prywatne leczenie

11.09.08, 02:28
to moze byc ciekawa dyskusja o zaletach tzw prywatnych ubezpieczen i abonamentow

o ich wplywie na jakosc "obslugi", dlugosc kolejek i ilosc "bledow lekarskich"

wyborcza.pl/1,75248,5682140,Z_koperta_do_lekarza____prywatnego.html
ciekawe wyjatki:

Dawniej na wizytę u internisty czekało się góra godzinę-dwie - mówi Ala z
Warszawy. Rzadko wyznaczano termin następnego dnia. Teraz do internisty trzeba
czekać kilka dni, do lekarza specjalisty - tygodniami.

Anna chciała w te wakacje umówić się na wizytę do ginekologa. - W infolinii
mojego ubezpieczyciela usłyszałam, że muszę poczekać dwa tygodnie - mówi. Nie
dała za wygraną i poszła prosto do przychodni, z którą jej firma
ubezpieczeniowa ma podpisaną umowę. - Zostałam przyjęta od ręki, ale
kosztowało mnie to dodatkowe 100 zł, mimo że powinna za to zapłacić firma
ubezpieczeniowa - mówi Anna.

Na efekty nie trzeba długo czekać. Pacjenci leczący się prywatnie już
narzekają na pogarszającą się obsługę. Ola na początku lipca poparzyła stopę.
Poszła do chirurga w Dantex-Med. na warszawskim Nowolipiu. - Takiego gbura nie
spotkałam nigdy w żadnym państwowym szpitalu. Na moją uwagę, czy mógłby być
delikatniejszy, bo noga bardzo boli, usłyszałam, że zawsze mogę pójść gdzie
indziej - opowiada. Wyszła, ale za wizytę musiała zapłacić 100 zł.
    • mindflayer Re: prywatne leczenie 11.09.08, 22:28
      Po pierwsze to nie jest ubezpieczenie.
      Po drugie, 100 złotych to chyba jak za darmo za taką wizytę, chyba się w tych
      firmach nie połapali jakie duże jest zainteresowanie. Lekarz z tej kwoty dostaje
      circa 20 złotych. 80 zł idzie na firmę.
      Po trzecie internista to też specjalista.

      Firmy abonamentowe dawno się dławią nadmiarem klientów, a nie są w stanie
      natychmiast zwiększyć mocy przerobowych, bo moce przerobowe to przede wszystkim
      my. W praktyce drogie abonamenty (2-3 tysiące miesięcznie) dalej maja wszystko
      od ręki, a dla reszty noszenie na rękach się skończyło.
    • liton hmm 12.09.08, 02:13
      kochane społeczeństwo powoli zaczyna dostawać owoc na który tak długo
      sobie pracowało - brak lekarzy.

      lekarze:
      - wyjeżdżają
      - w ogóle nie podejmują pracy w zawodzie
      - nie mają dostępu do specjalizacji
      - w państwówce na etacie zarabiają #1...
      - są gnojeni przez media
      - pozywani przez pacjentów nawet za rzeczy, które w ogóle od nich nie
      zależą, a czasem są wręcz absurdalne
      - krępowani kretyńskimi przepisami
      - gnojeni przez "kolegów" wyższych rangą

      i co?
      i nic - 2,2 lekarza na 1000 pacjentów, 3000 anestezjologów na cały
      kraj, oddziały z taką ilością kadry, że gdy ktoś zachoruje -
      teoretycznie wypadałoby zamknąć oddział, średnia wieku pediatrów - 58
      lat.. można wymieniać i wymieniać, ale kogo to obchodzi, póki się nie
      zawali?

      ktoś w końcu napisał artykuł o tym jak dramatycznie brakuje kadry,
      oczywiście dając mu w tytuł "do lekarza z kopertą" - choć nie ma w
      artykule mowy o żadnych łapówkach, ale wizerunek medialny trzeba
      utrwalać..

      powiem szczerze: to społeczeństwo jeszcze będzie ronić krokodyle łzy
      nad tym co będzie, a właściwie czego nie będzie - ochrony zdrowia
      (nie służby..). Bez anestezjologów nie ma operacji, bez młodych nie
      będzie po kilkunastu latach starych lekarzy, a starzy lekarze pójdą w
      piach (jak każdy z nas) itd. .

      Niestety, ale by zatrzymać w kraju pracownika - trzeba mu stworzyć
      warunki do pracy, oraz jego samego do tej pracy zachęcić.

      Metoda kija dała takich lekarzy, jakich mamy - patrz artykuł - "jak
      się pani nie podoba - może pani iść gdzie indziej". Może pora
      pomyśleć nad zakupem marchewki, póki jest kogo nią karmić?

      A co w tym wszystkim najgorsze - to co napisałem dotyczy lekarzy.
      Gdzie pielęgniarki i cała lista osób potrzebnych do działania
      szpitala?

      tylko kogo to obchodzi? "przecież mi się należy!"
      • 4tore Re: hmm 12.09.08, 09:40
        Ale liton, tez tak myslalam, ze na te skutki nie trzeba bedzie dlugo
        czekac.
        Mylilam sie.
        Wiek nie jest zadna przeszkoda w wykonywaniu zawodu, zwazywszy na
        to, ze spotkasz wielu emerytow, ktorzy w jakis cudowny sposob
        jeszcze maja kontrakty na dobrych cieplych posadkach w
        orzecznictwie, medycynie pracy, itp.
        I bedzie tak, ze orzecznikiem w sprawie dot. ortopedii bedzie
        psychiatra, a badania kierowcow bedzie prowadzil emeryt, bo to w
        koncu praca papierkowa i po co dac komus zarobic...
        Ci, co wyjechali, to jak ktos na jakims forum zauwazyl -
        nieudacznicy, bo nie "dorwali sie" do kontraktow i nie "ustawili
        sie".
        A jak np. zastrajkuja, to zjawi sie firemka zewnetrzna z lekarzami
        emerytami :-) Na zastepstwa. I pokaza fige strajkujacym (ze przy
        okazji chorzy beda np. znieczulani przedpotopowymi metodami, to
        szczegol, wazne, zeby ciaglosc pracy byla zapewniona).
        Przy czym metoda marchewki polega tez na "pomachaniu" lukratywnym
        kontraktem przed nosem, ale to dla waskiej grupy.


        • loraphenus dlatego też ja się dziwię młodym 12.09.08, 09:45
          którzy tu w PL zostają- bo konserwują ten chory system.

          Ja w PL bym nie został, nawet gdybym miał zarabiać 20x więcej niż w Niemczech.
          • 4tore Re: dlatego też ja się dziwię młodym 12.09.08, 10:18
            Tylko nie wszedzie jest tak rozowo - ale robote zawsze sobie mozesz
            zmienic, jak ci sie nie podoba.
            Z drugiej strony, koledzy zawsze mnie odpytuja o rozne szczegoly,
            ale do rpacy przyjechac nie chca, bo: dobrze im w tym ukladzie, maja
            kontrakty, etc, nie musza sie specjalnie wysilac, pobudowali domy,
            mieszkania, kredyty (a probowalam namawiac, jak jeszcze euro wysoko
            stalo).
            Ale mlodzi pojada, bo maja dosyc tego kumoterstwa, poza tym w
            kwestii dostepu do specjalizacji od lat sie nic nie zmienia.
            Komu na tym zalezy?
            • loraphenus w młodych to nie wierz 12.09.08, 10:26
              ja w swoim gronie -a nie przekroczyłem 30l.z widzę.

              - część myśli od lat jak tutaj nogi rozłożyć przed kimś decyzyjnym lub
              skorzystaćź z rozłożenia nóg

              - część wżeniła się lub wmężyła w lobby

              - tylko około 20% jest obra zóna , a realnie może co drugi wyjedzie.

              Młodzi są tak zdeprawowani i uczyli się widząc tą rzeczywistość -że mówią wprost
              -jak będziesz jednym z nich to stado zaakceptuje..a jak będziesz miał pozycję w
              stadzie, to możesz gryżć i kopać frajerów- chwila cierpienia a potem to Ty
              dziobiesz - Ty rozdajesz karty...

              Oni wiedzą że na zachodzie by zginęli - i dlatego zostają tutaj, broniąc tego
              bagna jak miru domowego.

              • 4tore Re: w młodych to nie wierz 12.09.08, 11:40
                Ja wierze w mlodych, bo pracuje z mlodymi.
                W tym roku tylko przyjechaly 4 fajne osoby, ale prawda, ze
                nie "zepsuci" mentalnoscia - no jak ty sobie to zalatwilas.
                przynajmniej moge powiedziec, ze "sama sobie zalatwilam", a nie ze
                ktos mi zalatwil miejsce specjalizacyjne.
                A chore uklady sa wszedzie...tylko mozesz sie od tego odciac i wolny
                zawod cos tu znaczy.
                • loraphenus otóż - opowiem jedną scenkę 12.09.08, 12:00
                  stażysta stoi na bloku trzymając haki- przy operacji torakochirurgicznej.

                  szef mówi - co to jest - a on - liganentum pulmonale, a wyżej mesopneumonium, po
                  czym wymienia topograficznie strukturę radix pulmonis...

                  operator a jednocześnie dyrechtor szpitala zachwycony - i mówi - wie Pan, jestem
                  zachwycony tak bardzo, że aż mam dla Pana ofertę...

                  Czy jest Pan gotów zająć u nas zaszczytne miejsce w zespole po LEPie- robiłby
                  Pan specjalizacje na wolontariacie...a jak by się Pan wykazał to 1-2%etatu by
                  się znalazło...

                  Stażysta: Przepraszam bardzo, nie przewiduję wspólpracy na takich warunkach...

                  Mina dyrechtora bezcenna.

                  Natomiast jak poszedł to wszyscy - po..ebało Cie - Zmysły postradałeś - oplułeś
                  i ugryzłeś rękę, która Cie karmi i głaszcze!

                  i stażysta został poddany ostracyzmowi społecznemu, jakby chorował na Lepra
                  lepromatosa...

                  wnioski proszę wyciągnij sama.


                  • 4tore Re: otóż - opowiem jedną scenkę 12.09.08, 12:18
                    Co mam Ci powiedziec:
                    - ze to wszystko znam z autopsji
                    - przy dostaniu sie na specjalizacje tez panuje nepotyzm
                    - z drugiej strony nie widze, zeby moi koledzy z roku klepali jakas
                    szczegolna biede (ale mysle, ze to pomoc rodziny i rozne chaltury
                    dyzurowe)
                    - ze w klinikach pelnisz role sluzalcza, najgorzej, jak znasz
                    jezyki, to bedziesz komus robil tlumaczenia
                    - nie dopuszcza cie do stolu ("panskiego")
                    Teraz to mi sie nawet nie chce wracac.
                    Jest pare fajnych miejsc w Polsce, gdzie praca jest dobrze
                    zorganizowana, lecza i operuja przyzwoicie, fajny zespol, etc. ale
                    to wyjatki i jak mam jechac te kilkaset km, to wole "na bajery"
                    Mam tez podac do publicznej wiadomosci, jak to sie w Polsce prowadzi
                    rozne rzeczy siedzac na kanapie w gabinecie. Moge tez smailo
                    zarzucic, ze jak ktos jest dobrze "ustawiony" w Polsce, to po co ma
                    wyjezdzac, bo tutaj trzeba na 7 do roboty i pracowac, a nie obijac
                    sie.
                    Moge sie tu wychylic nawet na forum, bo mam pozycje czlowieka z
                    zewnatrz i od nikogo niezalezna.
                    Dowcip z visa b. mi przypadl do gustu :-)
                    Stazyste mozesz do nas przyslac.
                    • loraphenus za 15 minut sprawdz prosze pocztę na gazeta.pl 12.09.08, 12:43
                      dobrze ?

                      Pozdrawiam...
                      • 4tore Re: za 15 minut sprawdz prosze pocztę na gazeta.p 12.09.08, 13:32
                        Emalie masz, wyslana.
                        • marcinoit mialem szczescie??? 12.09.08, 21:52
                          lorafenus kiedy zastanawiam sie czy to ja mialem szczescie czy Ty pecha?? nigdy nie rozkladalemprzed nikim nog :) ani tez nie korzystalem z rozstawionych :) nikt mnie nie poddawal ostracyzmowi a jezli nawet tak bylo to tego nie zauwazylem. o specjalizacje nie musialem sie bic wrecz przeciwnie , szefowa mnie poganiala zebym jak najszybciej ja zrobil. dwojke robilem w "osrodku akademickim" - jak najlepsze wspomnienia. dyzurowalem tam potem pracy duzo ale wspomnienia mile( zdarzylo mi sie wywalic pana adiunkta z sali operacyjnej :)) najgorzej wspominam "wspolprace" z dyrekcja pewnego szpitala i utarczki z pewna pania Doktor ale przecie zycie to nie je bajka :) pytanie wiec czemu jestem tu gdzie jestem???
                          ale to juz na odrebna opowiesc :)
                          • 4tore Re: mialem szczescie??? 13.09.08, 09:10
                            Co nie przeszkadza stwierdzic, ze wiele osob MA problemy z dostaniem
                            sie na specjalizacje, dostepem do procedur, zabiegow, etc.
                            Moze uslysza, ze niedojdy, nieuki, nieasertywni (modne slowko).
                            Akurat Ci, ktorzy sie tu wypowiadaja - przynajmniej tak z postow
                            wynika - doswiadczaja tego rodzaju dyskryminacji na co dzien i to
                            ich boli. Tak jak sie patrzy, jak wykorzystuja swoje szanse Ci, co
                            te miejsca dostali, to tez budzi krytyczne uczucia - przychodzenie
                            co drugi dzien na staz, wychodzenie po dwoch - trzech godzinach,
                            absolutny brak zainteresowania, wlasnej indywidualnosci, tzw. stanie
                            z boku (byle zaliczyc staz). Tak ja to widze z perspektywy
                            czlowieka, ktory do wszystkiego sam sie dobijal i tez odczul, ze
                            chciano go po prostu wykorzystac.
                            No i jest sie czym chwalic, ze "wywaliles pana adiunkta z sali" - to
                            chyba nie powod do dumy...moze bylo zabawnie, ale to nie wymiar
                            pozytywny stazu.
                            Jest tez czesc kolezenstwa, ktora ma ochote popracowac za sensowne
                            wynagrodzenie i na jednym etacie, przy okazji zrobic specjalizacje
                            na dobrym sprzecie i na europejskim poziomie. Trzeba sie jednak
                            liczyc z tym, ze oni juz nie wroca, bo do czego.
                            I zrozum, to nie ma byc obrazliwe w stosunku do ciebie czy innych,
                            ktorzy tez ciezko zapracowali na swoje stanowiska, tylko jakas
                            spokojna ocena sytuacji przychodzi dopiero z wiekiem i jak czlowiek
                            ma spokojna, dobra prace, za porzadna zaplate, a nie, jak sie
                            szarpie jak ci mlodzi i rozgoryczeni. Czyzby wszyscy buntownicy bez
                            powodu?
                            • marcinoit Re: mialem szczescie??? 13.09.08, 14:27
                              mam wrazenie ze sie nie zrozumielismy do konca :)
                              nie neguje tego o czym mowi lorafenus i inni, widzialem to na wlasne oczy i posrednio doswiadczylem poprzez przezycia mojej Zony.
                              chcialem jedynie zaznaczyc ze zdarzaja sie rowniez odmienne sytuacje. tak dla zachowania rownowagi :)
                              co do wywalenia adiunkta :) napisalem to nie w celu chwalenia sie chcialem jedynie zobrazowac swoja niezaleznosc. ale wtedy bylem juz dawno po starzu :)
                              nie czuje sie tez obrazony bo nigdy nie bylem czescia "ukladu" a stanowiska nigdy mnie nie kusily
                              • 4tore Re: mialem szczescie??? 13.09.08, 15:54
                                ale tez Ci nikt nie proponowal miejsca doktoranckiego w zamian za
                                tlumaczenie artykulow dla promotora :-)
                                Stazysci sa rozgoryczeni, bo musisz w pewnym momencie albo wejsc w
                                ten chory system i tyrac te 50 - 6 lat do specjalizacji i potem
                                wyjechac albo wyjechac od razu.
                                Przy czym nie wszedzie jest rozowo, np. wsciekle hierarchiczny
                                system specjalizacji w Szwablandii powoduje masowa ucieczke z zawodu
                                oraz poza jej granice (tzn. Szwablandii). Tu np. stazysci
                                oprotestowali tzw. AiP, staz podyplomowy, na ktorym de facto bez
                                uprawnien sprawowali obowiazki na oddzialach, znieczulali i
                                zarabiali polowe tego, co rok wyzszy stazem asystent i wygrali! A u
                                nas - glowa muru nie przebijesz...
                                Dobrze sie zrozumielismy, ja tez widze fajne oddzialy w Polsce, nie
                                odbiegajace standardami od europejskich, tylko to sa jednostki, a
                                rownowaga nie jest zachowana, inaczej mozna posadzac naszych kolegow
                                o paranoje, wszedzie wesza uklady i ukladziki.
                                Z drugiej strony jakos tez nie widze, zeby kolegom, ktorzy nie
                                wyjechali razem ze mna, jakos szczegolnie zle sie wiodlo...nie mysle
                                o tym, jak to oni sie ustawili, tylko, jak powiedzial pewien aktor -
                                jak byl mlody, to ktos mu pomogl postawic te pierwsze kroki...A
                                naszym kolegom tej szansy sie nie daje.
                                • loraphenus Re: mialem szczescie??? 13.09.08, 16:18
                                  4tore napisała:

                                  > jak byl mlody, to ktos mu pomogl postawic te pierwsze kroki...A
                                  > naszym kolegom tej szansy sie nie daje.

                                  ależ daje się. Zatrudniając synową lub zięcia na stanowisku tworzonym dla niego
                                  specjalnie - ja widziałem lekarza po LEPie zatrudnionego jako rzecznika
                                  prasowego kierownika kliniki- był zięciem tegoż kierownika...
                                  • 4tore Re: mialem szczescie??? 13.09.08, 17:57
                                    totez jedyna reakcja na nepotyzm moze byc opuszczenie tego pieknego
                                    kraju oraz uwolnienie sie od pytan kolegow w stylu "a jak ty to
                                    sobie zalatwiles".
                                    Nie mowie, ze poza jego granicami tez jest pieknie i wspaniale, ale
                                    jestes tu jak gdyby nikim, bo co z tego, kim byl tatus czy mamusia w
                                    Polsce, zaczynasz razem z innymi i tylko od ciebie zalezy, co i jak
                                    szybko osiagniesz.
                                    Poza tym rowniez uwazam proponowanie komus wolontariatu za obrazliwe.
              • liton Re: w młodych to nie wierz 12.09.08, 22:45
                potwierdzam - już na 3 roku widziałem, że niektórzy już zaczynają
                lizanie tyłka/szukają wazeliny by dymanie mniej bolało..

                "może otworzą miejsce specjalizacyjne", "może mnie przyjmą", "ale ta
                sława lekarza akademickiego" itd.
                • loraphenus opowiem na przykładzie aspirowania młodych lekarzy 12.09.08, 22:58
                  do zagnieżdżenia się w Centralnym Szpitalu Klinicznym na Banacha.

                  otóż Banachowo zwane Dynastią imponuje już studentom, ma jakaś moc magiczną..

                  i w czasach studenckich niektórzy - zwłaszcza jak popili wódki -otwierali się z
                  wylewną szczerością i mówili...

                  Widzisz stary. Tutaj aby ktoś Ci furtkę otworzył to musisz być synem lub
                  zięciem...albo- córką bądź synową...

                  rozejrzyj się za jakaś córką kogoś ważnego, by jej geny swe przekazac, co w
                  rodzinie to nie zginie..i wtedy inni będą na Ciebie tyrali, Ci frajerzy bez
                  układów, którzy będą tutaj lat kilkanaście murzynić, z nadzieją na etat...

                  Bo widzisz stary -można było by jechać na zachód - ale tam k...wa trzeba ostro
                  zap..dalać a to ostatnia rzecz, na którą masz ochotę...

                  Popatrz na nich - oni tutaj karty rozdają i rządzą- na nich robią - do tego
                  trzeba dążyć, aspirować...Gryziesz i kopiesz -bo inaczej Cię zagryzą...I tutaj
                  robisz tak, że kase masz, władze masz i się nie narobisz..a potem to juz tylko
                  wyżej - i jesteś bossem nienaruszalnym -popatrz, świat się nie zmienia...

                  Musisz wiedzieć z kim wódkę pić i z kim do łóżka iść...

                  A koleżanki przeżywały czasami jak nie udało się zainteresować kogoś swą osobą
                  na dłużej....

                  Takich młodych było ca 60%

                  Pozostałe ca 15-20% chcialo wyjechac na prowincję - gdzie mogli coś znaczyć -bo
                  mówili -trzeba znać miejsce w szeregu -tutaj guzik zdziałamy -ale u siebie to
                  mamy plecy...i stołki na nas czekają -bo odziedziczymy....

                  Pozostałe osoby to osoby wk..wione na ta patologię - między innymi ja.

                  Circa about 70-80% nauczyła się kombinowania i zycia w bagienku... Nie chcą
                  jechać na zachód bo tam trzeba zapierniczac i nic by nie osiągnęli...

                  ilu młodych buntowników, którzy nie wyjadą -zostaną upupieni modelowo przez
                  kolegów ?

                  • seniorita15 Re: opowiem na przykładzie aspirowania młodych le 14.09.08, 11:31
                    Loraphenus lubie czytac Twoje wypowiedzi.Zgadzam sie ,ze od wiekow
                    sie nic nie zmienilo.Ja mam znacznie dluzszy staz pracy niz Ty ,ale
                    pamietam kolegow ,co juz od trzeciego roku studiow"obstukiwali"
                    sobie etaty.Dzis sa szefami oddzialow.Ja jak skonczylam studia to
                    poszlam do pelnomocnika zatrudnienia na uczelni w Wielkim Miescie i
                    zapytalam gdzie jeszcze sa wolne miejsca stazowe.Wybralam
                    przemyslowke,bo tam doplacali do etatu- w roznej formie.Calkiem
                    przypadkiem ,juz w trakcie stazu ,wyladowalam w pracy w klinice,ale
                    nie dzieki ukladom, tylko dlatego ,ze specjalizacja ktora wybralam
                    byla deficytowa ,a akurat zwalnialo sie czasowo miejsce.W moim
                    przypadku wszystko potoczylo sie dobrze,ale wiem ,ze w innych
                    specjalnosciach tak rozowo nie bylo.Ktos musial byc czyims
                    protegowanym, inaczej nie mial szansy na etat.Czyli widac niewiele
                    sie zmienilo.Mnie diabel nosi po swiecie ,wiec ja juz pracowalam w
                    paru krajach.Na razie najbardziej mi odpowiada Skandynawia ze
                    wzgledu na duza ilosc wolnego czasu.Ostatnio proponowali mi pozycje
                    szefa,ale ja wole miec swiety spokoj niz te pare groszy wiecej ,za
                    to wysiadywanie na przeroznych zebraniach i przelewanie z pustego w
                    prozne ,czyli gadanie o niczym.Wole prace z pacjentem.A w
                    Skandynawii pozycja szefa oznacza tylko 30% pracy klinicznej.Reszta
                    to administracja.Ja sie dziwie kolegom bez ukladow,ze jeszcze siedza
                    w Polsce.Trzeba byc masochista do kwadratu.
                    • loraphenus władza absolutna i totalna szefów klinik 14.09.08, 12:23
                      z wspomnień ze studiów.

                      Odprawa - sala na Banacha, długa, kilkadziesiąt krzeseł...Kolejność zajmowania
                      krzeseł- nieprzypadkowa - w kolejności sukcesji i kolejności dziobania....

                      i szef mówi: czy zoperowano Kowalewskiego ((wypowiadał się w formie bezosobowej)

                      i jego zastepca mówi (zastepca prof. dr .hab. med.) : operowaliśmy Kowalskiego,
                      tego ze schorzeniem...

                      szef: a mnie się wydaje, że on nazywa się Kowalewski. Czyżby wątpiono w mą pamięć...

                      zastępca zaczyna się trząść i pocić w ułamku sekundy, jakby przed komisarzem
                      NKWD stał i mówi: Przepraszam, to moja pomyłka, pomyliłem pacjentów, Przeeepraszam!

                      ------

                      z obserwacji wynikało iż szef katedry i zakładu mógłby wejść i powiedzieć -
                      ziemia jest płaska! kto uważa inaczej niech podniesie rękę...

                      Nikt by się nie odważył...
                      • 4tore Re: władza absolutna i totalna szefów klinik 14.09.08, 13:17
                        U nas odprawa przy "okraglym" stole, jak przyjdziesz na koncu, to
                        moze zajmiesz miejsce po prawicy szefa, bo jakos normalnie nikt przy
                        nim siadac nie chce :-)
                        Ja jeszcze ze studiow pamietam taka scenke, ktora mnie zmierzila i
                        zniechecila skutecznie do pracy w kraju: tzw. konsultacje w klinice
                        ortopedii i traumatologii, najwiekszej w regionie, porzadek
                        dziobania j/w, z tym, ze adiunkci i asystencji znudzeni, opowiadaja
                        o d. Marynie, wchodzi pacjent (klinika osrodkiem referencyjnym dla
                        calej prowincji), mlody chlopak o kulach, ledwo chodzi, wiec
                        wszystkie swoje rzeczy wpakowal do takiego plecaczka, chyba z
                        mlodszego brata...i cala ta brac lekarska zaczela sie z tego
                        chlopaka i z jego plecaczka najzwyczajniej nabijac. Przepraszam, ze
                        tutaj taki malo obrazowy opis, ale wrazenie bylo piorunujace.
    • loraphenus jeszcze komentarz - loraphenus sprawdził, jak 14.09.08, 12:28
      nazywał się pacjent..zastępca kierownika katedry miał racje...tylko dlaczego
      wolał to zataić i odstawić groteskę ?

      • marcinoit Re: jeszcze komentarz - loraphenus sprawdził, jak 14.09.08, 19:10
        jak to wszystko czytam to dziekuje Bogu ze nigdy nie musialem pracowac w klinice i w pore zrezygnowalem z doktoratu :)
        w moim obecnym miejscu pracy wogole nie mamy odpraw :) raz w tygodniu mamy jedynie spotkania "organizacyjne " a jesli chodzi o kolejnosc dziobania to faktycznie jest spora grupa kolegow usilujaca zadziwbac Szefa :) po kazdym takim zebraniu Szaf mowi do mnie " Marcin,ahora sabes ¿por que tengo dolor de cabeza en mi casa?"
        • turpin Dyskusja jakby odeszła od tematu wątku, ale... 14.09.08, 19:35
          ...ale właśnie z tego chciałbym skorzystać
          • loraphenus panie doktorze, tylko że ja 14.09.08, 20:59
            nie pracuję klinicznie zagranicą...

            a poza tym zastanawiam się nad onkologią w Niemczech, bo Forschung jest mi
            bliski...albo Unfallchirurgią...
        • 4tore Re: jeszcze komentarz - loraphenus sprawdził, jak 14.09.08, 20:14
          A system niemeicki jest niby hierarchiczny, a niektore kolezanki tez
          szefa bardziej atakuja.
          Chyba polskiego doktoratu nie ma co zalowac, ani stanowiska, jak
          sobie wypadniesz ze szpitala po uregolowanej normami pracy, a tu
          sempre sole :-)
          P.S. mozesz nas objasnic "i co autor chcial powiedziec" (dolor i en
          mia cas to zrozuzmiale samo przez sie - bo z kontekstu mozna
          wyczytac: chyba trzeba bedzie zalac robaka ( u mnie na patio :-))))
          Ja tylko po szwabsku, ang. i francusku w razie potrzeby :-)
          • marcinoit Re: jeszcze komentarz - loraphenus sprawdził, jak 14.09.08, 21:01
            ups , przepraszam, mialem zamiescic wolny przeklad ale sie zapomnialem :)
            Szef pyta czy rozumiem czemu wraca do domu z bolem glowy .
            a ja Go swietnie rozumiem bo przed zmiana adresu mialem watpliwa przyjemnosc przez krotki okres pelnic podobna funkcje. do tej pory mam dreszcze jak sobie o tym przypomne :(
            pozdrawiam
            • 4tore Re: jeszcze komentarz - loraphenus sprawdził, jak 14.09.08, 23:13
              W Niemczech hierarchiczne uklady i robienie specjalizacji latami
              oraz zajmowanie sie nadmiarem papierzysk skutecznie zniechecaja
              mlodych i starszych, stad takze masowy exodus (Skandynawia, USA tez,
              GB).
              Tyle tego, ze jak sie nie podoba, to mozna powiedziec szefowi, ze
              nie odpowiada nam sposob szkolenia i jego poziom i sobie poszukac
              innego miejsca.
              poza tym tu szefa rozlicza sie gl. z wynikow ekonomicznych.
    • vlad Re: prywatne leczenie-i tu trzeba długo czekać 17.09.08, 10:14
      Wczoraj trafiła do mnie kobitka narzekająca na kolejki.
      Wg jej relacji na prywatną wizyte w Krakowie trzeba czekać MIESIĄC.
      Szczęka mi opadła. Myślałęm że tylko w wawie tak jest ..
      u mnie na wsi tylko 2 tygodnie ...
      • loraphenus Realia rynku mówią mi -że nalezy podnieść cenę 17.09.08, 10:34
        a wtedy spadnie popyt i bieżąca podaż zaspokoi nowy popyt...

        • vlad Realia rynku mówią mi -że nalezy podnieść ceny 17.09.08, 18:31
          Trzeba będzie . Od października. Wprawdzie terenówki staniały ale paliwo do nich coraz drożej kosztuje.
          Taki Dodge Ram - taniuuuutkia ale żre paliwo jak smok
          Specjalnie dla Arona wygląda tak:
          http://cgi.ebay.pl/ws/eBayISAPI.dll?ViewItem&item=230291365754&ssPageName=MERCOSI_VI_ROSI_PR4_PCN_BIX&refitem=190249472886&itemcount=4&refwidgetloc=closed_view_item&refwidgettype=osi_widget&_trksid=p284.m185&_trkparms=algo%3DSI%26its%3DI%252BIA%26itu%3DCR%252BIA%252BUCI%26otn%3D4%26ps%3D41
          • liton Re: Realia rynku mówią mi -że nalezy podnieść cen 17.09.08, 21:00
            kto normalny kupuje amerykańskie samochody?
            Land Rover - koniec i kropka ;)
            • vlad Re: Realia rynku mówią mi -że nalezy podnieść cen 17.09.08, 22:35
              Obejrzałem sobie takiego wypasionego Land Rovera - pięęęękny. Wykonczenie
              wnętrza- jak dla JKM . Ale cena też zabójcza.
Pełna wersja