Dodaj do ulubionych

53 % szpitali zarabia...

09.02.07, 00:58
"53 % szpitali zarabia na swojej działalności (teraz, w Polsce)..."
...To cytat z wypowiedzi min. Religi w rozmowie z Monika Olejnik w "Kropce..."
Jak Wam się podoba?
Na czym te szpitale zarabiają?
Kto korzysta z tych zarobków?
Czy szpitale mają zarabiać na powszechnych podatkach, którymi są składki
zdrowotne?
Czy to jest zgodne z prawem i Konstytucją?
Czy to jest uczciwe aby zarabiać na powierzonych środkach a powiernikowi
(podatnikowi) pokazywać figę z makiem?
Obserwuj wątek
    • aron2004 Re: 53 % szpitali zarabia... 09.02.07, 07:06
      może to jest tak jak u lekarzy rodzinnych że nie dają skierowań na badania, nie
      jeżdżą na wizyty domowe to mają kasę na terenówki.
    • snajper55 Re: 53 % szpitali zarabia... 09.02.07, 07:40
      gazton05 napisał:

      > "53 % szpitali zarabia na swojej działalności (teraz, w Polsce)..."
      > ...To cytat z wypowiedzi min. Religi w rozmowie z Monika Olejnik w "Kropce..."
      > Jak Wam się podoba?

      Podoba. Choć szkoda, że tylko 53%.

      > Na czym te szpitale zarabiają?

      Na swojej działalności.

      > Kto korzysta z tych zarobków?

      Pacjenci, gdyż osiągane zyski szpitale mogą inwestować w sprzęt czy wydawać na
      poprawę warunków leczenia.

      > Czy szpitale mają zarabiać na powszechnych podatkach, którymi są składki
      > zdrowotne?

      Szpitale nie zarabiają na podatkach, tylko na świadczonych usługach, za które
      płaci NFZ. Oczywiście powinny na nich zarabiać lub przynajmniej nie tracić, gdyż
      inaczej albo się zadłużają i ktoś nie dostaje należnych mui pieniędzy (dostawca
      leków, ciepła czy lekarz), albo ktoś musi z naszych podatków dopłacać do
      dziasłalności takiego szpitala.

      > Czy to jest zgodne z prawem i Konstytucją?

      Dobre gospodarowanie zarobionymi pieniędzmi nawet w Polsce jeszcze nie jest
      sprzeczne z prawem ani z Konstytucją.

      > Czy to jest uczciwe aby zarabiać na powierzonych środkach a powiernikowi
      > (podatnikowi) pokazywać figę z makiem?

      Jaką figę ??? To te szpitale, któe NIE zarabiają pokazują figę swoim dłużnikom.

      S.
      • gazton05 Re: 53 % szpitali zarabia... 09.02.07, 22:30
        Dzięki Snajperze za szybki i konkretny strzał w odpowiedzi. Szkoda że we własną
        nogę.
        Szpital nie jest przedsiębiorstwem i nie działa na wolnym rynku usług. Nie
        dysponuje powierzonymi przez udziałowców środkami tylko haraczem ściąganym
        drogą podatków. Nie może zarabiać bo nie jest podmiotem gospodarczym i zabrania
        mu tego kilka ustaw. I nie zarabia na świadczonych usługach, bo ich nie
        sprzedaje (tylko...świadczy właśnie).A nie sprzedaje bo ich nikt nie kupuje -
        są przedpłacone pod przymusem i kontraktowane przez jedynego "płatnika" którym
        jest...własciciel szpitala (sam sobie płaci pieniędzmi podatników).
        To taki mały elementarz ekonomii rynkowej.
        Powstają jednak jakieś zarobki (w domyśle: dodatni bilans księgowy...).
        W tym układzie powstać mogą tylko drogą obcinania rzeczywistych kosztów
        leczenia, zadłużeń lub realizowania substandardowych usług -
        albo?...oszukiwania płatnika na rzeczywistym zakresie świadczeń
        (np.przedłużanie hospitalizacji zdrowych, ale wymagających badań pacjentów). Bo
        mam nadzieję, ze nie sądzisz że tzw. procedury są przez NFZ przeceniane???
        Masz słuszność, że szpital może (może!) przeznaczyć te środki na inwestycje a
        może na cóś innego. I nikt, a już na pewno nie pacjenci (tj. obywatele) nie
        mają kontroli nad wolą "szpitala" co zrobić z pieniędzmi.
        A co się z nimi dzieje... to już inna bajka.
        Fajnie że się odezwałeś - wreszcie ktoś z dobrym samopoczuciem! :-)))
        • snajper55 Re: 53 % szpitali zarabia... 09.02.07, 23:45
          gazton05 napisał:

          > Dzięki Snajperze za szybki i konkretny strzał w odpowiedzi. Szkoda że we
          > własną nogę.

          Jakoś mnie nie boli. ;)

          > Szpital nie jest przedsiębiorstwem i nie działa na wolnym rynku usług.
          > Nie dysponuje powierzonymi przez udziałowców środkami tylko haraczem ściąganym
          > drogą podatków. Nie może zarabiać bo nie jest podmiotem gospodarczym i zabra
          > nia mu tego kilka ustaw. I nie zarabia na świadczonych usługach, bo ich nie
          > sprzedaje (tylko...świadczy właśnie).A nie sprzedaje bo ich nikt nie kupuje -
          > są przedpłacone pod przymusem i kontraktowane przez jedynego "płatnika" którym
          > jest...własciciel szpitala (sam sobie płaci pieniędzmi podatników).
          > To taki mały elementarz ekonomii rynkowej.

          Mylisz się we wszystkim co napisałeś i chyba nie da się nam porozmawiać. Nie
          znasz podstawowych faktów i za długo by trwało uzupełnianie Twojej wiedzy.
          Zwrócę tylko Ci uwagę, że na tym rynku, którego niby nie ma, działają prywatne
          ośrodki zdrowia, zarabiając pieniądze, czego im zabrania kilka ustaw, sprzedając
          swe usługi (których nikt nie kupuje) NFZ.

          S.
          • gazton05 Re: 53 % szpitali zarabia... 10.02.07, 16:36
            Dzięki za opinię. Rzeczywiście, rozmowa jest bezprzedmiotowa. Żyjemy w innych
            światach i innych kulturach.
            Dlatego będzie tak, jak zawsze było w służbie zdrowia - nigdy nie stanie się
            ona w tym kraju ochroną i troską zdrowia. Zbyt wielu korzysta z utrwalonego
            systemu wyzysku - a i ty Strzelcu chyba już nie dowiesz się nigdy "co Alicja
            zobaczyła po drugiej stronie lustra...".
            Życzę sukcesów w kontraktowaniu na wolnym rynku chorego płatnika.
    • do.ki Re: 53 % szpitali zarabia... 09.02.07, 09:09
      Czyli 47% szpitali nie zarabia.

      To jest zgroza.

      Szpital to przedsiebiorstwo, wiec jesli nie zarabia, to albo ktos go dotuje, albo powinien splajtowac.
      • sithicus Re: 53 % szpitali zarabia... 09.02.07, 09:29
        Moze Relidze znow cos sie pomylilo... zwykle interesuje go 40%... ale voltazu we
        flaszce.
      • alergenzb Re: do do.ki 09.02.07, 09:38
        do.ki napisał:

        > Czyli 47% szpitali nie zarabia.
        >
        > To jest zgroza.
        >
        > Szpital to przedsiebiorstwo, wiec jesli nie zarabia, to albo ktos go dotuje,
        al
        > bo powinien splajtowac.
        Calkowicie się z tobą zgadzam.
        Powinno być mnie szpitali.
        Dam przyklad:
        W szpitalu w ktorym leżał małżonek z ciężkim zapaleniem płuc na sali 6 osobowej.

        Jeden pacjent, lezał w związku ja twierdził, nie ma czasu na badania
        ambulatoryjnie, stąd w szpitalu w okresie 5 dni zrobiono mu wszystkie. Był
        zdrowy, tryskał humorem, wyniki idealne itd.

        Drugi pacjent leżał i oczekiwał w tym szpitalu na termin sanatorium, osobiście
        słyszałam jak pani doktor, mówiła do pacjenta, jeszcze tydzień Pan poleży i z
        tąd prosto do sanatorium, pacjent zadowolony podziekował Pani doktor (Pan po
        siedemdziesiątce)

        Reasumując ciężko chorych pacjentów bylo dwóch na całej sali, reszta to badania
        kontrolne, lub oczekujący na przewiezienie do sanatorium. Tryskali zdrowiem,
        bardzo głosno oglądali TV, opowiadali sobie kawały, poprostu szampańskie humory.
        Co przeszkadzało tym ciężko chorym, pragnącym spokoju i ciszy.
        Nawet jak przyszedł lekarz na wizytę, to sam nie słyszał siebie, ze względu na
        głośność na sali.
        Więc pytam się po co tyle szpitali, skoro większość to ludzie na kontrolnych
        badaniach diagnostycznych.
        Może przy zmniejszonej liczbie szpitali, rzeczywiście ciężko chorzy będą do
        nich trafiać a pozostali wykonają badania ambulatoryjnie.
        Szpital będzie miał mniejsze koszty, zwiększy się liczba lekarzy na oddziałach
        itd.
        Może żle to rozumiem, ale tak uważam.
        Czasami mam wrażenie, że oddz. chorob wew. to przechowalnia do rencistów
        oczekujących do renty. Często slyszałam jak starsze panie mówily do
        lekarza, "Panie doktorze jeszcze 3 dni poleżę, ponieważ mam za 3 dni rentę, a
        tak nie będę miala za co się wyrzywić.
        Rozumiem problem starszych Pań, ale szpital to nie darmowa jadłodajnia, tylko
        miejsce dla ludzi chorych.

        Może straty szpitali, są między innymi, że przebywają tam pacjenci tylko na
        diagnostyce, którą należy wykonać ambulatoryjnie. Oczywiście jest także wiele
        innych przyczyn, które wszyscy znamy.
        Może większe sito przy przyjęciu do szpitala.
        Może zmniejszenie ilości szpitali, spowoduje, że naprawdę chorzy ludzie, będą
        przyjęci i leczeni tak jak ustali lekarz, a nie limity i oszczędności.




        • maga_luisa Re: do do.ki 09.02.07, 10:15
          Masz rację.
          Ja w swoim życiu pracowałam na 2 Oddzialach Wewnętrznych i takich praktyk jak
          przez Ciebie opisane nie widziałam, ale to zależy w 99 % od ordynatora.
          • alergenzb Re: do maga_luisa 09.02.07, 10:51
            maga_luisa napisała:

            > Masz rację.
            > Ja w swoim życiu pracowałam na 2 Oddzialach Wewnętrznych i takich praktyk jak
            > przez Ciebie opisane nie widziałam, ale to zależy w 99 % od ordynatora.

            Małżonek był pierwszy raz w szpitalu i dla niego, to także nowość, szczególnie,
            że to szpital specjalistyczny.
            Ja także kiedyś trafilam do szpitala na oddz. wewn, całą noc nikt nie spał na
            oddziale, biedne pielęgniarki i młoda Pani doktor, robily co mogly, gdyż kilka
            pacjentek, i 1 pacjent, moze z racji wieku miały jakieś zaburzenia psychiczne i
            całą noc rzucały czym sie do na sali, np. pampersami, ubraniami, krzesłami,
            rozbierały się do naga itd. Tak strasznie się bałyśmy, że w nocy dzwoniłam do
            mężą, aby przyjechał po mnie.
            Oburzenie pacjentów było ogromne. Po zgloszeniu rano do ordynatora, wszyscy
            pacjenci , ale nie ci co rozrabiali tylko chorzy na astmę, serce itd.otrzymali
            wypisy do domu. Ja po wypisie do domu, po niecałych 2 godzinach stracilam
            przytomność i trafilam do prywtnej kliniki, gdzie zawiózł mnie małżonek.
            Lekarze byli zszokowani, dlaczego wypisano mnie ze szpitala w tym stanie.

            Po uzyskaniu informacji, dlaczego tak postapiono z pacjentami, okazało się, że
            ci "rozrabiacy nocni" to rodzice kogoś z personelu administarcyjnego szpitala i
            oni pozostali, a chorzy wypisani trafili do innych szpitali w tym samym dniu.
            Pogotowie w tym dniu, mialo co robić.

            Dlatego osobiście, nie korzystam z pomocy medycznej w szpitalach Nazwijmy to
            państwowych, a tylko prywatnych. Tam rzeczywiście stawiają szybko chorego "na
            nogi" Zamiast leżeć 2 tygodnie, intensywne leczenie trwa ok. 4-5 dni, pozostałe
            ambulatoryjnie. I to mi się podoba.


            • barabara6 Re: do maga_luisa 09.02.07, 14:39
              "Dlatego osobiście, nie korzystam z pomocy medycznej w szpitalach Nazwijmy to
              > państwowych, a tylko prywatnych. Tam rzeczywiście stawiają szybko chorego "na
              > nogi" Zamiast leżeć 2 tygodnie, intensywne leczenie trwa ok. 4-5 dni,
              pozostałe ambulatoryjnie. I to mi się podoba."

              A co to znaczy "intensywne leczenie"??

              • alergenzb Re: do barbara6 09.02.07, 15:56
                barabara6 napisał:
                > A co to znaczy "intensywne leczenie"??

                Szybka diagnostyka w ciągu 1 dnia, bez czekania 3 dni na np. USG jak w szpitalu
                państwowym, podanie odpowiednich leków ( bez oszczedności wg. limitow),
                ponownie powtorka badań i kontrolna diagnostyka po lekach, jezeli wyniki się
                normują i czuję sie lepiej, dalsze leczenie ambulatoryjne.

                Jeżeli źle sformuowałam proszę o wyjasnienie znaczenia "intensywne leczenie" a
                sprostuję. Chodzilo mi o szybką diagnostyke i szybkie podjęcie decyzji co do
                leczenia i stosowania lekow. Na co w szpitalach panstwowych, niestety dlugo się
                czeka i przedłuża to pobyt w szpitalu.
                • slav_ Re: do barbara6 09.02.07, 16:54
                  Pracuję w "państwowym" szpitalu (oddział zabiegowy).
                  99% planowych pacjentów jest operowanych nazajutrz po przyjęciu, w większości
                  przypadków przez lekarza kierującego do zabiegu (z poradni przyszpitalnej).
                  Większość jest wypisywana w 1 - 2 dniu po zabiegu (z wyjątkiem "dużych" operacji
                  - do tygodnia.
                  Pacjenci u których wystąpiły p. wskazania do operacji i nie da się ich "ustawić"
                  w ciągu 2 - 3 dni są wypisywani do leczenia ambulatoryjnego z terminem ponownego
                  przyjęcia.
                  Przyjęci nagle są operowani w trybie pilnym - w ciągu kilku - kilkunastu godzin
                  (chyba że są przeciwwskazania).
                  Największym problemem są sami pacjenci ("a co ja zarobię w domu?") rodziny
                  ("może by tak jeszcze trochę poleżał", "my nie mamy warunków") itp oraz pacjenci
                  samotni i bez opieki oraz alkoholicy po wypadkach których stan ogólny
                  gwałtowanie się "pogarsza" po wyznaczeniu terminu wypisu.
                  • alergenzb Re: do slav 09.02.07, 17:34
                    slav_ napisał:

                    > Pracuję w "państwowym" szpitalu (oddział zabiegowy).
                    > 99% planowych pacjentów jest operowanych nazajutrz po przyjęciu, w większości
                    > przypadków przez lekarza kierującego do zabiegu (z poradni przyszpitalnej).
                    > Większość jest wypisywana w 1 - 2 dniu po zabiegu (z wyjątkiem "dużych"
                    operacj
                    > i
                    > - do tygodnia.
                    > Pacjenci u których wystąpiły p. wskazania do operacji i nie da się
                    ich "ustawić
                    > "
                    > w ciągu 2 - 3 dni są wypisywani do leczenia ambulatoryjnego z terminem
                    ponowneg
                    > o
                    > przyjęcia.
                    > Przyjęci nagle są operowani w trybie pilnym - w ciągu kilku - kilkunastu
                    godzin
                    > (chyba że są przeciwwskazania).

                    O!! takie szybkie postepowanie by mi odpowiadalo.
                    Szkoda, że nie wszędzie są takie szpitale???


                    > Największym problemem są sami pacjenci ("a co ja zarobię w domu?") rodziny
                    > ("może by tak jeszcze trochę poleżał", "my nie mamy warunków") itp oraz
                    pacjenc
                    > i
                    > samotni i bez opieki oraz alkoholicy po wypadkach których stan ogólny
                    > gwałtowanie się "pogarsza" po wyznaczeniu terminu wypisu.

                    Nierozumiem, jak może być im lepiej w szpitalu niż w domu :-(
                    Nawet dla rodziny jest wygodniej jak chory jest wypisany do domu, ponieważ
                    łatwiej jest jemu pomoc tzn. opiekować sie nim w domu, niz biegać do szpitala i
                    reorganizować sobie cały dzień.
                    Ja osobiście wolala bym mieć chorego po zabiegu w domu niż biegać do szpitala.
                    A jeżeli by mnie to dotyczylo wolę być w domu po zabiegu, jak najszybciej.
                    W szpitalu czuję się skrepowana, w domu nie, po drugie przy chorym dziecku nie
                    mogę sobie pozwolić na dlugie pobyty. Natomiast w klinice prywatnej w sali
                    jednoosobowej, nie ma żadnego problemu, aby moglo przebywać ze mna dziecko,
                    kiedy małżonek jest poza miejscem zamieszkania, opiekunka na urlopie, a ja sama
                    w domu z dzieckiem i nie mam komu powierzyć opieki, a i takie sytuacje mogą się
                    zdarzyć. W szpitalach państwowych jest to nie do pomyslenia i zrealizowania.
                    • slav_ Re: do slav 09.02.07, 18:21
                      > Nierozumiem, jak może być im lepiej w szpitalu niż w domu :-(
                      > Nawet dla rodziny jest wygodniej jak chory jest wypisany do domu, ponieważ
                      > łatwiej jest jemu pomoc tzn. opiekować sie nim w domu, niz biegać do szpitala

                      Problem dotyczy ludzi starych, niedołężnych, wymagających opieki właśnie. W w
                      szpitalu jeść dadzą, umyją, pościel zmienią a rentę listonosz do domu
                      przyniesie. Nie biegają zbyt często do szpitala a odwiedzają pacjenta tak
                      sprytnie że o odwiedzinach dowiadujemy się od sąsiadów na sali.
                      Dotyczy to też alkoholików czy osoby stanowiących uciążliwość dla rodziny. Do
                      tego stopnia że słyszymy że "oni go do domu nie przyjmą" jak go wypiszemy.
                      • alergenzb Re: do slav 09.02.07, 19:09
                        slav_ napisał:
                        > Problem dotyczy ludzi starych, niedołężnych, wymagających opieki właśnie. W w
                        > szpitalu jeść dadzą, umyją, pościel zmienią a rentę listonosz do domu
                        > przyniesie. Nie biegają zbyt często do szpitala a odwiedzają pacjenta tak
                        > sprytnie że o odwiedzinach dowiadujemy się od sąsiadów na sali.
                        > Dotyczy to też alkoholików czy osoby stanowiących uciążliwość dla rodziny. Do
                        > tego stopnia że słyszymy że "oni go do domu nie przyjmą" jak go wypiszemy.

                        To jest przykre.
                        Szpitale i tak powinni wypisywać pacjentów, ponieważ inni chorzy czekają na
                        miejsce. Przecież to zmniejszyło by kolejki na zabiegi do szpitali.
                        A jeżeli rodzina nie odbierze pacjenta, to szpital powinien obciążać pacjentów
                        za pobyt w szpitalu, kwotą równą kwocie doby hotelowej w luksusowym hotelu.
                        Nawet te staruszki, same by wychodziły do domu, a skoro wolą poleżeć, więc
                        trzeba zapłacić. każda staruszka, sama by wychodziła do domu, jak tylko lekarz
                        dokona wypisu. Rodzina także by odbierala starsze panie, bo jakby przyszlo
                        zapłacic za jedną dobę, to nie bylo by renty:-)

                        Moja teściowa w wieku 74 lat miala usuwaną nerkę (nowotwor), czekalismy z
                        utesknieniem na jej wypis, ponieważ źle się czuła w szpitalu (skrepowanie,
                        pampersy itd..)

                        Mialam wtedy male 5 miesięczne dziecko i chorą teściową, ktorą po operacji
                        zabraliśmy do siebie. nawet nie wyobrażacie sobie jak szybko doszła do siebie,
                        żyla jeszcze prawie 2 lata, tylko ostatni yydzień przed smiercią, straciła
                        przytomność, ale do końca wspaniale funkcjonowala.
                        nawet lekarz, ktory przychodził do domu, stwierdził że nie widział osoby w tym
                        wieku, tak chorej i w tak dobrej kondycji.
                        Zajmowanie się osobą starszą nie stwarza zadnego problemu, nawet kiedy ma się
                        malutkie dziecko i pracuje.
                        Nie wiem i nie rozumiem postepowania co niektórych ludzi, przecież dla osoby
                        starszej rodzina jest bardzo ważna, czuja się nawet bardzo potrzebni, a nie
                        zbędni:-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka