flora1
08.10.02, 15:34
Jest jedna rzecz, której nie lubię u lekarzy. Kiedy zaczynam mówić co mi
dolega, to już po pierwszym zdaniu widzę, że lekarz mnie nie słucha!!!
Niby siedzi, kiwa głową lecz doskonale widzę, że mój przypadek już
sklasyfikował a wszelkie dolegliwości o których mówię nie mają większego
znaczenia. Zaczyna wypisywać recepty a to co chcę mu przekazać już
go nie interesuje...
Może faktycznie niektórzy są tak błyskotliwi, że po pierwszym zdaniu
typu: "mam przewlekły katar" oni przerywają i mówią: "tak, tak, to alergia"
itp. Najczęściej przodują w tym utytułowani profesorowie, którzy zapatrzeni w
swoją nieomylność i autorytet dobitnie dają odczuć pacjentowi, że jego
obserwacje są g...wno warte.
Nie daj boże gdy pacjent ma pytania np.: na temat leku jaki mu przypisano, to
wtedy jest traktowany jak niedouczony intruz, który ośmiela się zajmować
cenny czas wybitnemu specjaliście :-(((((