Dodaj do ulubionych

Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach nie?

IP: *.btsnet.pl 28.08.05, 15:13
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,2888132.html
"Absolwent medycyny w Polsce musi najpierw odbyć roczny staż, a później zdać
Lekarski Egzamin Państwowy. Egzamin obejmuje wiedzę z całych studiów i
wiadomości praktyczne z różnych dziedzin medycyny. Dopiero po zdaniu LEP-u
młody lekarz dostaje prawo wykonywania zawodu i może otworzyć specjalizację.

W większości krajów Unii Europejskiej nie ma podobnego egzaminu, a prawo do
wykonywania zawodu i rozpoczęcia specjalizacji uzyskuje się wraz z
ukończeniem studiów"

Skoro Polska chce brać przykład z krajów Europy Zachodniej, dlaczego zrobiono
tu coś przeciwnego i wprowadzono LEP? W Skandynawii, Niemczech nic takiego
nie ma...
Obserwuj wątek
    • pimpek_sadelko Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 17:25
      bo w polsce juz tak jest, ze "starzy" uprzykrzaja zycie mlodym. najchetniej nie
      dopuszczaliby ich w ogole do zawodu, albo zostawili w roli popychadla.
      • Gość: stonoga Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.05, 23:49
        Starsi lekarze poniewierają młodszymi?

        To potem to wszystko przenosi sie na pacjentów, prawda? Piekne wzorce.

        Dziekuję za wyjaśnienie.
    • karibe Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 17:29
      Smieszne, smieszne. Nie wiem, jak jest gdzie indziej, ale w Niemczech jest
      egzamin koncowy, panstwowy, pisemny i ustny. Pisemny trwa tydzien, ustny kolo
      6ciu godzin. Sprawdzane sa wszystkie przedmioty.
      I do tego jeszcze jest praktyczny..

      I nikogo to nie oburza i kazdy zdaje, bo musi.

      I po drugim roku tez jest zewnetrzny, panstwowy egzamin.

      Musze powiedziec, ze nie rozumiem tego calego krzyku o ten egzamin.
      • pimpek_sadelko Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 17:33
        a zdawales/las go?:)
        a usilowales w polsce TERAZ otworzyc specjalizacje?
        jesli wspominamy tu sluzbe zdrowia niemiecka... to gdyby lekarze mieli tu
        podobne mozliwosci i zarobki....tymczasem jest tak, ze naklada sie jedynie
        obowiazki a prawa ma sie w glebokim powazaniu.
        • karibe Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 19:52
          Jeszcze nie było mi dane go zdawać, dopiero mnie ta przyjemność czeka. Za to
          mój chłopak obecnie zdaje (w zeszłym tygodniu miał pisemne, ustne będzie mieć w
          przyszłym tygodniu). Jeszcze na starych zasadach: teraz część teoretyczna
          studiów, roczny staż lekarski (zwany Praktisches Jahr), a potem egzamin
          praktyczny. Nowe zasady wchodzą od przyszłego roku - wszystko na raz będzie i
          będę mieć wspaniałą możliwość zdawania już tej poprawionej wersji (zwanej
          Hammerexamen - egzamin młot).

          Niemiecki egzamin końcowy ma za zadanie stworzyć wyrównany poziom wśród
          lekarzy. Dlatego jest robiony centralnie (wszyscy klniemy na IMPP) i sprawdzany
          też przez lekarzy "z zewnątrz".
          Wydaje mi się, że podobne zadanie miał mieć też LEP. W końcu na uczelniach uczy
          się zupełnie inaczej, nie słyszałam o tym, żeby ktokolwiek kiedykolwiek
          przedstawił jakiś program, syllabus czy co.. A często słyszy się o jakichś
          łapówkach, czy niesprawiedliwym ocenianiu itd. i taki egzamin ma jednak pewną
          siłę eliminującą głupie gadanie społeczeństwa, że ktoś za łapówki przeszedł
          studia.

          Wbrew pozorom niemiecki lekarz nie ma tak wspaniale, choć pewnie stukrotnie
          lepiej od polskiego. Może będąc już wyżej w hierarchii jest lepiej, ale z
          początku jest ciężko, bo i zarobki nie za wysokie i niełatwo o zdobycie
          pacjentów do badań klinicznych (wszystkich kradnie ordynator). Ale wiadomo
          przynajmniej, że miejsce na specjalizacji będzie.

          Miejmy nadzieję, że za obowiązkami pójdą i przywileje.
      • aelithe Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 19:51
        Tu akurat się mylisz. W Niemczech zdaje się egzamin końcowy na zakoczenie
        studiów, a nie po rocznym stażu. W większości krajów jesłi występuje egzamin po
        stażu to jest on selekcja konkursową na specjalizację, a nie dokopaniem młodym
        kolegom.
        • karibe Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 19:56
          No wydaje mi sie, że PJ można jako staż liczyć. I to akurat po tym odbywa się i
          odbywał się i bedzie się odbywać egzamin. Wcześniej był to tylko ustny -
          przypadki kliniczne i praktyczny, teraz będzie ze wszystkiego.

          Egzamin selekcjonuje studentów na tych, co zdali i tych, co nie zdali, ale nie
          wydaje mi się, żeby był selekcją konkursową na specjalizację.
          • Gość: młody lekarz Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach IP: *.acn.waw.pl 29.08.05, 00:54
            PJ ma się nijak do stażu.

            Staż podyplomowy to odpowiednik byłego niemieckiego AiP.
          • aelithe Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 29.08.05, 13:25
            Practisches Jahr nie jest odpowiednikiem polskiego stażu podyplomowego. Przed
            wprowadzeniem LEP polski absolwent był zobowiązany odbyć Artz in Practicum a
            nie practisches Jahr.
            Jeżeli nie zdajesz egzaminu po prostu nie dostajesz dyplomu wyższej uczelni. W
            polsce jeśli lekarz nie zda LEP'u to po prostu to jego dyplom ukończenia
            wyższej uczelni jest tylko kawałkiem papieru toaletowego.
            Dużo bardziej celowe by było wprowadzenie egzaminu końcowego uczelni, a nie
            LEp' u w tej formie jak jest obecnie .
    • dradam1 Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 17:39
      Z krajow europejskich egzamin panstwowy istnieje rowniez i w Wielkiej Brytanii.
      I w Irlandii.

      Poza tym istnieje rowniez w USA i Kanadzie. W tym ostatnim panstwie egzamin
      sklada sie z okolo 1800 pytan, jak rowniez zdaje sie egzamin praktyczny. W USA
      natomiast sklada sie on z 3 czesci ( trzecia jest "praktyczna").Lacznie czesc
      teoretyczna to okolo 200 pytan.

      Polski LEP jest wyjatkowo latwy do zdania... Moze za pare lat Polska dorobi
      sie wreszcie prawdziwego egzaminu licencyjnego.

      Prawda jest jednak, ze wszystkie akademie medyczne i uniwersyteckie wydzialy
      medyczne musialoby przyjac to samo "curriculum". Zainteresowanych tym tematem,
      co to jest i jak sie to robi odsylam do oficjalnych amerykanskich i
      kanadyjskich wydawnictw ( jawnych i powszechnie dostepnych).

      Takie sa standarty swiatowe uzyskiwania licencji.

      Pozdrawiam


      dradam1
      • pimpek_sadelko Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 28.08.05, 17:40
        a mozecie mi powiedziec co zmienil lep? przeciez lekarze po stazu i tak zdawali
        egzamin na specjalizacje...
      • dradam1 autopoprawka 28.08.05, 17:40
        sorry, obcielo mi jedno zero, powinno byc "2000 pytan".

        dradam1
        • Gość: janczenka LEP IP: 195.117.117.* 28.08.05, 18:50
          To, co piszecie o innych krajach w ktorych jest egzamin licencjacki i nikogo to
          nie oburza jest w sumie prawda,ale....
          - we wszystkich tych krajach ;ekrarze rozpoczynajacy studia dokladnie
          wiedzieli, co czeka ich po ich ukonczeniu, wiecej - program ich studiow byl i
          jest dopasowany do tego, aby zdali owe egzaminy.
          Gdy ja szlam na studia o LEPie nikt nie mial bladego pojecia, wiecej - egzamin
          w formie obecenej jest ogolnopolski a programy, jakie realizowalismy na
          studiach byly dostosowany do danej uczelni.
          - w USA i Kanadzie (ktora tak zachwala i gloryfikuje Dradam) egzamin
          lecencjacki to niejako "Biznes" - mozna zapisac sie na kurs przygotowujacy,
          istnieja bazy pytan, sa jasno okreslone zakresy materialu i wymagania.
          A u nas? Pytania z ostatnich sesji sa ponoc chronione prawem autorskim, lista
          zalecanych podrecznikow jest jakas kpina (zainteresowani wiedza o czym pisze) -
          tak czy siak "wolna amerykanka".

          Ktos napisal ze egzamin byl latwy? Czyzby? Pierwsza sesje nie zdalo ok2%, druga
          juz 27%. A czego spodziewac sie po jesiennej? Wie ktos?

          Poza tym zdanie LEPu to dla lekarza w pewnym sensie byc albo nie byc.
          Wyobrazcie sobie, ze ktos oblewa ten egzamin i nie ma prawa wykonywania zawodu
          przez kolejne pol roku. Fajnie, czyz nie? Po siedmiu latach nauki jest sie
          zwyklym, niewykwalifikowanym bezrobotnym.

          Bedac na studiach zdawalismy kilkadzisiat egzaminow. Pojawia sie pytanie: po
          co, skoro i tak ten jednej, jedyny, w pospiechu wprowadzony LEP decyduje o
          wszystkim.

          Ktos, kto uzasadnia celowosc LEPu powolujac sie na USA, Kanade i Niemcy moim
          zdaniemnie ma tak naprawde zielonego pojecia o tym, co pisze.
          LEP bylby - i owszem slusznym i potrzebnym egzaminem, ale gdyby jego
          wporowadzieniu towarzyszyly jasne i przejrzyste kryteria i zasady, ktore my -
          lekarze znalibysmy juz na pierwszym roku naszych studiow.
          • karibe Re: LEP 28.08.05, 20:10
            To prawda. W Niemczech też istnieją bazy pytań i wszystkie wymagania są z góry
            określone. Teraz będzie trochę inaczej, bo wszystko się zmienia, ale mamy
            nadzieję, że pytania pozostaną.

            LEP jest moim zdaniem bardzo dobrym pomysłem, tylko rzeczywiście wprowadzenie
            go musiałoby za sobą pociągnąć reformę całego systemu edukacji studentów
            medycyny. No i byłoby dobrze, gdyby zrobiono to tak, jak wszędzie indziej
            wszystko się robi: powoli i przemyślanie..

            a tak przy okazji, to mnie zastanowiła niezgodność tego, co pisze wyborcza z
            tym, co jest. kolejny artykuł, który przedstawia jakiś zagięty i fałszywy obraz
            świata..
          • dradam1 kwalifikacyjny 29.08.05, 02:48
            Gość portalu: janczenka napisał(a):

            (...)
            > Gdy ja szlam na studia o LEPie nikt nie mial bladego pojecia, wiecej -
            > egzamin
            > w formie obecenej jest ogolnopolski a programy, jakie realizowalismy na
            > studiach byly dostosowany do danej uczelni.

            I to jest wlasnie blad i z tym trzeba skonczyc.
            Najprosciej bedzie przetlumaczyc na jezyk polski kanadyjskie "Objectives" (
            obowiazujace od ponad 10 lat) i polecic akademiom medycznym uczyc zgodnie z tym
            zbiorem danych. I egzekwowac je od absolwentow.

            > - w USA i Kanadzie (ktora tak zachwala i gloryfikuje Dradam) egzamin
            > lecencjacki to niejako "Biznes" - mozna zapisac sie na kurs przygotowujacy,
            > istnieja bazy pytan, sa jasno okreslone zakresy materialu i wymagania.

            Mozna zapisac sie na dwudniowy kurs. Mozna sobie kupic "bryk" do egzaminu.
            Nazywa sie on "Toronto manual" .I dlatego ponad 80 % polskich lekarzy,
            przystepujacych do egzaminu "evaluation" (ktory jest czescia kwalifikacyjnego)
            ten egzamin oblewa.


            > A u nas? Pytania z ostatnich sesji sa ponoc chronione prawem autorskim, lista
            > zalecanych podrecznikow jest jakas kpina
            > (zainteresowani wiedza o czym pisze) -
            > tak czy siak "wolna amerykanka".

            Wolalabys , aby wprowadzono w Polsce obowiazkowe zdwanie egzaminu brytyjskiego ?
            Na dokladke po angielsku, skoro zajecia z tego jezyka sa (jak slyszalem)
            obowiazkowe na polskich studiach ?

            >
            > Ktos napisal ze egzamin byl latwy? Czyzby?
            > Pierwsza sesje nie zdalo ok2%, druga
            > juz 27%. A czego spodziewac sie po jesiennej? Wie ktos?

            Jak powiadam, w porownaniu do absolwentow innych medfycyny w krajach polscy sa
            wyraznie niedouczeni.

            >
            > Poza tym zdanie LEPu to dla lekarza w pewnym sensie byc albo nie byc.
            > Wyobrazcie sobie, ze ktos oblewa ten egzamin i
            > nie ma prawa wykonywania zawodu
            > przez kolejne pol roku. Fajnie, czyz nie? Po siedmiu latach nauki jest sie
            > zwyklym, niewykwalifikowanym bezrobotnym.

            Wolalabys aby ten niedouczony zabieral sie do leczenia pacjentow ? Zeby dostal
            licencje ? Trzeba sie wyraznie starac, aby polskiego LEPu nie zdac.

            >
            > Bedac na studiach zdawalismy kilkadzisiat egzaminow. Pojawia sie pytanie: po
            > co, skoro i tak ten jednej, jedyny, w pospiechu wprowadzony LEP decyduje o
            > wszystkim.
            >
            > Ktos, kto uzasadnia celowosc LEPu powolujac sie na USA, Kanade i Niemcy moim
            > zdaniemnie ma tak naprawde zielonego pojecia o tym, co pisze.
            > LEP bylby - i owszem slusznym i potrzebnym egzaminem, ale gdyby jego
            > wporowadzieniu towarzyszyly jasne i przejrzyste kryteria i zasady, ktore my -
            > lekarze znalibysmy juz na pierwszym roku naszych studiow.

            No wiec porownaj sobie polski LEP z innymi, zagranicznymi.
            W koncy egzamin trzeba wprowadzic.
            Albo sie wprowadzi wlasny, polski. Albo polscy absolwenci beda zobowiazani do
            zdawania zagranicznych : ktora ewentualnosc wolisz ?

            Pozdrawiam

            dradam1
            • Gość: janczenka Re: kwalifikacyjny IP: 195.117.117.* 29.08.05, 06:18
              Zupelnie nie rozumiem, co chcesz nam przekazac Dradam?
              Ze w Kanadzie i USA wszystko jest takie "cacy" a w Polsce "Be"?
              Zgadzam sie, ze u nas sa pewne niedocoagniecia, czasem nawet duze, ze sluzba
              zdrowia jest w zapascie od niepmietnych czasow itd. Tyle tylko, ze psioczeniem
              na forum i slepym wpatrywaniem sie w zachodnuch sasiadow nic nie wskoramy.

              Dlaczego niby kanadyjskie "OBjectives" sa takie cudowne i kazesz mi po
              ukonczeniu polskiej uczelni mialabym zdawac zagraniczne egzaminy skoro tylko
              chce aby kryteria obowiazujace na LEPie byly przejrzystsze?

              Dlaczego obrazasz polskich lekarzy twierdzac, ze sa niedouczeni? Na jakiej
              podkstawie? Tylko dlatego, ze oblewaja kanadyjski egzamin licencjacki? A o
              czyms takim jak bariera jezykowa to w ciagu swego dugiego zycia nigdy nie
              slyszales?

              Wyobraz sobie, ze doskonale znam zarowno zasady jak i warunki kanadyjskich
              egzaminow gdyz swego czasu powaznie rozwazalam mozliwosc emigracji. PYtanie
              kanadyjskie nie sa wcale trudniejsze niz te z poslkiego LEPU, sa po prostu
              inne. Nie mam problemow z ich rozwiazywaniem tylko sila rzeczy zabiera mi to
              troche wiecej czasu niz ludziom, dla ktorych angielski jest ojczystym jezykiem.

              Dlaczego piszesz, ze aby nie zdac LEPu trzeba sie "postarac"? Na jakiej
              podstawie tak twierdzisz? Pytania nie byly oficjalnie udostepnione, wiec ich
              nie znasz. Edycji LEPu bylo raptem dwie, czy to nie zbyt malo by wysuwac tak
              odlegle wnioski?

              Mam juz mdlosci na widok kolejnego zagranicznego eksperta od problemow poslkiej
              sluzby zdrowia. Na dodatek podajacego gotowe recepty "uzdrownienia" naszego
              szkolnictwa, tym razem bedace kalka kanadyjskich....

              • oxygen35 Re: kwalifikacyjny 29.08.05, 06:33
                Gość portalu: janczenka napisał(a):

                >
                > Dlaczego niby kanadyjskie "OBjectives" sa takie cudowne


                Janczenka, one nie ca cudowne, one sie poprostu sprawdzaja. Od wielu lat. Czy
                nie latwiej skorzystac z czyichs doswiadczen, niz bladzic po omacku?



                > Dlaczego obrazasz polskich lekarzy twierdzac, ze sa niedouczeni? Na jakiej
                > podkstawie? Tylko dlatego, ze oblewaja kanadyjski egzamin licencjacki? A o
                > czyms takim jak bariera jezykowa to w ciagu swego dugiego zycia nigdy nie
                > slyszales?


                Gdyby tak bylo, te testy bylyby nie do przejscia dla cudzoziemcow. A to nie
                prawda. Nie bariera jezykowa jest tu glownym powodem. One sa dostosowane do
                sposobu nauczania studentow tutaj. sa zupelnie inaczej sformulowane niz testy,
                do ktorych jestesmy przyzwyczajeni w Polsce. Wymagaja nie tyle konkretnej
                wiedzy, ile jej zastosowania w danej sytuacji klinicznej (zwykle specjalnie
                pokomplikowanej). Jesli rozwiazywalas kanadyjskie testy (a przypuszczam, ze sa
                podobne do amerykanskich), to wiesz o czym mowie.



                > Mam juz mdlosci na widok kolejnego zagranicznego eksperta od problemow
                poslkiej sluzby zdrowia. Na dodatek podajacego gotowe recepty "uzdrownienia"
                naszego szkolnictwa, tym razem bedace kalka kanadyjskich....


                Powtarzam z uporem maniaka - skoro nie skutkuja rodzime recepty (a sama to
                przyznalas), to czemu nie skorzystac z cudzych sprawdzonych gotowcow? Nie bo
                nie i juz?
              • dradam1 Re: kwalifikacyjny 30.08.05, 22:06
                Gość portalu: janczenka napisał(a):

                > Zupelnie nie rozumiem, co chcesz nam przekazac Dradam?
                > Ze w Kanadzie i USA wszystko jest takie "cacy" a w Polsce "Be"?

                Nie jest wszystko cacy i ja o tym wiem znacznie lepiej niz Ty.

                > Zgadzam sie, ze u nas sa pewne niedocoagniecia, czasem nawet duze, ze sluzba
                > zdrowia jest w zapascie od niepmietnych czasow itd. Tyle tylko,
                > ze psioczeniem
                > na forum i slepym wpatrywaniem sie w zachodnuch sasiadow nic nie wskoramy.
                >

                Wlasnie takim psioczeniem jest temat tego watku "dlaczego jest LEP w Polsce , a
                dlaczego nie ma go gdzie indziej ?"

                Jeden z moch , niezyjacych juz przyjaciol, mial zwyczaj mawiac " nie nalezy sie
                uczyc na wlasnych bledach. Nalezy isc na uniwersytet i nauczyc sie pracowac
                dobrze".

                Bledy bowiem lekarzy , w tym rowniez i na kierowniczych stanowiskach, pokrywa
                bowiem ziemia.

                Byloby wiec pozyteczne, aby nie uczyc sie na nich.

                > Dlaczego niby kanadyjskie "OBjectives" sa takie cudowne i kazesz mi po
                > ukonczeniu polskiej uczelni mialabym zdawac zagraniczne egzaminy skoro tylko
                > chce aby kryteria obowiazujace na LEPie byly przejrzystsze?

                Alez kryteria zostaly dawno wypracowane, przez te kraje, w ktorych egzamin
                licencyjny funkcjonuje od 10 czy 20 lat !!!

                >
                > Dlaczego obrazasz polskich lekarzy twierdzac, ze sa niedouczeni? Na jakiej
                > podstawie? Tylko dlatego, ze oblewaja kanadyjski egzamin licencjacki? A o
                > czyms takim jak bariera jezykowa to w ciagu swego dugiego zycia nigdy nie
                > slyszales ?

                Kazdy kto usiluje zdawac egzamin w obcym dla siebie jezyku, zdaje sobie sprawe,
                ze taka bariera istnieje. Wiec trzeba ja "nadrobic" w inny sposob. Na przyklad
                inteligencja...Alabo posiadana wiedza. Zreszta jak ten zdajacy egzamin bedzie
                sie porozumiewal ze swoimi pacjentkami, jak zda ten gezamin. Na migi ? A jak
                bedzie sie poorzumiewal z innymi lekarzami, pielegniarkami ? Jezyk obcy lekarz
                musi znac i to bardzo dobrze ! I tu nie ma taryfy ulgowej.

                >
                > Wyobraz sobie, ze doskonale znam zarowno zasady jak i warunki kanadyjskich
                > egzaminow gdyz swego czasu powaznie rozwazalam mozliwosc emigracji. PYtanie
                > kanadyjskie nie sa wcale trudniejsze niz te z poslkiego LEPU, sa po prostu
                > inne. Nie mam problemow z ich rozwiazywaniem tylko sila rzeczy zabiera mi to
                > troche wiecej czasu niz ludziom, dla ktorych angielski jest
                > ojczystym jezykiem.


                Oszalamiasz mnie swoja znajomoscia tematu.
                Moze dlatego, ze w zyciu zdawalem ( i zdalem wcale z niezlym wynikiem) oba
                egzaminy licencyjne, tak amerykanski jak i kanadyjski.

                Zreszta teraz stale obecnie pomagam mlodziutkim lekarkom ( i szanownym mlodym
                kolegom) w przygotowaniu sie do egzaminu kanadyjskiego. I Wyobraz sobie, po
                czterech latach studiow, blisko 97 % ich zdaje. Kiedy ostatnio uniwersytety w
                Quebeku zaczely zawalac i absolwenci z ich dyplomami zaczeli oblewac zrobila
                sie afera i od razu polecialy glowy na uczelniach.

                Miedzy nami jest wiec zasadnicza roznica w poziomie wiedzy i znajomosci
                tematu... Sorry ! Baardzo zasadnicza...


                >
                >
                > Dlaczego piszesz, ze aby nie zdac LEPu trzeba sie "postarac"? Na jakiej
                > podstawie tak twierdzisz? Pytania nie byly oficjalnie udostepnione, wiec ich
                > nie znasz. Edycji LEPu bylo raptem dwie, czy to nie zbyt malo by wysuwac tak
                > odlegle wnioski?

                Porownaj sobie jak jest ustawiany prog na egzaminie Kwalifikacyjnym ( zdal/nie
                zdal) , a jak jest ustawiany w Polsce. To po prostu inne technika i
                technologia. Nie wchodze w szczegoly, bo na tym po prostu trzeba sie znac.


                >
                > Mam juz mdlosci na widok kolejnego zagranicznego eksperta
                > od problemow poslkiej
                > sluzby zdrowia. Na dodatek podajacego gotowe recepty "uzdrownienia" naszego
                > szkolnictwa, tym razem bedace kalka kanadyjskich....
                >

                Mysle, ze nie-lekarze sami wyciagna wnioski z tej dyskusji.
                I zorientuja sie bez ponaglania, ze w Polsce lekarze, swiezo upieczeni, nie
                tylko maja wiedze niestandaryzowana, ktorej nie mozna porownac z wiedza lekarzy
                w innych krajach, ale co wiecej bronia sie jak moga, przed jakakolwiek proba
                oceny ich poziomu fachowego.

                Mysle rowniez, ze jest wcale widoczne iz wlasnie ci , mlodzi lekarze, nie maja
                zahamowan aby uczyc sie tej praktycznej medycyny wlasnie na swoich pacjentkach.
                Ktorzy maja to nieszczescie, ze mieszkaja w Polsce.

                Mysle, ze warto zwrocic uwage na to, ze jedna z czesci kanadyjskiego egzaminu
                to test "komputerowy". I kandydat/tka musi udowodnic w tym zakresie, ze nie
                tylko "zna" najnowsza medycyne swiatowa, ale ze potrafi sie nia poslugiwac. Jak
                wiadomo do tej samej diagnozy mozna dojsc roznymi drogami, przykladowo biorac.
                I program komputerowy na to pozwala. Odpowiadajacy moze zlecac rozne testy, do
                wykonania na "swoim pacjencie" i w miare zbierania informacji narasta jego
                dorobek punktowy. Jezeli zleca testy uzyteczne, to dostaje punkty dodatnie,
                jezeli zleca bezuzyteczne - dostaje ujemne. Jezeli posluguje sie najnowszymi
                schematami diagnostycznymi - to mu znowu konto rosnie.

                Nie ma mozliwosci sciagania od sasiada, na sali pytania sie nie powtarzaja.
                Kazdy ma wlasne przypadki i sam musi sobie dawac rade. Tak z diagnostyka jak i
                terapia.

                I na tym polega standaryzacja wiedzy mlodego lekarza. Bo to nie jest to co pan
                profesor wlasnie uczyl, ale to co wlasnie sie ukazalo najnowszego w
                literaturze. Zreszta od paru lat najnowszych wskazan diagnostyczno-
                terapeutycznych nalezy szukac na profesjonalnych miejscach na internecie ( np.
                www.hypertension.ca ), ktore so co roku lub 6 miesiecy uzupelniane.


                Pozdrawiam


                dradam1
                • Gość: janczenka Re: kwalifikacyjny...Dradam IP: 195.117.117.* 31.08.05, 06:33
                  Nie umniejszam wcale Twej znajomosci tematow w zakresie egzaminow
                  licencjackich "zamorskich", jednakze...

                  - kilka postow wyzej napisales, iz 80% Polakow nie zdaje MCCEE, teraz
                  twierdzisz iz pod Twoja kuratela 97% zdaje. Czyzbym czegos nie rozumiala? Coz
                  to w ogole za dane i jak mozesz je udowodnic a jeszcze lepiej - logicznie
                  powiazac ?

                  - rozumiem, ze "standaryzacja", "komputeryzacja" - wszystko to pieknie brzmi
                  itd. Ale tylko w teorii. Zauwaz, ze dla pacjenta dobry lekarz to nie jest
                  koniecznie tylko ten, ktory traktuje go jak organizm zywcem wyjety z
                  wytycznych. To jedno.
                  A drugie - zauwaz, iz nikt nie podwaza stosownosci zdawania LEPu, tylko sposob
                  jego wprowadzenia, przeprowadzania itd.

                  -dlaczego twierdzisz, ze o tym, iz LEP jest latwy decyduje tylko niski prog
                  potrzebny do zdania? Zawsze wydawalo mi sie, iz zalezy to glownie od pytan ew.
                  doboru odpwoiedzi,czyzbym sie mylila ? Czy samo obnizenie progu ulatwia
                  egzamin? Cos sie chyba Panu pomieszalo...

                  I na koniec. Twoj mentorski ton mnie rozbraja, bo nic z niego tak naprawde dla
                  nas, mlodych lekarzy w Polsce nie wynika. Tyle tylko, ze dowiedzielismy sie
                  iz"inni" maja lepiej bo dysponujakomputerowymi programami, wymaga sie od nich
                  standaryzowanych procedur i od urodzenia poslugiwali sie angielskim. A my tutaj
                  tacy przasni, niedouczeni, piszemy testy na krtkach - slowem: dziw, ze
                  ktokolwiek wychodzi zyw z gabinetu lekarza, nie daj Boze mlodego..

                  Wybacz, ale nie jestem slepo zapatrzona w Zachod i taka argumentacja do mnie
                  absolutnie nie przemawia.

                  Chce dobrych, uczciwych, jasnych i logicznych kryteriow zdawania LEPu w Polsce.

                  Acha - podczas mojego pobytu w Kanadzie dwukrotnie odwiedzialam gabinet
                  lekarski (z przyczyn chorobowych oczywiscie). Jakos to, co zobaczylam,
                  uslyszalam i "dostalam" nie wzbudzilo mojego dzikiego entuzjazmu. Dodam, ze nie
                  leczylam sie u Polonusa.

                  Pozdrawiam rowniez.
                  Janczenka
                  • dradam1 Re: licencyjny 31.08.05, 11:23
                    Gość portalu: janczenka napisał(a):

                    > Nie umniejszam wcale Twej znajomosci tematow w zakresie egzaminow
                    > licencjackich "zamorskich", jednakze...
                    >
                    > - kilka postow wyzej napisales, iz 80% Polakow nie zdaje MCCEE, teraz
                    > twierdzisz iz pod Twoja kuratela 97% zdaje. Czyzbym czegos nie rozumiala? Coz
                    > to w ogole za dane i jak mozesz je udowodnic a jeszcze lepiej - logicznie
                    > powiazac ?

                    No tak logika tego rozumowania nie jest wielka. Przy Twoim sposobie rozumowania.
                    Moze wiec dowiesz sie, ze ja sie nie zajmuje polskimi absolwentami, zajmuje sie
                    kanadyjskimi absolwentami kanadyjskich studiow medycznych.
                    Polskich lekarzy juz obecnie, tutaj, malo wjezdza.

                    KOlejno piszesz : >>Czy samo obnizenie progu ulatwia
                    > egzamin? Cos sie chyba Panu pomieszalo... <<


                    Alez oczywiscie. Jak sie ustawia prog pass/fail nisko, to nawet przy trudnych
                    pytaniach egzaminicayjnych wiecej osob zdaje. Bo wystarczy odpowiadac "losowo"
                    i jak prog jest na poziomie 35 % , a sa cztery mozliwosci ( przy kazdym
                    pytaniu) to juz na wstepie kandudat , nie znajacy w ogole odpowiedzi, ma score
                    25 %.

                    Widze, ze niewiele Was tam ucza na temat egzaminowania...

                    A Twoje uwagi na temat traktowania pacjenta jako calosci : pozwol ze wloze
                    sobie je miedzy bajeczki.

                    Miedzy innymi dlatego, ze w Polsce pacjent jest zdany na siebie i na laske
                    rodziny. Nie ma na przyklad social workers. Jak trzeba podjac jakies wazniejsze
                    decyzje co i jak urzadzac dla chorego przewlekle pacjenta ( chore na nowotwor
                    dziecko) to bierze udzial w takich dzialaniach nie tylko
                    pielegniarkalekarz,farmaceuta ( zawozacy leki do domu pacjenta i pomagajacy w
                    przygotowaniu), lab technician (ktory jedzie do domu pacjenta pobierac
                    probki),psycholog ( zajmujacy sie rodzina pacjenta) i tak dalej i tak dalej. O
                    tym sie w Polsce nawet nie slyszalo, wiec pozostawmy ten problem na uboczu...


                    Pozdrawiam


                    dradam1

                    • aelithe Re: licencyjny 31.08.05, 20:22
                      Draddam , ale z wyjatkiem lep'u większość Polskich testów to testy
                      wielokrotnego wyboru od jednej do pieciu odpowiedzi z pięciu; nie chcę się
                      pomylić to chyba 1/64 trafienia. więc nieco ponizej 2%
                      W stanach czy kanadzie student nie odpowiada z wiedzy akademickiej tylk z
                      ogołnie uznanych schematów,

                      Druga sprawa słyszałem opinie kilku osób zdających polskie i amerykanskie
                      egzaminy. Wielu z nich wprost mówiło, że amerykanskie testy sa znacznie
                      łatwiejsze.
                      Obejmują jednoznaczne odpowiedzi z ściśle określonego materaiału, do krórego
                      studenci sa przygotowywani przez 4 lata. W polsce oibawiązuje wolna
                      ameryakanka. Ciekaw jestem czy byłby pan w stanie zdać po kilku latach polski
                      test.
                      • dradam1 Re: licencyjny 01.09.05, 02:15
                        aelithe napisał:

                        > Draddam , ale z wyjatkiem lep'u większość Polskich testów to testy
                        > wielokrotnego wyboru od jednej do pieciu odpowiedzi z pięciu; nie chcę się
                        > pomylić to chyba 1/64 trafienia. więc nieco ponizej 2%

                        Wiekszosc pytan "wielokrotnego wyboru" zostala wsadzona obecnie do czesci
                        klinicznej czy jak kto woli komputerowej.A wiec prawdopodobienstwo
                        odpowiedzenia na zasadzie przypadku zmalalo wielokrotnie.

                        Natomiast "single choice" pytania - dalej - jak sie odpowiada "przypadkowo" to
                        przy czterech mozliwosciach prawdopodobienstwo przypadkowego trafienia jest 25
                        %.

                        > W stanach czy kanadzie student nie odpowiada z wiedzy akademickiej tylk z
                        > ogołnie uznanych schematów,

                        I tak i nie, zalezy w ktorej czesci egzaminu. USMLE czesc pierwsza - z
                        pewnoscia jest wylacznie wiedzy "akademickej" poswiecona.

                        >
                        > Druga sprawa słyszałem opinie kilku osób zdających polskie i amerykanskie
                        > egzaminy. Wielu z nich wprost mówiło, że amerykanskie testy sa znacznie
                        > łatwiejsze.

                        ja rowniez tak uwazam.

                        > Obejmują jednoznaczne odpowiedzi z ściśle określonego materaiału, do krórego
                        > studenci sa przygotowywani przez 4 lata. W polsce oibawiązuje wolna
                        > ameryakanka. Ciekaw jestem czy byłby pan w stanie zdać po kilku latach polski
                        > test.

                        Nawet gdobym sie zdecudowal uzyskiwac polska licencje ( co jest prawie ze
                        niesmozliwe), to bylbym z egzaminu zwolniony. Wiec jest to dla mnie nieco
                        kwestia czysto teoretyczna.

                        Pozdrawiam


                        dradam1
                        • Gość: janczenka Re: licencyjny IP: 195.117.117.* 01.09.05, 06:34
                          Wybacz Dradam, ale znow musze sie do Ciebie "przyczepic".

                          Aelithe pisze o egzaminach polskich, ty zas z uporem maniaka znow o
                          kanadyjskich. On o LEPie , Ty o MCC QE (chyba?) i nic z tego nie wynika.

                          Potem dyskutujecie o wiedzy akademickiej i jej roli w egzaminie i Ty nagle
                          wlaczasz do tego jeszcze USMLE, ktory (dla niezorientowanych) jest egzaminem
                          rodem ze Stanow, ale nie wspominasz, ze dotyczy to tylko USMLE step 1.
                          I Ty smiesz uwazac sie za eksperta od testow? Groch z kapusta wprowadzasz do
                          dyskusji, ot tyle dodam...

                          Acha - jeszcze jedno. Nie zawsze wszystko, co pisze przedmowca nalezy rozumiec
                          doslowinie. Jest cos takiego jak przenosnia i to zapewne mial/a na mysli
                          Aelithe pytajac:
                          Ciekaw jestem czy byłby pan w stanie zdać po kilku latach po
                          > polski test.

                          Na tym koncze, bo znow jestem zlosliwa i moge napisac trzy zdania za wiele
                          dotykajac tak drazliwych tematow jak przykladowo inteligencja, rozumienie slowa
                          pisanego, rozumienie kontekstow...

                          Pozdrawiam serdecznie
                          Janczenka
                          • dradam1 prawo jazdy w Chinach 04.09.05, 14:17
                            z zainteresowanie ogladalem niedawno program w BBC na temat tego jak wyglada
                            bezpieczenstwo ruchu drogowego w Chinach.

                            Jak powszechnie wiadomo, dorabiajacy sie Chinczycy zaczeli kupowac i uzywac
                            samochody. Co stalo sie jednym z czynnikow podniesionego zapotrzebowania na
                            rope naftowa i zwyzke cen benzyny... Oczywiscie w dodatku do Katriny.

                            Ale drog w Chinach nie przybylo ostatnia tak duzo, jak duzo przybylo pojazdow.
                            Czynnikiem dodatkowym jest to, ze umiejetnosci kierowcow w Chinach, zwlaszcza
                            poczatkujacych, sa wrecz rozpaczliwe. Bo cale szkolenie kierowcy (w tym i
                            praktyczne) jak rowniez egzamin na prawo jazdy odbywa sie, w tym kraju, na
                            terenie zamknietym. Nie w warunkach "prawdziwego" ruchu drogowego.

                            Oczywiscie taka sytuacja owocuja cala masa wypadkow drogowych i wysoka
                            smiertelnoscia ...Co zreszta naklada sie na to, ze i medycyna chinska nie stoi
                            wysoko. A raczej stoi nisko...

                            Chinczycy sa "smart" i ucza sie chetnie ( czego sam doswiadczylem uczac (przed
                            15 laty mniej wiecej) jednego z mych chinskich przyjaciol jazdy po Kanadzie, a
                            takze zdawania egzaminu.

                            Przypuszczam, ze i w Chinach kazdy kierowiec jest swietnie przygotowany
                            teoretycznie. Kazdy absolwent kursu na prawo jazdy , a takze swiezy posiadacz
                            tego dokumentu, ma w malym paluszku wszystkie najnowsze osiagniecia techniki i
                            technologii w zakresie kierowania pojazdow.

                            Coz, kiedy praktyczne umiejetnosci prowadzenia pojazdow takich
                            wlasnie "nowoupieczonych" kierowcow sa bardzo, ale to bardzo slabe. I jak
                            dlugo sie sami, czesto gesto na wlasnych wypadkach, nie naucza prowadzic
                            pojazdow w realnym zyciu, tak dlugo stanowia zagrozenie nie tylko dla samych
                            sobie, ale takze i dla innych, dobrze juz jezdzacych kierowcow.

                            I gdyby ktokolwiek obecnie usilowal w Chinach wprowadzic taki egzamin i inne
                            przepisy regulujace prowadzenie pojazdow ( wlaczajac "graduate system") jakie
                            mamy w Kanadzie to z pewnoscia spotkal by sie z maksymalnym odporem "przeciez
                            my uczymy sie na najlepszych parkingach, mamy najlepszych instruktorow i
                            zdajemy cala mase egzaminow , czastkowych !!!

                            Zeby udowodnic swoja wartosc trzeba isc w realne zycie. Jezeli sie twierdzi, ze
                            umie sie tyle, ile umieja lekarze z innych krajow - no to trzeba uzyskiwac
                            licencje w tych innych krajach i w nich pokazac, ze sie umie pracowac.

                            Po latach 80 tych nie ma wiekszego strumienia lekarzy z Polski wjezdzajacych do
                            pracy w USA/Kanadzie.

                            A proby porownania wiedzy absolwentow polskich z zakresem wiedzy i umiejetnosci
                            lekarzy w innych krajach, nawet bardzo poczatkujace proby, powoduja spasmy
                            paniki tych wlasnie przygotowywujacych sie do zdawania LEPu osob.


                            Mysle, ze pacjenci w Polsce maja nad czym sie zastanawiac czytajac wypowiedzi
                            janczenki na powyzszy temat. Mysle rowniez ze potrafia sobie wyrobic poglad
                            na temat poziomu fachowego i posiadanych wiadomosci polskich absolwentow.

                            Jak jestes tak dobrze przygotowana na tym swoim polskim uniwerku/akademii
                            medycznej i umiesz tak duzo, to w czym rzecz aby nie tylko zdac LEP, ale zdac
                            tez i PLAB, USMLE, MCC EE (QE) ? Bez najmniejszych problemow .

                            Ja potrafilem zdac dwa z nich, bez problemow. Ale nasze pokolenie bylo twardsze
                            i nie balo sie trudnosci...

                            I nie stanowilo dla nas tajemnicy, ze medycyna jest cholernie trudnym
                            kierunkiem studiow, a wykonywanie tego zawodu wymaga naprawde duzych zdolnosci
                            intelektualnych. I nie jest zawodem dla kazdego...


                            Pozdrawiam

                            dradam1
                            • Gość: janczenka Re: prawo jazdy w Chinach IP: 195.117.117.* 04.09.05, 17:59
                              sluchaj dradam...
                              Po pierwsze - jestem dobrze przygotowana i nie mam sie czego wstydzic.
                              Rownie dobrze przygotowany jest przecietny absolwent polskiej uczelni medycznej.

                              Po drugie - nie bede zdawac tych samych egzaminow co Ty, bo nie czuje takiej
                              potrzeby. Byc moze nie chce wyjezdzac z kraju, byc moze mam wazne powody
                              osobiste - nie zamierzam Ci sie z nich tlumaczyc.

                              Po trzecie - nie rozumiesz nic z tego co do Ciebie pisze. Bzdurzysz cos o
                              Chciach - napisz jeszcze cos o kraju Baskow, uprawie trzciny cukrowej na
                              Kazachstanie albo sniegu na Kilimandziaro - w sumie, dlaczego nie?

                              Moge zdawac i tysiac LEPow, byle egzaminy te mialy jakis sens i czemus sluzyly.
                              Czego i Tobie zycze.

          • oxygen35 Re: LEP 29.08.05, 06:21
            Gość portalu: janczenka napisał(a):


            egzamin
            > w formie obecenej jest ogolnopolski a programy, jakie realizowalismy na
            > studiach byly dostosowany do danej uczelni.


            Tu sie z Toba zgadzam. I mam nadzieje, ze wprowadzenie egzaminu ujednolici
            programy nauczania, choc kolejnosc tych dzialan powinna byc odwrotna.


            > - w USA i Kanadzie (ktora tak zachwala i gloryfikuje Dradam) egzamin
            > lecencjacki to niejako "Biznes" - mozna zapisac sie na kurs przygotowujacy,
            > istnieja bazy pytan, sa jasno okreslone zakresy materialu i wymagania.
            > A u nas? Pytania z ostatnich sesji sa ponoc chronione prawem autorskim, lista
            > zalecanych podrecznikow jest jakas kpina (zainteresowani wiedza o czym
            pisze) -


            Nie wiem jak jest w Kanadzie, ale wiem jak ta sprawa wyglada w USA. Owszem, sa
            specjalne kursy przygotowujace do egzaminu USMLE (tak sie tutaj on nazywa), ale
            kosztuja kilka tysiecy dolarow i studentow rzadko na nie stac. Korzystaja z
            nich raczej cudzoziemcy.
            Nie ma zadnej listy wymaganych podrecznikow! Nie ma zadnej gieldy pytan!
            Istnieja zbiory PRZYKLADOWYCH pytan testowych, ale zadne z nich nigdy nie
            pojawi sie na egzaminie. Owszem, spotkalam sie z opublikowanymi tzw. retired
            questions (do USMLE Step1), ale dopiero po wycofaniu ich z puli pytan
            egzaminacyjnych, glownie dlatego, ze byly juz malo aktualne. Generalnie to, z
            jakich zrodel (podreczniki, testy) sie przygotowujesz do egzaminu nikogo tu nie
            obchodzi. Masz byc przygotowanym najlepiej jak potrafisz i egzamin zdac.
            Wolna amerykanka? Mozliwe. Ale chyba sie sprawdza, skoro nikt nie protestuje i
            sie nie oburza na forme egzaminu.



            > LEP bylby - i owszem slusznym i potrzebnym egzaminem, ale gdyby jego
            > wporowadzieniu towarzyszyly jasne i przejrzyste kryteria i zasady, ktore my -
            > lekarze znalibysmy juz na pierwszym roku naszych studiow.


            Wydaje mi sie, ze znacznie istotniejsza jest tu nie "swiadomosc istnienia LEPu
            od pierwszego roku studiow" (bo i tak bylyby protesty w nieskonczonosc, jak z
            nowa matura), ale fakt, ze jego wynik nie przeklada sie na perspektywe
            przyszlej kariery zawodowej. To jest moim zdaniem najwieksza porazka tego
            egzaminu. Bo on donikad tak naprawde nie prowadzi. Przynajmniej w obecnej
            formie.
            W USA wyniki uzyskane na egzaminach USMLE sa podstawowym kryteruim selekcji
            kandydatow ubiegajachych sie o rezydentury. Lepsze wyniki - wieksze szanse na
            miejsce w dobrym programie specjalizacyjnym. To bardzo przejrzyste zasady, mam
            nadzieje, ze w Polsce tez w koncu ktos dojrzeje do ich wprowadzenia.
        • oxygen35 Re: autopoprawka 29.08.05, 06:34
          a jest 700 teraz
    • Gość: @ Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach IP: *.232.129.58.Dial1.LosAngeles1.Level3.net 29.08.05, 15:31
      Bo tak jest w Hameryce, a wiadomo, gdzie konia kuja, tam zaba noge nadstawia...
    • aloalo2001 Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 30.08.05, 22:35
      A ja rozumiem tych młodych ludzi. 6 lat studiów (usa i kanada-4), potem 13
      miesięcy staż, potem 3 miesiace czekasz na LEP, potem wyniki egzaminu i dopiero
      wtedy prawo wykonywania zawodu, czyli około 8 lat po rozpoczęciu studiów.
      Następnie znów egzaminy na specjalizacje, czekanie na miejsce specjalizacyjne,
      rezydenturę. I wreszcie 5-6 letnie programy specjalizacji podstawowych.
      I cały ten wysiłek jest zupełnie nieopłacalny, bo na rezydenturze zarabia się
      wiecej niż ze specjalizacją. Czasowo, studia i uzyskanie specjalizacji zajmuje
      13-14 lat. Długo w porównaniu do innych krajów.

      A LEP w Polsce stał się jeszcze jedną dodatkową przeszkodą do pokonania.

      A studenci to chyba są różni, tak jak wszędzie... nie wydaje mi się jednak, aby
      w Polsce byli jacyś szczególnie gorsi. Inny system nauczania i trudno
      porównywać.
    • Gość: janczenka...Dradam Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach IP: 195.117.117.* 31.08.05, 19:33
      Dradam napisal:
      >No tak logika tego rozumowania nie jest wielka. Przy Twoim sposobie
      rozumowania.
      >Moze wiec dowiesz sie, ze ja sie nie zajmuje polskimi absolwentami, zajmuje
      >sie kanadyjskimi absolwentami kanadyjskich studiow medycznych.
      >Polskich lekarzy juz obecnie, tutaj, malo wjezdza.

      To, czy zajmujesz sie polskimi czy kanadyjskimi absolwentami nie jest mi
      wiadomym bo i niby dlaczego? Jestem Twoim biografista, chyba raczej nie,
      nieprwadaz?
      Nadal jednak nalegam skad wziales te "szokujace" dane iz 80% Polakow oblewa
      MCCEE - jest to dla mnie wazne o tyle, iz na tej podstawie nazwales
      nas "niedouczonymi" wiec nalegam abys rozwinal te mysl.
      Z drugiej strony - piszesz o MCCEE i kanadyjskich absolwentach - jakas
      niescislosc sie wdarla: przeciez oni nie zdaja MCC EE. Jakas pomylka Dradam?
      Cos za "gruba" jak na korepetytora?
      A wiesz dlaczego Polakow tak malo przyjezdza do Kanady? Bynajmniej nie z powodu
      egzaminow jeno za sprawa przepisow, ktore sa tak restrykcyjne iz nawet
      Kanadyjczycy, ktorzy koncza uczelnie medyczne poza granicami swego ojczystego
      kraju maja problemy z rezydentura i w tej sytuacji wybieraja USA. Czyzbys tego
      nie wiedzial?


      >Alez oczywiscie. Jak sie ustawia prog pass/fail nisko, to nawet przy trudnych
      >pytaniach egzaminicayjnych wiecej osob zdaje. Bo wystarczy odpowiadac "losowo"
      >i jak prog jest na poziomie 35 % , a sa cztery mozliwosci ( przy kazdym
      >pytaniu) to juz na wstepie kandudat , nie znajacy w ogole odpowiedzi, ma score
      >25 %.

      Wybacz Panie Dradam, ale nie moge przyznac racji.
      Na pytania testowe odpowiadam najlepiej jak potrafie a na te, na ktore
      odpowiedzi nie znam odpowiadam tak, jak wydaje mi sie najbardziej prawdopodobne.
      Nie jestem malpa, zeby tylko i wylacznie "strzelac" i nie sadze, zeby
      egzaminowani preferowali te taktyke.

      >Widze, ze niewiele Was tam ucza na temat egzaminowania...

      Na uczelni medycznej uczyli nas generalnie wiedzy medycznej a nie teorii
      egzaminowania. Wybacz, ale kolejny raz gadasz jakies "uczone" farmazony.


      >Miedzy innymi dlatego, ze w Polsce pacjent jest zdany na siebie i na laske
      >rodziny. Nie ma na przyklad social workers. Jak trzeba podjac jakies
      >wazniejsze
      >decyzje co i jak urzadzac dla chorego przewlekle pacjenta ( chore na nowotwor
      >dziecko) to bierze udzial w takich dzialaniach nie tylko
      >pielegniarkalekarz,farmaceuta ( zawozacy leki do domu pacjenta i pomagajacy w
      >przygotowaniu), lab technician (ktory jedzie do domu pacjenta pobierac
      >probki),psycholog ( zajmujacy sie rodzina pacjenta) i tak dalej i tak dalej. O
      >tym sie w Polsce nawet nie slyszalo, wiec pozostawmy ten problem na uboczu...

      Panie Dradam - a na kogo ma byc zdany pacjent jesli nie na rodzine? Czasy
      panstwa opiekunczego sie skonczyly, w Kanadzie takze. Nie wiem skad te Twoje
      nawiedzone wizje.
      A "social workers" tez mamy. Wybacz po raz kolejny ale zachowujesz sie jak
      typowy Polonus co to nie byl w kraju 25 lat i nadal przysyla do kraju paczki z
      pomaranczami..

      Acha - jeszcze jedno. Nie lubie i nie toleruje wstawek w jezyku angielskim, tak
      jak to robisz. Czyzbys zapomial mowy ojczystej? Rozumiem, ze jezyk angielski
      jest "miedzynarodowy", sama posluguje sie nim biegle ale moim zdaniem
      ubarwianie swych wypowiedzi angielszczyzna jest pretensjonalne i w bardzo zlym
      guscie. No coz - Polska "papuga narodow"? Niegdys lacina, potem francuszczyzna
      a teraz kolej na amerykanizacje?

      Pozdrawiam i zycze dalszych sukcesow w reklamowaniu zdobyczy zachodniej
      medycyny. Przepraszam za zlosliwosc, ale nazywanie polskich
      lekarzy "niedouczonymi" i sluzenie linkami z najnowszymi wytycznymi bylo
      niesmaczne. Wyobraz sobie Pan, Panie Dradam, ze wiekszosc lekarzy jest na
      biezaco z wszelkimi najnowszymi zaleceniami. To, czy sa mozliwosci ich
      realizacji to juz inna sprawa, ale przebywajac tyle na forum i wiedzac tak
      wiele o problemach polskiej sluzby zdrowia oraz warunkach w jakich przyszlo
      pracowac polskim lekarzom tym bardziej nie masz prawa wyrazam sie z takim
      lekcewazeniem o naszych umieketnosciach.

      Janczenka
      • dradam1 Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 01.09.05, 02:43
        Gość portalu: janczenka napisał(a):

        (...)
        > Nadal jednak nalegam skad wziales te "szokujace" dane iz 80% Polakow oblewa
        > MCCEE - jest to dla mnie wazne o tyle, iz na tej podstawie nazwales
        > nas "niedouczonymi" wiec nalegam abys rozwinal te mysl.

        Dane MCC.

        > Z drugiej strony - piszesz o MCCEE i kanadyjskich absolwentach - jakas
        > niescislosc sie wdarla: przeciez oni nie zdaja MCC EE. Jakas pomylka Dradam?
        > Cos za "gruba" jak na korepetytora?

        Nigdy nie pisalem, ze absolwenci kanadyjskich uniwersytetow zdaja ewaluacyjny.

        > A wiesz dlaczego Polakow tak malo przyjezdza do Kanady? Bynajmniej nie
        > z powodu
        > egzaminow jeno za sprawa przepisow, ktore sa tak restrykcyjne iz nawet
        > Kanadyjczycy, ktorzy koncza uczelnie medyczne poza granicami swego ojczystego
        > kraju maja problemy z rezydentura i w tej sytuacji wybieraja USA. Czyzbys
        tego
        > nie wiedzial?

        Praktycznie biorac od tego roku juz nie maja. Ale za to musza zdawac
        ewaluacyjny i z tym sa niestety problemy. Przynajmniej w odniesieniu do
        absolwentow polskich uczelni. Bo choc studia dosc tanie ( na przyklad w
        porownaniu z Irlandia), to szanse na zdanie egzaminu ewaluacyjnego sa
        niewielkie.

        Takze nie jest to wiec sprawa przepisow, ale niskiego poziomu polskich uczelni.
        A takze prostego faktu, ze wybor kandydatow na studia podyplomowe odbywa sie na
        zasadzie "lepszy dostaje".


        >
        > Na uczelni medycznej uczyli nas generalnie wiedzy medycznej a nie teorii
        > egzaminowania. Wybacz, ale kolejny raz gadasz jakies "uczone" farmazony.

        Za to w Kanadzie/USA uczy sie tez sztuki zdawania egzaminow.

        >
        >
        > Panie Dradam - a na kogo ma byc zdany pacjent jesli nie na rodzine? Czasy
        > panstwa opiekunczego sie skonczyly, w Kanadzie takze. Nie wiem skad te Twoje
        > nawiedzone wizje.
        > A "social workers" tez mamy. Wybacz po raz kolejny ale zachowujesz sie jak
        > typowy Polonus co to nie byl w kraju 25 lat i nadal przysyla do kraju paczki
        > z
        > pomaranczami..

        Nie bede dyskutowal z osoba, ktora na sprawie sie nie zna.Pacjentem
        z "metabolic syndrom" zajmuje sie dietetyk, pielegniarka - edukator,
        laboratorium ( HgbA1C, APoB-100, CRP,mikroalbuminuria, creatinine
        clearance,prfil lipidowy, produkty przemiany adrenaliny),okulista,jak potrzeba
        to nefrolog, pacjent ma wykonane US brzucha i nerek. Wymieniam tylko
        najwazniejsze elementy tego tzw. "multidisciplinary approach", ktorego w Polsce
        nie ma, bo kogo na to stac ?

        >
        > Acha - jeszcze jedno. Nie lubie i nie toleruje wstawek w jezyku angielskim,
        tak
        >
        > jak to robisz. Czyzbys zapomial mowy ojczystej? Rozumiem, ze jezyk angielski
        > jest "miedzynarodowy", sama posluguje sie nim biegle ale moim zdaniem
        > ubarwianie swych wypowiedzi angielszczyzna jest pretensjonalne i
        > w bardzo zlym
        > guscie. No coz - Polska "papuga narodow"? Niegdys lacina,
        > potem francuszczyzna
        > a teraz kolej na amerykanizacje?

        Nie interesuje mnie ten temat. Zycie jest jakie jest. Podobnie z jezykiem. W
        jezyku angielskim ukazuje sie najwiecej (z calego swiata ) publikacji
        medycznych , a takze podrecznikow.

        >
        > Pozdrawiam i zycze dalszych sukcesow w reklamowaniu zdobyczy zachodniej
        > medycyny. Przepraszam za zlosliwosc, ale nazywanie polskich
        > lekarzy "niedouczonymi" i sluzenie linkami z najnowszymi wytycznymi bylo
        > niesmaczne. Wyobraz sobie Pan, Panie Dradam, ze wiekszosc lekarzy jest na
        > biezaco z wszelkimi najnowszymi zaleceniami. To, czy sa mozliwosci ich
        > realizacji to juz inna sprawa, ale przebywajac tyle na forum i wiedzac tak
        > wiele o problemach polskiej sluzby zdrowia oraz warunkach w jakich przyszlo
        > pracowac polskim lekarzom tym bardziej nie masz prawa wyrazam sie z takim
        > lekcewazeniem o naszych umieketnosciach.
        >

        Wlasnie na tym polega problem.
        Jak sie czegos nie uzywa to nie ma sie doswiadczenia. To tak jak z jazda na
        lyzwach. Sama teoria nie wystarcza. Trzeba ciagle i na biezaco wiedze , cala
        dostepna, uzywac... A na dokladke trzeba ta wiedze stale uzupelniac.
        Wytyczne w Kanadzie/USA sa ustalane co roku. Co wiecej - obowiazkiem lekarza
        nie jest ich slepe stosowanie.

        Ciekawostka jest to, ze pacjenta z portugalskim/hiszpanskim rodowodem ja z
        przyjemnoscia traktuje zgodnie z wytycznymi z wlasnie tego regionu. Bo wraz z
        nabyciem obywatelstwa kanadyjskiego komponent genetyczno-enzymatyczny pacjenta
        sie przeciez nie zmienia. I wolno mi to tutaj robic, a nawet jest pochwalane.

        W Polsce nie pisze sie o tym, ze nalezy dobierac schematy leczenia , na
        przyklad zespolu metabolicznego, w zaleznosci do "ethnicity" pacjenta.

        Jak lekarz polski ( rodzinny) nie zleca na codzien MRI/CT to skad ma sie
        nauczyc (praktycznie) co i jak sie zleca ? Jak polski lekarz rodzinny nie
        zleca CRP/ApoB-100 poziomow to skad ma sie nauczyc kiedy i dlaczego sie te
        badania zleca ?

        Nawet gdyby chcial zlecac te badania ( standartowe obecnie, w nowoczesnej
        medycynie) to skad by na to bral pieniadze, aby doplacac tysiace zlotowek do
        pacjentow ?

        W mojej okolicy (prowincji) to lekarz rodzinny kieruje pacjenta na przeszczep
        komorek trzustki. A ilu pacjentow ma ten zabieg wykonany w Polsce, co roku ?
        Nawet gdyby byl wiec on wykonywany to skad lekarze rodzinni maja nabrac
        doswiadczenia ?

        Oficjalna pozycja jednego z naszych registrarow (college) jest taka, ze polscy
        lekarze maja ograniczona wiedze w wielu tych obszarach ( i z tym sie zgadzam) .
        Co nie znaczy, ze nie moga swojej wiedzy i doswiadczenia uzupelnic. Ale
        uzupelnienie nie jest mozliwe w Polsce, no bo i jak ?

        Pozdrawiam


        dradam1
        • Gość: janczenka Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach IP: 195.117.117.* 01.09.05, 06:25
          Z calym szacunkiem dla Ciebie Dradam - ale piszesz nie na temat.

          Dane MCC powiadasz? Udowodnij...

          Piszesz, ze nie wspominales , iz kanadyjczycy zdaja MCC EE? Jasne, ze nie
          wprost, ale wynikalo tak z kontekstu Twych wypowiedzi. Wiedzialam doskonale, iz
          bylo to zwykle przeoczenie ale z premedytacja zwrocialm Ci na nie uwage, gdyz
          zauwazylam iz nie dyskutujesz rzeczowo, moze powiem inaczej - nie wyrazasz sie
          dosc jasno. Innymi slowy - w moim odczuciu "macisz" i zamydlasz tematy.

          Co do przepisow, jakie musza obejsc Polacy - wybacz, ale twierdzac iz jest to
          tylko i wylacznie sprawa zdania MCC EE - po prostu sie kompromitujesz. Nie mam
          czasu wyluszczac tematu, ale powiem tylko tyle - na dana chwile (czyli w
          okresie uznawalnosci naszych dyplomow i specjalizacji w UE, ktos kto decyduje
          sie na emigracje zarobkowa do Kanady nie majac prawa stalego pobytu w tym kraju
          jest mowiac krotko - glupcem badz szalencem niezorientowanym w realiach)

          Smiech pusty mnie ogarnal czytajac Twoja uwage:
          > W Polsce nie pisze sie o tym, ze nalezy dobierac schematy leczenia , na
          > przyklad zespolu metabolicznego, w zaleznosci do "ethnicity" pacjenta.

          Czlowieku - w Polsce 99,9% ludzi to po prostu Polacy! Czasy zroznicowania
          skonczyly sie wraz z panowaniem Hitlera, skad takie bzdury przychodza Ci do
          glowy by je pisac? Czasy Zydow Aszkenazyjskich sie skonczyly.
          Czyz Ty sie z choinki urwal, zeby jako argument na "niedouczenie" polskich
          lekarzy podawac fakt, iz nie znaja oni schematow leczenia zespolu
          metabolicznego w zaleznosci od zroznicowania etnicznego? Kpisz chyba.
          Przyznam sie, ze o niedokrwistosci sierpowatokrwinkowej takze wiem niewiele.
          Jak i o tradzie oraz trzecim okresie kily. Skoro lubisz tak liczby, to oblicz
          mi prosze jakie jest prawdopodobienstwo, iz w 30 tysiecznym, peryferyjnym
          polskim miescie spotkam czlowieka z niedokrwistoscia sierpowatokrwinkowa ?

          Piszesz o tym, ze pacjenci z zespolem metabolicznym maja robione USG nerek.
          Masz racje - to jest niebywale osiagniecie medycyny kanadyjskiej. U nas takich
          chorych (bez wstepnej segregacji rasowej, oczywiscie) nadal wsadza sie na trzy
          zdrowaski do pieca.

          A co do tandemu "lekarz rodzinny + badanie MRI i inne" to znow sie osmieszasz.
          Czyzby w Kanadzie kazdy chory na dzien dobry mial robione MRI?
          Jesli jest taka potrzeba to uwierz - i u nas sie to wykonuje.
          Gorzej z dostepnoscia i finansowanie badan, ale przeciez dyskutujemy
          o "niedouczeniu" polkich lekarzy a nie bolaczkach sluzby zdrowia, czyz nie?

          I jeszcze jedno. Wytlumacz mi zatem rzecz jedna: zalozmy, iz nic nie wiem o
          sluzbie zdrowia w Kanadzie, jestem taki burok ze wsi. I nagle ogladam film
          kanadyjski, zdobywce Oskara bodaj z 2003 roku "Inwazja barbarzyncow" ("Invasion
          of the barbarians" - dla ulatwienia dodam) - i coz widze? Sluzba zdrowia w tym
          kraju skorumpowana, pacjent z nowotworem aby uniknac kolejki do badania TK
          jedzie wykonac je za granice, do Stanow...I jakos obrz tem cos znajomego mi
          przypomina. Co? Moze Polske...

          Wiec wybacz, ale dyskusje prowadzic bede dotad, az przyznasz, iz lekarz Polski
          nie jest "niedouczony" . Bo z tym zgodzic sie nie moge. Owszem, zdarzyc sie
          moga jednostki lekarskie z brakami w wiedzy, ale absolutnie nie masz prawa
          twierdzic "lekarz polski jest niedouczony"

          Janczenka
        • aloalo2001 Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach 04.09.05, 14:57
          Jest taka fajna gra do cwiczenia z mlodszym rodzenstwem, o dolara, albo o jeden
          cukierek. Rzucamy moneta, ja wygrywam jak jest orzel, ty jak reszka, ja siadam
          z torba cukierkow ty z czterema, kazdy kladzie do puli po jednym i rzucamy.
          Mamy rowne szanse czy nie?

          Moim zdaniem Pan Dradam przesadza z tym moralizatorsko kaznodziejskim tonem.
          Janczenka nie jest przeciwko Lep'owi, ale chciałaby wiedzieć w jakim celu zdaje
          ten egzamin? I w jaki sposób to przełoży się na dalsze jej losy?

          Nie wiem na jakiej Pan sądzi, że w latach 80-tych był wyższy poziom nauczania
          medycyny w Polsce niż obecnie? Na podstawie ilości emigrującyh lekarzy do
          Kanady czy Usa?

          Z całym szacunkiem Panie Dradam dla zdobyczy kanadyjskiej medycyny, ale w
          Polsce nie jest aż tak źle. Przynajmniej jeśli chodzi o przytaczane przykłady.
          Nie przeszczepiamy wysp trzustkowych, ale z chorym z zespołem metabolicznym
          (według najnowszych wytycznych IDF z Berlina), czy nadciśnieniem tętniczym
          sobie radzimy. Może dawno w Polsce nie byłeś, aby o tym sie przekonać?

          A tak zupełnie z ciekawości, to ilu pacjentów na zabieg przeszczepiania wysp
          trzustkowych w Kanadzie? Jak by nie liczyć nawet w Edmonton średnia długość
          przeżycia takiego przeszczepu wynosi 1,5 roku. Jest to nadal marginalna metoda
          leczenia cukrzycy typu 1.


          • Gość: janczenka Re: Dlaczego w Polsce jest LEP a w innych krajach IP: 195.117.117.* 04.09.05, 18:29
            Swietnie to ujelas aloalo2001.

            Jestem juz chora slyszac kolejne doniesienia, jak to swietnie jest na
            Zachodzie. Jest swietnie, bo swietnie placa i maja wieksze mozliwosci
            (finansowe). Tylko tyle.

            Polski lekarz nie jest wcale glupszy od kanadyjskiego i zeby to udowodnic wcale
            nie musi zdawac MCC QE. Widzialam te pytania, przegladalam sporo literatury
            anglojezycznej - zadne orly i sokoly medyczne tam nie praktykuja.

            A Dradam ma mniej wiecej taka sama filozofie jak wszyscy piszacy na forum
            Polonia, tyle tylko ze wyraza sie troche "lepszym" jezykiem.
            Polska dla nich to "polinezja", trzeci kraj, meksyk europy a wszystko, co
            polskie z zalozenia jest glupie, zle, niedouczone, prowincjonalne i parszywe.
            Wstyd mi za takich ludzi.

            Jesli jedynym celem Twego Dradam bytowania na tym forum jest poprawienie sobie
            humoru i utwierdzenie sie w tym, ze emigracja byla dobrym wyborem - to
            gratuluje sposobu.

            A Twoje gadania o rasowosci w zespole metabolicznym i oznaczaniu apo B to sa
            bzdury nad bzdurami jakich dawno nie czytalam. Od jutra zaczne wygladac do
            poczeklani czy aby nie przyszedl do mnie jakis otyly Hundus badz Chinczyk aby
            oznaczyc mu apoB i z duma odsapnac: oto jestem czlonkiem swiatowego poziomu. W
            poczucie doskonale wypelnionego obowiazku moj "kompleks" (jaki weglug Dradama
            miec powinnam) niedouczonego, polskiego znachora z pewnoscia sie zmiejszy...

            Pozdrawiam wszystkich polskich lekarzy, ktorzy pomimo trudnosci finansowych,
            czasowych i wszystkich innych chca jeszcze pracowac w Polsce, co wiecej -
            douczaja sie....
            • dradam1 do przegladajacej 04.09.05, 23:22
              Gość portalu: janczenka napisał(a):

              > (...) Widzialam te pytania, przegladalam sporo literatury
              > anglojezycznej - zadne orly i sokoly medyczne tam nie praktykuja.

              Nie praktykuja.
              Ale jest roznica miedzy "przegladaniem" a "zdaniem".
              No wiec najpierw zdaj egzamin niemiecki lub brytyjski, a potem zaczniemy
              wierzyc, ze znasz sie (mniej wiecej) na rzeczy.

              Pozdrawiam

              dradam1
              • Gość: janczenka Re: do przegladajacej IP: 195.117.117.* 05.09.05, 06:26
                dradam1 napisał:

                > No wiec najpierw zdaj egzamin niemiecki lub brytyjski, a potem zaczniemy
                > wierzyc, ze znasz sie (mniej wiecej) na rzeczy.

                Vece versa Panie "omnibus". Zdaj pan LEP, to porozmawiamy.
                A z drugiej strony - logika twego rozumowania i agrumentacja sa troszke niezbyt
                atrakcyjne i wyswiechtane, czyz nie? Dominuje retoryka pod haslem "wszystko
                jest lepsze a wy sie nie oddzywajcie bo nie zdaliscie MCC EE, MCC QE, USMLE itd"

                W takim razie pytam raz jeszcze - czy jest tto Twoj emigracyjny sposob by
                poprawic sobie humor i upewnic sie w slusznopsci wyjazdu z tego "dzikiego"
                kraju w ktorym pacjent jest traktowany przez "niedoukow" nie oznaczajacych mu
                standardowo apo B i ktory nie moze liczyc na przeszczep wysp trzustkowych?

                Janczenka
                • dradam1 Re: do przegladajacej 05.09.05, 06:45
                  Gość portalu: janczenka napisał(a):

                  >
                  > Vece versa Panie "omnibus". Zdaj pan LEP, to porozmawiamy.

                  Ja nie musze zdawac. Ja mam licencje w Polsce ( co byloby dla mnie osobista i
                  profesjonalna katastrofa) i bez tego egzaminu.


                  > A z drugiej strony - logika twego rozumowania i agrumentacja
                  > sa troszke niezbyt
                  > atrakcyjne i wyswiechtane, czyz nie? Dominuje retoryka pod haslem "wszystko
                  > jest lepsze a wy sie nie oddzywajcie bo nie zdaliscie MCC EE, MCC QE,
                  > USMLE itd
                  > "
                  >
                  > W takim razie pytam raz jeszcze - czy jest to Twoj emigracyjny sposob by
                  > poprawic sobie humor i upewnic sie w slusznopsci wyjazdu z tego "dzikiego"
                  > kraju w ktorym pacjent jest traktowany przez "niedoukow" nie oznaczajacych mu
                  > standardowo apo B i ktory nie moze liczyc na przeszczep wysp trzustkowych?

                  Oczywiscie jedna z przeslanek do decyzji wyjazdu za granica bylo to, ze za
                  granica Polski moge rzeczywiscie pacjentom pomagac, a nie tylko udawac, ze
                  pomagam.

                  Moze nie maja oni w 100% to co najlepsze na swiecie w zakresie medycyny. Ale
                  nikt nie umiera, bo nie stac go na leki. Lekarz nie placi z wlasnej kieszeni za
                  badania radiologiczne/laboratoryjne i tak dalej i tak dalej.

                  Mysle, ze powinnas wiedziec, iz kazdy , przecietnie, lekarz generuje co roku
                  okolo 1.5 mln dolarow wydatkow na takie wlasnie cele (leki,badania itp.). Wiec
                  jego zarobki to jest jedynie mala czesc tego co wydaje sie na kazdego zdrowego
                  lub chorego mieszkanca.

                  Jezeli wiec musze powiedziec pacjentowi "tego sie nie da zrobic w naszym
                  miescie" to wiem, ze wladze zaplaca, aby pacjent mogl wyjechac do najlepszego
                  osrodka na swiecie na leczenie . W Kanadzie lub poza Kanada.

                  I to sprawia mi satysfakcje...


                  Pozdrawiam


                  dradam1

                  PS. Radze sobie poczytac :

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=20622464&a=20622464&v=2&wv.x=1
        • dradam1 portability... 04.09.05, 23:18
          Dwie osoby za wszelka cene usiluja mi cos udowodnic. Co - to ja jeszcze nie
          jestem pewien.

          Miedzy innymi usiluja mi dowiesc, ze lekarze w Polsce nie musza zdawac
          egzaminow ( w tym licencyjnego). Bo i po co ?

          Ano wydaje mi sie, ze nie jest to sprawa tak jednoznaczna.
          Bo miedzy innymi w gre wchodza dwa pojecia :

          -porownywalnosci licencji
          -oraz zdolnosci lekarza do przenoszenia sie do innych krajow.

          Circa 60 % absolwentow kanadyjskich uczelni zdaje rowniez sobie USMLE ( czyli
          egzamin amerykanski). Czy dlatego, ze musza sobie cos udowodnic ? Z pewnoscia
          nie. Ale majac ten egzamin w kieszeni wiedza, ze znajda oni od reki prace poza
          granicami Kanady. Nie tylko zreszta w USA...

          Porownujac wyniki absolwentow kanadyjskich i amerykanskich ( bo jest rowniez
          i "ruch" osobowy odwrotny) "Joint Accreditation Committee" wie, ze poziomy
          uczelni w obu tych krajach sa podobne. I to jest dodatkowy befefit tego
          zjawiska.

          Bo jak ktorys lekarz nie bedzie dobrze zarabial ( i wladze o tym wiedza) to od
          reki znajdzie prace za granica.

          I tylko takie "mierzenie" poziomu wyksztalcenia absolwentow studiow medycznych
          ma rece i nogi.

          Innym problemem jest to, iz ktos usiluje mi wytlumaczyc, ze medycyny mozna
          nauczyc sie wylacznie z podrecznika. Ze wiedza teoretyczna wystarcza.

          No cos, mysle ze wszystkim chirurgom i ginekologom sie w tym momencie skalpele
          zaczynaja same ostrzyc.

          Ale nie tylko o zdolnosci manualne chodzi.

          Wrocmy na chwile do "Edmonton protocol". Rzeczywiscie niewiele takich
          przeszczepow komorek trzustek wykonano. Na cala Kanade nieco tylko wiecej niz
          przeszczepow serca w Polsce.

          ALE :

          przeszczep komorek trzustki to nie jest tylko trudna sprawa technicznie. To
          rowniez kwestia dobrania dwoch dawcow (niezywych) i jednego biorcy. Bo jak na
          razie zabieg sie wykonuje z dwoch martwych dawcow. Czyli nie tylko ci dawcy
          musza byc pi razy drzwi zgodni miedzy soba, ale takze obaj oni musza byc, mniej
          wiecej , zgodni z biorca.

          Co oczywiscie przygotowanie do zabiegu robi cholernie trudnym.

          Warto wiec aby korespondentka o tym wiedziala i pamietala piszac, ze sredni
          okres przezycia takiego transplantu to tylko poltora roku ( w rzeczywistosci
          jest to nieco dluzej).

          Ostatnio Dr. Shapiro wykonal pierwszy przeszczep z zyjacego jednego dawcy. I
          mysle, ze tutaj jest droga na przyszlosc. Ale wykonanie tego przeszczepu bylo
          mozliwe tylko po zebraniu doswiadczen z tych kilkuset (u nas) przeszczepow,
          ktore zrobiono w kombinacji " dwaj zmarli - jeden zywy".

          W POlsce w ogole sie tego zabiegu nie wykonuje. Wiec lekarzy polskich
          (zwlaszcza polskich absolwentow medycyny, bo o nich dyskutujemy) wiedza w tym
          zakresie jest tylko i wylacznie podrecznikowa. W Wielu prowincjach Kanady na
          zabieg przeszczepu kieruje lekarz rodzinny. A wiec musi on wiedziec bardzo
          dobrze kogo i kiedy kierowac.

          Czy jest wiec miedzy lekarzami , wspomnianymi powyzej, jakas roznica ?

          Trudno jest mi argumentowac, ze nie ma...

          Na marginesie : (studenci) absolwenci kanadyjscy nie traca czasu na pisanie
          historii choroby. Nie marnuja czasu na obnoszenie papierkow i ich przyklejanie
          ich. Nie sluza do trzymania hakow...

          Pozdrawiam


          dradam1

          A tak a propos: ApoB-100 oraz CRP wykonuje sie obecnie standartowo, niezaleznie
          od tego czy pacjent jest Hindusem czy Laponczykiem... To tak dla informacji.
          Jest to czesc standartowej oceny ryzyka choroby wiencowej.

          • Gość: janczenka Re: portability... IP: 195.117.117.* 05.09.05, 06:18
            dradam1 napisał:
            > Dwie osoby za wszelka cene usiluja mi cos udowodnic. Co - to ja jeszcze nie
            > jestem pewien.

            Nie zamierzam zatem Ci tlumaczyc, jesli nie rozumiesz.


            > Miedzy innymi usiluja mi dowiesc, ze lekarze w Polsce nie musza zdawac
            > egzaminow ( w tym licencyjnego). Bo i po co ?

            To, ze ulozyles i napisales to zdanie swiadczy o tym, co juz wczesniej
            podejrzewalam - masz trudnosci z interpretacja tego, co pisza do Ciebie rozmowcy
            Albo druga mozliwosc - jestes ignorantem.

            > Circa 60 % absolwentow kanadyjskich uczelni zdaje rowniez sobie USMLE ( czyli
            > egzamin amerykanski).

            Myslisz, ze zdaja to dla hobby? Robia to, bo chca pracowac w USA. A niektorzy
            zdaja go dlatego, iz w USA latwiej dostana sie na rezydenture jaka chcieliby
            robic.




            To wytlumacz mi zatem jedno: przychodzi do mnie otyly pacjent z nieprawidlowymi
            warosciami cholesterolu, z nadcisnieniem. Jesli oznacze mu apo B i CRP - coz
            zmieni to w moim postepowaniu? Wyjasnij mi to Dradam , bo czegos tu nie
            rozumiem...Niezaleznie od ilosci badan, jakie zrobie temu grubaskowi to nic nie
            pomoze mu lepiej niz sprawa najprostsza - zrzucenie wagi.

            > A tak a propos: ApoB-100 oraz CRP wykonuje sie obecnie standartowo,
            niezaleznie
            >
            > od tego czy pacjent jest Hindusem czy Laponczykiem... To tak dla informacji.
            > Jest to czesc standartowej oceny ryzyka choroby wiencowej.

            Kolejne zdanie, ktore potwierdza trudnosci Dradama z wlsciwa ocena slowa
            pisanego.Przykro mi.

            Janczenka
            • dradam1 porownywalnosc 05.09.05, 07:07
              Gość portalu: janczenka napisał(a):

              (...)
              >
              >
              > > Miedzy innymi usiluja mi dowiesc, ze lekarze w Polsce nie musza zdawac
              > > egzaminow ( w tym licencyjnego). Bo i po co ?
              >
              > To, ze ulozyles i napisales to zdanie swiadczy o tym, co juz wczesniej
              > podejrzewalam - masz trudnosci z interpretacja tego, co pisza do
              > Ciebie rozmowcy
              > Albo druga mozliwosc - jestes ignorantem.

              Mysle, ze czytajacy to ocenia najlepiej. I wyciagna wnioski...

              >
              > > Circa 60 % absolwentow kanadyjskich uczelni zdaje rowniez sobie USMLE
              > ( czyli egzamin amerykanski).
              >
              > Myslisz, ze zdaja to dla hobby? Robia to, bo chca pracowac w USA. A niektorzy
              > zdaja go dlatego, iz w USA latwiej dostana sie na rezydenture jaka chcieliby
              > robic.

              Interesujacymn zjawiskiem, jest to ze osoby robiace rezydentury kanadyjskie
              moga zdawac amerykanski egzamin specjalizacyjny. I uzyskiwac, dodatkowo do
              swego kanadyjskiego, fellowshipu, rowniez i tytul "fellow" w USA. W odwrotna
              strone to nie dziala.


              (...)
              >
              > To wytlumacz mi zatem jedno: przychodzi do mnie otyly pacjent z
              nieprawidlowymi
              >
              > warosciami cholesterolu, z nadcisnieniem. Jesli oznacze mu apo B i CRP - coz
              > zmieni to w moim postepowaniu? Wyjasnij mi to Dradam , bo czegos tu nie
              > rozumiem...Niezaleznie od ilosci badan, jakie zrobie temu grubaskowi
              > to nic nie
              > pomoze mu lepiej niz sprawa najprostsza - zrzucenie wagi.

              A ilu pacjentow traci na wadze tylko dlatego, ze takie maja zalecenie lekarza ?
              Ryzyko choroby wiencowej nawet u takiego pacjenta mozna znacznie, kilkanascie
              razy, w inny sposob obnizyc.
              Ale nie bede tego Ci tutaj tlumaczyc, bo pewno o Jupiter study nie slyszalas .
              (...)
              > > Jest to czesc standartowej oceny ryzyka choroby wiencowej.
              >
              > Kolejne zdanie, ktore potwierdza trudnosci Dradama z wlsciwa ocena slowa
              > pisanego.Przykro mi.

              Nie musi Ci byc przykro.
              Powinno byc Ci przykro, ze polskiemu lekarzowi, pracujacemu w Polsce, jest , po
              popatrzeniu wkolo,co sie robi na swiecie, przykro.

              Mnie by tez bylo przykro.

              Na zakonczenie opowiem Ci autentyczna historyjke. Pare lat temu, kiedy Royal
              College w Kanadzie uruchamialo MOCOMP dla specjalistow zalatwilem dla czterech
              polskich specjalistow mozliwosc uczestniczenia w tym samym programie.

              Jak zapewne wiesz, w Kanadzie tytulu specjalisty nie dostaje sie, tak jak w
              Polsce, duzywotnio. Co pare lat przechodzi sie ocene ( w ktora rowniez wchodzi
              udowodnienie, ze lekarz uzupelnial swoja wiedze, na przyklad uczestniczac
              aktywnie w miedzynarodowym rychu naukowym itp.).

              No wiec Royal College zgodzilo sie na udzial blisko 200 lekarzy spoza Kanady, w
              tym i czterech z Polski, dla porownania...

              Jako sponsorujacy ta grupke czterech dostalem po roku ich wyniki. Musze sie
              przyznac, ze bylem zalamany, widzac, ze tylko jeden polski specjalista jakos
              mial wyniki porownywalne do tej grupy pozostalych 196 lekarzy z innych krajow.
              A byli i koledzy z USA,Wielkiej Brytanii i spora grupa Niemcow. A tak w
              pozostalych kolegow wierzylem !

              Caly ten proces oparty byl na uzyciu internetu.
              Bo na internecie mozna sobie poczytac najnowsza literature swiatowa, posluchac
              wykladow, pozdawac egzaminy...

              Pozdrawiam


              dradam1

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka