studentki rozterki...

23.02.06, 22:16
kwestia "zostac/wyjechac" od zawsze byla dla mnie oczywista - nie wyobrazalam sobie nigdy zycia poza Polska, a obecny pobyt za granica tylko mnie w tym utwierdzil. jednak dzisiaj trafilam na to forum, z grubsza przejrzalam kilka watkow i juz nic nie jest dla mnie takie proste... przeraza mnie to co sie dzieje w polskiej sluzbie zdrowia, boli mnie to jaki wizerunek lekarza coraz czesciej pojawia sie w swiadomosci Polakow:( przykro sie robi, rowniez (a moze w szczegolnosci) studentom medycyny eh...
a tak poza tym to chcialam sie tylko wyzalic i wyrzucic z siebie choc czesc z tego co mi na sercu lezy i stwierdzam ze dosc jeczenia, pora wracac do mikrobiologii, egzamin tuz tuz :) i tym optymistycznym akcentem zegnam i pozdrawiam (jesli ktos w ogole dotrwal do tego momentu..;)))))
    • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 23.02.06, 22:24
      ups,doszla tylko koncowka tego co napisalam, cala reszta przepadla... coz moze to lepiej;) teraz juz nie mam sily ale moze jutro jeszcze raz zbiore mysli i sie Wam wyzale :)
      • grzehir Re: studentki rozterki... 23.02.06, 22:46
        czekam na więcej, zbierz myśli ponownie...:)
      • travel_wawa Drogi Aniołku... 24.02.06, 00:09
        Podziwiam i chylę czoła przed twoim idealizmem i uczciwością...ALE....

        Niestety może sie okazać, choc chciałbym się mylić, że jak skończysz te studia
        to nadal najlepszym sposobem na prawdziwe realizowanie się w zawodzie lekarza
        bedzie przeprowadzka w inny rejon Unii Europejskiej.

        Do wielu ludzi nadal nie dociera, ze Angila, Szwecja, Holandia itp to juz nie
        jest "zagranica".

        Histeryczne apele o wprowadzenie zasady "zwracania za studia" w przypadku
        wyjazdu "za granicę" w zestawieniu z prawem do swobodnego poruszania sie po
        Unii Europejskiej, której BOGU DZIĘKI stalismy się wszyscy obywatelami w dniu 1
        maja 2004 roku, przyprawiaja o szyderczy smiech......

        Jesteśmy wolnymi ludźmi.
        Zawód lekarza jest WOLNYM ZAWODEM.
        Masz prawo decydować o Sobie i Swojej przyszłości.

        Być może to społeczeństwo doceni Wolny Zawód Lekarza jak wyjedzie nas z 50% w
        inne rejony UE. Oby tak nie musiało się stać, ale nie wykluczam, że taka gorzka
        lekcja temu społeczeństwu by sie przydała.

        Podobno jest ono biedne...bedziesz o tym słyszała nieraz.
        Tylko zadaj sobie pytanie: skąd to rzekomo biedne społeczeństwo ma tyle szmalu
        na papierosy, na wódę i na inne badziewie kupowane w owczym pędzie, tratując
        sie nawzajem tylko dlatego, ze znów gdzies jest jakas promocja...
        • aniouek.pl Re: Drogi Aniołku... 24.02.06, 00:35
          travel_wawa napisał:

          > Podziwiam i chylę czoła przed twoim idealizmem i uczciwością...ALE....

          to sie chyba pospieszyles... przed chwila uzupelnilam swoj poprzedni wpis i teraz jasno wynika ze tego idealizmu juz nie za wiele zostalo...


          > Podobno jest ono biedne...bedziesz o tym słyszała nieraz.
          > Tylko zadaj sobie pytanie: skąd to rzekomo biedne społeczeństwo ma tyle szmalu
          > na papierosy, na wódę i na inne badziewie kupowane w owczym pędzie, tratując
          > sie nawzajem tylko dlatego, ze znów gdzies jest jakas promocja...

          wiem ze masz duzo racji. ciezko mi czytac takie slowa, jeszcze niedawno oczyma wyobrazni widzialam siebie usmiechnieta w bialym fartuchu i grono zadowolonych pacjentow :) teraz chce mi sie smiac samej z siebie. czuje bezsilnosc, zlosc, rozczarowanie... ale wiem ze predzej czy pozniej i tak odgonie zle mysli i znowu bede patrzyla na swiat przez rozowe okulary :)
    • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 24.02.06, 00:20
      Ok, zaczynam od poczatku:) jestem na 3 roku, wydzial lekarski, obecnie przebywam w ramach rocznego stypendium w Niemczech. od pewnego czasu mam metlik w glowie i coraz wiecej watpliwosci, nie wiem jak ma wygladac moje przyszle zycie, w jakim kierunku powinnam pojsc, a co najgorsze, czy wybralam odpowiedni kierunek studiow, i czy już sam fakt, ze nachodza mnie tego typu mysli, nie przekresla moich szans na bycie prawdziwym lekarzem (w kazdym znaczeniu tego slowa) . przeraza mnie swiadomosc tego jak malo wiem, jak wiele musze się jeszcze nauczyc, ile doswiadczenia musze zdobyc, boje sie odpowiedzialnosci, tego ze kiedys przyjdzie do mnie pacjent a ja nie bede potrafila postawic diagnozy albo ze cos przeocze... :( coraz bardziej pesymistycznie na to wszystko patrze i sama nie wiem skad mi sie to bierze. pierwszy raz przezywam tego typu zwatpienie, jak dotad mimo ze studia nie naleza do najlatwiejszych, to bylam pelna zapalu i entuzjazmu, uczylam sie duzo ale wiedzialam po co to robie i wrecz sprawialo mi to przyjemnosc (sic!) i przynosilo satysfakcje. ostatnio jednak nachodza mnie coraz bardziej ponure mysli, mialam wszystko zaplanowane a tu nagle okazuje się ze zycie nie jest taki proste (ach ta mlodziencza naiwnosc) !!:)

      meczy mnie kwestia specjalizacji, wiem wiem, jeszcze mam troche czasu na podjecie ostatecznej decyzji, ale mimo to uwazam ze im predzej czlowiek sie ukierunkuje tym lepiej. Moim marzeniem była zawsze interna, potem kardiologia... po prostu czulam, ze to jest TO co by mi przynosilo radosc i w czym bym się sprawdzila. Jestem o krok od porzucenia tego zamiaru...:( boje sie ze i tak nie przebije sie przez siec ukladow, znajomosci itd... poza tym moja mama (nota bene tez lekarz, ale nie kardiolog!J) ) twierdzi ze jest to specjalizacja zdominowana przez mezczyzn i ciezko mi sie będzie ?dopchac?, nie wiem dokladnie co miala na mysli, ale ten argument i tak najmniej do mnie przemawia. najgorsza jest bowiem moja wewnetrza walka jaka tocze sama z soba, niemalze konflikt tragiczny hehe:) no ale tak naprawde do smiechu wcale mi nie jest. chodzi bowiem o to, ze jako kobieta, przyszla matka, nie wyobrazam sobie rozwijac sie jedynie na plaszczyznie zawodowej, w mojej hierarchii wartosci to wlasnie rodzina jest na pierwszym miejscu (czy to rowniez dyskwalifikuje mnie jako lekarza przez duze ?L??) i boje sie ze wyklucza to realizacje moich ambicji zawodowych. Zastanawiam sie czy nie lepiej wybrac specjalizacje krotsza, wezsza, bardziej lukratywna... (sic! ciezko mi to przyznac, ale niestety, mlodziencze idealy przegrywaja w konfrontacji z szara, brutalna rzeczywistoscia, kolejny minus dla mnie?) Np. okulistyke? Tylko co jesli obudze sie pewnego pieknego dnia, majac 40lat i stwierdze ze jestem niespelniona, a moja praca nie przynosi mi satysfakcji i jestem nieszczesliwa?:( czy ktos zna zloty srodek?:))
      hm... mysle ze to co napisalam to jest mniej wiecej to co mi zginelo poprzednim razem. Dobranoc!
      • encorton1 Re: studentki rozterki... 24.02.06, 16:33
        Cóż samemu będąc na 5 roku trudno dawać wiekie rady i popisywać się mądrościami
        życiowymi ale może Ciebie to trochę pocieszy. Ale po kolei:

        1. Czytałem kiedyś pracę napisana przez socjologów - o dylematach i problemach
        studentów medycyny i właściwie wszystkie Twoje rozterki się w niej zawierały -
        także głowa do góry niejesteś w tym sama.

        2. To, że nachodzą Ciebie myśli o tym czy wybrałas właściwy kierunek w żaden
        sposób nie przekreślają szans na bycie dobrym lekarzem - nie chcąc się mądrzyć
        to uważam, że raczej Ciebie "wzmocnią , niż zabiją", poza tym chyba każdy
        student je ma - prędzej czy póżniej.

        3. Mnie też czasem przeraża jak mało wiem i wszystkie konsekwencje jakie mogą
        się z tym wiązać ale tutaj mogę ci przytoczyć to co lubią mi mówić moi rodzice -
        też lekarze, że nikt nie kończy studiów jako specjalista - do tego jeszcze
        długa droga.

        4. Zapał i entuzjazm - to fajna rzecz ale muszę Ciebie zasmucić - im dalej w
        las tym mniej się chce, ale ( tu z subtelną nutką optymizmu:))) też łatwiej
        sobie z tym poradzić.

        5. Specjalizacją nie radzę się przejmować - ja dopiero w tym roku zacząłem się
        nad tym poważniej zastanawiać - bawić się w kółka naukowe itp, a i tak wszystko
        może się jeszcze wiele razy zmienić. Ostatnio rozmawiałem z lekarką która od
        dziecka poprzez całe studia i jeszcze na stażu hciała być tylko i wyłącznie
        pediatrą no i jest....anestezjologiem:))

        6. Męskie specjalizacje męskimi specjalizacjami, a układy układami. Na mojej
        uczelni na ortopedii pracują kobiety - radzą sobie dobrze, nie mają układów....
        no i wcale nie wyglądają jak babochłopy, jak głosi jeden ze stereotypów:)))

        7. Moi rodzice są lekarzami - myślę, że niezłymi i potrafią tworzyć normalną
        rodzinę. Także Twoja hierarchia wartości niczego nie musi przekreślić.

        Także głowa do góry, na razie nie ma co się martwić na zapas:)))
        Powodzenia.
        • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 25.02.06, 19:17
          encorton1 napisał:

          > Cóż samemu będąc na 5 roku trudno dawać wiekie rady i popisywać się mądrościami
          >
          > życiowymi ale może Ciebie to trochę pocieszy.

          owszem pocieszyl mnie Twoj post i to bardzo, troche sie uspokoilam wiedzac ze wbijam sie w schemat i wiekszosc to przechodzi:) dzieki!
      • mlody.lekarz Re: studentki rozterki... 25.02.06, 12:31
        Dla mnie o normalne, że masz rozterki. Sam je miałem przez prawie całe studia -
        wielokrotnie zastanawiałem się nad zmianą studiów.

        Oczywiście, że mało wiesz, bo jesteś dopiero na III roku. Po VI również będziesz
        miała poczucie, że mało wiesz, i po stażu też. I w czasie całej swojej pracy
        moim skromnym zdaniem powinnaś pozostać świadoma swojej niewiedzy. To uczy
        pokory. I jest z korzyścią dla pacjentów, bo jak wiesz, że czegoś nie wiesz, to
        to sprawdzisz to sobie i będziesz leczyć dobrze. Stanów, w których nie masz
        czasu na sprawdzenie i zastanowienie się, jak postępować jest tak naprawdę
        niewiele i jeśli udało ci się zdać maturę, to spokojnie się nauczysz
        postępowania w tych stanach. W całej reszcie doświadczenie będziesz zdobywać z
        czasem i będzie Ci coraz łatwiej.

        Przez całe studia towarzyszyło mi poczucie, że ja to chyba jakiś wybitnie tępy
        jestem, bo wszyscy naokoło mi udowadniali, jak to oni wszystko wiedzą, a ja
        podstaw nie znam. Ale rzeczywistość to zweryfikowała i okazuje się, że ci
        przeciętni studenci zazwyczaj dalej zaszli niż ci najbardziej obryci. Medycyna
        jest zbyt obszerna i nigdy nie będziesz w stanie w praktyce stosować całej
        wiedzy medycznej. Nawet, jak ją wykujesz na blachę. Ale jak masz w sobie pokorę
        wobec własnej niewiedzy i własnej słabości, to jesteś w stanie się stale
        podciągać. Jak byś jej nie miała, to życie szybko by Cię tej pokory nauczy -
        tyle, że dość boleśnie.

        Będziesz też popełniać błędy, na pewno z czasem będziesz miała swój własny
        przysłowiowy cmentarzyk. Dopóki pamiętasz, że nie jesteś doskonała, dopóty
        będziesz w stanie wyciągać wnioski ze swoich błędów i uczyć się na nich. I
        będziesz się stawała coraz lepsza.

        Łatwiej Ci będzie po skończeniu studiów, bo wtedy oprócz negatywnych wzmocnień
        (udowadniania Ci przez nauczycieli akademickich i niektórych kolegów ze studiów,
        czego to nie wiesz) będziesz miała również pozytywne: na przykład zobaczysz raz
        drugi czy trzeci, że starszy i bardziej doświadczony kolega się myli, a Ty znasz
        prawidłowe rozwiązanie. To podbudowuje, ale dopiero po studiach: trzeba
        przeczekać. Będziesz miała również pozytywne informacje zwrotne od pacjentów, a
        zadowolony klient polecający Cię innym również podbudowuje. Pokora wobec siebie
        pozwala natomiast nie obrosnąć w piórka. Przyj do przodu mimo tych rozterek, a
        zobaczysz, że osiągniesz sukces szybciej niż ci, którzy tych rozterek nie mają.

        Co do specjalizacji: ja na trzecim roku byłem zafascynowany chirurgią, na
        czwartym medycyną ratunkową. Później był krótki okres na neurochirurgię, po czym
        znowu wróciła pierwotna, ale już bardziej dojrzała i świadoma fascynacja
        psychiatrią - bo z takim zamiarem zaczynałem studia (obecnie jestem w trakcie
        specjalizacji). Myślę, że warto popróbować różnych rzeczy, to rozwija. Na
        studiach masz czas, żeby popróbować w bezpieczny sposób, po studiach jest to już
        trudniejsze. Choć też moim zdaniem warto: bardzo cenię sobie krótki okres pracy
        w pogotowiu i w POZ i dużo mi on daje w pozornie tak odmiennej psychiatrii.

        A przy wyborze specjalizacji należy kierować się - moim zdaniem - bardziej
        zainteresowaniami niż lukratywnością. Wybrałem psychiatrię - rzekomo
        nielukratywną. A jakoś mimo to, iż jestem na początku drogi i to nie tylko w
        psychiatrii, ale i w wąskiej i uchodzącej za mało lukratywną działce
        psychiatrii, mimo to zarabiam dość dobrze w tej dziedzinie (jak na polskie
        warunki). Choć wciąż większość pieniędzy zarabiam poza medycyną.

        Rodzina moim zdaniem nie dyskwalifikuje Cię jako lekarza przez duże "L" - wręcz
        przeciwnie. Nie wypalisz się tak szybko, będziesz miała dobrą motywację, żeby
        stawać się coraz lepsza. Nie ma chyba lepszej motywacji niż chęć zapewnienia
        dobrej przyszłości swoim dzieciom?

        Ucz się języków, jeśli będziesz znała jakikolwiek język obcy, to zawsze możesz
        wyjechać do bardziej cywilizowanego kraju, a i w Polsce w dużych miastach
        łatwiej znajdziesz pracę w prywatnej opiece zdrowotnej. Na pewno musisz - choćby
        biernie - znać angielski, bo tylko wtedy możesz się tanio douczać - masz dostęp
        do wielu wytycznych i literatury po angielsku za darmo.
        • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 25.02.06, 19:09
          mlody.lekarz napisał:

          > Dla mnie o normalne, że masz rozterki. Sam je miałem przez prawie całe studia -
          > wielokrotnie zastanawiałem się nad zmianą studiów.

          To pocieszajace :))

          > Przez całe studia towarzyszyło mi poczucie, że ja to chyba jakiś wybitnie tępy
          > jestem, bo wszyscy naokoło mi udowadniali, jak to oni wszystko wiedzą, a ja
          > podstaw nie znam. Ale rzeczywistość to zweryfikowała i okazuje się, że ci
          > przeciętni studenci zazwyczaj dalej zaszli niż ci najbardziej obryci.

          mimo ze nie mam problemu z nauka, to i tak czasami rowniez czuje sie glupsza od innych... ale z drugiej strony mobilizuje mnie to do poszerzania swojej wiedzy. swoja droga juz po liceum zauwazylam, ze nie zawsze ci najlepsi ze swiadectwem z samymi 5 i 6, dostaja sie na prestizowe uczelnie, nie osiagaja juz pozniej zadnych spektakularnych sukcesow i prawde mowiac sluch o nich ginie... to samo mowila mi kiedys mama, ze jej koledzy, ktorzy na studiach "nie blyszczeli", sa obecnie swietnymi specjalistami, w odroznieniu od niektorych "kujonow" , ktorzy nierzadko nie potrafili przelozyc swojej wiedzy na prawdziwego pacjenta lub gdzies sie po drodze po prostu wypalali.

          > Będziesz też popełniać błędy, na pewno z czasem będziesz miała swój własny
          > przysłowiowy cmentarzyk.

          ...strasznie to zabrzmialo i przeraza mnie ta wizja, mam tylko nadzieje ze bedzie on jak najmniejszy :(

          > Łatwiej Ci będzie po skończeniu studiów, bo wtedy oprócz negatywnych wzmocnień
          > (udowadniania Ci przez nauczycieli akademickich i niektórych kolegów ze studiów
          > ,
          > czego to nie wiesz) będziesz miała również pozytywne: na przykład zobaczysz raz
          > drugi czy trzeci, że starszy i bardziej doświadczony kolega się myli, a Ty znas
          > z
          > prawidłowe rozwiązanie. To podbudowuje, ale dopiero po studiach: trzeba
          > przeczekać.

          mysle ze to przyslowiowe "gnojenie" ( oczywiscie bez przesady, z zachowaniem choc resztek czlowieczenstwa!;) ) na studiach ma swoje zalety. bedac obecnie w Niemczech nigdzie nie zaobserwowalam tego zjawiska, a tym bardziej nigdzie sama tego nie doswiadczylam i prawde mowiac brakuje mi troche tego...;) to byla jakas dodatkowa mobilizacja i kolejna lekcja pokory, coz taka juz specyfika tych studiow . poza tym mysle ze po latach docenia sie wlasnie tych najbardziej wymagajacych asystentow.

          > Będziesz miała również pozytywne informacje zwrotne od pacjentów, a
          > zadowolony klient polecający Cię innym również podbudowuje.

          to jest moje marzenie, ale na razie tak odlegle, ze az sie nierealne wydaje:)

          > Przyj do przodu mimo tych rozterek, a
          > zobaczysz, że osiągniesz sukces szybciej niż ci, którzy tych rozterek nie mają.

          zalezy co masz na mysli mowiac "sukces", ale mimo to dziekuje, takie slowa podbudowuja czlowieka :)

          > A przy wyborze specjalizacji należy kierować się - moim zdaniem - bardziej
          > zainteresowaniami niż lukratywnością. Wybrałem psychiatrię - rzekomo
          > nielukratywną. A jakoś mimo to, iż jestem na początku drogi i to nie tylko w
          > psychiatrii, ale i w wąskiej i uchodzącej za mało lukratywną działce
          > psychiatrii, mimo to zarabiam dość dobrze w tej dziedzinie (jak na polskie
          > warunki). Choć wciąż większość pieniędzy zarabiam poza medycyną.

          no wlasnie, a ja marze o tym ze bede lekarzem a przy tym nie bede musiala szukac dodatkowej pracy zeby zapewnic byt swoim dzieciom, nie wyobrazam sobie rowniez, jak co niektorzy tutaj, pracowac 300 h w miesiacu!! :(( trzeba pojsc na kompromis, tylko z czego zrezygnowac, z godziwych zarobkow czy z wolnego czasu spedzanego z rodzina??

          > Ucz się języków, jeśli będziesz znała jakikolwiek język obcy, to zawsze możesz
          > wyjechać do bardziej cywilizowanego kraju, a i w Polsce w dużych miastach
          > łatwiej znajdziesz pracę w prywatnej opiece zdrowotnej. Na pewno musisz - choćb
          > y
          > biernie - znać angielski, bo tylko wtedy możesz się tanio douczać - masz dostęp
          > do wielu wytycznych i literatury po angielsku za darmo.

          zdaje sobie sprawe jak wazne sa jezyki obce, jak rowniez doswiadczenie i kontakty zdobywane za granica. dlatego wlasnie zdecydowalam sie zeby 3 rok spedzic w Niemczech, praktyki wakacyjne z kolei chce zrobic w UK (Liverpool), mam nadzieje ze i to mi sie uda:)
          • mlody.lekarz Re: studentki rozterki... 25.02.06, 21:55
            > ...strasznie to zabrzmialo i przeraza mnie ta wizja, mam tylko nadzieje ze bedz
            > ie on jak najmniejszy :(

            Tylko ten, co nic nie robbi nie popełnia błędów :-)
            Jesteś człowiekiem i będziesz popełniać błedy i to chyba trzeba zaakceptować,
            dla mnie to nie jest przerażające. W Polsce te błędy są tylko nieco bardziej
            rozdmuchane niż na Zachodzie.

            > poza tym mysle ze po latach docenia sie wlasnie tych najbardziej wymagaj
            > acych asystentow.

            Wymagających wspominam dobrze. Ale tych gnojących już nie.

            > zalezy co masz na mysli mowiac "sukces", ale mimo to dziekuje, takie slowa
            > podb
            > udowuja czlowieka :)

            Sukces to dla mnie bycie dobrym w porównaniu z innymi na podobnym poziomie (a
            nie w porównaniu do światowych sław z kilkudziesiętnioletnimm doświadczenie). No
            i sukces finansowy, czyli tyle, żeby mnie było stac na życie na odpowienim poziomie.

            > no wlasnie, a ja marze o tym ze bede lekarzem a przy tym nie bede musiala
            > szuka
            > c dodatkowej pracy zeby zapewnic byt swoim dzieciom, nie wyobrazam sobie
            > rownie
            > z, jak co niektorzy tutaj, pracowac 300 h w miesiacu!! :(( trzeba pojsc na
            > komp
            > romis, tylko z czego zrezygnowac, z godziwych zarobkow czy z wolnego czasu
            > sped
            > zanego z rodzina??

            to chyba musisz wyjechać :-)

            > zdaje sobie sprawe jak wazne sa jezyki obce, jak rowniez doswiadczenie i
            > kontak
            > ty zdobywane za granica. dlatego wlasnie zdecydowalam sie zeby 3 rok spedzic w
            > Niemczech, praktyki wakacyjne z kolei chce zrobic w UK (Liverpool), mam
            > nadziej
            > e ze i to mi sie uda:)

            Podziwiam i szacooneczek :-)
            Fajny pomysł
    • Gość: aron Re: studentki rozterki... IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 24.02.06, 06:19
      przecież możesz zostać lekarzem rodzinnym i po co ci wyjeżdżać. Kasa czeka
      • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 24.02.06, 06:44
        Gość portalu: aron napisał(a):

        > przecież możesz zostać lekarzem rodzinnym i po co ci wyjeżdżać. Kasa czeka

        nie, dziekuje. moja mama jest rodzinnym i to co widzialam na co dzien, bedac jeszcze w domu, jest dla mnie wystarczajacym argumentem.
        • Gość: aron Re: studentki rozterki... IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 24.02.06, 16:44
          aniouek.pl napisała:


          > nie, dziekuje. moja mama jest rodzinnym i to co widzialam na co dzien, bedac
          je szcze w domu, jest dla mnie wystarczajacym argumentem.

          co? terenówka się zepsuła? a gdzie mama była na wczasach?
          • encorton1 Re: studentki rozterki... 24.02.06, 17:04
            Dopiero teraz przeczytałem jego ostatni post i widzę, że się nie pomyliłem.
          • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 24.02.06, 19:55
            Gość portalu: aron napisał(a):

            > co? terenówka się zepsuła? a gdzie mama była na wczasach?

            psy szczekaja, a karawana idzie dalej...
            • lauralay Brawo 25.02.06, 01:43
          • lauralay Re: studentki rozterki... 25.02.06, 01:42
            Gość portalu: aron napisał(a):

            > a gdzie mama była na wczasach?

            A co ma piernik do wiatraka?
            • aron2004 Re: studentki rozterki... 25.02.06, 08:00
              a czy to gdzie się jeździ na wczasy to powód do wstydu?

              ja jakoś nie wierzę że lekarz rodzinny jeździ na wczasy nad polskie morze albo
              do Firleja.
              • encorton1 Re: studentki rozterki... 25.02.06, 09:20
                1. Nie ma to nic wspólnego z tematem wątku.
                2. Każdy może jeżdzić tam gdzie chce - albo gdzie mu się uda.
                3. Mie każdy musi się tłumaczyć przed Tobą dlaczego jego marzeniem są Alpy, a
                nie jakieś zadupie.
              • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 25.02.06, 10:11
                aron2004 napisał:

                > a czy to gdzie się jeździ na wczasy to powód do wstydu?
                >
                > ja jakoś nie wierzę że lekarz rodzinny jeździ na wczasy nad polskie morze albo
                > do Firleja.

                ale o co Ci wlasciwie chodzi? o to ze Ty masz gorzej czy co? a jesli tak to ciekawa jestem co robisz by to zmienic, oczywiscie oprocz tego ze siedzisz na forum, dajesz upust swojej zawisci i czekasz az Ci manna sama z nieba spadnie.
              • lauralay Re: studentki rozterki... 25.02.06, 11:17
                aron2004 napisał:

                > a czy to gdzie się jeździ na wczasy to powód do wstydu?

                Jakos nie czuje sie pokrzywdzona przez to, ze moja sasiadka spedzila urlop na Bahamach, a kolezanka z pracy w Grecji.
                Ale byc moze im wstyd... Zapytam.
                • Gość: aron Re: studentki rozterki... IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 26.02.06, 06:34
                  lauralay napisała:


                  > Jakos nie czuje sie pokrzywdzona przez to, ze moja sasiadka spedzila urlop na
                  B ahamach, a kolezanka z pracy w Grecji.
                  > Ale byc moze im wstyd... Zapytam.

                  jeżeli twoje sąsiadki są lekarkami rodzinnymi to powinien być to powód do
                  wstydu.
                  • encorton1 Re: studentki rozterki... 26.02.06, 10:34
                    Masz pecha biedaku - nikt nie chce się wstydzć, a już na pewno nie za to, że
                    woli Grecję od jakiegoś zadupia.
                    • aron2004 Re: studentki rozterki... 27.02.06, 10:11
                      encorton1 napisał:

                      > Masz pecha biedaku - nikt nie chce się wstydzć, a już na pewno nie za to, że
                      > woli Grecję od jakiegoś zadupia.

                      pewnie, nie ma kasy na badania dla chorej babci, a ma kasę na wczasy w Grecji.
                      • aniouek.pl Re: studentki rozterki... 27.02.06, 12:07
                        aron2004 napisał:

                        > pewnie, nie ma kasy na badania dla chorej babci, a ma kasę na wczasy w Grecji.

                        tak, lekarz cala kwote ktora dostaje na pacjenta powinien przeznaczac na badnia, skierowania itd, najlepiej niech jeszcze z wlasnej kieszeni doklada do lekow, a poza tym to powinien pracowac 24/7 z wiecznym usmiechem na twarzy (a szczegolnie wobec tych co na niego pluja i obrzucaja blotem) i oczywiscie nie przyjmowac zadnych pieniedzy za swoja prace, no bo przeciez to sie nie godzi z etyka lekarska, bo przeciez to powolanie i lekarz powinien byc altruista! a jesli tak bardzo sie w Polsce nie podoba, to aby to zmienic to miej pretensje raczej nie do lekarzy, przeciez oni nie chca zle dla pacjenta, choc tak to czesto przedstawiaja w mediach, czy naprawde to zle ze i lekarz chce zarabiac adekwatnie do swojej pracy i nie chce byc wyzyskiwany?? przykre to ze pacjenci sa tak wrogo nastawieni, przez co jeszcze poglebiaja ten kryzys zamiast stanac po stronie lekarzy. ciekawe kiedy to zrozumieja.
                        • Gość: aron Re: studentki rozterki... IP: *.pl / *.lublin.enterpol.pl 27.02.06, 20:30
                          moim zdaniem gdyby lekarz rodzinny był przyzwoitym człowiekiem to zostawiłby
                          sobie np. 3000 zł miesięcznie a resztę wydał na badania dla pacjentów.
                      • encorton1 Re: studentki rozterki... 27.02.06, 16:51
                        > pewnie, nie ma kasy na badania dla chorej babci, a ma kasę na wczasy w Grecji.

                        Jeśli chora babcia jest niezadowolona z usług lekarza rodzinnego to niech go
                        zmieni - pieniądze na jej leczenie trafią wtedy do tego lekarza, który (
                        zdaniem chorej babci ) przeznaczy je właściwie. Proste jak konstrukcja cepa.

                        Ponieważ wątek ma dotyczyć rozterek studentki medycyny, a nie twoich obsesji na
                        temat lek rodzinnych propnowałbym abyś na ich temat popisał sobie gdzie indziej.
        • encorton1 Re: studentki rozterki... 24.02.06, 17:02
          Radzę nie wdawać się dyskusje z aronem - szkoda czasu na jego obsesje dotyczące
          lekarzy rodzinnych. Prędzej czy póżniej zacznie Twoją mamę obrażać a nie
          dyskutować.
    • Gość: l ;k, m245,m er nie ma bakterii... IP: *.dsl.irvnca.pacbell.net 26.02.06, 05:36
      ...a mikroskop to diabelski wynalazek!
      Przejdziesz i przez ten egzamin z mikrobiologii!!!
      • sweet_virginia A ja oblalam szkielka ha ha 28.02.06, 19:03
        ale to bylo dawno i tez w karnawale:)no i potem musialam to wszystko nadrabiac!
        Ale teraz juz stazuje i sikam na mikroby...Aniolek trzymaj sie,rob swoje i nie
        przejmuj na zapas.Ja ciagle mam wrazenie ze niewiele wiem ale mysle ze to
        wlanie dobrze bo ciagle sie ucze zeby wiedziec wiecej a nie osiadlam na laurach
        przekonana o swoim geniuszu po dyplomie:)Pomylki sie zdarzaja wszedzie bo
        lekarz tez czlowiek i nie jest nieomylny,a medycyna to nie nauka scisla i nie
        da sie wszystkiego rozwiazac standardami i EBMami..a medt\ycyna jest taka
        zajebista dlatego ze kazdy moze znalezc cos dla siebie o!Tylko jak slysze
        takich jak ten aron to mam ochote uciec do UK.A CORAZ ICH WIECEJ I WIECEJ
        OSTATNIO SIE ROBI.
        • aniouek.pl Re: A ja oblalam szkielka ha ha 28.02.06, 19:25
          sweet_virginia napisała:

          > ale to bylo dawno i tez w karnawale:)no i potem musialam to wszystko nadrabiac!
          > Ale teraz juz stazuje i sikam na mikroby...

          karnawal sie juz konczy, a ja wlasnie jutro mam egzamin brrr. na cale szczescie watpliwa przyjemnosc zdawania szkielek mnie ominela, bo w niemczech z mikrobow jest tylko test, ale za to pytania sa kosmiczne!! :[

          > Aniolek trzymaj sie,rob swoje i nie
          > przejmuj na zapas.

          tak wlasnie zrobie! :))

          > a medt\ycyna jest taka
          > zajebista dlatego ze kazdy moze znalezc cos dla siebie o!

          swiete slowa! :)

          > Tylko jak slysze
          > takich jak ten aron to mam ochote uciec do UK.A CORAZ ICH WIECEJ I WIECEJ
          > OSTATNIO SIE ROBI.

          wlasnie dopiero niedawno zdalam sobie z tego sprawe... coz trzeba sie powoli uodparniac... dzieki aron ze mi otworzyles oczy hehe ;)
          prosze trzymac jutro kciuki o 15!!
          • sweet_virginia Re: A ja oblalam szkielka ha ha 28.02.06, 19:39
            Trzymam kciuki.Dasz rade;a jak nie to pewno sa jakies poprawki-jak to
            powiedzial moj kumpel w pewnej b.dramatycznej sytuacji:poprawki tez sa dla
            ludzi:)
Pełna wersja