Dodaj do ulubionych

"Co my tu mamy?"...

24.06.05, 20:31
Te słowa padające z ust lekarza świadczą (takie mam wrażenie), że widzi on
jedynie "jednostkę chorobową" a nie człowieka chorego na cośtam.
Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że lekarz musi zachowywać dystans
i każdy robi to na swój sposób.
Bo pacjenci są przecież różni - oprócz tych "po kilku piwach"
i tych "nieumytych na umówioną wizytę" zdarzają się czasem...inni :-)

Czy lekarzowi zdarza się płakać, gdy nie uda mu się utrzymać pacjenta
przy życiu?

Baba (która się naoglądała "Na dobre i na złe" ;-)
Obserwuj wątek
    • coitusik kazdy lekarz ma swoja alejke na cmentarzu ........ 24.06.05, 21:19
      taki zawod:)
    • Gość: doc Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.salbis.pnet.com.pl 24.06.05, 21:22
      Typowe podejście, na szczęście podbarwione refleksją.
      A dlaczego nie rozumieć takiego tekstu (oczywiście wygłoszonego życzliwie, i
      nie na wejściu) jako próby zmniejszenia dystansu, rozluźnienia stresu jakim
      zawsze jest choroba i kontakt z lekarzem ? Dlaczego automatycznie każdemu
      zachowaniu lekarza przydawany jest aspekt lekceważenia, chamstwa,
      przedmiotowego traktowania? Ludzie, poluzujcie trochę. Choćby dla siebie. Bo
      jeśli wszyscy z takim napięciem przeżywają relację z lekarzem, to wyniki
      leczenia nie będą za dobre. Nie z winy lekarzy.
      Swoją drogą, ciekawe, co my tu mamy ;-))
      • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 24.06.05, 23:01
        Gość portalu: doc napisał(a):

        > Dlaczego automatycznie każdemu
        > zachowaniu lekarza przydawany jest aspekt lekceważenia, chamstwa,
        > przedmiotowego traktowania?

        Nic takiego z mojej wypowiedzi nie wynikało. Dlaczego
        automatycznie przypisujesz każdemu zastanowieniu się nad jakimś zachowaniem
        lekarzy automatyczne przydawanie aspektu lekceważenia, chamstwa,
        przedmiotowego traktowania? (tu uśmiech niepewny przesyłam :-)


        > Swoją drogą, ciekawe, co my tu mamy ;-))

        Ponoć "ciekawy" przypadek.
        (może padnie rekord oglądalności?;-))))

        Baba (odnosząca wrażenia a nie automatycznie przydająca ;-)
        • Gość: doc Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.salbis.pnet.com.pl 25.06.05, 17:15
          Napisałaś:"Te słowa padające z ust lekarza świadczą (takie mam wrażenie), że
          widzi on jedynie "jednostkę chorobową" a nie człowieka chorego na cośtam".

          A potem
          > Nic takiego z mojej wypowiedzi nie wynikało. Dlaczego
          > automatycznie przypisujesz każdemu zastanowieniu się nad jakimś zachowaniem
          > lekarzy automatyczne przydawanie aspektu lekceważenia, chamstwa,
          > przedmiotowego traktowania?

          Owszem, co do oceny jako chamstwa nie odnosi się do Ciebie, a jest uwagą
          ogólną, ale czy pierwszy cytat jednoznacznie nie wskazuje na zrozumienie
          owego "co my tu mamy" jako lekceważenia i przedmiotowego traktowania?
          Wydawało mi się, że znam polski...
          • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 22:05
            Gość portalu: doc napisał(a):

            > Owszem, co do oceny jako chamstwa nie odnosi się do Ciebie, a jest uwagą
            > ogólną, ale czy pierwszy cytat jednoznacznie nie wskazuje na zrozumienie
            > owego "co my tu mamy" jako lekceważenia i przedmiotowego traktowania?
            > Wydawało mi się, że znam polski...

            Mnie też się wydawało, że znam...:-(
            Napisałam, że "mam wrażenie" ale "zdaję sobie sprawę" (czyli rozumiem) że
            prawdopodobnie jest inaczej.
            Na moje emocje raczej wpływu nie mam. Na sposób ich okazywania - i owszem.
            Jeśli mnie coś boli - to chciałabym się upewnić, czy "boli, bo się goi",
            czy raczej "bo się gnoi".

            Eeech...

            Baba_ze_wsi (jak zwykle nikt mnie nie rozumie :-(
            • Gość: kanciasty Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 22:35
              Niektórzy rozumieją o co Ci chodzi.
              Niektórzy choć zrozumieją, to tego nie okażą, bo wstydzą się przyznać, że
              wcześniej nie rozumieli...
              Nieomylność jest chorobą.
              • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 23:03
                Gość portalu: kanciasty napisał(a):

                > Niektórzy rozumieją o co Ci chodzi.
                > Niektórzy choć zrozumieją, to tego nie okażą, bo wstydzą się przyznać, że
                > wcześniej nie rozumieli...
                > Nieomylność jest chorobą.

                Kanciasty, powiedziałeś (nie wiem, czy świadomie) coś niesamowitego.
                Że choroba(nieważne, jaka) może (powinna?!) być powodem do wstydu.
                Uświadomiłam sobie, że tak właśnie jest: wstyd mi, że jestem chora, wstydzę się
                przyznać, nawet bliskim osobom, że mnie coś boli...
                Muszę to sobie przemyśleć.

                Baba (zawstydzona powodem wstydu)
                • Gość: kanciasty Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.05, 00:13
                  Choróbsko nie powinno być powodem wstydu, bo nie zależy (w większości
                  przypadków) od naszej woli.
                  Trwanie w chorobie, unikanie leczenia - jak najbardzej.
              • Gość: doc Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.salbis.pnet.com.pl 25.06.05, 23:58
                > Niektórzy rozumieją o co Ci chodzi.
                > Niektórzy choć zrozumieją, to tego nie okażą, bo wstydzą się przyznać, że
                > wcześniej nie rozumieli...

                A co z tymi, co faktycznie zrozumieli źle wypowiedź, pomimo że zauważają
                istnienie problemu?
                A co z tymi, co rozumieją (np to co Baba ma na myśli), ale cały czas wydaje im
                się, że zbyt łatwo i zbyt jednoznacznie intepretuje się pewne zachowania i
                pewne wypowiedzi? Jesteś inteligentny, więc domyślisz się co mam na myśli
                pisząc te zagadkowe zdania.

                • Gość: kanciasty Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.05, 00:11
                  Są TEŻ takie słowa jak:
                  nie wiem, nie rozumiem, przepraszam, to moja wina, zaniedbałem itp.

                  Ja np NIE WIEM, czy dobrze robię, pohukując na Was zza krzaka. Liczę się z
                  bacikiem gdy przesadzę...
                  • Gość: doc Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.salbis.pnet.com.pl 26.06.05, 11:10
                    Wyrażenia "nie wiem" używamy prawie codziennie, także w rozmowie z pacjentami.
                    To nie wstyd- pisaliśmy już o rozwoju wiedzy medycznej, o tym, że nie mamy
                    technicznej specyfikacji człowieka, zatem nasza wiedza o nim jest nieporównanie
                    gorsza od wiedzy mechanika o samochodach, czy pana od pralek o pralkach. Nie
                    wiemy i mówimy to bardzo często.

                    "nie rozumiem" - jak wyżej

                    "przepraszam" - to chyba oczywiste, sam mówię i słyszę od kolegów. W rozmowie z
                    pacjentem zdarza się rzadziej- jeśli wiesz co robisz, to niezależnie od wyników
                    leczenia to słowo jest nie na miejscu. Ale jakże często mówimy "przykro mi".

                    wychodzi na to, że nie tylko Ty znasz te słowa, ta medyczna hołota też ;-).
    • Gość: vlad Re: "Co my tu mamy?"... IP: 80.53.237.* 24.06.05, 21:42
      Co my tu mamy....
      Często to pada.
      Ale w tej pracy należy zachować dystans , inaczej zwariujesz , wpadniesz w dragi
      albo w alko albo w pracoholiczny ciąg przez który cierpi rodzina. Wiesz ile
      małżęństw lekarskich ma problemy rodzinne, jak czsto kończy sie to rozwodem?
      kilka miesięcy temu w gazecie Lekarskiej była taka analiza statystyczna.
      Przekraczamy w tym zakresie średnią .
      Dystans do chorego nie oznacza braku empatii, współczucia. To jest poprostu
      konieczne dla zachowania własnego zdrowia psychicznego.
      Czasem to trudne. Dyzur w ub. tygodniu: przychodzi pacjentka , prowadzona przeze
      mnie. 37 lat , pierwsza ciąża po IVF (in vitro). 36 tydzień. Brak akcji serca.
      była 3 tygodnie wcześniej i wszytko było OK. Mało mnie szlag nie trafiL.
      DLACZEGO????? Czy coś przeoczyłem przy poprzedniej wizycie? Nie wiem i nie będę
      wiedzieć. Muszę analizować to w kategorii "przypadku" . Inaczej był zwariował.
      Vlad

      • Gość: Nocny Piotruś Re: "Co my tu mamy?"... IP: 81.219.249.* 24.06.05, 22:14
        >Czy lekarzowi zdarza się płakać, gdy nie uda mu się utrzymać pacjenta
        przy życiu?

        Czy księdzu zdarza się płakać na pogrzebie parafianina, dla którego nie wymodlił
        łaski u Najwyższego...?
        • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 24.06.05, 22:52
          Gość portalu: Nocny Piotruś napisał(a):

          > Czy księdzu zdarza się płakać na pogrzebie parafianina, dla którego nie
          wymodlił
          > łaski u Najwyższego...?

          A czy to widać już na pogrzebie, że parafianin do piekła trafił? ;-)
          • coitusik widac, ale przeplacony klecha..... 24.06.05, 23:03
            niby tego,
            nie zauwaza,
            • baba_ze_wsi to faktycznie... 24.06.05, 23:19
              ...problem nie lada.

              (W sam raz na wątek na jakieś forum cmentarne ;-)
        • marzenia11 Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 00:39
          A jednak to kiepska analogia.. MOże brakuje mi wiary a może jednak mozliwość
          wpływu na.. (sprawę) u lekarza i księdza jest zdecydowanie różna, chocby
          właśnie z powodu tego, że ksiądz pracuje w obszarze wiary a lekarz wiedzy (a
          przynajmniej tak mi sie wydaje).
          Wydaje mi się, że ludzką rzecza jest zapłakać zarówno księdzu jak i lekarzowi,
          no chyba że jest mężczyzną (lekarz), bo przecież "prawdziwi mężczyźni nigdy nie
          płaczą" :))
      • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 24.06.05, 23:13
        Gość portalu: vlad napisał(a):

        > Wiesz ile
        > małżęństw lekarskich ma problemy rodzinne, jak czsto kończy sie to rozwodem?
        > kilka miesięcy temu w gazecie Lekarskiej była taka analiza statystyczna.
        > Przekraczamy w tym zakresie średnią .

        Ciekawe, czy ta "analiza statystyczna" brała pod uwagę zawód współmałżonka?
        Jakiś czas temu byłam częstym gościem w domu, w którym brat Gospodarza
        był lekarzem. Lubił opowiadać o swoich "przypadkach". Rozwiódł się szybko
        z żoną nie-lekarką, obecna już "z branży" :-)

        Baba (z życzeniami dobrej nocy :-)))
        • Gość: Nocny Piotruś Re: "Co my tu mamy?"... IP: 81.219.249.* 24.06.05, 23:26
          No to, kierując się Twoją, Babo, logiką... czemu lekarz ma płakać, skoro ksiądz
          nie płacze ? Może pacjent jest w niebie...?
          • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 24.06.05, 23:34
            Gość portalu: Nocny Piotruś napisał(a):

            > No to, kierując się Twoją, Babo, logiką... czemu lekarz ma płakać,
            > skoro ksiądz nie płacze ? Może pacjent jest w niebie...?

            Nie nie - Twoja logika niewiele ma wspólnego z moją.

            Poza tym - moje pytanie nie było zarzutem, a Twoje tak.

            Baba (nastawiona wyłącznie pokojowo :-)
            • Gość: Nocny Piotruś Re: "Co my tu mamy?"... IP: 81.219.249.* 25.06.05, 00:01
              >"Nie nie - Twoja logika niewiele ma wspólnego z moją."

              Masz rację. Boże, broń mnie przed babską logiką!
              Myślenie w tym kraju jest przywilejem nielicznych, przywykłem do tego...
              Różne są także ekonomie, różne statystyki, a jak Samoobrona dojdzie do władzy,
              to będą różne matematyki i dwa razy dwa pewnie będzie się równać dziesięć...

              Babo ze wsi ! Lekarz ma leczyć, od płaczu jest rodzina... No, chyba, że wolisz,
              żeby lekarz płakał, ale wtedy z kolei rodzina będzie musiała sama leczyć i nie
              wiem, czy to będzie dobre rozwiązanie...
              • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 09:29
                Gość portalu: Nocny Piotruś napisał(a):

                > Masz rację. Boże, broń mnie przed babską logiką!
                > Myślenie w tym kraju jest przywilejem nielicznych, przywykłem do tego...

                Powiem wprost: odnoszę niemiłe wrażenie, że Ty do tych "nielicznych" nie
                należysz... Wydajesz "wyroki" stereotypowo (przynajmniej jeśli chodzi o forum)
                Mam tylko nadzieję, że forum nie jest prostym odzwierciedleniem życia :-)

                Baba (urażona posądzeniem o bezmyślność :-(
                • Gość: Swan Ganz Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 09:34
                  no to teraz "klops" Babo. Piotruś ma być Twoim operatorem.......
                  • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 10:11
                    Gość portalu: Swan Ganz napisał(a):

                    > no to teraz "klops" Babo. Piotruś ma być Twoim operatorem.......

                    Się tak wystraszyłam, że aż wrzuciłam IP Piotrusia do RIPE Whois Search ;-)

                    Baba (uffff...na ;-)
                    • Gość: Swan Ganz Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 10:15
                      ee tam!! RIP Ci Babo nie pomoooże. Spróbuj ponegocjować z Proboszczem - może on
                      coś da radę "załatwić"?

                      Swan Ganz (pełen współczucia)
                      • Gość: Swan Ganz To wyżej to tak profuturo Babo warto załatwić;D nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 10:21
                      • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 11:25
                        Gość portalu: Swan Ganz napisał(a):

                        > ee tam!! RIP Ci Babo nie pomoooże. Spróbuj ponegocjować z Proboszczem - może on
                        >
                        > coś da radę "załatwić"?
                        >
                        > Swan Ganz (pełen współczucia)

                        A wiesz, że i o tym myślę :-)
                        (właściwie to cały czas mam "przeczucie", że już się nie obudzę z tej
                        anestezjii;-)
                        To moje tutaj wątkowanie jest próbą oswojenia strachu (bo gdzieś muszę
                        się do niego przyznać, a w realu nie mam...odwagi ;-)
                        Dlatego uczciwie informuję, że przez ten miesiąc będę tu stałym gościem
                        i będę zadawać najdziwniejsze pytania. Z Waszych reakcji "tu" postaram się
                        wyciągnąć odpowiednie wnioski na "tam" ;-)

                        Baba (świadoma, że wszystko jeszcze można odwołać )
      • marzenia11 Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 00:44
        Cała ta kwestia utrzymywania równowagi między dystansem a empatią, między
        traktowaniem jako "przypadek" a widzeniem w chorym człowieka to niesamowicie
        trudna sprawa i troche złożona. To ciągłe balansowanie. A przeciez tak ławto
        wpaść albo w rutynę i w efekcie "wypalic się zawodowo" albo wlasnie w alko-
        pracoholizm, depresję, frustrację i inne tego typu przyjemności. jak jeszcze
        dodamy do tego całą frustrację wynikającą z kiepskich warunków pracy i "płacy"-
        to otrzymujemy taki koktajl, że trudno go wypić, żeby nie zwariować.
        I jeszcze _najgorsze jest to, że w tym temacie nie ma jednoznacznych, opisanych
        rozwiązań. To indywidualne podejscie każdego lekarza (pielęgniarki, połoznej i
        innego personelu też), kształtowane przez lata pracy i własnego rozwoju.
        • neferetete Re: marzenia11 25.06.05, 02:25
          Mam nadzieje,ze jestes lekarzem.Mam nadzieje, ze w potrzebie, trafie na takiego
          czlowieka-lekarza jak Ty.
          • marzenia11 Re: marzenia11 25.06.05, 11:02
            Znam wielu fajnych ludzkich lekarzy-jak będziesz kiedyś potrzebowała kontaktów
            to napisz na priva.
            Myslę, że wielu lekarzy ma takie dylematy-tylko oni w relacjach z pacjentami a
            nawet takich towarzyskich,niezawodowych muszą się trzyamć, nie mówia o tym
            glosno, nie zastanawiają się "publicznie". Dopiero sobie rozmawiamy w róznych
            trudnych sytuacjach kiedy ja wiem że jest ciężko.Np. mój znajomy neurolog,
            człowiek wesoły z ogromnym dystansem pewnego dnia po prostu prawie nic nie
            mówił. I powiedział tylko: wczoraj mialem dwie reanimacje, jedna udana, druga
            nie. I koniec.Żadnej rozmowy, zmeczenie jakieś zamyślenie. Tyle. Tak to
            jest..Lekarze to tez ludzie.
    • Gość: młody lekarz Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.acn.waw.pl 25.06.05, 10:33
      > Te słowa padające z ust lekarza świadczą (takie mam wrażenie), że widzi on
      > jedynie "jednostkę chorobową" a nie człowieka chorego na cośtam.

      Babo! Trochę dystansu do siebie. Nie bierz wszystkiego dosłownie, to taki żargon.

      A tak w ogóle powidziałaś lekarzowi, jak odbierasz takie słowa?
      • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 11:31
        Gość portalu: młody lekarz napisał(a):

        > A tak w ogóle powidziałaś lekarzowi, jak odbierasz takie słowa?

        Właśnie powiedziałam - tu, na forum. I jak reagują tutejsi lekarze
        na wyrażenie moich odczuć? ;-)

        Baba (z dystansem jak stąd do Australii)
        • Gość: Nocny Piotruś Re: "Co my tu mamy?"... IP: 81.219.249.* 25.06.05, 12:42
          "co my tu mamy" to relikt komunizmu. W czasach dyktatury proletariatu nie było
          "panów", a trudno lekarzowi zwracać się do pacjenta "obywatelu" (jak milicjant),
          czy "towarzyszu pacjencie"... No więc lekarze zwracali się w tamtych czasach
          bezosobowo. Były odzywki : "niech siada", "rozebrać się", "na co choruje?" "co
          my tu mamy" itd. Wykształcił się taki komunistyczny język porozumiewania z
          pacjentem, odrażający właśnie przez swoją bezosobowość i chłodną obojętność. Tak
          było przez dziesięciolecia i potrzeba znowu dziesięcioleci, żeby to zmienić. Na
          pewno wprowadzenie konkurencji i prywatyzacja lecznictwa przyspieszy te
          pozytywne przemiany obyczajowe, lekarze nie mający "kindersztuby" bedą mieć
          coraz mniej pacjentów i wypadną powoli z subtelnej gry rynkowej. Ale do tego
          musi być prawdziwy rynek i konkurencja, a nie reglamentacja świadczeń, tak jak
          mamy to w tej chwili i forowanie placówek państwowych kosztem prywatnych.
          • Gość: kanciasty Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 15:28
            Ten komunizm to przydaje się. Zwalić można nań nawet brak wychowania...
          • baba_ze_wsi Re: "Co my tu mamy?"... 25.06.05, 16:00
            Gość portalu: Nocny Piotruś napisał(a):


            > Ale do tego musi być prawdziwy rynek i konkurencja, a nie reglamentacja
            > świadczeń, tak jak mamy to w tej chwili i forowanie placówek państwowych
            > kosztem prywatnych.

            Masz oczywiście rację w tym, co piszesz, ale...chyba nie do końca.
            Nigdy świadczenia nie będą w stanie nadążyć za postępem w medycynie.
            I "kolejka po życie" będzie się wydłużać, bo każdy będzie miał nadzieję
            na jakąś "wodę życia" na którą (wiedząc, że istnieje, ale jest np. zbyt droga)
            będzie się domagał dotacji od państwa.

            A z tym "reliktem komunizmu" to też masz rację :-)
            Mojżesz 40 lat prowadził lud do ziemi obiecanej, a przecież nie było to aż tak
            daleko. Chodziło o to, żeby wymarło pokolenie z "reliktami niewolnictwa".

            Baba (też z reliktami ;-)

    • Gość: lekarz Re: "Co my tu mamy?"... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.06.05, 22:52
      > Czy lekarzowi zdarza się płakać, gdy nie uda mu się utrzymać pacjenta
      > przy życiu?

      zdarza sie
    • connie1 Re: "Co my tu mamy?"... 26.06.05, 12:26
      Czy lekarzowi zdarza się płakać, gdy nie uda mu się utrzymać pacjenta
      przy życiu?
      Pewnie ,ze się zdarza... sa przypadki , ktore pamieta się przez cale zycie...
      I tak naprawde duzo dłuzej i głębiej mysli sie o porazkach , nie o sukcesach...
      I niektore dyżury sie odchorowuje ...
      Taki zawód...
    • Gość: ` Mamy tu samolot z przyczepa IP: *.131.148.179.Dial1.LosAngeles1.Level3.net 26.06.05, 15:54
      To jakis postkomunista, wyrazajacy sie w liczbie mnogiej.
      Jeden z moich kolegow przed wielu laty (za czasow komuny) mial studium wojskowe
      na studiach. Pewien glupawy major zapytal go kiedys "...umiecie naprawic
      projektor filmowy?"
      Kolega dumnie odparl "Umiemy!". :-)
    • maga_luisa Re: "Co my tu mamy?"... 05.07.05, 13:50
      Jeśli koniecznie chcesz oglądać seriale o lekarzach, przerzuć się na "Ostry
      dyżur". Serio.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka