Nie radzę chyba sobie z sytuacją w jakiej się znalazłam. Jestem z żonatym mężczyzną od 1,5 roku. Jest ode mnie starszy o 20 lat. Wiek nie ma dla mnie znaczenia, kiedy jesteśmy razem świetnie nam się rozmawia, rozumiemy się. Jestem pewnie trochę za młoda i mieszkamy w zbyt małym miasteczku, żeby pokazywać się razem. Na razie nie mogę wyobrazić sobie nas publicznie czy wśród znajomych, bo wydaje mi się, że nie traktowali by nas poważnie. Jestem w stanie czekać te parę lat i wtedy nie kryć się już przed światem. Problem jednak w tym, że on chce ze mną być, ale tylko w takiej formie jak teraz, czyli kryjąc się przed wszystkimi na zawsze, a co gorsza i co boli mnie najbardziej bez rozwodu i z mieszkaniem dalej z żoną. Mówi, że jej nie zostawi, bo że tak się nauczył od swoich rodziców, że ojciec zdradzał matkę, ale byli ze sobą do końca...
Choć kiedyś już chciał się z żoną rozwieść dla inne dziewczyny z którą był 6 lat jednak ona się wycofała. Nie rozumiem, czemu mnie skreśla i nie chce bym była jego jedyną...
Jest on moim pierwszym mężczyzną, dla niego zerwałam kontakt z przyjaciółmi, jestem dla niego 24h na dobę kiedy tylko chce. Kiedy wchodziłam w ten związek nie byłam pewna swoich uczuć,byłam raczej zagubiona, samotna, ale zakochałam się na zabój. Myślę o nim kiedy się obudzę i kiedy idę spać. Każda chwila z nim spędzona jest najwspanialszą chwilą mojego życia. W ogóle żyję dla tych chwil. Pewnie mogło by się wydawać, że spotykamy się dość często, bo od 3 do 5 razy w tygodniu. Jednak dla mnie to za mało. Ja chcę budzić się przy nim, całować go na dobranoc, robić mu śniadanie, jeść wspólne obiady, być razem całkowicie. Nie wiem czemu nie chcę zostawić żony, zdradza ją od dawna, mówił, że zaczęło się gdy w seksie przestało im się układać po narodzinach 2 dziecka (dodam, że dzieci są już pełnoletnie), mówi także, że mnie kocha i, że nasz związek to nie romans dla seksu, ale związek tego typu jakim miał z tą dziewczyną dla której się chciał rozwieść. Skoro to związek tego typu, skoro czuje do mnie tyle co do niej czuł, czemu dla mnie nie jest w stanie zostawić żony, nie umiem tego zrozumieć. Nie życzę jej źle, uważam, że ich małżeństwo już nie istnieje w taki sposób jaki powinno, gdyż on jest ze mną, a zdradza ją i okłamuję od wielu lat. Liczę, że nam mogłoby się udać, jesteśmy dopasowani psychicznie i fizycznie, mamy podobne potrzeby, a jego żona nie jest jeszcze na tyle stara by nie mogła sobie ułożyć życia na nowo, z kimś kto był by dla niej szczery i dla kogo byłaby najważniejsza i jedyna. Ja nie wyobrażam sobie życia bez niego, całe moje poprzednie życie zmieniłam dla niego, jestem dla niego całą sobą zawsze i jeśli kiedyś mielibyśmy przestać być razem, to nie sądzę, że potrafiłabym sobie poradzić. On kilka razy mnie okłamał, odkryłam to, były to kłamstwa dotyczące tego dlaczego nie możemy się spotkać, tłumaczył się, że właśnie od tylu lat okłamuje już żonę, że po prostu nauczył się kłamać i w niektórych sytuacjach jest to dla niego najłatwiejsze wyście, rozmawialiśmy o tym wiele razy i obiecywał mi, że postara się to dla mnie zmienić i nie okłamywać mnie, parę razy po tym znów mnie okłamał, ale widzę, że jest lepiej, że jest mu przykro, kiedy widzi, że mnie to rani. Straciłam jednak cześć mojego zaufania do niego i często niepotrzebnie podejrzewam go o kłamstwa. Największym problemem jest jednak to, że tkwię po uszy w związku, który nie ma przyszłości, a jeśli tak bardzo daleką. A mi z każdym miesiącem jest ciężej, kiedy przepada jakieś spotkanie jak byliśmy umówieni i cały dzień czekałam na niego, ja prawie wpadam w histerię, kiedy się do mnie dłużej nie odzywa, też jest źle. Jeśli wiem, gdzie jest, że jest sam lub ze znajomymi to spoko, ale jeśli jest z żoną, nie mogę tego znieść, nie mogę znieść myśli o nich, o nich samych, o nich razem. Boli mnie to strasznie, nigdy się tak nie czułam, tak źle i nic mnie tak nie bolało w życiu (a trochę działo się złych rzeczy w moim dzieciństwie). Żadna osoba nie znaczyła dla mnie aż tyle ile on znaczy, nikogo tak nie kochałam, za nikim tak nie tęskniłam, dla nikogo nie zrobiłabym tyle co dla niego.
Proszę Was o opinię, radę, pomoc, cokolwiek. Proszę o zrozumienie i nie potępianie mnie za to co robię, nie jest to sytuacja tak łatwa jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nigdy nie chciałam być tą trzecią, ale jestem i kocham cudzego męża...