jest
                                jeszcze bardziej dotkliwy, wiec mysle, ze rynek bedzie bardziej a nie mniej
                                otwarty.
                                • lukumon Re: GTelaga - powiedz proszę ... 13.04.05, 23:01

                                  serdeczne dzięki za info. a może by tak do usa? ciągle dumam gdzie spróbować -
                                  koleżanka też anestezjolog bez problemu nostryfikowała rok temu i bardzo sobie
                                  teraz chwali. twierdzi, że wcześniej próbowała w kanadzie, ale tam było
                                  niesamowicie trudno, bo rynek pracy w naszym zawodzie cechuje tam daleko
                                  posunięty protekcjonizm. natomiast w stanach takich przeszkód jest daleko mniej.
                                  w moim mieście mieszka anestezjolog, który pracuje ponoć tylko w chicago i to
                                  dwanaście dni w miesiącu. resztę czasu spędza uprawiając dolce farniente w
                                  kraju, albo poza nim. inna rzecz, że czynnik geograficzny sprawi chyba jednak,
                                  że spróbuję w europie. na razie duszę się w naszym polskim sosie, ale już myślę
                                  o zmianie sosu.
                                  pozdrawiam
                                  ********
                                  Lukumon
                                  • Gość: GTelega Re: GTelaga - powiedz proszę ... IP: 65.90.124.* 14.04.05, 23:14
                                    > bez problemu nostryfikowała rok temu i bardzo sobie
                                    > teraz chwali.

                                    Tak to na ogol wyglada, szczerze powiedziawszy rzadko spotyka sie inny wynik
                                    emigracji do USA. W dzisiejszych czasach bedac przyzwoitym lekarzem trzeba sie
                                    starac by sobie nie poradzic.

                                    > w moim mieście mieszka anestezjolog, który pracuje ponoć tylko w chicago i to
                                    > dwanaście dni w miesiącu.

                                    Jestem sobie to w stanie wyobrazic, choc zycie na dwuch kontynentach staje sie
                                    uciazliwe po pewnym czasie. Bedac lekarzem w US wcale nie musisz sie
                                    przepracowywac by zyc na niezlym poziomie.

                                    > chyba jednak,
                                    > że spróbuję w europie. na razie duszę się w naszym polskim sosie, ale już
                                    > myślę o zmianie sosu.

                                    Niewiele jest sosow mniej apetycznych niz Polski sos zdrowotny. Mysle, ze
                                    jestem juz zbyt przyzwyczajony do Ameryki by obiektywnie oceniac Europe, ale
                                    mysle, ze w porownaniu z Polska jest to postep.
                                    • lukumon dzieki za wyjaśnienia 17.04.05, 21:59

                                      widzisz - ja chyba żyję ciągle stereotypem pracy w ameryce jako szarpiącego
                                      nerwy, wyniszczającego "wyścigu szczurów", gdzie podstawą jest ciągła
                                      rywalizacja z podobnymi do mnie, konieczność ciągłego doskonalenia nie po to by
                                      być lepszym, ale by być lepszym od innych. chyba komuna mnie tym zaraziła i
                                      przejść mi nie chce :-))
                                      ********
                                      Lukumon
                                      • Gość: GTelega Re: dzieki za wyjaśnienia IP: 65.90.124.* 20.04.05, 18:01
                                        > ja chyba żyję ciągle stereotypem pracy w ameryce jako szarpiącego
                                        > nerwy, wyniszczającego "wyścigu szczurów", gdzie podstawą jest ciągła
                                        > rywalizacja z podobnymi do mnie, konieczność ciągłego doskonalenia nie po to
                                        > by być lepszym, ale by być lepszym od innych. chyba komuna mnie tym zaraziła i
                                        > przejść mi nie chce :-))

                                        Zycie zawsze jest bardziej skomplikowane niz stereotypy. Amerykanie lubia, ba
                                        kochaja konkurencje, ale bynajmniej nie uwazaja by byl to powod do szarpania
                                        nerwow. Owszem milo jest wiecej publikacji niz Twoj kolega, czy widywac
                                        ciekawszych pacjentow, ale to nie powod by przestac razem pic piwo, czy grac w
                                        tenisa. Amerykanie bardzo przetrzegaja "fair play" i odstepswa od zasad gry sa
                                        surwo karane. Zycie jest na tyle bogate, ze kazdy moze znalesc tu powod do
                                        dumy. Jezeli nie masz domu za milion dolarow, zawsze mozesz miec wieksza
                                        kolekcje plyt kompaktowych...

                                        Powszechne jest przekonanie, ze Twoje zycie jest konsekwencja Twoich wyborow -
                                        nie jestes Billem Gates bo wolales podrozowac zamiast spedzac weekendy przy
                                        ekranie komputera, taki byl Twoj wybor, ciesz sie ze swojego zycia, nie powodu
                                        do narzekan.

                                        "Rat race" jest uzywany zwykle w kontekscie lagodnej autoironii - (Polacy
                                        powiedzieli by "stara bieda" - co na ogol nie oznacza zycia w slumsach przez
                                        pokolenia).

                                        Ludzie ciagle sie doskonala, szkoly sa pelne ludzi w wieku lat 40, 50, 60
                                        probujacych osiagnoc cos nowego, podniesc sie na wyzszy poziom. Ale powody dla
                                        ktorych to robia najczesciej sa nieco bardziej skomplikowane niz przescigniecie
                                        sasiada.
                    • slav_ Re: także dlatego.. 13.04.05, 17:50
                      Nie odważył bym się na usprawiedliwianie (nie mając żelaznych argumentow) nikogo
                      w tak makabrycznej i dołującej każdego choćby troche związanego z medycyną
                      sprawie. A nie mam żadnych. Uważam tylko że w tak bulwesującej i wywołującej
                      tak skrajne (co zrozumiałe) emocje sprawie i sprawie dotykającej tak delikatnej
                      materii, gdzie oskarżenie dotyczy zniszczenia najdelikatniejszej relacji jaka
                      może byc - zaufania pacjenta i zabicia człowieka oczekującego pomocy powninno
                      sie dać sądowi szansę na spokojne osądzenie sprawców.
                      Podgrzewanie nastrojow ("powiesic wszystkich") powoduje właśnie reakcję
                      "oblężonej twierdzy" i bezkrytyczną obronę sprawców. Dobrze byłoby aby ten
                      proces nie był tępą zemstą ale pozwolił na ukaranie sprawców w miarę ich win i
                      pozwolił na odkrycie mechanizmow jak wogóle mogło do tego dojść (nie mowię
                      zrozumiec bo nie wiem czy w ogóle jest to możliwe).
                      • Gość: Emma Re: także dlatego.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.05, 18:13
                        To moja rodzina w ten sposób została poinformowana, niestety, w jednym ze
                        śląskich szpitali. Przyjachaliśmy do ŻYWEJ osoby, zawieźć rzeczy osobiste
                        osobie, którą "zajęło" się pogotowie, o sądzie nawet nie wspomnieliśmy więc
                        proszę mi tu nie mówić, że to plotka!

                        Właśnie w tym problem, że sprawcy nigdy nie zostaną ukarani, bo "ręka rękę
                        myje". Typowe.

                        • Gość: marcin Re: także dlatego.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 22:07
                        • Gość: marcin Re: także dlatego.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 22:14
                          droga Emmo !! doskonale rozumiem twoja rozpacz aleczemu generalizujesz??
                          Z twoich wypowiedzi wynika ze lekarze i cały presonel medyczny stanową stałe
                          zagrozenie dla zdrowia i zycia choregoi dla tego trzeba tym "morderca w białych
                          fartuchach "patrzec na rece. Skoro czujesz sie tak zagrozona to po prostu nie
                          korzystaj z usług polskiej ochrony zdrowia lecz sie sama albo gdzies zagranica.
                          Bo Kochanienka mam na swoim koncie ( jak zapewne reszta obecnych tu łapiduchów)
                          przynajmniej kilkadziesiat uratowanych zyc ludzkich i wypowiedzi takie jak
                          twoja mnie po prostu obrazaja.
                    • Gość: Doki nagonka IP: *.218-200-80.adsl.skynet.be 13.04.05, 18:12
                      Powinienem przyjac slowa Swan Ganza w pokorze, ale nie moge, bo przesadzil.

                      "Bronil jak lew"? Gdzies Ty to dostrzegl, Swan Ganz? Ja po prostu mialem
                      watpliwosci. Sam spedzilem troche zycia w karetkach i wiem, ze roznie jest. A
                      watpliwosci tlumaczy sie na korzysc oskarzonego. No i odegralismy z kolega
                      Lukumonem kawaleczek procesu, w ktorym Lukumon moje watpliwosci rozwial. Ty zas
                      od poczatku byles pewny swego. Byc moze za bardzo, choc osytatecznie pewnie masz
                      racje. Ale nadal mysle, ze nie bedzie prosto udowodnic lekarzom swiadomy udzial
                      w zbrodniach "lowcow skor". Mozna im zarzucic niedbalstwo, niedopatrzenie
                      obowiazkow, ale morderstwo? To jest zupelnie inny zarzut. I wymaga innego
                      dowodu. Na razie jeszcze tego dowodu nie przeprowadzono- poczekajmy. Dopoki nie
                      ma wyroku, sa niewinni.

                      Aha, a co do ukladow korporacyjnych to sa one jak najbardziej potrzebne. Mozesz
                      to uwazac za chore, ale lepiej za duzo solidarnosci w jakiejs sprawie niz za
                      malo w innej.
                      • Gość: Swan Ganz Re: nagonka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 10:20
                        Nie przesadziłem tylko nieco podkoloryzowałem stosownie do potrzeb :) ( to tak
                        a'propose tego lwa ).
                        Nie dokonuj proszę - Doki - nadinterpretacji tego co tu napisałem.
                        Bo nie mówiłem nic o; mojej pewności czy jej braku, nie oskarżałem nikogo o
                        jakiekolwiek przestępstwa, nie użyłem słowa morderca, nie pisałem o winnie czy
                        jej braku, czyjej kolwiek świadomości.
                        Ustosunkowałem się tylko do Twoich Doki wypowiedzi.Odniosłem bowiem wrażenie
                        ( po Twoich pierwszych postach ), że Ty nie masz żadnych wątpliwości co do
                        wykorzystania tych biednych łódzkich lekarzy zgodnie ze społecznym
                        oczekiwaniem. Czyli zrobienia z nich ofiar ( szczerze mówiąc pewność Twoich
                        wypowiedzi trochę mnie przeraziła ). "Rura zmiękła" Ci dopiero gdy Lukumon
                        podniósł "przyłbicę". Wtedy rzeczywiście poiawiły się u Ciebie wątpliwości,
                        które rzeczywiście udało się Lukumonowi rozwiać. Wszyscy czasem błądzimy.
                        W każdym razie nie chciałbym byś zasiadał w jakiejś komisji orzekającej o
                        błedzie lekarskim czy też jego braku.
                        Co do Twojej uwagi na temat układów korporacyjnych to nie bardzo ją rozumiem.
                        Bo jeśli przyjąć ją jako głos w omawianej wyżej kwestii "łowców" to brzmi
                        trochę makabrycznie.
                        Pozdrawiam.
                        • Gość: Doki Re: nagonka IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 14.04.05, 18:46
                          > Ustosunkowałem się tylko do Twoich Doki wypowiedzi.Odniosłem bowiem wrażenie
                          > ( po Twoich pierwszych postach ), że Ty nie masz żadnych wątpliwości co do
                          > wykorzystania tych biednych łódzkich lekarzy zgodnie ze społecznym
                          > oczekiwaniem.

                          To nie tak. Mialem watpliwosci co do tego, czy ci lekarze sa winni zarzucanych
                          im czynow, a sa to zarzuty powazne (swiadomy wspoludzial w zbrodni). Podalem
                          alternatywna interpretacje- ze za plecami lekarzy sanitariusze urzadzili sobie
                          intratny, acz makabryczny, biznesik. Lukumon przedstawil swoja opinie eksperta,
                          z ktorej wynika, ze moja wersja jest nieprawdopodobna. Tak dowodzi sie (i obala
                          dowod) w procesie poszlakowym.

                          > W każdym razie nie chciałbym byś zasiadał w jakiejś komisji orzekającej o
                          > błedzie lekarskim czy też jego braku.

                          Trudno. Ciekawe dlaczego? Dlatego, ze nie poddaje sie mediom, czy dlatego, ze
                          trafiaja do mnie argumenty?

                          > Co do Twojej uwagi na temat układów korporacyjnych to nie bardzo ją rozumiem.
                          > Bo jeśli przyjąć ją jako głos w omawianej wyżej kwestii "łowców" to brzmi
                          > trochę makabrycznie.

                          Nie, i w tej kwestii obstaje przy swoim. Moze sobie brzmiec makabrycznie, ale
                          makabra to staly fragment gry w tej branzy. Jesli nigdy w zyciu nie poczules
                          tego mdlacego uczucia, ze wlasnie konczy sie twoja kariera (czasem dopiero co
                          rozpoczeta), bo bedziesz mial proces, nie wazne z jakiego powodu, to faktycznie
                          nie zrozumiesz dlaczego uwazam, ze podsadnym lekarzom nalezy sie nie tylko
                          ostracyzm ze strony srodowiska.
    • Gość: lekarka po dyżurze Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.chello.pl 14.04.05, 09:26
      Ludzie uważaja, że powinniśmy wykonywać naszą pracę za darmo! Wszyscy inni mogą
      domagać się wynagrodzenia - lekarze nie. Przykład? Proszę uprzejmie.
      Mój mąż leczył przez wiele lat znajomych rodziców za darmo. Telefon, samochód,
      porada, recepty, czasem skierowanie do szpitala. Jego strata czasu - za
      dziękuję.
      Kilka dni temu rodzicom popsuło się w domu jakieś urządzenie. Poniewaz rodzina
      jest humanistyczno-lekarska nikt nie umiał naprawić. Rodzice poprosili syna
      owych znajomych Pana Inzyniera o naprawienie owego urządzenia. Zajęło mu to
      około godziny. Wypił kawe, pogadał naprawił po czym bez mrugnięcia zainkasował
      150 PLN.
      Pozostawiam bez komentarza.
      • Gość: Swan Ganz Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 10:22
        a to skur...... .
        • Gość: tricolour Ciekawe... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.05, 21:43
          I bardzo dobrze, że inżynier zainakasowal 150 zl. Widać tak wycenil swoją pracę...
          Jeżeli lekarz przez lata cenil ją na 0 zl, to jego sprawa. A może oczekiwał
          wdzięczności???
          Nie ma obowiązku bycia wdzięcznym, choć przyzwoitość nakazuję. Widać, że
          inżynier jest mało przyzwoity, a lekarz naiwny.
          • slav_ Re: Ciekawe... 15.04.05, 14:09
            Niby masz rację ale to nie takie proste.
            Domaganie się porad i usług lekarskich (oczywiście darmo, ale to już szczegół)
            od lekarzy spotykanych poza sytuacjami zawodowymi (a szczególnie "mieszkających
            obok" , sąsiadów, znajomych z różnych okoliczności) jest tak nagminne że osoby
            zwracające się z taka prośbą wogóle nie odczuwają niezręcznośc takiej sytuacji a
            nawet traktują ją jako cos oczywistego, ba, odmowę (nawet najzupełniej
            racjonalną bo w większości takich sytuacji, abstrahując od niestosowności,
            udzielenie rzetelnej porady jest po prostu niemożliwe) traktują jako złą wolę i
            czują sie obrażone, urażone, a lekarza uważaja co najmniej za niegrzecznego
            zarozumialca. Zaproponowanie opłaty za taką poradę potraktują jak skończone
            draństwo a lekarza nie jak profesjonalistę dbającego o swoje interesy (jak ten
            inżynier) ale pazernego chama bez skrupułów.
            Doskonale z resztą widać to na tutejszym forum w postach dotyczących płacenia za
            usługi lekarskie.
            Tak samo nagminne jest zadręczanie lekarza (dowolnej specjalności) w dowolnych
            okolicznościach opowieściami o chorobach własnych i swojej rodziny, oczekiwania
            oceny czy propozycji terapii itp.
            • vacia Re: Ciekawe... 15.04.05, 14:36
              slav_ napisał: >.
              > Tak samo nagminne jest zadręczanie lekarza (dowolnej specjalności) w dowolnych
              > okolicznościach opowieściami o chorobach własnych i swojej rodziny,
              oczekiwania oceny czy propozycji terapii itp.

              Jako lekarzowi może łatwiej jest ci takie opowieści znieść (zawodowe
              przyzwyczajenie) ale gdybyś nie był lekarzem to tak samo mógłbyś się spotkać ze
              zwierzeniami na temat chorób, bo to jest często poruszany temat w rozmowach
              towarzyskich.

              • slav_ Re: Ciekawe... 15.04.05, 19:33
                Opowiadanie i o swoich chorobach i dolegliwościach w okolicznościach spotkań
                towarzyskich które zadje się byc jedną z polskich specjalności jest moim zadniem
                czynnoscią nietaktowną. Powinno byc zarezerwowane do sytuacji intymnych i
                dotyczyć najbliższj rodziny, bliskich przyjaciół a i to w granicach rozsądku. W
                dodatku granica wieku osób raczących otoczenie takimi opowiesciami
                niebezpiecznie się obniża.

                > Jako lekarzowi może łatwiej jest ci takie opowieści znieść (zawodowe
                > przyzwyczajenie)

                Nieprawda. Wystarczająco dużo słyszę o chorobach w pracy abym jeszcze miał
                ochotę wysłuchiwać o nich poza nią. I to nie z niechęci do pacjentów - zapraszam
                do poradni - tylko z chęci chronienia swojego zdrowia i równowagi psychicznej.
                Poza tym taka opowieść w obecności lekarza to nie tylko chęć bycia wysłuchanym
                (to tylko kwestia taktu osoby słuchającej) ale z reguły domaganie się
                "recenzowania" terapii, oceny fachowości lekarzy ("bo ten mi zlecił taki lek a
                ten drugi kazał odstawić i dał inny - który lepszy?") "jakie leki" "jakie
                badania jeszcze zrobic" itp pytania na które pomijając inne względy i tak
                rzetelnie w warunkach spotkania towarzyskiego odpowiedziec sie nie da.
                • vacia Re: Ciekawe... 15.04.05, 20:51
                  slav_ napisał:
                  > Opowiadanie i o swoich chorobach i dolegliwościach w okolicznościach spotkań
                  > towarzyskich które zdaje się byc jedną z polskich specjalności jest moim
                  zadniem czynnoscią nietaktowną.

                  Też tak myślę.

                  > Poza tym taka opowieść w obecności lekarza to nie tylko chęć bycia wysłuchanym
                  > (to tylko kwestia taktu osoby słuchającej) ale z reguły domaganie się
                  > "recenzowania" terapii, oceny fachowości lekarzy

                  No tak, rozumiem, to jest coś innego niż zwierzenia sąsiadki do sąsiadki gdy
                  coś dolega, a pozatym po pracy potrzebujecie odpoczynku.
                  Myślę,że my zapominamy, o tym,że lekarz może być też zmęczony,że ma też jakieś
                  potrzeby i stąd niepotrzebnie powstają nieporozumienia.
              • Gość: młody lekarz Re: Ciekawe... IP: *.chello.pl 16.04.05, 13:06
                Vacia problem jest taki, że jak mi sąsiad przy grillu powie, że go głowa boli, a
                ja mu poradzę, żeby wziął polopirynę, to jest to już leczenie bez zbadania
                pacjenta - a tego niestety mi jako lekarzowi (w przeciwieństwie do leczącego
                bezkrwawo Filipińczyka) zrobić nie wolno i za to grozi odpowiedzialność.

                A jak nj Boże się okaże, że ten ból głowy to objaw udaru, to mnie nawet
                najlepszy adwokat nie wybroni. Takich różnych niby-błahych objawów jest sporo.
                "Za dużo sikam", "za mało sikam", "nie mogę się wysikać", biegunka, zaparcia,
                swędzenie przy odbycie, ból głowy, "jestem zdołowany", "szumi mi w uszach",
                "brzuch mnie boli", "słabo mi", "kręci mi się w głowie", "łupie mnie w
                kościach", "uderzyłem się i mnie boli", "tu mi taka gulka wyskoczyła", "mam
                chrypkę", "mam mroczki przed oczami" i wiele, wiele innych. Wszystkie one mogą
                być błahe, ale mogą też sugerować groźne dla życia choroby. A ja nie jestem
                wróżką albo cudotwórcą, żeby potrafić leczyć bez postawienia diagnozy. A jako
                lekarz (a nie wróżka) nie potrafię postawić rozpoznania bez zbadania pacjenta.

                A - mówiąc dosadnie - na przykład niekoniecznie mam ochotę wsadzać cioci Jadzi
                palec w odbyt podczas rodzinnego obiadu, żeby wykluczyć jedną z przyczyn, dla
                których ma problemy z oddawaniem stolca.
                • vacia Re: Ciekawe... 16.04.05, 13:54
                  Gość portalu: młody lekarz napisał(a):

                  > Vacia problem jest taki, że jak mi sąsiad przy grillu powie, że go głowa
                  boli,

                  Wiadomo, że sytuacji towarzyskiej nie będziesz nie tylko badał ale nawet
                  wywiadu przeprowadzał ale zawsze możesz odesłać delikwenta do specjalisty lub
                  internisty a tymczasem zastosowac psychoterapię :))).
                  • Gość: młody lekarz Re: Ciekawe... IP: *.chello.pl 16.04.05, 15:10
                    > Wiadomo, że sytuacji towarzyskiej nie będziesz nie tylko badał ale nawet
                    > wywiadu przeprowadzał ale zawsze możesz odesłać delikwenta do specjalisty lub
                    > internisty a tymczasem zastosowac psychoterapię :))).

                    Psychoterapia też jest leczeniem. Przynajmniej, gdy stosuje ją lekarz. A
                    "psychoterapia" przy grillu powinna się skończyć utratą prawa wykonywania zawodu.

                    Oczywiście: w Polsce jakieś 3/4 Polaków bawi się w dochtora średnio kilka razy
                    dzienne. Opłakane skutki takich zabaw możesz obejrzeć np. w dowolnym gabinecie
                    lekarskim. Od alergologa, przez kardiologa, onkologa, psychiatrę itd. po zakłady
                    medycyny sądowej. Niestety jesteśmy takim dziwnym krajem w sercu Europy, w
                    którym spora część społeczeństwa zaleca innym leki dostępne wyłącznie na
                    receptę, albo takie preparaty wręcz podaje. Gdybyśmy w Polsce było przestrzegane
                    prawo, to pewnie z połowa rodziców powinna siedzieć za kratkami i jakieś 3/4
                    emerytek. Przy tak niefrasobliwym stosunku do farmakoterapii nie dziwi nawet, że
                    niefarmakologiczne metody leczenia (np. psychoterapię, fizjoterapię) stosować tu
                    może dosłownie każdy. Nie trzeba mieć nawet ukończonej podstawówki.
                    • vacia Re: Ciekawe... 16.04.05, 19:51
                      Gość portalu: młody lekarz napisał(a):

                      Oczywiście: w Polsce jakieś 3/4 Polaków bawi się w dochtora średnio kilka razy
                      > dzienne.

                      Chyba nie tylko w Polsce, widać to po dystrybucji leków, podobno w innych
                      krajach te leki ,które w Polsce są dostępne wyłącznie na receptę tam można
                      kupić bez zamawiajac np przez Internet. A przecież nawet zażywanie witamin
                      powinno być skonsultowane z lekarzem.
                      Ja uważam ,ze nawet lekarz powinien się leczyć u innego lekarza.
            • Gość: lekarka po dyżurze Re: Ciekawe... IP: *.chello.pl 15.04.05, 15:12
              "Pani doktor ja tylko po receptę...."- to teksty, które setki razy słyszałam od
              sąsiadów, znajomych, znajomych znajomych itp. W pełni się zgadzam, że ludzie
              nie mają ani taktu ani wyczucia ani przyzwoitości. Leki sprzedawane na receptę
              są przez kogoś ordynowane i , proszę wybaczyć, można ruszyć 4 litery iść do
              swojego doktora, jeśli do spółdzielni to zapłacić i mieć przedłuzoną receptę.
              Ale ludzie wolą udać się do sąsiada, bo i szybko i za darmo i prościej.
              Od pewnego czasu wypisuję w takich sytuacjach recepyt pełnopłatne ( bo innych
              mi nie wolno) i najczęściej jest to złosliwie komentowane ( a nie dałoby się
              na kogoś z rodziny, to takie drogie.....).
              My MUSIMY lubić pacjentów, oni mogą nami pogardzać. Koledzy, jak się
              bronić????????
              • draconessa Re: Ciekawe... 15.04.05, 18:31
                prosta sprawa - odmawiac!!! lenistwo czlowieka, ktoremu nie chce sie isc po
                recepte, ludzka i bezczelnosc i wygodnictwo nie sa stanami zagrozenia zycia. Ja
                nie rozmawiam z pacjentami przez telefon po godzinach pracy ( zapraszam ich na
                wizyte w nastepnym dniu) i nie obsluguje po godzinach pracy ( chyba, ze to stan
                nagly i pomoc lekarska jest potrzebna natychmiast) Nie wypisuje recept "na
                zyczenie " pociotkom, znajomym itp... proste, tylko trzeba byc konsekwentnym.
              • walerinka do lekarki po dyżurze 17.04.05, 23:21
                Czytam tak sobie pani posty.. I tak sobie myślę, że jest pani chyba najmniej
                asertywną osobą pod słońcem!! Stąd wieczna frustracja i niezadowolenie. Tylko
                dlaczego pani tak się zachowuje? Trochę w tym obłudy. Pewnie chce być pani
                przez wszystkich naokoło, przez tych pociotków, przez te upierdliwe sąsiadki
                dobrze postrzegana i z miłym usmiechem wypisuje pani te recepty. Gdy zamkną się
                drzwi siada pani do kompa i wylewa tu swoje żale. Już nie chcę mysleć jaka
                przykra musi być pani dla swoich bliskich. Droga pani, trzeba się
                dowartościowac jakoś inaczej.
                Ja rozumiem, że udzielanie porad całą dobę na okrągło musi być nie do
                zniesienia. Sama mam sąsiada lekarza i czasami w ostatniej chwili gryzę się w
                język by nie zawracać mu głowy moimi ważnymi zdrowotnymi sprawami. Pan doktor
                zdecydowanie lepiej się bawi rozmawiając o żaglach czy wyprawach w góry niż o
                kolejnym trudnym przypadku.
                Ale gdyby pani stanowczo odmówiła to ręczę, że takich sytuacji było by
                odpowiednio mniej. Tak samo rzecz się ma co do telefonów w środku nocy.
                Wystarczy nieupubliczniać swojego numeru.
                Z pani postów wnioskuję, że jest pani osoba bardzo zgorzkniałą, sfrustrowaną i
                pacjenci to coś najgorszego co się pani w życiu przytrafiło. Jeśli mogę
                zasugerować to czas na solidny kurs asertywności. Ostatecznie na zmianę zawodu.
                Może jednak nie jest pani dziedzicznie obciążona i odnajdzie się pani w innej
                profesji.
                Rozumiem, że cały świat lekarski jest cacy, to tylko ci okropni pacjenci są fee!
                • Gość: lekarka po dyżurze Re: do lekarki po dyżurze- odpowiedź IP: *.chello.pl 18.04.05, 15:16
                  Może jestem i osobą asertywną, może dopadają mnie frustracje, ale nie większe
                  niż kolegów po fachu. Gros z nas nie ma mozliwości odreagowania się po pracy i
                  zajęcia czymkolwiek innym niż medycyną, bo .........ludzie uważają, że jak już
                  uda im się spotkać na swojej drodze lekarza, to mogą:
                  - opowiedzieć o swoich bólach w lewym boku
                  - zapytać co mogło zaszkodzić szwagrowi, bo od tygodnia ma zgagę
                  - opisać obrazowo kupkę dziecka
                  - domagać się przepisania leku, który pomógł sąsiadce
                  - pokazywać zmianę skórna w pachwinie
                  itd, itp. Lista długa, uzupełnienia możliwe.
                  Każdy brak zainteresowania, próbę zmiany tematu, odmowę traktuje się jako
                  obelgę.
                  Ja lubie swoja pracę, nie mam zamiaru zmieniać zawodu, ale trudno wymagać ode
                  mnie, abym np. przy kolacji wysłuchiwała o przyczynach braku apetytu czy
                  dolegliwościach sercowych mego sąsiada przy stoliku! Jest jakaś granica i
                  przyzwoitości i dobrego wychowania.
                  Dowartościowywać się nie muszę, a do kompa siadam m.in. po to, aby uświadomić
                  potencjalnym dręczycielom lekarzy, że mamy dość ich zachowania. Jeden z moich
                  kolegów udaje, że nie ma go w domu, gdyż jest to jedyna metoda "ucieczki" od
                  źle wychowanych ludzi.
                  Nie twierdzę, że wszyscy są tacy. Znam osoby , które nie domagają się
                  medycznych świadczeń w prywatnym czasie, a lekarza traktuja jak każdego innego
                  człowieka nie zanudzając go opowieściami na tematy medyczne.
                  • Gość: Położnik Re: do lekarki po dyżurze- odpowiedź IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.05, 12:28
                    Lekareczko nie stresuj sie musisz powiedzieć że teraz nie jesteś w pracy i nie
                    bęziesz myślała o chorobach,jak się oburzą olej to!!.PIsze tak jak i Ty w necie
                    nie dlatego ze mam handre czy nie mogę sobie poradzić z pacjentami.Pisze żeby
                    jakiś pacjent przeczytał i zrozumiał,ostatnio waptpię w tą metodę.Wcześniej
                    kiedy piłem alkohol na przyjęciach zwyczajnie wypijałem dwa kieliszki i mówiłem
                    że jestem nietrzezwy.Teraz z nimi nie pije nic,tak pieprzą!
            • Gość: tricolour Płacenie za usługi lekarskie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.04.05, 10:44
              ... jest takim samym obowiązkiem jak płacenie za inne usługi. Krawieckie,
              fryzjerskie, motoryzacyjne... za które każdy płaci bez szemrania.
              Problem polega na tym, że służba zdrowia każdego miesiąca pobiera kilka procent
              wynagrodzenia. Na swoje potrzeby. To dlatego ludzie czują sie zwolnieni z
              DODATKOWEGO płacenia za usługi medyczne.

              Dopóki relace pacjent-służba zdrowia nie bądą klarowne, dopóty ludzie nie będą
              chcieli płacić podwójnie, bo nie wiedzą za co.
              Ja nie wiem na co idą moje pieniądze od 20 lat, nawet nie wiem ile tego jest
              (było). Wiem, że przez 20 lat na zwolnieniu lekarskim byłem dwa razy.

              • slav_ Re: Płacenie za usługi lekarskie... 17.04.05, 14:44
                Smutno się robi gdy czyta się bzdury, dodatkowo zdjąc sobie sprawę że osoba je
                pisząca zapewne w nie wierzy.

                "> Problem polega na tym, że służba zdrowia każdego miesiąca pobiera kilka procent
                > wynagrodzenia"
                Mogłbym prosić o sprecyzowanie ile procent i czego pobiera "słuzba zdrowia" ?
                Nie przypomiam sobie aby "słuzba zdrowia" pobierała od kogokolwiek jakikolwiek
                "procent".

                "Na swoje potrzeby."

                Można wiedziec co to są "swoje potrzeby służby zdrowia?". (kolacje i bale ?
                wycieczki zagraniczne? coś innego?)

                > Ja nie wiem na co idą moje pieniądze od 20 lat, nawet nie wiem ile tego jest
                > (było). Wiem, że przez 20 lat na zwolnieniu lekarskim byłem dwa razy.

                Zapytaj ustawodawcy i NFZ na co idą Twoje pieniądze, gdzie są i ile tego było -
                to jest właściwy adresat pytania. Jaki z kolei to ma związek ze zwolnieniami
                lekarskimi - doprawdy nie wiem.

                A tak w ogóle to ten fragment wątku dotyczył oczekiwania czy wręcz wymuszania
                darmowej pracy lekarza w czasie wolnym, poza miejscem pracy. Więc trudno tu
                mówic o "podwójnym" płaceniu.
                • Gość: Tricolour Wiadomo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.05, 21:33
                  ... że można napisać, że robi sie smutno, bo to chyba sugeruje jakiś mój
                  niedowład...
                  Nie szkodzi - mnie smutno nie jest. Lekarze niedowładu tez nie wykryli. Gdyby
                  wykryli, to pewnie nie by mnie o tym poinformowali, prawda? :)))

                  A na pytanie o te procenty odpowiadam: co miesiąc Państwo nasze kochane każe mi
                  płacić minimum 200 zł na "ubezpieczenie zdrowotne". Do tej pory miałem
                  świadomość, że pieniądze te trafiają na "służbę zdrowia" i dlatego tak
                  napisałem w poprzednim poście.
                  Kolega Slav zasiał jednak wątpliwość. Teraz juz nie wiem na co idą moje wpłaty -
                  może sobie gdzieś to leży... w jakimś funduszu.
                  Mam jednak podejrzenie, że nie ma ani grosza. Wszystko wydane i dlatego pytanie
                  o stan własnych kont (w ZUSie) budzi niechęć urzędników.
                  Ale na co wydane?
                  • slav_ Re: Wiadomo... 19.04.05, 23:28
                    Smutno sie robi jesli po raz kolejny czyta sie to samo "płacę na 'słuzbe
                    zdrowia' co miesiąc a oni nie chcą mnie leczyć na co idą moje poieniądze
                    przecież im płacę". Już mi ręce opadają ale trudno, widocznie materia oporna.

                    >co miesiąc Państwo nasze kochane każe mi
                    płacić minimum 200 zł na "ubezpieczenie zdrowotne".<
                    To już lepiej. Na razie "służba zdrowia" nie widzi ani grosza.

                    > miałem
                    świadomość, że pieniądze te trafiają na "służbę zdrowia" i dlatego tak
                    napisałem w poprzednim poście<

                    Pieniądze trafiają do NFZ (nie ma żadnego indywidualnego konta! do wspólnego worka).
                    "Służba zdrowia" nie widzi nadal ani grosza.

                    NFZ zawiera (na własnych warunkach) umowy na świadczenie usług zdrowotnych
                    (jedynym prawdziwym kryterium "konkursowym" jest jak najniższa cena).
                    Jeśli usługa została zrealizowana rachunek jest wysyłany do NFZ a ten płaci
                    według wcześniejszych ustaleń (tu pojawiaja sie wreszcie pieniądze "dla słuzby
                    zdrowia")
                    NFZ narzuca zarowno cenę usługi (jak najniższą, często PONIŻEJ kosztów nawet
                    materiałowych (czyli usługa jest płatna mniej nawet niż środki do jej realizacji
                    kosztują a te są kupowane na wolym rynku) nie mowiąc o płacy. NIGDZIE w cenie
                    usługi nie jest okreslone honorarium lekarza czy płaca personelu.
                    NFZ narzuca równiez ILOŚĆ usług. Tzn NFZ kontraktuje np. 100 usług a za 101 już
                    nie płaci nawet jeśl chorych jest więcej. Stąd "limity" i kolejki.
                    101 pacjent bluzga na lekarzy i "słuzbę zdowia" że go nie chcą leczyć a on
                    "płaci składkę na słuzbę zdrowia" z to NFZ nie kupił dla niego leczenia.
                    Jesli NFZ kupi 500 usług danego rodzaju a chętnych jest 700 chorych oznacza to
                    po prostu że 200 nie będzie leczonych (a raczej nie pownno być - w warunkach
                    Polskich często przynajmnie część z nich jest leczona a leczenie jest
                    "finansowane" długiem np. szpitala)

                    Reasumując - jeśli NFZ nie kupi dla Ciebie leczenia to go nie dostaniesz nawet
                    jeśli płacisz składkę.
                    Jeśli chętnych jest więcej niz wykupionych usług musisz sie ustawic w kolejce
                    jeśli NFZ kupi dla Ciebie tanie leczenie o niskim standarcie, marnymi
                    materiałami realizowane przez marnie opłacany personel to nie oczekuj zbyt
                    wiele, w dzisiejszych czasach cuda zdarzają sie rzadko.
                    Składki na NFZ nie idą na żadne "konto" - sa na bieżąco rozdysponowywane.
                    W Posce jest olbrzymia armia ludzi "ubezpieczonych" formalnie za ktorych nie
                    jest odprowadzana ani złotówka składki - musi starczyć składka tych płacących.
                    Poza tym to nie jest "składka" tylko podatek.
                    • tricolour Kółeczko. 20.04.05, 00:09
                      Aaaa.... teraz to winny jest jakis NFZ, który kasę bierze, ale za mało Wam
                      daje. Poniżej kosztów! Co za pajac godzi się pracowac poniżej kosztów? Przeciez
                      bedzie kradł, by żyć - inaczej się nie da!

                      Wydaje mi się, że to znów jakieś uproszczenie, które zaciemnia sytuację, a
                      próbuje dowodzić, że wszyscy sie przeciw lekarzom sprzysięgli... Mam wielką
                      ochote zakonczyć tą dyskusję, bo i tak guzik z niej bedzie...

                      W każdym razie deklaruje gotowość płacenia za usługi medyczne, ponieważ sam
                      żądam zapłaty za swoją pracę.
                      Życzę powodzenia :)))
                      • Gość: Patryk Re: Kółeczko. IP: *.oc.oc.cox.net 20.04.05, 01:02
                        Tricolour,jeśliby NFZ oddał co do grosza składkę na leczenie szpitalom i
                        przychodniom,to i tak byłoby to tylko 3,8% PKB.
                        Wiesz chyba co to jest PKB (Produkt Krajowy Brutto)? To pewnie się ucieszysz,że
                        agenda ONZ -World Health Organization w swoim raporcie uznaje za zagrożone życie
                        i zdrowie mieszkańców krajów, przeznaczających mniej niz 5% PKB na opieke
                        zdrowotną ?
                        Mówiąc wprost,pieniądze na twoje leczenie (plus pana Zenka oraz pani Halinki)
                        są proporcjonalne do pieniędzy na leczenie w takich "cywilizowanych" krajach jak
                        Afganistan,Wietnam,Kolumbia. Ukraina ma chyba ok. 5% PKB,a Litwa 6%.
                        Po prostu ,za mało płacicie(jako społeczeństwo) na opieke zdrowotną by miec
                        prawo czegokolwiek oczekiwać.A mimo wszystko oczekujecie...wiele.

                        >Poniżej kosztów! Co za pajac godzi się pracowac poniżej kosztów? Przeciez
                        > bedzie kradł, by żyć - inaczej się nie da!

                        Dokładnie! Gdyby szpitale były prywatne,nikt by nie podpisał takiej umowy! Ale
                        "pajacami" są dyrektorzy z nadania samorządów (właścicieli szpitali)-którzy
                        podpisza wszystko i zawsze...bo inaczej zwolni się ich i zatrudni do
                        podpisywania umów z NFZ innych "pajaców".
                        Inna sprawa ,to lekarze pracujący za "pajackie" pensje...przepraszam,jeśli kogoś
                        urażam,ale tak jest.
                      • Gość: Położnik Re: Kółeczko. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.04.05, 12:39
                        Może przeczytasz.Postarj się zrozumieć co piszemy bez negatywnej oceny personelu
                        ja też nie mogłem z Tobą się porozumieć,jesteś inżynierem i myslisz logicznie
                        jednak reforma służby zdrowia z logiką nie ma nic wspólnego!!Przeczytaj
                        artykóły z protestu lekarzy a Porozumienia Zielonogórskiego i o co tam
                        chodziło.Ja mam przypadki wizyty do których dokładam z własnej pensji,ale są
                        też takie do których nie dokładam i dlatego mam pensję !!!pracuję tam dlatego
                        że mam zatrudnienie w szpitalu!bez pracy w szpitalu na propozycję Pana
                        Dyrektora dałbym mu w ryj traktując jego propozycję jako obrazę!poza tym jestem
                        tam zanim on przyszedł!
                      • slav_ Re: Kółeczko. 20.04.05, 16:38
                        >Aaaa.... teraz to winny jest jakis NFZ, który kasę bierze, ale za mało Wam
                        daje. <

                        To raczej NFZ za mało daje na WASZE leczenie. To nie kwestia winy - pieniędzy
                        jest po prostu za mało (obiektywnie).
                        Przy czym to "wam" to dwie kwestie. W większości przypadkow lekarze to
                        pracownicy zatrudnieni (w różnej formie) przez pracodawce mającego kontrakt (np
                        szpital) i płacącego im za pracę. Sprawa wynagrodzenia jest wewnętrzną srawa
                        pracodawcy i pracownika choć jak mozna przypuszczać pracodawca mający mało
                        pieniędzy (za wykonane procedury) dobrze płacił nie będzie. Słabo wynagradzany
                        pracownik słabo sie stara. Poza tym przynajmniej jednego jest pewien - nawet
                        jesli będzie lepiej, wydajniej i ciężej pracował to więcej nie zarobi. A jeśli
                        swą zbyt dobrą praca narobi długow (taki drobny paradoks - lepsze leczenie i
                        diagnostyka to droższe leczenie poza tym każdy pacjent ponad "limit" to deficyt)
                        to zarobi mniej bo pracodawcy zabraknie pieniędzy na wynagrodzenie.
                        Drugie "wam" to sprzęt medyczny i materiały, prąd, woda (ceny jak najbardziej
                        rynkowe). Lekarz ( w większości przypadkow) dostaje narzędzia(leki, sprzęt
                        itp)którymi pracuje od tego kto go zatrudnia . Firmom trzeba płacić, jesli tego
                        sie nie robi to idą do sądu (ostatnia akcja z komornikami). Każdy chcialby byc
                        leczony na światowym poziomie nie tylko wiedzy (wykształceni lekarze) ale i
                        technologii. A technika medyczna kosztuje krocie.

                        >Poniżej kosztów! Co za pajac godzi się pracowac poniżej kosztów? Przeciez
                        bedzie kradł, by żyć - inaczej się nie da!<

                        Zgadza się. Stąd (poza "zwykłymi" oszustwami) biorą sie afery dotyczące
                        "martwych dusz", wykazywania niewykonanych procedur itp. Moim zadniem
                        postępowanie NFZ i konstrukcja płatności za procedury oraz ich drastyczne
                        niedoszacowanie nie tylko zachęca ale wręcz wymusza oszukiwanie go.

                        Poza tym zwróc uwagę że lekarz nie może tłumaczyc opóźnienia czy rezygnacji z
                        leczenia względami finansowymi. Tzn. lekarz przez sądem nie może powiedziec "nie
                        leczyłem pacjenta bo mi za niego nikt nie zapłaci i dla tego zmarł". Urzędnik
                        może powiedziec "nie ma pieniędzy na leczenie" i nie poniesie za to żadnej
                        odpowiedzialności. Lekarz zostanie oskarzony o spowodowanie smierci. A więc
                        lekarz podejmie się leczenia mimo że zdłuży swój szpital i działa na swoja
                        szkodę finansową. Chyba że może pacjenta "odesłać" - stąd m.in. bierze sie
                        "ping-pong" obłożnie chorych "drogich" pacjentów wożonych po Izbach Przyjęć,
                        przypadki ktorych "nikt nie chce leczyć" itp.

                        >Wydaje mi się, że to znów jakieś uproszczenie, które zaciemnia sytuację, a
                        próbuje dowodzić, że wszyscy sie przeciw lekarzom sprzysięgli... Mam wielką
                        ochote zakonczyć tą dyskusję, bo i tak guzik z niej bedzie...<

                        Niekoniecznie. Może łatwiej będzie zrozumiec różne pozornie dziwne sprawy ktore
                        są oczywistą, logiczna i przewidywalna konsekwencją konstrukcji systemu chrony
                        zdrowia (nieprzeniknioną tylko dla polityków konstruujących kolejne "reformy").

                        >W każdym razie deklaruje gotowość płacenia za usługi medyczne, ponieważ sam
                        żądam zapłaty za swoją pracę.
                        Życzę powodzenia :)))<

                        Niewielu ludzi stac by było na leczenia za własne pieniądze "prawdziwych" chorób
                        i płacenia za nie z własnej kieszeni bezpośrednio, nawet w Polsce gdzie praca
                        lekarza i innego personelu jest tania jak barszcz. Na początek wystarczyłyby
                        prawdziwe ubezpieczenia i współpłacenie.
                        • tricolour Dzieki... 20.04.05, 17:17
                          Dziekuję Ci za cierpliwośc i wyjasnienie niektórych spraw. Mało kogo stac było
                          na forum na tak - z pozoru - prostą rzecz.

                          Pozdrawiam.
    • connie1 Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar 15.04.05, 19:01
      Bo często powinni byc wdzięczni , a wdzięcznośc to " niewdzięczne" uczucie...
      Lepiej zmieszac z blotem , opluc , nazwac mordercami..
      • Gość: Anna Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.com.pl 15.04.05, 19:07
        Jeżeli tak to dlaczego lekarz po operacji mojego ojca powiedział, że operacja
        się udała z medycznego punktu widzenia. A polegało to na zaczopowaniu głownej
        tętnicy szyjnej i powolnym obumieraniu mózgu. Ale o tym dowiedzieliśmy się już
        po zgonie taty. Czy neurochirurg nie mógł powiedzieć tego otwarcie. A tak dał
        nam złudną nadzieję, że tata przezyje. On nas oszukał....
    • Gość: bribe Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.05, 22:16
      bo najpierw wzial lapówe za cesarke a potem w dniu planowanej operacji wyjechał
      na wakacje:) Poszłam i kase oddał. Miałam na wozek i wyprawke:)
      • Gość: Magda1 Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.3vnet.pl 18.04.05, 10:03
        Do wyzej poatawionego pytania ,dodalabym tylko "tych lekarzy ktorzy lekcewaza
        pacjentow,lecza "jakby mieli rentgen w oczach",byli jasnowidzami .Chodzi mi o
        to ,ze dlugotrwale dolegliwosci ,na ktore skarzy sie pacjent ,i nie
        skutkuje ,leczenie farmokologiczne,a moze ,lekarz wpadlby na pomysl i zlecil
        badania laboratoryjne.I ,tu jest sedno sprawy.
        A choroba postepuje i w niektorych przypadkach jest juz za pozno.
        Lekarz ma racje ,jak pacjent ,lekcewazy zalecenia ,
        pacjentma racje ,jak lekarz lekcewazy pacjenta.
        Naprawde nie wiecie co potrafia niektorzy lekarze ,przykladow o blednych
        diagnozach mozna mnozyc dlugo,ale jaki lekarz powie o tym drugiemu?
        Nie obrazajcie sie ,w kazdym srodowisku sa "czarne owce"
        Nie zawsze lekarz ma racje ,ale niektorzy potrafia sie do tego przyznac.
        A co z tymi co nie potrafia?
        Pacjenci,co biora jedna "miarka" wszystkich lekarzy,
        Lekarze co biora "jedna miarka",wszystkich pacjentow,
        Nie sa w porzadku
        • Gość: feline Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.dial.proxad.net 18.04.05, 11:50
          Smiem twierdzic, ze przyczyny sa conajmniej dwojakiego rodzaju.
          po pierwsze: ludzie (pacjenci) przede wszystkim nienawidza swojej choroby i to
          uczucie przelewaja na lekarza. Jesli na nieszczescie lekarz nie zyskuje ich
          zaufania, jest malo komunikatywny albo ma malo czasu, albo po prostu jest
          zmeczony to negatywne uczucie w stosunku do choroby jak w soczesce skupia sie
          na nim. Mozliwa jest tez reakcja przeciwna: z jakichs tam powodow miedzy chorym
          a lekarzem przeskakuje iskra zrozumienia i...rozpala uczucie uwielbienia a
          niektorych przypadkach wrecz ...milosci. czesto rownie ciezkie do zniesienia
          co pierwsze.
          Po drugie: w warunkach polskich dochodzi patologia spoleczna w dziedzinie
          panstwowego systemu ochrony zdrowia, ktora powoduje, ze niewtajemniczone w
          detale tego chorego systemu spoleczenstwo wszelkimi winami za jego zle
          funkcjonowanie obciaza lekarzy nie zauwazajac, ze sa oni tak samo jak i
          pacjenci systemu tego ofiarami.
          ....
          a po trzecie: wszedzie w swiecie istnieje drobny odsetek "czarnych owiec" w
          srodowisku, ktore na brak sympatii ze strony pacjentow sobie zasluzyly.
          • Gość: Magda1 Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.3vnet.pl 18.04.05, 13:28
            Oczywiscie ,ze masz racje we wszystkim,nie neguje tego.Pomimo ,ze nie jestem
            lekarzem,[a chcialam] ,jestem pelna podziwu ,dla tych lekarzy ktorzy zawod
            lekarza wykonuja tak jak byc powinno.Jezeli chodzi o pacjentow ,sa tacy jak
            piszesz .Widzisz tu klania sie psychologia,dlaczego sa tacy?
            Jedni pacjenci chca wiedziec "czarno na bialym" ,co im jest
            sa tez pacjenci ktorzy nie chca wiedziec
            Jedni pacjenci umia zaakceptowac chorobe i nauczyc sie z nia zyc
            drudzy nie umia i zadaja sobie pytanie dlaczego ich to spotkalo itd,
            chodzi mi tu o choroby nieuleczalne
            lub tak zaawansowane,przewlekle.W tym wypadku winie dwie
            strony ,lekarzy ,ktorzy nie umia dopatrzyc sie prawdziwej przyczyny chorobowej
            i tez pacjentow ,ktorzy lekcewaza ,sobie poczatkowe objawy ,lecza sie sami ,a
            gdy nie ma juz ratunku obarczaja wina lekarzy i tak moglabym pisac bez konca.
            Moze tak na koniec kto ma racje tylko pod tym wzgledem ,zawsze beda za i
            przeciw.

            • Gość: lekarka po dyżurze Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.chello.pl 18.04.05, 15:01
              Dobrze, że nie zostałaś lekarzem, bo do wszystkich wytykanych nam wad dodano by
              jeszcze jedną - brak znajomości ojczystego języka.
              P.S. UMIEJĄ, UMIEJĄ - nie "umią" !
              • Gość: Feline Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.dial.proxad.net 18.04.05, 15:43
                nawiazujac do mojego poprzedniego postu:
                - po czwarte: za wypowiedzi jak mta mojej kolezanki po dyzurze. ja po dyzurze
                odsypiam, co mi pomaga uniknac przelewania moich frustracji na Bogu ducha winne
                otoczenie. Bledy ortograficzne zreszta zauwazylam tez w kilku wypowiedziach
                nadzer uczonych kolegow a nawet i nauczycieli z tego forum.
              • Gość: Magda1 Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.3vnet.pl 18.04.05, 15:50
                A Ty lekarko po dyzurze masz jeszcze sile sprawdzac bledy? Noc byla spokojna?
                Moze wezmiesz dodatkowy etat w szkole ?-vice versa
                I tu widzicie wszyscy lekarze ,jak Pani doktor ,postepuje i wydaje opinie na
                temat osoby ,ktora nie zna,na podstawie pisowni?
                Tak znam lekarzy ktorzy robia bledy ,pisza nieczytelnie i co z tego?
                Pani doktor po dyzurze ,wejdz sobie na forum-neurochirurgia ,tam jest pewien
                lekarz "To Mi", tam dopiero zobaczysz i bedziesz miala "pelne rece roboty "do
                sprawdzania bledow i dolaczysz do grona pacjentow ktorzy go krytykuja ,ja
                niestety do nich nie naleze.
                Naprawde to bedzie przelom ,a moze wiecej lekarz i pacjent
                A tak na koniec
                Jest takie powiedzenie"ludzie wyksztalceni posiadaja wiedze,a nie zawsze rozum"
                Oczywiscie to kieruje tylko do Pani doktor po dyzurze!

              • Gość: tricolour Do lekarki... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.05, 21:42
                I tak oto dość tanio sprzedałaś swoją skórę. Ktoś popełnił błąd, Ty MUSIAŁAŚ
                oczywiście "poprawić", bo jak można trzymac język za zębami? Niemożliwe!

                Oczywiście można było wytknąć błąd, ale po co taka minimalizacja? Najlepiej
                zarzucić brak znajomości języka ojczystego. Tak ogólnie, całościowo.

                • Gość: marcin a ja robie błedy!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.04.05, 23:21
                  ja robie straszne błedy ortograficzne i wcale nie uwazam abym z tego powodu był
                  złym lekarzem. mam ciekawsze zajecia niz sleczenie nad słownikiem.nie jestem z
                  tego dumny ale ale nie spedza mi to tez snu z powiek. Jka ktos nie chce sie
                  leczyc u doktora z dysortografia to jego strata nie moja. :-)
                  poza tym oskarzano mnie juz o takie zeczy ze błedy to maly pikus.czasami mam
                  wrazenie ze nienawidza mnie za sam fakt bycia doktorem.
                  • tricolour Mylisz sie bracie ! 20.04.05, 00:13
                    Jak ktoś sie nie chce leczyć u Ciebie, to Twoja strata. Bo to Ty zyjesz z
                    leczenia.
                    Pacjent może sobie pójść i zapłacić komu chce...
                    • Gość: marcin Re: Mylisz sie bracie ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.05, 01:00
                      i tu sie mylisz.pacjent który ocenia fachowasc lekarza na podstawie ortografii
                      postepuje głupio i to Jego strata ze stosujac niemerytoryczne kryteria
                      pozbawia sie fachowej pomocy.
                      poza tym mimowolnie lub specjalnie nazwales mnie złodziejem.Wynika to jak
                      mniemam z twojej ignorancji w sprawach obowiazujacego w polsce systemu opieki
                      zdrowotnej.W tak zwanej prywatnej słuzbie zdrowia nikt nie pracuje ponizej
                      kosztów bo zwyczajnie bankrutuje. Ale w publicznej to juz inna sprawa- szpitale
                      pracuja sa własnie tymi pajacami pracujacymi za stawki ponizej kosztów i stad
                      biora sie ich długii a jesli ktos kogos okrada to robia to dyrektozy tychze
                      szpitali płacac swojemu personelowi grubo ponizej realnej wartosci jego
                      pracy.Zapytasz zapewne czemu wobec tego tez personel sie na to godzi . otóz
                      jest wiele przyczyn brak innej mozliwosci, brak kompetencji, przyzwuczajenie ,
                      brak zaradnosci zyciowej czasami troska o dobro pacjenta, powołanie itp itd.
                      Wazne jest ze dzieki te naiwnosci masz mozliwosc leczenia sie. Hyba ze cCiebie
                      to nie dotyczy i stac cie na leczenie "prywatne" lub za granica.Ale szczerze
                      watpie bo nie chodzi tu o grype czy nawet wyciecie wyrostka ale chociazby by-
                      pass.pozdrawiam
                      • Gość: Magda1 Re: Mylisz sie bracie ! IP: *.3vnet.pl 20.04.05, 08:05
                        Dobrze, że nie zostałaś lekarzem, bo do wszystkich wytykanych nam wad dodano by
                        jeszcze jedną - brak znajomości ojczystego języka.
                        P.S. UMIEJĄ, UMIEJĄ - nie "umią" !
                        • Gość: Magda1 Re: Mylisz sie bracie !-do Marcinka IP: *.3vnet.pl 20.04.05, 08:16
                          Dobrze, że nie zostałaś lekarzem, bo do wszystkich wytykanych nam wad dodano by
                          jeszcze jedną - brak znajomości ojczystego języka.
                          P.S. UMIEJĄ, UMIEJĄ - nie "umią"

                          Marcinku sie mylisz ,te wyzej slowa sa lekarki po dyzurze ,to wlasnie lekarz
                          zwrocil uwage pacietowi ,ze nie zna iezyka oiczystego.
                          Mi to za pzeproszeniem "wisi" ,nie zwracam uwagi na bledy .
                          Ale rzeby lekarka po dyrzorze miala na kim "psy wieszac",zrobilam ,pare bykuw
                          nieh sprawdzi i publicznie ,sie nasmiewa.
                          Sory za wczesniejszy post
                      • Gość: tricolour Nieprawda ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.05, 15:54
                        Ja Ciebie złodziejem nie nazwałem. Jeżeli nazwałem, to pokaż gdzie - wtedy
                        przeproszę.
                        A może Ty po prostu poczułes się złodziejem, a to juz inna sprawa...
                        • Gość: marcin do tricolour IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.05, 11:32
                          Szanowny tricolour. Raczyłes wysnuc wnioski ze osoba która pracuje ponizej
                          kosztów musi krasc( odsyłam do twojego postu) Ja pracujac w szpitalu pracuje
                          własnie " ponizej kosztów" wiec, zgodnie z twoim rozumowaniem musze krasc ergo
                          jestem złodziejem. I nie ma to nic wspólnego z moimi odczuciami a jedynie z
                          przeprowadzonym przez Ciebie rozumowaniemlogicznym (?). A moze odniusł bys sie
                          do pozostałej czesci mojego postu? Czy zabrakło racjonalnych argumentów na
                          poparcie Twojej tezy o przyczynak podłej kondycji opiweki zdrowotnej w Polsce??
                    • Gość: Swan Ganz Re: Mylisz sie bracie ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.04.05, 17:22
                      Dr Marcin jest usypiaczem. Podobno czasami udajem mu się nawet obudzić !! :).


                      Tak więc wielokolorowy brcie - mylisz się.
                      • Gość: marcin Re: Mylisz sie bracie ! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.05, 11:36
                        swieta prawda!! Tylko jedno sprostowanie: NFZ płaci tylko za usypianie za
                        budzenie trzeba dopłacic. :-)
                        pozdrowienia
                  • Gość: gośka Re: a ja robie błedy!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.04.05, 11:58
                    a co mnie obchodzi to czy lekarz robi błędy czy nie dla mnie ważne jest aby był
                    dobrym fachowcem i miał ludzkie podejście do pacjentów przecież to jest
                    najważniejsze co z tego że będzie pisał poprawnie a nie będzie wiedział co mi
                    zapisać żeby pomogło.Uważam że większość lekarzy jest naprawde dobrymi
                    fachowcami ale jak wiadomo łyzka dziegciu psuje wszystko pozdrowienia dla
                    lekarzy
              • Gość: Magda1 Re: Dlaczego pacjenci tak bardzo nienawidzą lekar IP: *.3vnet.pl 20.04.05, 08:30
                Gość portalu: lekarka po dyżurze napisał(a):

                > Dobrze, że nie zostałaś lekarzem, bo do wszystkich wytykanych nam wad dodano
                by
                >
                > jeszcze jedną - brak znajomości ojczystego języka.
                > P.S. UMIEJĄ, UMIEJĄ - nie "umią" !

                Mialo byc tak ,musze wypprostowac sytuacje,nie chce ,zeby lekarka posadzila
                mnie ,ze posluguje sie jej cytatami

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka