12.11.02, 18:03
mam okazje bywac na szkoleniach organizowanych przez firmy farmaceutyczne dla
lekarzy. srednia wieku "szkolacych sie", to okolo 50 lat... zastanawiam sie
dlaczego szpitale nie wysylaja mlodszych adeptow medycyny, czy tez mlodzi
wszystko juz potrafia? czy szpitale sa samowystarczalne w materialy, wiedze,
mozliwosci dla lekarzy robiacych specjalizacje? czy dlugo jeszcze ci, ktorzy
powinni sie intensywnie szkolic, by zdobyc tytul specjalisty bede siedziec na
dyzurach za starszyzne, ktora na szkoleniach szuka rozrywki?
Obserwuj wątek
    • Gość: Doki always look at the bright side... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 12.11.02, 19:00
      Na szkoleniach oplacanych przez firmy farmaceutyczne
      mozna raczej zglupiec niz sie doszkolic, to marketing,
      nie nauka. Moze to i dobrze, ze mlodzi lekarze musza
      poszukac obiektywnych zrodel informacji, zamiast sluchac
      tego, co ma do powiedzenia rep.
      PS: z repami gadam, bo musze, ale najbardziej lubie, jak
      moge im dac liste artykulow do wyszukania. Dlugopisem nie
      pisze, a na restauracje mnie stac.
      • maretina Re: always look at the bright side... 12.11.02, 19:05
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > Na szkoleniach oplacanych przez firmy farmaceutyczne
        > mozna raczej zglupiec niz sie doszkolic, to marketing,
        > nie nauka. Moze to i dobrze, ze mlodzi lekarze musza
        > poszukac obiektywnych zrodel informacji, zamiast sluchac
        > tego, co ma do powiedzenia rep.
        > PS: z repami gadam, bo musze, ale najbardziej lubie, jak
        > moge im dac liste artykulow do wyszukania. Dlugopisem nie
        > pisze, a na restauracje mnie stac.

        sorry, zle chyba wytlumaczylam. nie chodzilo mi o pogadanki z repami. mialam na
        mysli szkolenie, takie na serio. sa takie, zapewniam:)
        • Gość: bruford Re: always look at the bright side... IP: *.acn.waw.pl 12.11.02, 19:17
          Zgadzam się z Dokim.Większość organizowanych lokalnie szkoleń to działania
          marketingowe , zatem szkoda czasu.Nawiasem mówiąc , tu nasuwa mi się onserwacja
          b przykra.Kiedyś widziałem emerytowaną lek.zabiegającą o takie zaproszenia
          wiecie dlaczego?bo za swoją emeryturę stać ją na chleb z mlekiem.Pokaźna liczba
          zjazdów naukowych abroad to co innego - tu też dostęp młodych bywa różny ,
          przeważnie będąc zależnym od tego na ile feudalny jest szef.Raczej problem w
          tym dlaczego nie stać przeciętnego doktora na autentycznie potrzebne media-
          dla większości współczesne żródła są poza zasięgiem finansowym- np prenumerata
          za 170 fr.szwajc.itp
        • Gość: Doki Re: always look at the bright side... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 12.11.02, 20:38
          maretina napisała:

          > sorry, zle chyba wytlumaczylam. nie chodzilo mi o
          pogadanki z repami. mialam na
          >
          > mysli szkolenie, takie na serio. sa takie, zapewniam:)

          No ale sama piszesz: "mam okazje bywac na szkoleniach
          organizowanych przez firmy farmaceutyczne dla lekarzy."
          Skoro sa organizowane przez firmy farmaceutyczne, to ten
          fakt juz je dyskwalifikuje (w moich oczach) jak material
          naukowy. Choc na sponsorowanych sesjach w czasie duzych
          kongresow bywam, bo mozna tanio i wygodnie cos zjesc.
          Robie sobie wtedy intelektualna przerwe albo staram sie
          wylapac gdzie prelegent naciaga fakty.
          Co za roznica, czy gada rep czy oplacony przez firme
          travelling professor?

          A co do dostepu do literatury, a ktorym pisze Bruford:
          moze www.freemedicaljournals.com troche pomoze?
          NEJM udostepnia starsze artykuly za darmo, BMJ jest
          dostepny... No i w dostarczaniu literatury widze wlasnie
          role dla repow.
      • monopol Re: always look at the bright side... 12.11.02, 21:11
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > Na szkoleniach oplacanych przez firmy farmaceutyczne
        > mozna raczej zglupiec niz sie doszkolic, to marketing,
        > nie nauka.

        Doki - nie przesadzaj. Nie wygląda to tak źle. Owszem - działania marketingowe
        firm farmaceutycznych zajmują dość dużą część czasu na takich szkoleniach (
        wszak firmom chodzi o sprzedaż leków, a nie o szkolenie lekarzy ), ale
        jednocześnie można tam zdobywać istotną wiedzę. Byłem na wielu takich
        szkoleniach, gdzie wykłady prowadzili ludzie mający coś do powiedzenia w
        polskiej ( i nie tylko ) medycynie i wielokrotnie wychodziłem z tych szkoleń z
        większą wiedzą. Na pewno z takich szkoleń można wynieść więcej niż na przykład
        z kursów specjalizacyjnych, które są nażenująco niskim poziomie.

        > Moze to i dobrze, ze mlodzi lekarze musza
        > poszukac obiektywnych zrodel informacji, zamiast sluchac
        > tego, co ma do powiedzenia rep.

        Nie zawsze słucha się repa, często można usłyszeć też kogoś mądrego, kto
        niekoniecznie musi być kupiony przez firmę farmaceutyczną.

        > PS: z repami gadam, bo musze, ale najbardziej lubie, jak
        > moge im dac liste artykulow do wyszukania. Dlugopisem nie
        > pisze, a na restauracje mnie stac.

        W tych szkoleniach nie chodzi o obiady i długopisy. Jeśli ktoś oczekuje tylko
        gadżetów, to szkolenie nie ma sensu. Tu chyba się zgadzamy. Ja też nie chodzę
        się tam żywić, ale uczyć. I niekiedy ( nie zawsze ) chwalę to sobie.
        • Gość: Doki Re: always look at the bright side... IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 12.11.02, 21:28
          Bo ja wiem? Dla mnie swietnym przykladem jest firma
          Pulsion: nie od farmaceutykow, ale od aparatury,
          konkretnie chodzi o monitor hemodynamiki. Ich sesje sa od
          lat takie same, tak samo naciagane na udowodnienie z gory
          zalozonej tezy. Ich repce podziekowalem za rozmowe w
          chwili gdy nie chciala za nic zgodzic sie, ze w
          normalnych fizjologicznych warunkach rzut minutowy lewej
          komory rowna sie rzutowi minutowemu prawej komory. Nigdy
          o czyms takim nie slyszala, ani nie znalazla tego w
          literaturze :-).
          Z drugiej strrony bez sponsoringu duzych kongresow ani rusz.
          Pisze to, bo akurat teraz jest okres "gastronomicznych
          sympozjow". Tutaj to przypada na listopad-grudzien:
          budzety sa liczone do konca grudnia i trzeba reszte
          wydac, jest sezon na dziczyzne, takze na zakupy win, no i
          juz calkiem niedlugo bedzie nowe Beaujolais! Mam okazje
          zywic sie poza domem, a przy okazji sprawdzam dokad warto
          zaprosic zone.
          Poziom szkolen specjalizacyjnych to juz osobny temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka