marly.mua
15.03.13, 17:43
Moja sytuacja jest dosc skomplikowana. Wlasciwie to nawet nie czuje sie kochanka. chociaz musze walczyc o ukochanego mezczyzne z jego zona.
ale do poczatku. Moj maz ode mnie odszedl... nieukladalo nam sie, byly awantury, a pozniej przemoc.... wyprowadzil sie a ja nie pozwolilam mu wrocic, nie chce juz zyc jak wczesniej.
w tym czasie, moj przyjaciel wyznal mi milosc. cos sie zaczelo miedzy nami dziac. a milosc z mojej strony zostala odwzajemniona. teraz nie ma watpliwosci, ze kochamy sie najbardziej na swiecie. jest wciaz jedno ale.... jego zona. istnieje... a co gorsza jest mu w stanie wybaczyc wszystko, kazda awanture i kazdy preteks, ktory w normalnym zwiazku byl by powodem do conajmniej zlosci.
On nie jest z nia szczesliwy od dawna. klotnie sa u nich na porzadku dziennym... taka norma. a wszystkiemu przysluchuje sie ich corka, ktora przez to wszystko jest niesamowicie smutnym dzieckiem. On wie ze nie chce z nia byc.... ale jest zwyczajnie tchorzem.... ciezko mu podjac ostateczna decyzje o wyprowadzeniu sie od niej.... rowniez ze wzgledow finansowych mysle.... Poki co nie spalismy ze soba... spalismy.... ale nie uprawialismy seksu, co pokazuje ze nie chodzi wcale o lozko..... tyko o milosc. najgorsze ze ja nie wiem jak dlugo dam rade czekac.... na ostateczna decyzje....[/i]
Ngd