Dodaj do ulubionych

co rozumie "przeciętny Polak"

24.06.09, 19:42
Przepraszam, że wyjdę od pozornego OT, ale chodzi mi o to, by nie
było że tylko my lekarze oceniamy i tylko pacjentów.
Oto prosty fakt medialny:

miasta.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,6749970,Starsze_parafianki_myslaly__ze_to_bankomat.html

Mi nie chodzi o to, że starsza osoba myli infokiosk z bankomatem.
Mi chodzi o to, że starsza osoba chodząca do kościoła - zatem
najczęściej dość konserwatywna katolicza o wyraźnie tradycyjnych
poglądach, dopuszcza w ogóle że w kościele, wewnątrz budynku
będącego przestrzenią sakralną, może pojawić się bankomat.
Równie rozbrajające jest podejście ministranów - że może Naszaklasa
albo strony porno mogłyby być dostępne w przedsionku kościoła!

Niemniej jednak, pisze się czasem, że np. w trakcie remontu budynku
przychodni, jest tablica wielkości małego domku z informacją o
zmianie drzwi wejściowych, a ludzie szarpią, tłuką się, forsują
drzwi na których czcionką kilkudziesięciocentymetrową jest
napisane "WEJŚCIE OBOK".
Pisze się czasem tu, że na dyżur opieki całodobowej przychodzą
notorycznie pacjenci z problemami przewlekłymi, chociaż system
działa lat 10 i informacja o tym jest wyjątkowo szeroko publikowana.
Pisze się czasem o tym, że pacjent przychodzi spóźniony 90 minut i
mówi "byłem zarejestrowany na 10:30" - i koniec, milczenie -
wyczekujące milczenie, jak dla mnie - ewidentnie roszczeniowe
myślenie, bo kryje się za tym "byłem zarejestrowany na 10:30,
owszem, jest 12:00, ale oto jestem. Gdzie czeka na mnie doktor? Ok,
nie musi dziękować że przyszedłem". Moim odruchem jest wtedy mówić,
tak, BYŁ pan zarejestrowany. Ale ja dzisiaj nie przyjmę dodatkowo
pacjenta. - No ale jak to, byłem zarejestrowany. - Dokładnie, BYŁ
pan zarejestrowany, ale rejestracja przepadła, zrezygnował pan z
terminu.... itd.

Do czego zmierzam?
Nie do kolejnej litanii "złych" zachowań pacjentów.
My - pracując z ludźmi - wiemy że tak było i będzie (a to że tak
jest - jest jedną z NAJWAŻNIEJSZYCH rzeczy jakich nie uczy się na
studiach medycznych, podejrzewam, że i na innych gdzie docelowo ma
się do czynienia z ludźmi jako klientami). Przyjmujemy to różnie - z
pobłażliwością, z irytacją, ze zdumieniem - bo też jesteśmy ludźmi.


Chodzi mi o prosty fakt akceptacji krytyki czy też prawa do
wyrażenia frustracji.

Prawo do frustracji mógłby mieć ksiądz, którego parafianki myslą, że
można postawić w kościele bankomat.
Prawo do frustracji ma lekarz, który słyszy o "jakimś" lekarzu,
który widzi pacjenta z furią szturmującego drzwi nieczynnej od 10
minut przychodni (przy pełnej o tym informacji), czy który słyszy,
będąc np. chirurgiem, że jest jego winą brak terminów u ortopedy.
Obserwuj wątek
    • casio69 Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 20:26
      ...Cię, że ilustrujesz tą opowieścią swe przekonanie, wyrażone już dawno w skeczu "fachowcy"?:

      "chamstwo czeba zwalczać siłom i godnościom osobistom..."

      Jeśli tak jest, to ja zaapeluję do Ciebie "wężykiem ich, Panie majster, wężykiem!"
      Najlepiej tym, od słuchawek i po gołej d...
      Aż zrozumieją, czym potęga majstra jest i basta.
      • obs2 Re: Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 20:37
        niczego nie trzeba zwalczać.
        TRZEBA jedynie akceptować różne modele zachowań. W tym taki, że praca jest
        pewnego rodzaju koniecznością, którą silniej lub słabiej się racjonalizuje
        (lekarze racjonalizują czasem potężnie).
        Ja nie muszę - mam dość wyważone podejście: lubię zawód, ale dostrzegam
        dziesiątki jego mankamentów.
        Mankamenty o których piszę się tu zaliczają i po prostu czasem o nich wspominam.
        Być może gdzieś tam ideowo można by uważać że należy walczyć - i zracjonalizować
        to jakąś misją edukacyjną lekarza (hehehehe, buhahaha), a można też dać spokój.
        Ja daję spokój w 98 % przypadków. Na forum trafia skromne 2 % - a i tak
        wystarczy by zasiać ferment w zorientowanych na humanistycznie modelowany
        marketing medyczny.
        Pozdrowienia.
        • casio69 Re: Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 21:10
          > niczego nie trzeba zwalczać.

          To co zrobić, z tłumem, który nie odróżnia ambony od bankomatu a przychodni od świątyni Nauk Medycznych?

          Przyznam, że nie rozumiem, co chcesz powiedzieć w tym kontekście poprzez dalsze akapity.

          > Ja daję spokój w 98 % przypadków. Na forum trafia skromne 2 % - a i tak
          > wystarczy by zasiać ferment w zorientowanych na humanistycznie modelowany
          > marketing medyczny.

          Czego konkretnie 2% dostarczasz na forum?
          Na czym polega "humanizowany marketing medyczny" i o jaki ferment chodzi?
          Chyba nie o taki, z jakiego wypływa np. radeberger?
          • obs2 Re: Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 21:29
            > To co zrobić, z tłumem, który nie odróżnia ambony od bankomatu a przychodni
            > od świątyni Nauk Medycznych?

            Jak już napisałem - znosić.
            I jak już napisałem - dopuszczać prawo do frustracji tymże.

            > Czego konkretnie 2% dostarczasz na forum?

            2% przykładów na frustracje codziennego dnia pracy lekarza z całości tychże
            frustracji. Pozamerytorycznych.

            > Na czym polega "humanizowany marketing medyczny"

            Na zastosowaniu zasad, filozofii, sposobu myślenia i terminologii marketingu w
            odniesieniu do realiów pracy ludzi zajmujących się ochroną zdrowia, przy
            wzbogaceniu tychże zasad i terminologii nakładką lingwistyczną sprawiającą PRowe
            wrażenie wysubtelnionego humanizmu, dojrzałego biznesowego powołania,
            rozumianego jako wzruszający luterską trwałością profesjonalizm.
            Nie obraź się, proszę. Pytasz - odpowiadam.


            • casio69 Re: Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 22:34
              Na litość Boską, cóż jest w tym, co piszesz obraźliwego i dlaczego dla mnie?

              Jeśli już - to chyba nie o mnie chodzi z tą obrazą.
              Obs, jak to jest znosić w codziennym trudzie pacjentów?
              Jak to jest mieć takie mniemanie o ludziach, którym pomoc zdrowotna jest sensem
              zawodu?
              A jeśli nie jest, to co jest?
              Co mógłbyś robić ze swoimi kompetencjami tam, gdzie pracujesz, gdyby NIKT nie
              zaczął przychodzić do Ciebie (poza p.Jasią z recepcji po łyżeczki do cukru)?

              Wreszcie, czym są "realia pracy ludzi ...OZ", że nie pasują (?) do ich
              postępowania zjawiska z dziedziny filozofii, humanizmu, marketingu, Public
              Relations, powołania, biznesu, wzruszeń, trwałości czy profesjonalizmu?

              Czym lub kim ci ludzie są innym, niż każda, ale to każda dziedzina
              ludzkiej egzystencji, na użytek których "pracują" stworzone przez cywilizację
              w/w dziedziny nauki i pochodne pojęcia?

              Oj, bo zrozumiem, że jedyne, co nie pasuje do luterski ethos pracy...może coś w
              tym jest?
              • practicant Filozofujesz,Casio. 24.06.09, 22:41
                Jak zwykle zreszta.Teoria,nutka filozofii i protekcjonalny ton.

                Mysle,ze te dwa procent Obsa to takie ciche "zrozumcie ludzie,ze nie odpowiadam
                za pogode w Andach!!".Co zreszta-jest calkiem zdrowa reakcja.
                • obs2 Re: Filozofujesz,Casio. 24.06.09, 22:43
                  > zrozumcie ludzie,ze nie odpowiadam
                  > za pogode w Andach!!

                  a zwłaszcza za terminy u ortopedy.
                  • andnow2 W kancelariach prawniczych jest inaczej 25.06.09, 05:22
                    obs2 napisał:

                    > > zrozumcie ludzie,ze nie odpowiadam
                    > > za pogode w Andach!!
                    >
                    > a zwłaszcza za terminy u ortopedy.


                    Jako partner i prawnik, n.p. od prawa spółek odpowiadałem nie tylko
                    moralnie, ale i materialnie za to, że w którymś z biur skopano, n.p.
                    sprawę podatkową.

                    I szczerze powiedziawszy, nie widzę powodów, dla których w
                    szpitalach, przychodniach i innych placówkach medycznych nie
                    rozwijać ducha odpowiedzialności korporacyjnej jednostki za dobre
                    funkcjonowanie i dobre postrzeganie placówki i grupy placówek
                    medycznych jako całości.
                    • casio69 Re: W kancelariach prawniczych jest inaczej 25.06.09, 09:51
                      Zapewne zauważyłeś, że sprowadzenie dyskusji o profesjonaliźmie do pytania "czy
                      lekarz odpowiada za pogodę w Andach tak jak za termin wizyt u innego
                      specjalisty" jest chwytem manipulacji retorycznej zwanym potocznie "rżnięciem
                      głupa"?
                      Ja akurat się na to nie nabieram...
              • obs2 Re: Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 22:42
                > Obs, jak to jest znosić w codziennym trudzie pacjentów?

                Mylisz pacjentów z ich niektórymi zachowaniami.
                A może nie mylisz tylko nie dopuszczasz w swym oświeconym humanizmie takiego
                podziału.
                Otóż Casio, dla mnie pacjent jest podmiotem i jako pacjenta go szanuję.
                A jeżeli szarpie drzwi z napisem "zamknięte" to mnie CHWILOWO irytuje lub bawi.
                Jego chore gardło mnie nie bawi. Jego choćby skrajnie urojone dolegliwości nie
                nie bawią ani irytują. Doprawdy tego nie czujesz?

                > Co mógłbyś robić ze swoimi kompetencjami tam, gdzie pracujesz, gdyby NIKT
                > nie zaczął przychodzić

                jak doskonale wiesz, niezwykle trudno używać takiego argumentu akurat wobec
                lekarzy. Zawsze szanowałem to, że tu jesteśmy wybrańcami niebios. Pacjenci będą
                zawsze.

                • casio69 Re: Czy dobrze rozumiem... 24.06.09, 23:02
                  > Mylisz pacjentów z ich niektórymi zachowaniami.Jego chore gardło mnie nie
                  bawi. A może nie mylisz tylko nie dopuszczasz w swym oświeconym humanizmie
                  takiego podziału<

                  Jak widzę, mamy wreszcie uchwycony "turning point" w dyskusji.
                  Dla Ciebie Pacjent, jego zachowanie i jego chory narząd to
                  trzy różne i nie związane ze sobą byty...
                  Podmiotowość to czy przedmiotowość...?

                  Rozumiem, że uważasz to, co piszę za objaw "oświeconego humanizmu", czyli
                  pewnego umysłowego ograniczenia (wnosząc z sarkazmu kontekstualnego). Nie wiem
                  skąd Ci to przyszło do głowy, ten humanizm - mnie tego po prostu uczyli w AM i
                  koledzy w pracy. Tyż jakieś humanisty prześwietlone, czy co? Przecież sam tego
                  nie wymyśliłem...

                  > jak doskonale wiesz, niezwykle trudno używać takiego argumentu akurat wobec
                  lekarzy. Zawsze szanowałem to, że tu jesteśmy wybrańcami niebios. Pacjenci będą
                  zawsze.<

                  Alez ja się trudnych wyzwań nie boję, a poza tym mam inne zdanie.
                  Nie chodzi o to, że pacjenci będą ale o to, dlaczego np. nie u Ciebie???
                  ;-)
                  No dobra, masz rację. Dopóki ten system istnieje, ci bez pieniędzy nie mają
                  wyboru i mozna im robić co się chce albo nie , obwinić za to system, a oni i tak
                  przyjdą.

                  I to jest "turning point nr 2" w dyskusji.
                  Też tak uważam, że ten system jest stworzony i utrzymywany przez tych, którzy
                  chcą, aby pacjenci służyli im swoimi "gardłami, trzustkami i woreczkami" zawsze,
                  niezależnie od tego, na ile leczący na to zaufanie zasługują.
                  • obs2 Re: Czy dobrze rozumiem... 25.06.09, 08:24
                    > Dla Ciebie Pacjent, jego zachowanie i jego chory
                    > narząd
                    to trzy różne i nie związane ze sobą byty...

                    różne ale związane ze sobą. Mam wrażenie, że jasno to wyrażam.

                    > skąd Ci to przyszło do głowy, ten humanizm - mnie tego po prostu
                    > uczyli w AM i koledzy w pracy.

                    Stąd że dość zdecydowanie odbiegasz od poglądów głoszonych przez
                    znanych mi lekarzy (nie chce mi się znów powtarzać mego
                    sakramentalnego "od stażystów do profesorów zwyczajnych").
                    Mnie nie uczli. Nie uczyli kolegów. Nie uczyli kolegów kolegów.
                    Stąd "oświecony". Jesteś wyjątkiem i liderem.
                    Sarkazm? To przecież stały element naszych rozmów. Dodaje uroku i
                    inspiracji.


                    • casio69 Re: Czy dobrze rozumiem... 25.06.09, 09:55
                      Obawiam się, że każdy uczy się tylko tego, co jest w stanie zrozumieć.

                      "Nas tego nie uczyli" słyszałem ostatnio jak moja pani w gimnazjum kazała
                      obliczyć równanie z dwoma niewiadomymi.

                      Czy to jest dostatecznie urocze i inspirujące? :))
                      • obs2 Re: Czy dobrze rozumiem... 25.06.09, 11:21
                        > Obawiam się, że każdy uczy się tylko tego, co jest w stanie
                        zrozumieć.

                        Prawda, tylko że w ten sposób- nie po raz pierwszy - praktycznie
                        zamykasz temat.
                        Ty - przyswoiłeś, ja - nie przyswoiłem, więcej nawet nie wiedziałem
                        czego i kiedy nie przyswajam.

                        • casio69 Re: Czy dobrze rozumiem... 25.06.09, 16:01
                          > Prawda, tylko że w ten sposób- nie po raz pierwszy - praktycznie
                          > zamykasz temat. Ty - przyswoiłeś, ja - nie przyswoiłem, więcej nawet nie
                          wiedziałem czego i kiedy nie przyswajam<

                          Jak najbardziej.
                          Cała rzecz w tym, czy ten stan jest u Ciebie przewlekły, postępujący czy też
                          chcesz dać mu szanse remisji.
                          Od tego zależy obszar do ew. dyskusji.

                          Mnie akurat żenuje, że mielibyśmy sobie wyjaśniać kwestie profesjonalizmu i
                          postawy zawodowej tyle lat po studiach.
                          I nie czuję się tym, kto powinien rozwiązywać problemy doświadczonych, lubianych
                          i popularnych praktyków.

                          Więc może są lepsze tematy do dyskusji? ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka