niebieskabutelka
17.01.14, 12:08
Pisze na tym forum bo prosze was o obiektywną opinie, może kubeł zimnej wody który pomoże mi wyrwać sie z relacji, która nosi wszelkie znamiona toksycznej.
Poznaliśmy sie rok temu. Klasyczna historia - ja wolna, po rozwodzie i dzieckiem on nieszczęśliwy, w trakcie rozwodu bla bla... Po kilku tygodniach znajomości okazało się, ze nawet pozew rozwodowy nie został wysłany a on mieszka z żoną, ale ze sobą nie rozmawiają i śpią w osobnych łóżkach. Mimo tego wszystkiego bardzo zaangażowałam sie w tę relację. Nie wiem czy dlatego, że tak dobrze mi z nim, czy dlatego że długo byłam sama i potrzebowałam miłości. Nie potrafię tego ocenić. Po roku czuję się zmęczona i w pewnym sensie wykorzystana. Nigdy nie dostałam od niego kwiatka ani nawet żadnego drobiazgu. Kiedy wożę go swoim samochodem nigdy nie zaproponował, że dołoży się do paliwa. I jest mi bardzo źle. Bo tak naprawdę nie mogę polegać na facecie, którego pokochałam. Nie ma go przy mnie kiedy jest mi źle. Wszystko kręci się wokół niego i tego, kiedy ma czas. Nigdy nie dostałam od niego kwiatka ani nawet żadnego drobiazgu. Kiedy wożę go swoim samochodem nigdy nie zaproponował, że dołoży się do paliwa. A z biegiem czasu ma go coraz mniej. Kiedy zaczęłam się upominać o swoje prawa usłyszałam, ze jestem egoistką bo myślę tylko o sobie i nie rozumiem jego sytuacji. Że da mi wszystko ale w przyszłym tygodniu, za miesiąc czy kiedyś tam.. Ostatnio zaczął wspominać o wspólnym mieszkaniu. A zaraz potem stwierdził, że żona chce się z nim rozwieźć i nie będzie miał się gdzie podziać. Ciągle mówi jak mnie kocha, że swoją przyszłość wiąże ze mną, ale nie zrobił nic, żeby mi to pokazać. Kiedy mam zły humor słyszę, że normalny facet nie wytrzymałby ze mną wiec mam szanować go za to że wciąż ze mną jest. Bo tak bardzo mnie kocha.. Nie potrafię wyrwać się z tej relacji. Nie wiem, czy to miłość, czy litość, czy lęk przed samotnością. Zaraz usłuszę że sama jestem temu winna.. pewno i tak.. O co naprawdę tu chodzi, bo nie potrafię ocenić obiektywnie.