Dodaj do ulubionych

Chore dziecko - strata dziecka

IP: *.com.pl 27.05.05, 17:47
Drodzy "mądrzy" lekarze wejdżcie proszę na to forum. Może coś zrozumiecie.
Nie jesteście pępkiem świata. Jestem pielęgniarką i jak czytam wasze opinie -
ręce opadają. Zajmijcie się proszę leczeniem a nie własną nieudolnością i
odgrażaniem się, że wyjedziecie. Albo już lepiej wyjedżcie a ratowaniem życia
zajmą się lekarze z prawdziwego zdarzenia.

Chore dziecko - sprawa dziecka.
Obserwuj wątek
    • Gość: Patryk Re:"Ciotka Dobra Rada" ? IP: *.oc.oc.cox.net 27.05.05, 18:14
      Sześć zdań postu i ani kawałka treści.Tylko takie ble...ble...ble.
      To może chociaż jakiś jeden konkret-np.napisz co rozumiesz przez pojęcie "lekarz
      z prawdziwego zdarzenia".Plus "pielęgniarka z prawdziwego zdarzenia".Jestem ciekaw.
      • Gość: dracena Re:"Ciotka Dobra Rada" ? IP: *.chello.pl 03.06.05, 14:01
        Czy możesz wyrazić się jasniej? Nie rozumiem o co Ci biega.
    • Gość: doc Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.salbis.pnet.com.pl 27.05.05, 18:21
      Mi ręce opadły przy Twoim poście.
      Co ma nam dać forum "chore dziecko-strata dziecka" ?
      Czy myślisz że jesteśmy odizolowani od tej problematyki
      Póki co na tym forum mądrzą się nie-lekarze i to oni zdają się tkwić
      w przekonaniu o byciu pępkiem świata.
      Nieudolność niektórych pielęgniarek dorównuje nieudolności lekarzy - też znam
      nieudolnych i sam pewnie niejednokrotnie nieudolny bywam. Takie jest życie na
      tym świecie.
      P.S. kilka lat temu zmarło mi dziecko przy porodzie. To na wszelki wypadek,
      gdybyś chciała mi zarzucić małostkowość, że nie wiem o czym mówię i tym podobne
      abstrakcyjne zarzuty.
      • Gość: doc Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.salbis.pnet.com.pl 27.05.05, 18:22
        dla jasności moje dziecko a nie przy porodzie
        który odbierałem, bo nie odbieram. Nie wyraziłem się jasno
    • Gość: docuk Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.server.ntli.net 27.05.05, 23:10
      Rzeczywiście nijak sie do tego przypiąc nijak przyłatać. Takie ble ble.
      Co rozumiesz przez lekarze z prawdziwego zdarzenia no i oczywiście pilęgniarka
      z prawdziwego zdarzenia.?
      Znowu bredzenie - widac uniwersalizm pewnych treści dotyka bez względu na
      uprawiany zawód i warunki w jakim sie je uprawia.
      Nie musze wchodzić na żadne forum o stracie dziecka, chyba że będzie o adopcji.
      Na temat mogę wiele powiedzieć.Na temat wyjazdu zagranicę również.
      Pustosłowie i slogany
      Nudna próba prowokacji.
      Wymyśl coś lepszego, albo daj sobie spokój.
      • Gość: Swan Ganz No właśnie - adopcja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 12:19
        Powiedz Docuk ( tylko poważnie :)) ) dlaczego w Polsce procesy adopcyjne
        idą "jak po grudzie"??? Konkretnie chodzi mi o utrudnienia prawno-formalne dla
        potencjalnych "nowych rodziców" szczególnie w przypadku gdy rodzice nie są
        polską rodziną??
        A zupełnie przy okazji - co sądzisz o ewentualnych prawach adopcyjnych par
        homoseksualnych.

        A tym wątkiem wyżej nie warto się zajmować. Z tej prostej przyczyny, że jak
        ktokolwiek chce poznać przyczyny istniejącej sytuacji w polskiej służbie
        zdrowia to może poczytać sobie wcześniejsze wątki. Nie ma potrzeby by się
        powtarzać dla każdego nowego frustrata.
        • Gość: Swan Ganz Re: No właśnie - adopcja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.05, 13:00
          Uzupełniam bo obawiam się, że byłbyś gotów "opatrznie" mnie zrozumieć. Wręcz
          już widzę jak sobie po mnie "jedziesz" :))))

          O homoseksualistów pytam w nadzieji na "podrzucenie" mi argumentów przeciw
          takiej możliwości. Na potrzeby prowadzonej w innym miejscu dyskusji. Generalnie
          stoię na stanowisku, że skoro tak mało wiemy o przyczynach bycia "homo" to póki
          co profilaktycznie adopcja taka nie powinna być dozwolona.

          • Gość: docuk Re: No właśnie - adopcja IP: *.server.ntli.net 29.05.05, 14:38
            Wiesz kilka rzeczy. Na początek: staram się po nikim nie jechać tylko opisywać
            to czuje i nie wartościować . Staram sie również nie rzucać epitetami na prawo
            i lewo. Zasłona komputera i anonimowość nie powinny być przyzwoleniem na taki
            styl. Niestety są one pokusą i zachętą.Dobra zostawmy ten temat.
            Jeżeli chodzi o adpocje to w Polsce sytuacja nie wygląda tak najgorzej. Polskie
            przepisy umożlwiają adoptowanie dziecka już po 6 tygodniach od jego narodzin. W
            UK sprawy wygladają gorzej i czekanie jest o wiele dłuższe. Nie wiem jak jest
            gdzie indziej.
            Proces przystosowania do adopcji nie jest wcale taki długi i trudny w Polsce.
            Zanim adoptujesz dziecko przechodzi sie proces oswajania i szkolenia na rodzica
            adpocyjnego. Trwa on kilka miesięcy to raz. Dwa czas jaki upływa od zakończenia
            tego procesu do adopcji jest różny. Tutaj prawo do aborcji nie ma znaczenia.
            Niby polskie prawo powinno powodować że dzieci do adopcji będzie więcej ale tak
            nie jest: wystarczy poczytać historie o podziemiu adopcyjnym i "usuwaniu" ciąży
            w piątym miesiącu. W kraju w którym aborcja jest nażyczenie syatcja jest
            jeszcze gorsza gdyż można zrobić to legalnie w świetle prawa.
            Jeśli chodzi o adopcje przez pary homoseksulane w zupełności sie z tobą zgadzam
            z podejściem do tematu.Adopcja przez homoseksualna pare trochje sie nie mieści
            w moim systemie wartości
            • Gość: Swan Ganz Re: No właśnie - adopcja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.05.05, 16:17
              spokojnie Docuk. Niepotrzebnie się unosisz. To, że czasami wykonam
              jakąś "figurę stylistyczną" celem podkoloryzowania czy uplastycznienia
              wypowiedzi nie oznacza przecież, że jestem tępym złośliwcem. Prawda??

              A poza tym przecież Ty wiesz, że uważam Cie za inteligentnego Duchołapa z duzym
              poczuciem humoru. To dlatego czasem sobie pozwalam wykonać jakąś "figurę".....
              Po prostu lubię Cię. Co nie znaczy, że jak zbłądzisz to oszczędzę :)))))

              Pozdrawiam
              • Gość: docuk Re: No właśnie - adopcja IP: *.server.ntli.net 29.05.05, 17:00
                > spokojnie Docuk. Niepotrzebnie się unosisz. To, że czasami wykonam
                > jakąś "figurę stylistyczną" celem podkoloryzowania czy uplastycznienia
                > wypowiedzi nie oznacza przecież, że jestem tępym złośliwcem. Prawda??
                Absolutnie nie uważam cię za tępego złośliwca, wręcz przeciwnie. Twoje poczucie
                humoru mi w zupełności odpowiada. Początek mojej wypowiedzi nie był kierowany
                do Ciebie ani obok Ciebie to raz, dwa ze nadal podtrzymuje teze o anonimowości,
                która ludziom roziwązuje ręce i jest pokusą dla bezkarności i braku ponoszenia
                konsekwencji swojej wypowiedzi.
                "Co nie znaczy, że jak zbłądzisz to oszczędzę :)))))"
                Błądzenie jest rzeczą ludzką więc mi nie obcą. Oszczedzać nie musisz, bardzo
                chętnie będe stawał do obrony swoich przekonań mając Ciebie jako przeciwnika.
                > A poza tym przecież Ty wiesz, że uważam Cie za inteligentnego Duchołapa z
                duzym
                >
                > poczuciem humoru. To dlatego czasem sobie pozwalam wykonać jakąś "figurę".....
                No dziekuje, szczerze:-) Chyba za dużo komplementów na raz.Az się cały
                zczerwieniłem ze wstydu :-D i doprawdy nie wiem czym na nie zasłużyłem.
                Jeżeli chodzi o temat adopcji to uważam, że i tak wiele jeszcze przede mną w
                tym temacie. Dużo rzeczy jeszcze mnie czeka, dużo niewiadomych. Jedno jest
                pewne prawda i uczciwość to podstawa obojętnie jakiej relacji.Na tym staram się
                opierać swój codzienny dzień.

      • kingusi Re: Chore dziecko - strata dziecka 29.05.05, 22:28
        Może, najpierw należy się zastanowić, czy ten post to nie prowokacja. Każdy
        może się podać za pielęgniarkę, nie logując się. Dajcie spokój ,nie sądzę, żeby
        jakakolwiek znana mi na forum pielęgniarka, tak napisała.
        • agab51 Re: Chore dziecko - strata dziecka 02.06.05, 21:10
          a może to przede wszystkim matka, a dopiero potem pielęgniarka
          pozdrawiam
          aga
        • Gość: ADA Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.wroclaw.mm.pl 03.06.05, 09:54
          kingusi napisała:

          > Może, najpierw należy się zastanowić, czy ten post to nie prowokacja. Każdy
          > może się podać za pielęgniarkę, nie logując się. Dajcie spokój ,nie sądzę,
          żeby
          >
          > jakakolwiek znana mi na forum pielęgniarka, tak napisała.

          A dlaczego sądzisz, ze żadna pielęgniarka tak nie napisze?? Jeśli taka jest
          rzeczywistość wokół niej to co ona ma napisać?? Ty też jesteś zwolenniczką tej
          chorej solidarności zawodowej wśród białego personelu??
          • zorka7 Re: Chore dziecko - strata dziecka 03.06.05, 10:15
            Przy okazji:

            DLACZEGO


            Pozdrawiam, zorka
            ---
            Myszka
            ...i Jej historia
            • izabela371 Re: Chore dziecko - strata dziecka 03.06.05, 13:43
              Nie mogłam doczytać do końca, bo łzy same płynęły ciurkiem. Przeszłam podobną
              sytuację, ale mojej małej udało się. Trafiła na wspaniałych ludzi. Nikt nie
              dawał jej szans na przeżycie. teraz ma już prawie roczek i dobrze się rozwija -
              to jest prawdziwy cud.Modliłam się o nią i wszyscy życzliwi nam ludzie. Dzięki
              NIEJ uwierzyłam w cuda. Każdy lekarz, który czyta historie jej krótkiego życia
              mówi:"historia choroby nie pasuje do dziecka, to jest TO dziecko???" Jestśmy
              szczęściarzami....
          • kingusi Re: Chore dziecko - strata dziecka 04.06.05, 19:33
            Gość portalu: ADA napisał(a):
            A dlaczego sądzisz, ze żadna pielęgniarka tak nie napisze?? Jeśli taka jest
            > rzeczywistość wokół niej to co ona ma napisać?? Ty też jesteś zwolenniczką
            tej
            > chorej solidarności zawodowej wśród białego personelu??



            Nie, ale jestem zwolenniczką logowania się jeśli ktoś pisze w imieniu grupy
            zawodowej do której ja też należę.A prowokacji lekarzy podszywających się pod
            pielęgniarki na tym forum nie brakuje. Pzdr.
    • Gość: madzia Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 04.06.05, 20:43
      Dzien dobry! jestem lekarka , młoda -własnie rozpoczełam specjalizacje ,
      pracuję w klinice na oddziale dziecięcym , popołudniami jestem wolonatriuszem
      w hospicjum dziecięcym .Jestem zadowolona ze swojej pracy i na jej początku
      miałam duzo zapału.......,ale etraz mam go coraz mniej i niew eim na jak długo
      mi goz osatnie. Trace go jak słyszę,z etego badania nie można wykonac bo jest
      za drogie, a tego dziecka nie trzeba przyjmować bo po co? itp.ostatnio nawet
      dowiedzielismy się ,że po co hospicjum wyjazdowemu samochód ,ze dlaczego
      pielęgnairki i lekarze do małych cieżko chorych pacjentów nie jeżdżą tramwajami
      i autobusami, tylko cierkawe jak dojechac do pacjentów spoza miasta, do miejsca
      odległego np. o 80 km, albo w nocy itp. Jak się tego słucha to się zastanawiam
      czy system i to wszystko spowoduje ,ze poporządkuje sie temu wszystkiemu, czy
      będe dalej walczyć i padne pokonana, któregoś dnia.Pozdarwiam
      • Gość: Kaja Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.com.pl 07.06.05, 11:06
        Może była to mała prowokacja. Przyznaję, ale jak czytałam te posty wiecznie
        niezadowolonych, niedopłaconych lekarzy to chciało mi się dosłownie wyć z
        bezsilności. Pracuję na oddziale dziecięcym[onkologia],nie ma dnia bez jakiejś
        tragedi. Człowiek nie myśli wtedy o niczym innym tylko ciągle zadaje sobie
        pytanie: dlaczego ??? Dlaczego umierają dzieci, dlaczego lekarz sam mający
        dzieci nie chce podjąc się operacji trudnego przypadku, bo jak się nnie uda to
        popsuje mu to opinie u prof. i zaszkodzi w karierze.A może nie dostanie
        podwyżki. Czasami mam wrażenie ,że tym ludziom umyka to co najważniejsze w ich
        pracy. Dla nas pielęgniarek i niektórych lekarzy życie tych dzieci powinno być
        najwyższą wartością. Przecież to równie dobrze mogło być nasze dziecko. I co
        mam odpowiedzieć gdy podbiegają do mnie zrozpaczeni rodzice z pytaniem i jak
        siostro , czy nasze dziecko przeżyje? Odsyłam do lekarza najczęściej nie
        prowadzącego tylko mądrego i przystępnego...

        Chciałabym jeszcze odnieść się do postu pielęgniarki. Jak może pani napisać, że
        żadna z nas nie napisałaby czegoś takiego. Chyba rutyna zaślepiła panią do
        końca. Wbrew pozorom pielęgniarki to też ludzie i matki. Dla nas każdy pacjent
        nie może byc tylko kolejnym przypadkiem ale konkretnym człowiekiem z jego
        obawami i strachem o własne zdrowie, życie. Gdy w środku nocy tuli się do mnie
        3- letnia Ewelinka bo nie może wytrzymać z bólu, nie może nawet płakać tylko
        kwili jak małe przestraszone zwierzątko , to co robie jak pani myśli. Nawet
        przez głowę by mi nie przyszło iść sobie spać do dyżurki.

        Ci wszyscy, którzy poczuli się urażeni moją wypowiedzą niech sobie darują. I
        moze w końcu przestaną użalać się na swoje marne pensje. Droga pani doktor
        Madziu proszę niech pani nie traci zapału. Ja wiem, że system jest chory ale my
        ludzie służby zdrowia musimy być ponad tym. Pani również codziennie styka się
        ze śmiercią i zna ten ból gdy odchodzi kolejny pacjent. Życzę wytrwałości -
        wybrałyśmy trudne zawody . Ale w końcu to nasz wybór.

        Kaja
        • bozia2 Re: Chore dziecko - strata dziecka 07.06.05, 11:28
          Brawo Kaju,to wszystko właśnie tak wygląda.Chora solidarność.Czekam na taką
          ustawę,która by ustalała nie tylko zarobki białego personelu,ale i kryteria
          przyjmowania na studia medyczne i szkoły pielęgniarskie.Może miałyby to być
          testy psychologiczne,a może taki mały kursik w hospicjum lub właśnie wolontariat
          na onkologii.Wiem,zaraz mi się dostanie,ale duża część lekarzy,to po prostu
          ludzie,którzy wybrali ten zawód przypadkiem,a to niestety nie jest zawód taki
          jak inne-tu każda pomyłka kosztuje cudze życie.
        • Gość: docuk Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.server.ntli.net 07.06.05, 13:28
          > Ci wszyscy, którzy poczuli się urażeni moją wypowiedzą niech sobie darują. I
          > moze w końcu przestaną użalać się na swoje marne pensje.
          Zacznę od pensji - bo użalanie się na nia było Twoim głównym motywem
          prowokacji. Otóż ja się nie użalam bo nie mam na co, nie pracuje w Polsce więc
          nie mam powodów do narzekań.To pierwsze.
          Drugie dotknęła (a może raczej nie powinna) mnie Twoja wypowiedź, że lekarze
          nie mają prawdziwych i poważniejszych kłopotów niż wysokość swoich wynagrodzeń.
          Jest to oczywisty absurd i Ty jako osoba wrażliwa powinnaś mieć to na uwadze.
          Zaczynałem studia od pracy jako woluntariusz w hospicjum gdzie po raz pierwszy
          widziałem śmierć,skrajne cierpienie i gdzie dowiadywałem się czy będę sobie w
          stanie z tym poradzić. Skończyłem studia z wyróżnieniem, nostryfikowałem dyplom
          w USA i w końcu wyjechałem żeby pracować w Wlk Brytanii.
          W tak zwanym międzyczasie okazało się że nię będziemy z żoną mogli mieć dzieci.
          Podjeliśmy decyzje o adopcji.To była najważniejsza i najlepsza dezyja jaką
          mogłem podjąć w życiu. Wiesz dlaczego wyjechałem- wcale nie dlatego że chce
          spać na workach z pieniędzmi. Chce wynagrodzić tej małej istocie, która cudem
          uniknęła śmierci na śmietniku te chwile kiedy leżała przez 6 tygodni na
          oddziale noworodkowym i nikt jej nie przytulał a czasami (tu mowa o Twoich z
          kolei koleżankach "po fachu") nazywano ją per znajda. Chce jej to wszystko
          jakoś wynagrodzić chociaż wiem że nie w pełni moge.Tutaj pracując mam dla niej
          więcej czasu niżbym miał w Polsce i to (a nie pieniądze) jest w tej chwili dla
          mnie najważniejsze.I to ten czas a nie pieniądze jest tym czego ona potrzebuje
          najbardziej.Jak widzisz motywy są różne.
          Nie dziel świata na czarne i białe bo Ci nigdy to nie wyjdzie-tak po prostu nie
          jest. To że ktoś jest lekarzem niekonieczne oznacza że jest bezdusznym i
          wiecznie nienasyconym potworem. Rozumiem że obecna chora sytuacja w Poslce
          doprowadza do eskalacji napieć na linii pacjent-lekarz, dużo zarzutów można
          mieć co do przygotowania merytorycznego jak i psychologicznego do wykonywania
          zawodu lekarza w Polsce to fakt, o którym dopiero zaczyna się dyskutować.
          Rozumiem również Twoją gorycz bo pracujesz na najtrudniejszym z możliwych
          oddziałów gdzie obciążenia psychiczne przekraczają dopuszczalne dla
          przeciętnego człowieka granice.Masz prawo bo otacza Cie chory system, który nie
          tylko nie potrafi docenić Twojego wkładu emocjonalnego i zaangażowania ale
          jeszcze Cie dodatkowo karze.Jeżeli jest prawdą to co piszesz to podziwiam Twoje
          oddanie.
          To tyle bo jeszcze długo by pisać.
          Nie bede Ci udzial rad co masz zrobić ze swoim stresem, napewno prowokacje nic
          dobrego Ci nie dadzą. "Podkręcą" niepotrzebnie Twoje emocje i wcale nie
          będziesz sie potem czuła lepiej.
          • Gość: Kaja Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.com.pl 07.06.05, 22:44
            Drogi docuk, jak napisałam wcześniej nie uważam, że są tylko zli lekarze albo
            złe pielęgniarki. Sama pracuję z wieloma wspaniałymi oddanymi swej pracy
            lekarzami. Ja odniosłam się jedynie do tych narzekających na forum lekarzy -
            goniących za pieniędzmi i narzekających na pacjentów [że im śmierdzą , czy
            wymagają za wiele]. Niestety chory pacjent nie pachnie markową woda kolońską
            tylko potem . Ale to jego prawo - a co czulszym nosom proponuję przysłowiową
            klamerkę na nos lub pracę w perfumerii. Tu jestem trochę złośliwa - właśnie
            wróciłam z dyżuru i jestem zmęczona ale też zadowolona. Wypisaliśmy dziś do
            domu małego Adasia, który pokonał nowotwór. Teraz tylko trzymamy kciuki aby na
            zawsze .Takie rzeczy nastrajają człowieka optymistycznie.

            Pozdrowienia dla pani Agaty [mamy Adasia]. Będziemy nadal panią wspierać i
            modlić się aby nie było recesji. Adaśku wracaj do zdrowia.

            Kaja i siostra Monika
            • Gość: Kaja Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.com.pl 07.06.05, 22:52
              Do pani Agaty
              Wiem, że odwiedza pani często to forum dlatego chcę przekazać pozdrowienia od
              doktora Mazura [nie miał dziś rano dyzuru]. On również bardzo zżył się z
              Adasiem i kategorycznie zabronił mu wracać na oddział, chyba żeby odwiedzić
              kolegów.
            • franc_tireur Re: Chore dziecko - strata dziecka 07.06.05, 23:07
              Są ludzie i ludziska, różne ich maści i rodzaje. Spośród wszelkich typów jednym
              z bardziej obrzydliwych wydaje mi się taki, który jest dobroczynny i skłonny do
              poświęceń aż do mdłości, ale nie z powodu imperatywu moralnego, co to każe mu
              pomóc tylko żeby tą swoją chorągiewką świętej dobroci zamachać innym przed nosem
              i poczuć się trochę od reszty lepszym. "Popatrzcie jaki ze mnie dobry człowiek"
              - pokazuje przy byle okazji, chętnie kontrapunktując to pełnym dezaprobaty
              spojrzeniem na tych, co to się tak jak główny bohater nie garną do pomagania,
              przynajmiej w jego mniemaniu.

              Czy Pani do takich ludzi należy, Pani Kaju? Nie znam pani dobrze, więc nie mam
              podstaw, żeby tak sądzić.

              Czy Pani jednak siebie zna?
              • Gość: Kaja Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.com.pl 07.06.05, 23:27
                Pani myli pojęcia. Ja się nie poświęcam ani nie czuję się lepsza od innych. Ja
                tylko dobrze staram się wykonywać swoją pracę jak wielu innych ludzi. A jeżeli
                wydaje się pani obrzydliwa to juz pani problem. Kocham mój zawód i nie zapadłam
                jeszcze na naszą chorobę zawodową zwaną - rutyną lub znieczulicą. Ja nie
                pomagam ja wykonuję tylko swój zawód najlepiej jak potrafię. A tak na
                marginesie skąd ten atak? Może gdybym żądała łapówek, opryskliwie traktowała
                pacjentów to mieściłabym się w ogólnie przyjętych ramach państwowej służby
                zdrowia.
            • Gość: młody lekarz Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.chello.pl 08.06.05, 00:57
              > Ja odniosłam się jedynie do tych narzekających na forum lekarzy -
              > goniących za pieniędzmi i narzekających na pacjentów [że im śmierdzą , czy
              > wymagają za wiele]. Niestety chory pacjent nie pachnie markową woda kolońską
              > tylko potem . Ale to jego prawo - a co czulszym nosom proponuję przysłowiową
              > klamerkę na nos lub pracę w perfumerii.

              Wiesz, ja widziałem wielu chorych, którzy się myją. Jest smród wynikający z
              choroby - nigdy mnie nie raził. Jest smród wynikający z bycia flejtuchem - i ten
              mnie razi. I myślę, że podobnie jest z większością lekarzy.

              Ja przepraszam, ale jak mi przy wejściu na salę (wszyscy pacjenci chodzący)
              zajeżdża gównem, moczem i smrodem niemytych chyba od miesiąca genitaliów to mam
              prawo się oburzać nawet, jeśli jestem lekarzem. To akurat nie u mnie w pracy, a
              taka mała impresja po wizycie u znajomego, który leży w szpitalu.
        • Gość: młody lekarz Re: Chore dziecko - strata dziecka IP: *.chello.pl 08.06.05, 00:48
          Te pensje na normalnym poziomie są nam potrzebne - lekarzom i pielęgniarkom. Ci
          z nas, którzy nie są psychopatami (czyli większość), przeżywają to, co widzą w
          pracy. Przeżywają relacje z pacjentami, ich cierpienie. Godna pensja jest nam
          potrzebna m. in. do tego, byśmy mogli się zregenerować. Także do tego, żebym w
          pracy mógł się skupić nad pracą, a nie nad zastanawianiem się, jak tanio dziś
          ugotować kolację.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka