Dodaj do ulubionych

Brak kultury osobistej, czy coś więcej?

29.05.08, 18:08
Ustawa o zawodzie lekarza stanowi

Art.36

1. Lekarz podczas udzielania świadczeń zdrowotnych ma obowiązek poszanowania intymności i godności osobistej pacjenta.

2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze względu na rodzaj świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób wymaga zgody pacjenta i lekarza.

Więc dlaczego lekarze nagminnie przyjmują w obecności pacjenta dystrybutorów, czy innych przedstawicieli firm np. farmaceutycznych? Włazi taki do gabinetu i coś tam gada z lekarzem, a pacjent z zażenowaniem czeka.

Wiec dlaczego lekarze zezwalają bez pukania wchodzić do gabinetu np. paniom z rejestracji, gdy pacjent jest w trakcie wizyty?

Brak kultury osobistej, czy coś więcej?

Obserwuj wątek
    • super-reset Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 29.05.08, 19:14
      Art 51 Ustawy o Powszechnym Ubezpieczeniu Zdrowotnym mówi:

      1. Ubezpieczony ubiegający się o świadczenie z ubezpieczenia
      zdrowotnego jest obowiązany przedstawić kartę ubezpieczenia. W
      przypadkach, o których mowa w ust. 2, karta może zostać
      przedstawiona w terminie późniejszym, na zasadach określonych w
      statucie Narodowego Funduszu Zdrowia.
      I dalej:
      2. W razie nieprzedstawienia karty ubezpieczenia lub w przypadku,
      gdy ubezpieczony nie opłacił składki na ubezpieczenie zdrowotne
      przez okres dłuższy niż 30 dni, świadczenie zostaje udzielone na
      koszt ubezpieczonego, z wyjątkiem nagłych zachorowań związanych z
      wypadkiem, zatruciem, urazem, stanów zagrożenia życia lub porodu.

      Więc dlaczego pacjent, który przychodzi po poradę,na dyżur w POZ,do
      Poradni (niepotrzebne skreślić) robi awanturę,że "przecież płaci
      składki" i "jakbym tu umarł, to też byście pytali o dowód
      ubezpieczenia?"

      Nieznajomość przepisów (lub niechlujstwo) nie zwalnia od ich
      przestrzegania.

      Brak kultury, czy coś więcej?

      A na marginesie:jak wyobrażasz sobie współpracę pomiędzy mną a
      rejestratorką medyczną, która -nawiasem mówiąc-odwala za mnie kawał
      biurokratycznej roboty (recepty na zaopatrzenie ortopedyczne,ZLA),
      w momencie,gdy przyjmuję w ciągu kilku godzin powyżej 40
      osób?.Pacjentowi NIE WOLNO dawac dokumentacji medycznej do ręki(tu
      też zacytować odpowiedni przepis z Funduszu? Mój szpital miał już
      okazję bulić kary finansowe z powyższego powodu).Co proponujesz?
      Mam trzymać cię pod drzwiami mojego gabinetu i sama latać po
      kartotekę?
      • 0.9_procent Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 29.05.08, 20:24
        super-reset napisała:

        > A na marginesie:jak wyobrażasz sobie współpracę pomiędzy mną a
        > rejestratorką medyczną, ...
        > w momencie,gdy przyjmuję w ciągu kilku godzin powyżej 40
        > osób...
        > Co proponujesz?

        Przyjąć dwudziestu, a dwudziestemu pierwszemu UPRZEJMIE powiedzieć,
        żeby 'spadał'.
        • jancik-elegancik Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 29.05.08, 20:34
          0.9_procent napisał:

          > super-reset napisała:
          >
          > > A na marginesie:jak wyobrażasz sobie współpracę pomiędzy mną a
          > > rejestratorką medyczną, ...
          > > w momencie,gdy przyjmuję w ciągu kilku godzin powyżej 40
          > > osób...
          > > Co proponujesz?
          >
          > Przyjąć dwudziestu, a dwudziestemu pierwszemu UPRZEJMIE powiedzieć,
          > żeby 'spadał'.

          Takiej stręce dają kupę w ręce :(
          • 0.9_procent Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 29.05.08, 20:36
            Powiedz to dwudziestemu pierwszemu pacjentowi.
      • jancik-elegancik Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 29.05.08, 20:33
        super-reset napisała:

        >...jak wyobrażasz sobie współpracę pomiędzy mną a rejestratorką medyczną...

        Jeśli już musi wejść, to niech chociaż zapuka, a ty przeproś pacjenta. To jest takie proste :)
    • jancik-elegancik do super-reset i 0.9-procent - a co z firmami? 29.05.08, 21:16
      A co z firmami? Co z farmaceutycznymi garniturowcami zakłócającymi wizyty?

      Może odpowiecie na to pytanie, bo o paniach rejestratorkach wiemy co myślicie :(
      • 0.9_procent Re: do super-reset i 0.9-procent - a co z firmami 29.05.08, 21:48
        Bardzo proszę.
        To jest kwestia kultury REPów.
        Nie powinni wchodzić do gabinetów w czasie przyjmowania pacjentów,
        powinni umawiać się na wizyty na określony dzień i godzinę.
        Dlatego napisałem, żeby przyjmować 20 pacjentów, co zresztą Cię
        oburzyło.
        Zgodnie z zaleceniami NFZ lekarz powinien przyjmować pacjentów co 15
        minut by poświęcić im odpowiednia ilość czasu. 20 pacjentów x 15
        minut = 5 godzin.
        Czas pracy lekarza to 7 godzin 25 minut. Pozostaje więc 2 godziny
        na prace administracyjne w tym 15-30 minut na przyjmowanie REPów.
        Kolejne 25 minut na przerwę w pracy przysługującą zgodnie z kodeksem
        pracy KAŻDEMU pracownikowi.
        Uzyskałeś odpowiedź.

        Teraz ja proszę byś odpowiedział:
        co sądzisz o pacjentach żujących gumę w czasie rozmowy z lekarzem,
        co sądzisz o pacjentach przerywających rozmowę z lekarzem by odebrać
        dzwoniący telefon (i kontynuujących rozmowę telefoniczną),
        co sądzisz o pacjentach leżących w pozycji ‘wenus odpoczywającej’,
        lub zajadających śniadanko w czasie wizyty lekarskiej w szpitalu,
        co sądzisz pacjentach przychodzących o 3-ciej w nocy z
        dolegliwościami od 3 tygodni i robiących awanturę, że ‘JUŻ SIEDEM
        MINUT CZEKAJĄ!!!”,
        co sądzisz o pacjentach, którzy „są żołnierzami Wermachtu i będą
        bić Żydów” – AUTENTYCZNE.
        • 0.9_procent Re: do super-reset i 0.9-procent - a co z firmami 29.05.08, 22:16
          Aaaa. Przepraszam.
          Do 5 godzin o których pisałem musisz jeszcze doliczyć czas na
          wietrzenie gabinetu po pacjentach, dla których mydło jest jeszcze
          nie odkrytym wynalazkiem.
          Więc na czynności administracyjne nie pozostaną 2 godziny.

          Swoją drogą. Z racji mojej specjalizacji często badam pacjentów per
          rectum.
          Czy obsrane gacie są u pacjenta przejawem kultury osobistej, czy
          czymś więcej?
        • super-reset Re: do super-reset i 0.9-procent - a co z firmami 29.05.08, 22:50
          Ja też dodam:
          -co sądzisz o pacjencie, który nie wyłącza telewizora w trakcie
          wizyty domowej,
          -co sądzisz o pacjencie, przychodzącym do lekarza pod wpływem
          alkoholu,
          -co sądzisz o pacjencie, który wydzwania na telefon komórkowy
          lekarza w sprawie każdej, błahej dolegliwości.
      • super-reset Re: do super-reset i 0.9-procent - a co z firmami 29.05.08, 22:36
        Tu cię zaskoczę.Repów nie przyjmuję ze specjalnymi honorami.Jeśli
        nie ma pacjenta (rzadko), wchodzi.Jeśli jest dużo pacjentów,
        mówię,by przyjechał innym razem, ew.zostawił pisemne informacje (o
        np. promocji leku).Jeśli za drzwiami jest 2-3 osoby, ma zapytać,
        czy go wpuszczą na 2-3 minuty-i tyle siedzi w gabinecie.
        Poza tym-przedstawiciele coraz częściej...czekają w kolejce razem z
        pacjentami.I wtedy nie możesz mieć pretensji.Chyba, że z powodu
        repa nie zostałbyś w ogóle przyjęty-ale takiego przypadku nie znam.
      • super-reset Re: do super-reset i 0.9-procent - a co z firmami 29.05.08, 22:41
        A w kwestii rejestratorek jeszcze-te panie są pracownikami
        medycznymi, nie babami z ulicy.Jeśli moja rejestratorka nie
        umiałaby się odpowiednio dyskretnie i niekrępująco zachować, nie
        wpuściłabym jej do gabinetu.W przypadku bardzo intymnych badań
        (np.ginekolog), w normalnym gabinecie jest parawan.
    • jancik-elegancik O repach 30.05.08, 09:15
      Rep jest jak pająk, potrafi zarzucać sieci. Lekarze wciągani są delikatnie. Przedwczoraj pani doktor miło podziękowała za bloczki recepturowe z logo firmy, wczoraj w prezencie imieninowym przyjęła perfumy za połowę swojej miesięcznej pensji, dziś zaakceptowała zestaw darmowych próbek leków, jutro pojedzie na szkolenie na Cypr, pojutrze da się wciągnąć w międzygabinetowy wyścig – kto wypisze najwięcej recept na pewien preparat...

      "Handlowcy medycznych koncernów do gabinetów w publicznych przychodniach wchodzą swobodnie, jak do siebie. Nie zwracają uwagi na oczekujących w kolejkach pacjentów. Niosą ze sobą torby pełne kosztownych prezentów dla lekarzy i zaproszenia na egzotyczne wycieczki. Ten obrazek znany jest powszechnie w Polsce i bodajże tylko w Polsce, bo podobna działalność w większości cywilizowanych krajów została zakazana lub ograniczona szczegółowymi przepisami. U nas proceder uprawiany jest przy niemal podniesionej kurtynie".

      - Newsweek nr 37/03

      Wiem, że lekarz może mieć chęć poznania nowych leków, że może a nawet powinien się dokształcać. Proszę bardzo, ale niech tego nie robi kosztem pacjenta. Niech uczestniczy w wykładach, semnariach, niech nawet spotyka się w kawiarni sam na sam z repem, ale niech nie załatwia tych spraw w trakcie wizyty, przy pacjencie. Jeśli nie ma na to czasu - trudno ;)

      Czas przeznaczony dla pacjenta, jest czasem dla pacjenta, nie dla repa ani dla żadnego innego handlarza.

      Rep jest bezwzględny, wpycha się do gabinetu razem z pacjentem i denerwuje chorego. Jednak pacjent w tym zakresie nie jest bezradny. Ma prawo poskarżyć się u kierownika placówki medycznej, w jednostce nadrzędnej, w Izbie Lekarskiej, u Rzecznika Praw Pacjenta...

      • maga_luisa Re: O repach 30.05.08, 09:19
        Perfumy, naprawdę? Nie mogę się doczekać, kiedy jakiś rep mi przyniesie, tylko
        żeby trafił w moje upodobania ;-)

        A tak serio - czy rzeczywiście tak jest w Twojej przychodni, że pacjenci
        czekają, aż rep porozmawia z lekarzem? Jeśli tak jest, to rzeczywiście fatalnie;
        jednak moi koledzy zwyczajnie do tego nie dopuszczają, ja również. Wyżej zresztą
        ktoś już opisywał, jak to u niego wygląda.
        • winniepooh Re: O repach 30.05.08, 12:45
          Kochana, w mojej prywatnej, podkreślam PRYWATNEJ przychodni jest
          tak, że przychodzę umówiona na godzinę, lekarz jest ale zajmuje się
          prywatną rozmową, czekam 15 min, wyłazi z ganinetu rozchahany z
          panienką i gadają kolejne 15 minut na korytarzu. Recepcjonistka
          nieśmiało wtrąca "panie doktorze pacjentka", a pan doktorek dlaej
          wesoło konwesruje z dziewczęciem. W międzyczasie robi się kolejka, w
          końcu po 40 min oczekiwania wchodze do gabinetu, lekarz biegnie
          gdzies poszukiwać karty, znika na kolejne 10 minut, wreszcie wraca
          pyta sie po co przyszłam i oznajmia że nie ma już czasu, w biegu
          wypisuje recepte i stwierdza, że o skutkach leczenie porozmawiamy na
          następnej wizycie. Za takie coś kasuje 120 zł.

          Powyższy opis to nic nadzwyczajnego.
          Buta, arogancja, chamstwo i pazaerność na pieniądze środowiska
          medycznego jest bezkresna. Jedyna różnica między NFZ a prywatnymi
          przychodniami polega na tym, że w tych drugich terminy do
          specjalistów są krótsze.
          • super-reset Re: O repach 30.05.08, 13:39
            Proste pytanie- skoro jest tak fatalnie, czemu nie zmienisz
            przychodni?
            Coś nie chce mi się wierzyć w te historyjki...Większość lekarzy w
            prywatnym (domowym) gabinecie bierze mniej za wizytę-nie prościej w
            ten sposób, skoro i tak chcesz płacić?
            Możesz mi wyjaśnić, po co płacisz za wizytę w POZ? Sądząc z kwoty,
            którą podajesz-jesteś z miasta, i to sporego.Na pewno macie sporo
            przychodni.Nie prościej chodzić do państwowego rodzinnego,a do
            specjalisty prywatnie, skoro nie chcesz czekać?
            • winniepooh Re: O repach 30.05.08, 15:45
              fajnie skomentowałeś swoją niewiedzę ;)
      • obs2 Re: O repach 31.05.08, 08:59
        > wczoraj w prezencie imieninowym przyjęła perfumy za połowę swojej
        > miesięcznej pensji,

        ???????????????????
        cóż, zdaję sobie sprawę, że gdy krążą takie opowieści, to pewnie
        jakieś ziarno prawdy w nich jest. Nawet jak fabrykuje się różne
        teksty (a robi się to na pewno), to fantazja ludzka jest
        ograniczona. Więc pewnie któryś rep podarował kiedyś lekarce perfumy.
        Podejrzewam, że jak zwykle chodzi o prawdziwych decydentów,
        profesorów, kierowników klinik, członków zespołów doradczych przy
        ministrze itp. Spodziewam się że oni mają oferowane pokrycie kosztów
        atrakcyjnych szkoleń czy że otrzymują kosztowne prezenty typu
        laptop. Ale POZ? Cóż, pracuję w nim od lat. Owszem, na długopisy
        można liczyć. Na ciśnieniomierz do gabinetu - także. Nawet na
        prenumeratę czasopisma medycznego (choć zgadzam się- te ostatnie
        przykłady powodują już przekroczenie granic i choćby podświadome
        preferowanie danej firmy, w końcu długopisy dają wszyscy,
        ciśnieniomierz - pojedyncze firmy, no i jest to już te parę złotych).
        Ale poza tym?
        To tylko mit, że skoro lekarze POZ wypisują kilkanaście czy
        kilkadziesiąt razy więcej recept niż wąscy specjaliści, to wydaje
        się że do lekarza POZ będa stać repy z darami.
        Owszem, stoją w długiej kolejce, ale oferują głównie długopisy i
        ulotki o lekach (owszem, niektórzy z nich - mniejszość- oferują
        również rzetelną wiedzę o lekach). Oferują również niektórzy z nich-
        presję psychiczną w stylu: "i co, panie doktorze? udało się coś
        napisać od ostatniego spotkania? ale tak szczerze!". To autentyczny
        tekst- nie muszę dodawać że wywołał u mnie dobre zakodowanie nazw
        leków tej firmy aby na pewno ich nie pisać!
        To prawda o repach w POZ.
        Tym bardziej w szpitalach. Nie wiem jak wygląda rozmowa repa z
        ordynatorem, ale ze zwykłymi lekarzami wygląda tak, że na ogół
        brakuje owych długopisów do podziału na wszystkich.
        O ile ordynator się zgodzi, bywa czasem prezentacja leku i do tego
        śniadanie - przyznaję że nigdy nie wpisałem wartości owych trzech
        kanapek do mojego przychodu, by zapłacić od tego podatek.
        Kiedyś firma przyniosła 4 pizze na 20 osób - i w sumie uważam, że i
        tak nie powinna.
        opowieści o konferencjach na Karaibach i laptopach w prezencie
        brzmią podobnie jak opowieści o lekarskich willach i super autach.
        Cóż może są lekarskie wille i zafundowane konferencje na Karaibach.
        Pojedyncze takie przypadki znam. Ale zważywszy że mieszkam w
        Krakowie, mam wielu znajomych lekarzy i dostęp do informacji o
        tysiącach lekarzy, w tym topowych profesorach i kierownikach klinik,
        a także o całym spektrum pozostałych placówek medycznych, od
        prywatnych szpitali do wiejskich POZetów, owe zupełnie pojedyncze
        wille i zupełnie pojedyncze wyjazdy na Karaiby w żaden sposób nie
        korespondują z prezentowanymi tu opiniami o niebywałych korzyściach
        współpracy repów z lekarzami.

    • jancik-elegancik o paniach rejestratorkach 30.05.08, 09:17
      Przeważnie w gabinetach nie ma parawanów zasłaniających wejściowe drzwi :)
      Przeważnie panie rejestratorki (albo jacyś inni w fartuchach) zdecydowanie podchodzą do drzwi gabinetu, chwytają za klamkę i wchodzą do środka, bez pukania. Wiem, że pomoc rejestratorek, asystentek, czy pielęgniarek jest lekarzowi niezbędna, ale ta pomoc powinna być dyskretna i kulturalna :)
    • jancik-elegancik Reasumując 30.05.08, 09:19
      Reasumując, moje uwagi są następujące:
      1. Lekarz nie powinien przyjmować żadnych handlowców w trakcie wizyty pacjenta
      2. Każdy pracownik przychodni wchodzący do gabinetu lekarza w trakcie wizyty pacjenta powinien chociaż zapukać, a lekarz powinien chociaż przeprosić pacjenta za niezbędną obecność osoby trzeciej :)

      Jeszcze coś. Nie wspominam tutaj o waniejących papierosami albo niedawno zjedzoną cebulą lekarzach. Zadałem tylko dwa pytania odnoszące się do wchodzenia obcych do gabinetu lekarskiego podczas wizyty pacjenta.

      Wniosek: Otrzymałem odpowiedzi kilku lekarzy świadczące o ich problemach i ich osobistej kulturze. To wszystko, dziękuję.

      Ten wątek nie dotyczy tematu "Jak niemili potrafią być pacjenci". Jeżeli ktoś chce pisać o niedomytych pacjentach, niech założy stosowny wątek.

      END
      • super-reset Re: Reasumując 30.05.08, 09:45
        Reasumując: wyciągnąłeś wnioski odnośnie udręczonego polskiego
        pacjenta,rozdeptywanego butem przez repa, wąchającego smród cebuli
        i podglądanego przez tłum ciekawskich ludzi w białych fartuchach.
        Wątek nie dotyczył problemu niemiłych pacjentów, bo jak powszechnie
        medialnie wiadomo, niemili są tylko lekarze i dlatego na twoim
        kulturalnym wątku niekulturalnie wspomnieli o brudnych i chamskich
        pacjentach.Pewno ten brud to forma protestu przewciw perfumom od
        repów, od których pękła mi już półka w łazience.Teraz kolejnego
        repa muszę naciągnąc na nową półkę!
        A teraz zreasumuję ja: nie będę przepraszać cię za osoby, które
        sumiennie,kulturalnie i dyskretnie wykonują swoją pracę.Nie każę
        pukać rejestratorce, bo nie mam czasu biegać sprawdzić,czy to
        ona,czy np.pacjent,który był 10 minut temu i zapomniał
        recepty,swetra, chce zapytać,czy jeszcze go przyjmę,itd.Nie podoba
        ci się-trudno-idź prywatnie.Tam będziesz dyktował warunki za swoje
        ponadstandardowe potrzeby.Bo jeśli większym problemem od twojej
        choroby jest rejestratorka,która-nie spojrzawszy nawet na ciebie
        położyła mi bez słowa na biurku pięć nowych kartotek, przebywając w
        gabinecie trzy sekundy-to może tak naprawdę nie jesteś chory?
        • marcinoit Re: Reasumując 30.05.08, 09:51
          jancik a na doktorow ze szpitala tez co masz¿¿¿ jakich to zbrodni
          przeciw godnosci i zyciu pacjenta dopuszcza sie regularnie np. taki
          anestezjjolog¿¿
          masz tez zestaw cennych rad i pouczen dla mnie?
          • bablli Do marcinoit 30.05.08, 10:26
            marcinoit napisał:

            > jancik a na doktorow ze szpitala tez co masz¿¿¿ jakich to
            > zbrodni
            > przeciw godnosci i zyciu pacjenta dopuszcza sie regularnie np. taki
            > anestezjjolog¿¿
            > masz tez zestaw cennych rad i pouczen dla mnie?

            Przecież na oiomie nie przyjmujesz repowatych, prawda :)
            • marcinoit Re: Do marcinoit 30.05.08, 10:47
              > Przecież na oiomie nie przyjmujesz repowatych, prawda :)
              ale przyjmuje :) calymi tabunami sie przewalaja.
              • bablli Re: Do marcinoit 30.05.08, 10:58
                marcinoit napisał:

                > > Przecież na oiomie nie przyjmujesz repowatych, prawda :)
                > ale przyjmuje :) calymi tabunami sie przewalaja.

                o kurde ;)
          • bablli Prawo do prywatności i poufności 30.05.08, 10:27
            Europejska Karta Praw Pacjenta

            6. Prawo do prywatności i poufności

            Każda osoba ma prawo do traktowania informacji na jej temat jako poufnych, w tym informacji dotyczących jej stanu zdrowia oraz ewentualnych procedur diagnostycznych lub terapeutycznych, a także do ochrony jej prywatności podczas wykonywania badań diagnostycznych, wizyt u specjalisty i leczenia [farmakologicznego]/chirurgicznego ogółem.

            Zezwalanie przez lekarzy repowatym na wchodzenie do gabinetu podczas obecności w nim pacjenta jest nieładne!
        • bablli Do super-reset - poza rejestartorkami 30.05.08, 10:25
          super-reset napisała:

          > Nie każę pukać rejestratorce...

          A fe, pani doktor, bardzo fe.

          Poza rejestratorkami bez pukania nawiedzają gabinety rozmaici ważni kierownicy albo koleżanki po fachu. Uważają, że jako lekarze nie muszą pukać. fe.

          > Nie podoba ci się-trudno-idź prywatnie.Tam będziesz dyktował warunki za swoje ponadstandardowe potrzeby...

          Brzydko, pani doktor, bardzo brzydko.
    • jeanne72 Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 14:49
      A zeby to łamanie prawa kończylo się na wizytach rejestratorek. Ja mam znacznie
      więcej pytań. Czemu na obchodach lekarskich glośno dyskutuje się o stanie
      zdrowia poszczególnych pacjentow, nie zważając na to że sluchają tego inni
      pacjenci i stado pielęgniarek? Chyba każdy ma prawo do tajemnicy lekarskiej?
      Sprzeciw pacjenta co do streszczania na obchodach jego historii choroby
      odbierany jako fanaberie i szeroko wyśmiewany przez grono lekarskie.
      Czemu w szpitalach nie szanuje się intymności pacjenta, tylko każe rozbierać
      niemal do naga przy patrzącym na to tlumie ludzi? Ja tu mówię o "porządnych"
      klinikach, ktorych szefowie są dumni jacy to pacjenci muszą czuć się szcześliwi,
      że trafili na ich oddzial.Czemu w tak niewielu szpitalach są specjalne pokoje
      badań, a jeśli nawet są, to niewykorzystywane?
      Czemu studentom, zbierajacym wywiad, nie mowi się, by robili to na osobności?
      Tylko robią to na sali pelnej innych pacjentów? To chyba wlaśnie najlepszy czas
      na zakorzenienie w przyszlych lekarzach pewnych zasad postępowania z pacjentem.
      Jesli wykladowcy tego nie przestrzegają, czego się potem spodziewać po ich
      uczniach??
      • jeanne72 Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 14:52
        Powyższe pisze tylko na podstawie wlasnych obserwacji. Niech nikt mi nie wmawia,
        ze tak nie jest. Tak JEST w bardzo wielu szpitalach!
        • studmw Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 16:35
          jeanne72 zgadzam sie w zupelnosci co do obchodow, to niestety bardzo czesta
          "przypadlosc" polskich lekarzy, szerokie komentowanie choroby pacjenta przy
          innych pacjentach/studentach/lekarzach.
          To samo tyczy sie zbierania wywiadu przez nas, studentow.

          Pocieszajace jest to ze np. na warszawskiej AM ucza nas obecnie(a w kazdym razie
          asystenci z ktorymi mialem przyjemnosc miec zajecia) jak dzialac w poszanowaniu
          godnosci i prywatnosci pacjenta, dlatego wywiady zbieralismy czasem w miejscach
          dziwnych(zdarzylo mi sie na szpitalnej klatce schodowej:))ale odosobnionych.
          Inna sprawa to to, ze w szpitalach zwyczajnie brakuje miejsca na pokoje
          badan.Zazwyczaj, o ile jest, jest jeden, bardzo czesto zajety.Czasem brak
          intymnosci wynika tez z braku czasu, wyobrazmy sobie jednego lekarza na 40
          lozek, fizycznie prawie nie do pogodzenia jest opieka nad calym oddzialem, przy
          nalezytym zachowaniu dobrego samopoczucia pacjenta.

          Kazdemu z nas zdarza sie popelnic faux pas w towarzystwie drugiej osoby, lekarze
          codziennie spotykjacy dziesiatki osob z ktorymi wchodza w dosc intymna relacje,
          sa na to narazeni w stopniu szczegolnym.Najczesciej nie dzieje sie to ze zlej
          woli, czy braku obycia, ale przypadkiem, ze zmeczenia, dlatego mysle ze
          generalizacja jest tutaj dosc krzywdzaca.

          Patrzac z drugiej strony biurka.Pacjent czesto wchodzi do pokoju lekarskiego
          zdenerwowany dlugim czekaniem(co nie jest wina lekarza)w kolejce, zdarza sie
          czesto ze jest opryskliwy, bywa wrecz nieznosny.Nie sposob wygasic w sobie
          emocji po takiej wizycie w ciagu
          minutowej przerwy przed kolejnym pacjentem.

          Z mojej strony moge powiedziec, ze wiekszosc moich kolegow ze studiow
          bardzo uwaza na dobre samopoczucie pacjenta, czasem niestety dajemy sobie wejsc
          na glowe, ale mam nadzieje z ekolejne lata praktyki naucza nas jak znalezc ten
          zloty srodek.
          • super-reset Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 16:45
            I tak trzymaj.Mniej idealizmu,więcej zdrowego myślenia,empatii w
            sam raz!
            Dwoje studentów, dwa różne światy...Jeden z Polski,a drugi...? Z
            Chatki Puchatka?
            • studmw Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 16:50
              super-reset idealizmu we mnie coraz mniej, ale gdybym stracil caly na studiach
              to boje sie myslec co by ze mna sie dzialo w wieku 30 lat:)
              • super-reset Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 16:57
                Idealizmu w tobie tyle,ile trzeba-i to chodzi:) To tzw.Złoty
                Środek:).
            • lato_2008 Jaki przykład dajesz młodym? 30.05.08, 16:54
              super-reset napisała:

              > Mniej idealizmu,więcej zdrowego myślenia,empatii w sam raz!

              Czego ty młodych uczysz?

              Toż to "zdrowo myślących" pełno jest na szpitalnych oddziałach psychiatrycznych. "Zdrowo myślący" Napoleon, "Zdrowo myślący" Juliusz Cezar, itd.

              Jaki przykład dajesz młodym, dohturko?
              • super-reset Re: Jaki przykład dajesz młodym? 30.05.08, 17:01
                Ach te emocje, młodzieńcze emocje...:)
                • lato_2008 Re: Jaki przykład dajesz młodym? 30.05.08, 17:02
                  super-reset napisała:

                  > Ach te emocje, młodzieńcze emocje...:)

                  Prawda?

          • zzz12 Re: Brak kultury osobistej, czy coś więcej? 30.05.08, 16:52
            studmw napisał:

            > Z mojej strony moge powiedziec, ze wiekszosc moich kolegow ze
            studiow
            > bardzo uwaza na dobre samopoczucie pacjenta, czasem niestety
            dajemy sobie wejsc
            > na glowe, ale mam nadzieje z ekolejne lata praktyki naucza nas jak
            znalezc ten
            > zloty srodek.


            Asertywnosc. Takie modne slowo. tego nie ucza na studiach, ani nawet
            po studiach, jak nie pozwolic sobie wejsc na glowe, nie znizajac sie
            do poziomu chama. Ale da sie, naprawde. A na pewno kazda konfliktowa
            sytuacje (atak ze strony pacjenta) warto skrupulatnie opisac w
            dokumentacji (historii choroby), wraz z zanotowaniem nazwisk
            swiadkow zdarzenia. Mam szczescie pracowac poza Polska i tu przebieg
            kazdej rozmowy telefonicznej z pacjentem odnotowuje sie w
            dokumentacji. Jesli pacjent podskakuje czy jest agresywny, spokojnie
            gasi sie go jednym zdaniem: grozisz mi? To bede zmuszony/a zglosic
            te grozby policji i u moich zwierzchnikow. I nagle pacjent staje
            sie baardzo grzeczny i malutki...
    • zzz12 troche sie wylamie 30.05.08, 16:24
      jako przedstawiciel ..hm..srodowiska, ale wiele sytuacji tu
      opisywanych nie powinno sie zdarzac. To kwestia wyobrazni, empatii i
      dobrej woli. Na personelu (pielegniakach, rejestratorkach) mozna
      wymoc, aby pukaly przed wejsciem, gabinet lekarski mozna tak
      zorganizowac, aby nie narazac pacjenta na bycie ogladanym podczas
      badania przez osoby nieupowaznione (pacjentow zapuszczajacych
      zurawia przy kazdym uchyleniu drzwi, rejestratorki, repow)- czyli
      chocby oddzielenie miejsca badania konkretnym parawanem.
      ALE: praca lekarza to nie tylko przyjmowanie pacjentow, to rowniez
      praca administracyjna, doksztalcanie sie,przerwy
      sniadaniowej/kawowej etc. Lekarz powinien miec prawo takiego
      zorganizowania sobie czasu pracy, aby wyznaczyc rowniez repom pory
      odwiedzin a pacjentom nic do tego, jaki lekarz ma harmonogram ,
      zwlaszcza w prywatym gabinecie (NZOZie). Pacjent ma grzecznie
      siedziec w poczekalni i czekac na swoja kolej, a nie wisiec na
      klamce do gabinetu, czyhajac jak sep az sie drzwi otworza.
      Ale - chamstwo i brak kultury czy chocby zwyklej higieny nie
      upowaznia lekarza do nieuprzejmego zachowania wobec pacjenta, na
      zasadzie "jak Kuba Bogu".
      • maga_luisa Re: troche sie wylamie 30.05.08, 17:59
        Bardzo ładnie to napisałaś i podpisuję się oburącz.
        Jest to trudne do zorganizowania, ale możliwe.
        A druga strona medalu to pacjenci wchodzący owszem, z pukaniem, ale bez czekania
        na "proszę" do gabinetów. Dobrze, że mam strategiczne parawany ;-)
        • osmanthus W Australii 31.05.08, 10:32
          nie ma "panstwowych" lekarzy rodzinnych. GPs praktykuja solo albo,
          ze wzgledu na "duty of care" prowadza praktyki wspolnie z 2-3-4
          kolegami po fachu. Listy pacjentow tych lekarzy sa czesto zamkniete
          (nasz GP, np, nie przyjmuje nowych pacjentow). Sa tez duze praktyki,
          ktorych wlascicielem jest niekoniecznie lekarz. Te praktyki
          zatrudniaja lekarzy na podstawie umowy o prace, pracuja najczesciej
          przez 7 dni w tygodniu, czesto do poznych godzin i przyjmuja
          pacjentow "z ulicy".
          Ale do rzeczy :
          a/wizyte zamawia sie przez telefon
          b/ przychodzi sie na wyznaczona godzine (zdarza sie,ze pan doktor
          "is running late", o czym informuje pani sekretarka medyczna cum
          rejestratorka i co jest przyjmowane przez pacjentow ze
          zrozumieniem). Pani rejestratorka prosi siadac - dorosli moga
          zabijac czas przkopujac sie przez sterty czasopism,dzieci bawiac sie
          w specjalnym kaciku z zabawkami
          c/ Pan doktor wychodzi z gabinetu, odprowadza poprzedniego pacjenta
          do lady pani/pan rejestratorki/torek, przekazuje niezbedna
          informacje i prosi, imiennie, nastepnego pacjenta. Wita sie z
          pacjentem i prowadzi do gabinetu.
          Jezeli zdarzy sie pilna wizyta - np moje dziecko z 40 stopniami
          goraczki(chwilowo obnizona przy pomocy paracetamolu) i wscieklym
          kaszlem - pan doktor pyta nastepnego pacjenta czy nie bedzie mu
          przeszkadzalo,jezeli przyjmie najpierw moja corke.

          Pacjentowi tutejszemu nie przyjdzie w ogole do glowy, ze moglby
          wejsc do gabinetu nie bedac zaproszonym przez lekarza.
          Numerkow nie ma.
          Wszystkim steruje rejestracja i lekarz.
          Dodajmy, ze za wizyty sie placi - +/- $60 za wizyte krotka (15') i
          $100 za dluga. Medicare (skladka placona razem z podatkiem, 1.5%
          zarobkow brutto) zwraca niecale 50%.
          • 0.9_procent Re: W Australii 31.05.08, 11:45
            Jedno pytanie.
            Ile godzin dziennie pracuje lekarz i ilu pacjetów w tym czasie
            przyjmuje?
            • osmanthus Re: W Australii 31.05.08, 13:22
              Wiesz, nigdy sie nad tym nie zastanawialam.
              Moj GP zaczyna o 9 rano.
              Ma jakas przerwe na lunch.
              Konczy pewno kolo 17-18-ej.
              Mysle, ze w sumie moze przyjac ze 20 pacjentow dziennie.
              Zaznaczam, ze w czasie wizyty wszystko wpuszcza w swojego
              Macintosha,
              w ktorym ma m.in. historie wynikow wszystkich badan, ktore zleca
              swoim pacjentom (laboratoria wyniki przesylaja mu mailem)
              Recepty sa drukowane i automatycznie nanosza dane lekarza i
              pacjenta, w tym numer Medicare. Pieczatki sa tutaj nieznane.
              Ludzie nie zawracaja lekarzom glowy niepotrzebnie. Nikt nie lata do
              specjalisty z byle g... bo specjalista jest od naprawde
              skomplikowanych przypadkow i kieruje do niego wlasnie GP.
              Zaznaczam rowniez, ze GP wykonuje drobne zabiegi chirurgiczne,
              szczepienia, zna sie na znamionach barwnikowych, pobiera cytologie,
              itd.
              W razie potrzeby bierze za telefon i dzwoni, zeby umowic na badanie
              (w moim przypadku byla to tomografia glowy, badanie bylo nastepnego
              dnia - platne rzecz jasna - $600, nie wiem jeszcze ile z tego mi
              oddadza... Wyniki natychmiast mu przefaksowano).
              Tak jak pisalam wczesniej, lekarz tutejszy ma duty of care...
              • mindflayer Re: W Australii 31.05.08, 17:26
                Polski "GP" przyjmuje 5-6 pacjentów na godzinę, polski psychiatra na NFZ potrafi przyjąć dziennie 60 osób (osobiście znam takiego). Kurcze, niewydajni jacyś jesteście w Australii ;-)
                • 0.9_procent Re: W Australii 31.05.08, 19:51
                  Ja właśnie w tym kierunku zmierzałem pytając o liczbę przyjętych w
                  ciągu dnia pacjentów, ale obowiązki rodzinne kazały mi przerwać
                  dyskusję.

                  Dwie istotne rzeczy zacytuję z tego co napisała osmanthus:

                  "Mysle, ze w sumie moze przyjac ze 20 pacjentow dziennie."
                  No właśnie. Pytanie co GP w Australii powiedzałby na propozycję
                  przyjmowania CODZIENIE 40-50pacjentów i czy miałby czas na witanie
                  się z każdym i odprowadzanie go do rejestracji, że o wykonywaniu
                  drobnych zabiegów nie wspomnę.

                  i
                  "Ludzie nie zawracaja lekarzom glowy niepotrzebnie. Nikt nie lata do
                  specjalisty z byle g... bo specjalista jest od naprawde
                  skomplikowanych przypadkow"
                  Tekst do wydrukowania czcionką rozmiaru co najmniej 72 i do
                  powieszenia nad łóżkiem przez każdego pacjenta.
                  • osmanthus Re: W Australii 03.08.08, 03:40
                    Pytanie co GP w Australii powiedzałby na propozycję
                    > przyjmowania CODZIENIE 40-50pacjentów
                    Taka propozycja bylaby nierealna - u nas nie ma "panstwowych" GPs,
                    ktorym wladze (?) moglyby narzucic dowolnie absurdalna liczbe
                    pacjentow. Dlatego tez "books" naszego GP (znakomitego zreszta) sa
                    zamkniete.
                    Aha, tak jak juz pisalam wyzej, to GP kieruje do specjalisty. Takie
                    skierowanie jets wazne rok. Po roku pacjent moze kontynuowac wizyty
                    u swojego specjalisty ale bez nowego skierowania od GP Medicare nie
                    bedzie mu zwracal kosztow wizyty (gwoli scislosci - czesci kosztow).
                    Wystarczyl jeden telefon do recepcji GP i odpowiednie skierowanie
                    zostalo przeslane do specjalisty.
                    • 0.9_procent Re: W Australii 03.08.08, 10:23
                      > Taka propozycja bylaby nierealna

                      Dziękuję. Nie mam więcej pytań.
          • obs2 Re: W Australii 31.05.08, 21:02
            > b/ przychodzi sie na wyznaczona godzine
            > c/ Pan doktor wychodzi z gabinetu, odprowadza poprzedniego
            > pacjenta
            > do lady pani/pan rejestratorki/torek, przekazuje niezbedna
            > informacje i prosi, imiennie, nastepnego pacjenta. Wita sie z
            > pacjentem i prowadzi do gabinetu.

            w 100 % tak to wygląda w polskich abonamentowych centrach medycznych
            (które są po prostu wersją NFZetowskich przychodni POZetowsko-
            specjalistycznych, z tym, że zamiast starego wentylatora jest
            klimatyzacja, zamiast rejestracji jest uprzejma recepcja, zamiast
            teoretycznych 15 a faktycznych 7 minut na pacjenta jest teoretyczne
            i faktyczne 20 minut, a zamiast składki zdrowotnej - którą niestety
            i tak trzeba płacić- jest abonament, od 30 do ponad 1000 zł
            miesięcznie- to ostatnie to pakiety złote które z reguły płacą
            firmy swoim dyrektorom i innym VIPom).
            W każdym razie- ten poziom cywilizacyjny formalnego postępowania z
            pacjentem, jest już w Polsce znany.

      • 0.9_procent Re: troche sie wylamie 30.05.08, 20:26
        zzz12 napisała:

        > Na personelu (pielegniakach, rejestratorkach) mozna
        > wymoc, aby pukaly przed wejsciem,
        Owszem. Można również ustalić z rejestarorkami, by wchodziły po
        wyjściu pacjenta z gabinetu (a przed wejściem następnego).

        gabinet lekarski mozna tak
        > zorganizowac, aby nie narazac pacjenta na bycie ogladanym podczas
        > badania przez osoby nieupowaznione (pacjentow zapuszczajacych
        > zurawia przy kazdym uchyleniu drzwi, rejestratorki, repow)- czyli
        > chocby oddzielenie miejsca badania konkretnym parawanem.
        No właśnie. Z jednej strony prawda, ale z drugiej...
        Czy pacjent domagający się prywatności musi zapuszczać żurawia, gdy
        w gabinecie jest poprzedni pacjent?
        Czy jeśli zdejmę firankę to znaczy że każdy może przez okno zaglądać
        do środka? I usprawiedliwiać swoje zachowanie brakiem firanki?

        > Ale - chamstwo i brak kultury czy chocby zwyklej higieny nie
        > upowaznia lekarza do nieuprzejmego zachowania wobec pacjenta, na
        > zasadzie "jak Kuba Bogu".
        To nie tak.
        Ja po prostu jestem nauczony, że gdy się zaczyna krytykować innych
        należy zacząć od spojrzenia na siebie.
    • lato_2008 medice, cura te ipsum 31.05.08, 07:47
      No właśnie - medice, cura te ipsum :)

      Cham pozostaje chamem, niezależnie, czy jest lekarzem, pacjentem, czy urzędnikiem, czy petentem.

      Jednak, jeżeli ludzie dostrzegają lekarzy jako:
      a) wiecznie spóźniających się do pracy,
      b) podczas wizyty pacjenta wpuszczających do gabinetu rozmaitych tREPpów,
      c) palących papierochy, pijących alkohol - a głoszących, że to nie służy zdrowiu,
      - to musi w tym być coś znamiennego być.

      Możliwe, że takich niekulturalnych lekarzy jest niewielu, ale jedna łyżka piołunu popsuje smak beczki miodu.

      Nie należy wszystkiego uzasadniać warunkami pracy, albo tłumaczyć warunkami politycznymi, albo nieustannie mówić o braku kasiory.
      Przecież nie uznajecie skądinąd mądrego powiedzenia "Byt określa świadomość", ponieważ to określenie kojarzy się wam z jakąś tam złą "komuną" - he,he,he

      • obs2 Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 09:04
        a) wiecznie spóźniających się do pracy,

        lekarze nie powinni się spóźniać, to jasne. Ale dlaczego 30 %
        pacjentów spóźnia się na umówioną godzinę?
        • preitta Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 09:09
          obs2 napisał:

          > a) wiecznie spóźniających się do pracy,
          >
          > lekarze nie powinni się spóźniać, to jasne. Ale dlaczego 30 %
          > pacjentów spóźnia się na umówioną godzinę?

          Taki już to jest negatywny polski nawyk, wszędobylski spóźnialstwo :(
          Dosadniej mówiąc, każde spóźnianie się jest wyrazem lwkceważenia innych.

          • zzz12 Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 11:10
            w Szwecji spoznienie sie na wizyte skutkuje nieprzyjeciem w danym
            dniu, wyznaczeniem nowego terminu wizyty ( w przypadku specjalistow
            moze to byc termin odlegly nawet o kilka miesiecy od pierwotnego, na
            ktory rowneiz czasem czekalo sie miesiacami), oraz oplöata karna,
            jak za nieobecnosc. To samo dotyczy (oplata karna w wysokosci 250-
            400 SEK) nieobecnosci nieusprawiedliwionej (niezgloszenie sie bez
            uprzedzenia na co najmniej 1 dobe przed terminem wizyty). Zebyscie
            wiedzieli, jak grzecznie pacjenci pilnuja swoich wizyt u
            lekarza.spoznienia czy nieobecnosci to prawdziwa rzadkosc.
            • goldfaq Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 11:51
              A jeśli lekarz się spóźni, też płaci komuś, np. obniża stawkę za wizytę pacjentowi?
        • jeanne72 Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 11:50
          Ale dlaczego 30 %
          > pacjentów spóźnia się na umówioną godzinę?

          oj, czy ja wiem? W mojej przychodni na ogoł wszyscy pacjenci przychodzą przed
          czasem ( niektore starsze panie to nawet ze 3 godziny ;), a nawet jesli się
          spóźnią na wyznaczoną godzinę, to mala strata, bo na ogol każdy pacjent zajmuje
          lekarzowi więcej niż przydzielone 10 minut i tworzą się gigantyczne opóźnienia.
          Moze czasem spóźniają się ludzie mlodzi, ale np. u nas nie ma możliwości wyboru
          godziny na ktorą chce się przyjść - przydzielają je w rejestracji wg kolejności
          zgloszenia się - i ktoś po prostu jest w pracy/szkole/na uczelni.
          • goldfaq Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 11:58
            W twojej przychodni lekarze również raczej się nie spóźniają? Godne pochwały!
            • obs2 Re: medice, cura te ipsum 31.05.08, 20:15
              u mnie lekarze się nie spóźniają - co najwyżej 5 minut sporadycznie.
              Ja raczej należę do bardzo rygorystycznych i praktycznie się nie
              spóźniam - był okres kiedy ordynatorka wypuszczała nas ze szpitala o
              15:15 mimo że umowa była o odprawę popołudniową na 14:30 (przy
              okazji- obala to kolejny mit, lekarzy których po 12 rzekomo nie
              uświadczysz w państwowym szpitalu). Odkąd nie pracuję w szpitalu,
              nie spóźniam się w ogóle (natomiast czasem łamię przepisy drogowe,
              głównie w postaci jechania na późnym żółtym).
              Co do 30 % pacjentów spóźniających się - tak. Pracuję m.in. w jednej
              z prywatnych firm abonamentowych. 30 pacjentów dziennie. 1, 2 nie
              przyjdzie. Kilku-kilkunastu jest na czas. Reszta się spóźnia,
              zdecydowana większość - 10 minut (to takie bardzo polskie, wszystkie
              koncerty, odczyty, konferencje, spóźniają się w przedziale 6-11
              minut). Pojedyncze osoby spóźniają się 3 godziny (sic!) i są
              zdziwione że w ogóle może być jakiś problem z przyjęciem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka